We wczesnych latach 90, dzięki współpracy z Anną Furlani Pedoja, architektem krajobrazu i doradcą Włoskiego Stowarzyszenia Róż, w ogrodzie różanym wprowadzono kilka elementów, które przyczyniły się do zdynamizowania do jego struktury. Został podzielony na różne strefy: dużą część zbioru stanowią nowoczesne róże, ale jest również  dyskretnie rozlokowana kolekcja starych odmian, rozmieszczone wzdłuż bramy i wzdłuż żywopłotu.Stworzono obszar poświęcony dwom  włoskim rosarianom miasta, Domenico Aicardi i Febo Giuseppe Cazzaniga, gdzie można zobaczyć niektóre z ich najbardziej znanych róż,które prof Gianfranco Fineschi uprzejmie podarował .

Oczywiście ogród ciągle się zmienia.Utworzono sekretny ogród zapachowy, nazwany tak przez swego twórcę Anna Furlani Pedoja, która zawiera wiele pachnących odmian, w tym  , Teodolinda czysto biały i bardzo pachnący mieszaniec herbatni stworzony przez Niso Fumagalli w 1988 roku, jest to róża   wybrana jako emblemat pierwszej Europejskiej konferencji Regionalnej Rose  w maju 1996 roku.
Kolejny sektor poświęcony jest różom, które od 1976 r. Zostały nagrodzone nagrodą „Hall of Fame”. Ta prestiżowa nagroda przyznawana jest co trzy lata podczas World Rose Convention i jest wynikiem głosów oddanych przez członków. wszystkich krajowych stowarzyszeń róż, które należą do Światowej Federacji Różanych Towarzystw.
Jeden z ostatnich obszarów utworzonych jest poświęcony osobistościom, które wyróżniły się w świecie róży jak: „Ester Fumagalli”, prezydent dell’AIRosa; „Lily de Gerlache”, pierwszy przewodniczący Światowej Federacji Towarzystw Rose, „Marie-Louise Velge”   Wiceprezes na Europę Światowej Federacji Towarzystw Rose „” Rosenprofessor Sieber „znamienity rodolog niemiecki;” Stelvio Coggiatti „najsłynniejszy włoski rodolog, który zmarł dwadzieścia lat temu,” Silvina Donvito „ekspert nie tylko róże, ale ogrodnictwo w ogóle .

W 1990 roku, po śmierci męża, na prezesa  stowarzyszenia wybrana została  Pani Ester Boschetti Fumagalli, która kontynuowała prace zainicjowane i prowadzone z pasją  przez dwadzieścia pięć lat przez Niso Fumagalli. W 2008 roku, po rezygnacji prezydenta, Zgromadzenie Ogólne wybrało na nowego prezydenta Silvano Fumagalliego, syna Niso i Ester.

I jeszcze kila słów od siebie. W ogrodzie tym byłem w drugiej połowie czerwca. W tym czasie róże historyczne zakończyły już kwitnienie, ale pozostałe były w pełni kwitnienia, ale dojmująco widać było brak ręki wymagającego gospodarza. Ogród położony w tak reprezentacyjnym miejscu przed wejściem do imponującego , reprezentacyjnego pałacu nie prezentuje się zbyt okazale. Wiele odmian było porażonych przez czarną plamistość i zdefoliowanych. Robiąc fotografie poszczególnych odmian zwracałem na to uwagę. Dopiero  w takiej sytuacji pozbawione ochrony chemicznej poszczególne odmiany mogą pokazać swoją rzeczywistą odporność na choroby grzybowe. Sam ogród jest praktycznie monokulturą i nie robi jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Z całą pewnością należałoby pozbyć się niektórych wrażliwych na czarną plamistość odmian i wprowadzić  nasadzenia bylin  lub innych krzewów.

  • Wagner Stefan

    W roku 2017, po krótkiej chorobie, zmarł w swoim rodzinnym mieście Cluj, Stefan Wagner. Miał 85 lat i był jednym z ostatnich 5 delegatów którzy zakładali Światową federację towarzystw miłośników róż w Londynie w roku 1968. Gdy podczas spotkania z delegatami, został przedstawiony  Jej Królewskiej Mości miał rzec:” To jeden z najważniejszych dni w moim życiu”. Ten bardzo szanowany Rosarianin założył w 1990 r. Rumuńskie Towarzystwo Róż i dołączył do WFRS w 1992 roku, gdzie został wiceprezesem ds. Europy Wschodniej. Był zapalonym i lojalnym członkiem, który brał udział w 9 pierwszych z  18 zjazdów i zorganizował wiele wycieczek rosarian rumuńskich do innych krajów . Był entuzjastą  i popularnym propagatorem  róż w swoim kraju.Napisał dwie książki o różach. The Rose – From Myth to the Millennium (Tłumaczona na język angielski) i Trandafiri cu parfum (Fragrant Roses). Był także głównym ogrodnikiem w Bukaresztańskich ogrodach botanicznych.

    Jeff Wyckoff w newsletterze World Federation of Rose Society nr 1/2018 między innymi pisze: ”W  roku 2009, w Vancouver  otrzymał Srebrny medal WFRS w uznaniu wybitnych zasług dla Federacji. Stefan Wagner, który był zaangażowany w działalność WFRS od początku jej istnienia, to pierwszy „oficjalny” Przyjaciel Federacji i był przyjacielem życia. Będzie mi go boleśnie brakowało w Danii, szczególnie w przypadku obchodów 50-lecia.”

    Jednakże piszę o Stefanie Wagnerze głównie  z powodu jego działalności hybrydyzerskiej. Był ” odpowiedzialny” za stworzenie 47 odmian. Jego pierwsza odmiana Foc de Tabara będąca krzyżówką  odmian Paprika  i Coup de Foudre , pochodzi z 1970 roku i rozpoczyna trwającą prawie 50 lat karierę hodowlaną. Jedną z najpiękniejszych róż Stefana Wagnera jest floribunda „Auriu de Cluj” ( , krzyżówka „Orangeade” x  Western Sun). Niestety, jak można się spodziewać, ani ona, ani żadna inna z jego róż nie są dostępne  szerzej w świecie.

    Tyle na temat Wagnera znajdziemy w biuletynie  WFRS. Znacznie więcej informacji znajduje się  na doskonałym,  rosyjskojęzycznym blogu poświęconym nie tylko różom – kajuta.net. Cytuję obszerne fragmenty.

    „Od dzieciństwa przez ponad 40 lat, moje życie kojarzone jest z różami .Oczywiście było wiele trudności związanych z codzienną pracą, ale róże dały mi tyle radości, rozkoszy,  i profesjonalnej samorealizacji, że pozostaje tylko dziękować losowi za te wszystkie niezapomniane chwile „. Te słowa należą do najbardziej chyba znanej osoby w Rumunii dla tych, którzy interesują się różami.

    Stefan Wagner urodził się 1 lutego 1932 roku w miejscowości Alba, w rodzinie ogrodników, którzy  mieli szkółkę, gdzie uprawiano rośliny ozdobne a w tym  i róże. Po zakończeniu czterech klas w szkole średniej – ojciec zmarł bardzo wcześnie – 14-letni chłopiec został zmuszony rzucić szkołę i poszedł do pracy w firmie Ambrosi i Fisher w mieście Ayud jako praktykant ogrodnik. Tutaj pracował przez dwa lata pod czujnym okiem dziadka, który był głównym ogrodnikiem tego przedsiębiorstwa od 1908 do 1948 roku, aż do przejścia na emeryturę. „Mój dziadek był moim mentorem – mówi Wagner -  ten mały Austriak, wysoki na 158 cm, był bardzo wymagający, ale znał wszystkie tajemnice rzemiosła ogrodowego, nawet bez formalnego wykształcenia „. Te dwa lata, według Wagnera, były decydujące co do  wyboru zawodu. W 1948 r. zapisał się do Technikum Rolniczego i ukończył je z wyróżnieniem w 1951 r. otrzymując dyplom ogrodnika. Następnie ukończył Wydział Ogrodnictwa w Bukareszcie  po czym  podjął pracę na stacji pomologicznej w Cluj  pod okiem znanego ogrodnika Rudolpha Palos (R.Palocsay). Wagner był tam szefem działu uprawy owoców, a od 1960 r. zajmował się uprawą róż. Przepracował tam 41 lat , do emerytury w 1997 roku.

    Jeśli chodzi o róże, wszystko zaczęło się od dnia, w którym dyrektor stacji Palocsay polecił Wagnerowi nadzorować uprawę róż na stacji, który to zbiór liczył około 250 odmian. Zadaniem młodego inżyniera było rekomendowanie tych odmian róż, które są najbardziej odpowiednie do produkcji w warunkach klimatycznych Rumunii. W ciągu 35 lat pracy oceniono tam około 600 odmian i rodzajów róż.
    W 1963 r. przeprowadza pierwsze doświadczenia z hybrydyzacją, eksperymentował nie tylko nad  różnymi kombinacjami  krzyżówek, ale także próbował napromieniować nasiona  promieniami roentgena. Metoda  ta nie przyniosła spektakularnych rezultatów (” zresztą tak jak w innych krajach”, mówi Wagner), ale uzyskano stabilne, piękne mutacje „Ambasador” i „Złota Elegancja” .

    Stefan Wagner zajmował się też działalnością dydaktyczną, w szczególności w latach 1980-1985. wykładał na Wydziale Ogrodnictwa w Cluj. Jest autorem ponad 100 publikacji naukowych i popularno-naukowych, a także współautorem 8 książek o ogrodnictwie. Jego najbardziej znaczące dzieło – „Róża – od czasów mitycznych do trzeciego tysiąclecia” – zostało opublikowane w 2002 roku.

    W grudniu 1990 roku Wagner założył Rumuńskie Stowarzyszenie Przyjaciół Róży, które ma obecnie około 1,5 tys członków, zarówno w kraju, jak i za granicą.
    „Nie sądzę, by można było mówić o rumuńskiej szkole róż”, powiedział Wagner. – Nasze osiągnięcia nie są tak liczne, aby o nich mówić. Jednak można mówić o współczesnych problemach związanych z różami, bowiem od końca XIX wieku, w Rumunii wyhodowano pierwsze odmiany własnej hodowli, w szczególności w Transylwanii i Banacie.

    Dziś dzięki Wagnerowi, w mieście Cluj, znajduje się główne „laboratorium”  róż  działające w ramach różanki ogrodu botanicznego. Zajmuje ona powierzchnię 1,7 ha,i rośnie tam około 600 odmian róż  . W centrum ogrodu rosną szlachetne hybrydowe odmiany, a na obwodzie – dzikie gatunki. Stefan Wagner niedawno zaapelował do wszystkich członków Stowarzyszenia Przyjaciół Róż z prośbą o pomoc w poszukiwaniu historycznych odmian rumuńskich rosarian, głównie  w celu utworzenia muzeum rumuńskich róż.

    Pisząc tę notkę o Wielkim, rumuńskim rosarianinie Stefanie Wagnerze korzystałem z biuletynu WFRS nr 1/2018 , oraz z artykułu  zatytułowanego Румынский садовод Штефан Вагнер и его розы autorstwa Arbatskaja i Wichłajew zamieszczonego na stronie kajuta.net. Zestawienie róż hodowli Wagnera , podaję za stroną HMF.

    Auriu de Cluj

    Bordura de Nea

    Carmen
    Doamna in mov
    Foc de Tãbãra
    Golden Fiesta
    Incandescent
    Judit
    Luchian
    Mirela
    Nobilia
    Nostalgica
    VOrange Ace
    Perla Transilvaniei
    Petrina
    Red Candy
    Romana
    Romstar
    Rosabunda
    Rosadoll
    Rosadora
    Rosagold
    Rosalinda
    Rosatop
    Rusticana
    Simfonia
    Simina
    Splendid
    Steliana
    Vigorosa
    Zburlici

     

     

  • Museo Giardino Rose Antiche

    apple-blossom-1

    Picture 1 of 80

    Kto mógł przewidzieć, że wiosna 2018, tak mocno przyśpieszy. No, z całą pewnością nie wiedziałem tego zimą, gdy to rezerwowałem loty i noclegi. W rezultacie, i tak niezbyt przyjazny na taki wyjazd termin jakim była połowa czerwca, stał się nieporozumieniem. Nic więc ciekawego nie sfotografowałem, a i te  egzemplarze , których kwiaty dotrwały do mojego łaskawego pojawienia się, nie były już dobrej jakości.

    Sam ogród, jak to możemy zobaczyć na kilku fotografiach jest przecudnie położony i rozciągnięty na kilku pagórkach w pobliżu Modeny, ale nie zasługuje  na los jaki go spotkał. Otóż trafił w ręce jakichś koszmarnych bałaganiarzy i sprawia wrażenie jak gdyby nikt się nim nie opiekował od dłuższego czasu. Rabaty, jakie tam można zobaczyć toną w chwastach i doprawdy trudno mi pojąć jak nie wstyd ludziom tym darem zarządzającym , by to pokazywać i jeszcze się reklamować w internecie. Mało tego, na stronie  poświęconej temu miejscu wylewa się jakiś pseudoekologiczny bełkot. Sprawdźmy to zresztą sami - http://www.museoroseantiche.it/

    Czy to znaczy , że odradzam wizytę w tym miejscu? Nie. Trzeba tylko trafnie dobrać termin odwiedzin i nie spodziewać się zbyt wiele.

  • Anegdoty o rosarianach i ich różach

    Artykuł ten, jest poprawioną wersją wykładu jaki wygłosiłem na Rosaliach 2018 w ogrodzie Botanicznym Powsin.

    Po pewnym namyśle uznałem, że jako wstęp do lektury naszych facecji  doskonale posłużyć może przygoda jaką spotkała    Petera Kukielskiego, kuratora ogrodu Peggy Rockefeler Rose Garden w Nowym Yorku. Anegdota ta , świetnie opisuje nam filozofię ogrodu, tak jak rozumie ją sam Kukielski, ale jest ona bliska również mnie.Opowiada sam Kukielski:

    ” W roku 2007, po intensywnej renowacji, Peggy Rockefeler Rose Garden został ponownie otwarty dla publiczności. rozpoczęło się pierwsze kwitnienie…Byłem w ogrodzie i rozmawiałem z kilkoma odwiedzającymi, kiedy podeszła do mnie młoda dama. Przywitałem się z nią.
    Gdzie jest Eva? spytała ostro, z niespodziewaną stanowczością i niecierpliwością.
    Założę się, że ma Pani na imię Eva, replikowałem.
    Tak, ale ja wciąż czekam na odpowiedź.
    Domyślam się, że jesteś tu, by zobaczyć swoją różę… to tu proszę…
    Bez wahania ruszyła szybkim krokiem w stronę sekcji ogrodu przeznaczonej dla mieszańców piżmowych, gdzie Eva właśnie pięknie kwitła. Eva, /ta odwiedzająca / następnie ruszyła z powrotem w kierunku wyjścia tak szybko, jak przyszła , ale na odchodne powiedziała:
    Dziękuję Ci , ta róża wygląda dobrze. Wrócę ponownie za rok i … wskazując palcem na mnie powiedziała – upewnię się, czy dobrze się nią opiekujesz.
    Och, będę się starał ! Powiedziałem, prawie bojąc się o swe życie i zobowiązując się do osobistej ochrony symbolicznej kwiecistej radości tej pani.
    Otrzymawszy bezpośrednie rozkazy od jednej, małej energicznej jak dynamo Evy, stanąłem jak wryty na ścieżce aby to zdarzenie przemyśleć. Nie zdawałem sobie jeszcze z tego sprawy, jak rozmowa ta zmieni mnie na resztę w moich dni. W tej chwili stało się zupełnie jasne, że powinienem o ogród ten dbać jak o swój własny a może i bardziej, bo każdy ma tu swoją Evę. Obserwowałem, jak do ogrodu przybywa gość po gościu, i zdałem sobie sprawę z tego, że biorę odpowiedzialność za to , że oni przybywając czerpią ogromną radość z tej publicznej przestrzeni, za tą jedną czy dwie róże, które uważają w tym momencie za swoją. Stąd też i lekcja dla kuratora: Eva i pozostałe 600 z odmian , które mam pod swą opieką muszą być tak dobrze zadbane, aby cieszyć wszystkich odwiedzających bez wyjątku.” Zaczerpnąłem ją z książki The Suinstable Rose Garden .
    Zapewnienie właściwej opieki różom nie jest rzeczą prostą a przekonał się o tym każdy rosomanes, który na stosunkowo niewielkiej przestrzeni zgromadził większą ilość jednorodnych kultywarów.Nie każdy bowiem ma tyle szczęścia co maestro Pernet Ducher, którego w latach dwudziestych ubiegłego wieku odwiedził amerykański rosarianin  J.H. Nicolas. Panowie w ożywionej dyskusji poruszali – jak to się mówi -  problemy interesujące obie strony nie szczędząc sobie wzajem pochwał i komplementów. Ale jako, że nie tylko Polacy lubią sobie ponarzekać, Nicolas zagadnął Maestra, jak też sobie radzi z tym utrapieniem rosomanes , jaką niewątpliwie jest czarna plamistość. Maestro sprawiał wrażenie zaskoczonego, jak gdyby nie za bardzo wiedział o czym Nicolas mówi. Nicolas postanowił sprawę przedstawić obrazowo. Jednakże dopiero po dłuższych poszukiwaniach znalazł się jeden nędzny listeczek zainfekowany ponad wszelką wątpliwość przez czarną plamistość. Nicolas tłumaczył to potem na różne sposoby. W tym unikalną formą nawożenia róż jaką stosował Pernet Ducher. Skłonny był też przypisywać tą zadziwiającą odpodporność róż Perneta na czarną plamistość -  stanowisku na jakim rosły jego róże,. Dziś już wiemy, że był to skutek działania przemysłowej atmosfery Lyonu, która nasycona ponad wszelka miarę związkami siarki była niejako naturalnym – jeżeli tu można mówić o naturalności – naturalnym fungicydem.Miało to i inne konsekwencje. Jak wiemy Pernet jest odpowiedzialny za zaimplementowanie podatności róż na to choróbsko poprzez persianę. Nieświadom tego co czyni, usilnie pracował nad mieszańcami z tą różą. I odmiany przez niego wyhodowane pyszniły się urodą w warunkach miejscowych zdobywając nagrody i podziw rosomanes. Jeno Anglicy pozostawali nieczuli na uroki mieszańców pernetowskich. Maestro tłumaczył  sobie ich rezerwę zwykłą , ludzką zawiścią. Niezbyt wierząc , że jego róże w trudnych warunkach Anglii po prostu zamierały z reguły nie przeżywając nawet pierwszej zimy.

    Hodowcy w ogóle, nie tylko dzisiaj, musieli mierzyć się z problemami , których pokonanie onegdaj dla nich było niejednokroć wyzwaniem na miarę całego życia.
    Jean Pierre Vibert to był chłop na schwał. Tęgi żołnierz i kawalerzysta u Napoleona. Gdy został ranny wrócił do cywila i po pewnych drobnych perypetiach zajął się różami. Wykupił między innymi kolekcję wielu tysięcy odmian od Descemeta, którego polityczne wichry wygoniły z ojczyzny i kazały szukać miejsca w świecie. Jak wiemy oparł się dopiero w Odessie gdzie to zajął się zakładaniem ogrodów miejskich. Jego kolekcja znalazła się w rękach jako to rzekliśmy Viberta, który z powodzeniem i sukcesami ją pomnażał. Ale możliwości gleby szybko się wyczerpywały i Vibert musiał się przenieść w stronę Anju gdzie w ślad za nim zaczął się bujnie rozwijać przemysł różany. Jednak pędraki / bo o nich tu mowa/  i tu nie dały mu spokoju i w rezultacie wylądował   w Chenneviere gdzie mieszkał przez czternaście lat, aż do 1827 roku. Swoje szkółki przenosił kilkakrotnie. W roku 1827 po ataku pędraków do St. Denis, potem do Longjumeau i w roku 1839 do Angers, gdzie szefem ogrodników był u niego Robert, który po wycofaniu się mistrza na zasłużony odpoczynek przejął po nim jego dorobek, który zaczął wprowadzać różne swoje odmiany . Pierwszą z nich była Georges Vibert, wyhodowana przez niego w 1853 roku,a  nazwana na cześć wnuka swojego mistrza i poprzednika. To właśnie temu wnukowi Vibert, jesienią swojego życia, wyznał:
    „Widzisz, maleństwo, człowiek tak naprawdę nie wie, co kochał najbardziej na ziemi, ale wie co pozostaje w jego sercu w jego ostatnich dniach. Ja, jak wszyscy inni, myśleliśmy, że uwielbiam i nienawidzę wielu ludzi i wiele rzeczy! Prawdę mówiąc, kochałem tylko Napoleona i róże. Dzisiaj, po prawie stuleciu rewolty przeciwko wszystkim niesprawiedliwościom, które widziałem i wszystkim cierpieniom, które przeszedłem, pozostały mi tylko dwie głębokie nienawiści: jedna dla tych, którzy zdradzili mojego cesarza i drugą do białych robaków , które niszczyły moje róże ”

    I w zasadzie dobrze, że Vibert miał jasno i dobrze zdefiniowanego przeciwnika. Gorzej gdy zdarzy się tak jak przytrafiło się Lambertowi, który nie widząc większych kłopotów- a trzeba tu powiedzieć , że wiodło mu się doskonale – czepił się swojego podówczas pracownika, znanego nam np. z wyhodowania rewelacyjnej Gruss an Aachen, Wilhelma Hinnera. Peter Lambert, który był pracodawcą Hinnera prawdopodobnie w latach 1897-1900, potem miał bardzo napięte stosunki z Hinnerem. W liście do profesora Ewalda Gnaua, ówczesnego przewodniczącego VdR, z dnia 18.12.1926 r., Skarży się on na nigo zarzucając mu nielojalność i niestosowanie się ściśle do poleceń. Nadto, że pisząc artykuły do Gartenwelt miał manierę nazywania się hodowcą róż, co rzeczywiście w odniesieniu do róż wywodzących się od Lamberta, mogło wywoływać co najmniej dwuznaczne skojarzenia. Nic więc dziwnego, że skończyło się to procesem sądowym. J.H. Nicolas w swojej A Rose Odyssey, wspomina  o procesie jaki wytoczył mu kolega rosarianin z Trewiru a mianowicie Peter Lambert , że Wilhelm Hinner będąc pracownikiem Lamberta, rzekomo skradł mu siewkę róży i próbował zarejestrować jako swoją. Lambert ten proces przegrał i Hinner z tej radości ową sporną siewkę nazwał Pharisaer co z niemieckiego nie znaczy bynajmniej Paryżanin a faryzeusz, hipokryta. Trzeba przyznać, że miał specyficzne poczucie humoru.

    Szukając materiałów nadających się do tworzenia biogramów poszczególnych rosarian mogę powiedzieć, że najwięcej pikantnych historii da się przypisać Samuelowi IV McGredyemu. Pozwolę sobie tu przytoczyć dwie historie wiążące się ściśle z nazewnictwem jego róż. Mam tu na myśli małą u nas znaną odmianę Garvey. Nazwa tej róży to jednocześnie nazwa marki Sherry Bodegas at Jerez.Firma i winnica Jerez de la Frontera położona obok miast Bodega, założona została przez arystokratę Irlandzkiego Eilliama Garveya, który przyjechał do Hiszpanii z zamiarem hodowli owiec, a skończyło się importem wina do Anglii. W książce, ” a Family of Roses” którą Samuel Darragh McGredy IV napisał w roku 1971, napotkamy na stronie 94 takie wspomnienie:

    „Róża, ta dała mi możliwość spędzić wspaniale czas z powodu nazwy, którą dla niej wybrałem, była to Garvey, którą wypuściłem na rynek w 1960 roku. Była to róża zaczynająca kwitnienie od brzoskwiniowego różu, zanikającego w kierunku bogatego łososia. Chciałem w ten sposób uhonorować doskonałą sherry, którą produkuje Garvey Sociedad Anonime, i mój dobry irlandzki przyjaciel i agent Garvey – Jack McCabe. Dyrektorzy firmy byli tak zadowoleni z tego, że zainwestowali we mnie odznakę Honorowego Capataza z Bodegas San Patricio, to znaczy, że zrobili ze mnie honorowego mistrza, który to uważają za jedno z wielkich wyróżnień. W tym samym czasie przyznali także honor właśnie Jackowi McCabe i Dr. Richardowi Haywardowi, irlandzkiemu autorowi. Byłem zachwycony – ale byłem też wielce zaskoczony, gdy dodali, że mogę podróżować w dowolne miejsce Hiszpanii kosztem Garveya. Myślałem, że żartują, ale nie, byli bardzo poważni. Powiedziałem, że było by wspaniale, że wiosną zamierzam przybyć do Hiszpanii na Madrit Trial Garden, i że chciałbym mieć samochód, ale nie muszą płacić rachunków za hotel. Nie ma sprawy – odpowiedziano, tak zostanie uczynione. Nigdy nie spotkałem większej uprzejmości i hojności.”
    Niels Poulsen i Jan Spek i ja, od dawna mieliśmy taki zwyczaj, że spotykaliśmy się się raz w roku podczas jakiegoś jednego ważnego wydarzenia, które wybieraliśmy po kolei. Zadzwoniłem więc do Nielsa w Danii i Jana w Holandii i powiedziałem, że tym razem pojedziemy do Madrytu i wyjaśniłem dlaczego. Nie mogli w to uwierzyć, ale kiedy dotarliśmy na lotnisko w Madrycie, czekał już na nas angielski szofer Mike, z dużym samochodem Plumouth. Woził nas wszędzie, gdzie tylko chcieliśmy przez cały nasz pobyt. Ach! Szanowny Panie Mc Gredy, ty jesteś naszym honorowym Capataz jest nam bardzo miło widzieć Pana.I wszędzie były butelki sherry. Nigdy nie widziałem tak dużo sherry i na pewno nigdy nie wypiłem jej tak dużo w tak krótkim czasie. Kiedy wyszliśmy rano, Niels an Jan obserwowali z daleka, gdy poszedłem zapłacić rachunek w recepcji hotelu. Nadal myśleli, że to co mówiłem o Garvey i capatazie to czyste łgarstwo z mojej strony i chcieli zobaczyć, jak będę płacił . Ale nie – hotel nie pozwolił mi za nic zapłacić. Byłem wszak honorowym capatazem Garveya i to było to. Niech będzie błogosławione imię Garveya i niech ich wspaniała sherry rozkwita.”

    McGredy, Niels Poulsen i Jan Spek stanowili nierozłączną trójkę przyjaciół przez długie lata. Czasem wyglądało to komicznie bowiem McGredy był słusznego wzrostu, kostycznym Anglikiem, Poulsen również był niczego sobie a nadto odznaczał się słuszną tuszą, natomiast Jan Spek mierzył niewiele ponad 150 cm wzrostu.Nie przeszkadzało im to być nierozłączną grupą przyjaciół.

    Ta głęboka przyjaźń pozwalała McGredyemu na dość niewybredne żarty pod jego adresem.Na przykład: Dlaczego Jan Spek tak bardzo lubi miniaturowe róże? Bo inne byłyby dla niego za wysokie. Ale jednocześnie potrafi powiedzieć: Komplement od Jana , znaczy dla mnie tyle co zloty medal.

    Inny przykład anegdot Mc Gredy’ego, to Rose Tralee. Tralee, to miejscowość położona w Północnej Irlandii, licząca około 20 tysięcy mieszkańców w hrabstwie Kerry.Odbywa się tam od roku 1950 doroczny festival na którym jednym z ważnych punktów programu jest wybór miss zwanej Różą z Tralee. Nawiązuje on do znanej piosenki ludowej do słów poety Williama Mulchinocka/ zmarł w roku 1864/ , który kochał się w pięknej Mary O’Connor z Tralee znanej jako Róża z Tralee. McGredy był bardzo zadowolony z tego iż wpadł na pomysł by nazwać tak jedną ze swoich róż i bardzo się dziwił, że nikt przed nim nie wpadł na ten pomysł. Ale oddajmy teraz głos Samowi McGredy:
    „By nazwać jedną z róż – Rose Tralee, podpowiedział mi mój menadżer Bob Aylwin. Tak więc Ja, moja żona Maureen i Bob wybraliśmy się na najbliższy festiwal. Rozpoczyna się on się wielką paradą od portu lotniczego Shanon około osiemdziesięciu kilometrów, szliśmy tą trasą zatrzymując się przy niemal każdym barze po drodze, a przynajmniej tak się mi wydaje z perspektywy czasu. Bob zajmował się z różami i zanim na dobre zaczęliśmy, wbił sobie w palec kolec róży. W drodze do Tralee palec zaczął mocno pulsować i nabrzmiewać, i wraz z upływem dnia było coraz gorzej . Ktoś więc został wysłany z wyprzedzeniem do następnego miasteczka poprosić lekarza, aby był gotowy do leczenia go. Kiedy tam dotarł, lekarz zabrał Boba do pokoju w pubie, napełnił strzykawkę z fiolki i nakazał Bobowi zdjąć spodnie i wbił mu igłę w plecy. Z jakiegoś powodu Bob podniósł pustą fiolkę i włożył ją do kieszeni. Co jestem ci winien? – spytał Bob. Lekarz powiedział, że Bob może zejść na dół i kupić mu drinka i to wszystko, co byłoby konieczne. Bob już się czuł lepiej gdy dołączył do parady i gdy opuściliśmy miasto, ból zniknął bez śladu, zaczął więc zastanawiać się, jaką to magiczną substancję mu wstrzyknięto. Wyjął fiolkę z kieszeni i spojrzał na etykietę. Powiedział: Próbka niekomercyjna – nie stosować po 1952 r.
    I tak oto przeszliśmy od facecji o hodowcach do facecji o nazwach ich róż. Czasem będą to zdarzenia krótkie jak błyśnięcie, mignięcie myśli jak w przypadku róży Just Joey. Peter Harkness w Modern Garden Roses tak opisuje historię powstania nazwy tej róży „…hodowca Roger Pawsey, chciał nazwać tą różę imieniem swojej żony Joanny, którą w skrócie nazywano Joey, ale Joey Pawsey w angielskim nie brzmi dobrze, byłoby to coś jak ‚skręcony język’. i tu do akcji wkroczył ojciec Rogera , który zasugerował: to w takim razie nazwijmy tą różę Just Joey(poprostu Joey). I tak zostało…”
    Czasem do zwykłej, zwyczajnej nazwy , która nie niesie ze sobą jakichś niezwykłych konotacji, życie dopisuje zabawną bądź też nieoczekiwaną pointę. Opowiada J.H.Nicolas w swojej A Rose Odysey:”Podczas pierwszej wojny światowej, kiedy był mały popyt na krzewy róży, Sam II miał wystarczająco dużo czasu na eksperymenty i zrobił wiele interesujących eksperymentów hodowlanych. W 1933 roku znalazłem ciekawy sport od Margaret McGredy. Liście mocno przypominały rugosa ale rośliny miały również cechy R. cinnamomea, pędy miała prawie bezkolcowe, podobnie jak cinnamomea. Wspomniałem o tym fakcie Samuelowi III, kiedy odwiedziłem go w roku 1934. Sam nie udzielił mi żadnych wskazówek, ale jego szwagier Walter I Johnston w pewnym momencie oświadczył, że Samuel II wykonał wiele prac z tym gatunkiem. Wzięliśmy się na wertowanie zapisków. U McGredych jest bowiem pokaźna biblioteka a w niej wiele tomów notatek. Jeden tom notatek na każdy rok pracy. I rzeczywiście, znalazły się w linii przodków Margaret McGredy i rugosa i cinnamomea . Tym samym potwierdzony został fakt, że sport może uwydatnić tylko te cechy , które są zawarte w danej odmianie.” Na kolejnych stronach podaje Nicolas inną opowieść , tym razem dotyczącą samej nazwy róży. ” Kiedy przyszło nam wprowadzić do obrotu handlowego tę odmianę, opisałem ją następująco: Nie znam Margaret, po której nosi imię, ale przypuszczam, że jest to zdrowa irlandzka lassie/młoda dziewczyna/ , ze złotymi włosami i czerwonymi policzkami. Oczywiste nawiązanie do karminowego koloru płatków i ciężkiej kępy żółtych pręcików w środku kwiatu. W czasie moich odwiedzin u rodziny McGredych w roku 1934 o której to już wspominałem, Sam McGredy III, nawiązując do tego opisu, stwierdził, że tego wieczoru będę miał możność poznać Margaret McGredy. Rzeczywiście zostałem przedstawiony matce Sama. Okazało się, że była to około 80 letnia dama, która powiedziała : Jestem Margaret McGredy. Czy pasuję do twojego opisu? Na pewno jesteście w tym samym wieku – odparłem.”

    Bardzo interesująco o tej róży pisze również Jack Harkness, kolega ale i jednocześnie konkurent po fachu. ” W 1 927 roku, firma McGredy wprowadziła wysoce charakterystyczną różę, wyróżniającą się pięknymi liśćmi niezwykłej tekstury i formy. Mimo złotego medalu na jesiennym pokazie w Londynie w 1925 r., różą ta nigdy nie stała się szczególnie popularna, chociaż McGredy dał z siebie wszystko opisując jej specyficzną kolorystykę. To nie był ulubiony kolor ówczesnych rosomanes, nie jest ani wystarczająco jasny, ani odważny. Najbardziej charakterystyczna część Margaret McGredy ” to jej liście. Były one bardzo charakterystyczne a w Rose Annual 1926 odmiana ta opisana została jako „całkiem nowa myśl hybrydyzerska i choć niewątpliwie pochodzi z Pernetian,to ich wady zostały całkowicie wyeliminowane. Szkoda, że ??”Margaret McGredy” jest jedną z nielicznych róż McGredy, które ukazały się z nieznanym rodzicielstwem. Tymczasem wpływ jej liści rozchodzi się po całym świecie, ponieważ F.Meilland użył tej róży w hodowli Peace, a oko instruuje nas, że piękne liście Peace wiele zawdzięczają „Margaret McGredy”. „Roses” strona 86. Wydawało by się , że J.H Nicolas we wspomnianej już „Rose Odyssey „rzetelnie wyjaśnił skąd się wzięły zdrowe, ładne liście u Margaret MC Gredy. To wpływ rugosy. Jednak, Jack Harkness dalej deliberuje o jakimś tajemniczym wpływie. Czyżby nie czytał Nicolasa? Wydaje się to mało prawdopodobne.

    Wspomniałem wcześniej o Nielsie Poulsenie. Niels Poulsen, był bardzo zaprzyjaźniony z rodziną McGredych/ był nawet chrzestnym Samuela IV/ miał usposobienie niepohamowanego kawalarza. To właśnie Samuel IV mający z nim najwięcej styczności w swojej książce A Family of Roses – dedykowanej zresztą Nielsowi Poulsenowi – opisuje ten nieokiełznany temperament Nielsa. A to witając go w Danii, na dzień dobry postanowił sprawdzić jak mocną ma głowę. Samuel chwalił się potem, że egzamin zdał/cóż zresztą miał napisać!/ a to wyciągnął go wraz ze swoim szwagrem na ekstremalne igraszki w wodzie . Innym razem przywitał go w towarzystwie podejrzanie zabawnych panienek lub przywitał go z bukietem niebieskich róż – oczywiście pieczołowicie zabarwionych parkerowskim atramentem. Zapewne była to aluzja do zdarzenia jakie miało miejsce w okresie międzywojennym gdy to ojciec Sama IV znalazł prawie dosłownie niebieski sport i nawet namnożył sporo egzemplarzy. Jednakże senior Sam II cały ten zapas kazał zniszczyć. Wszak nie ma niebieskich róż a takie dziwadło psuło by tylko idealny kanon piękna róży.

    Życie potrafi też dopisywać nieprawdopodobne konteksty obyczajowe lub historyczne.Przykładem takiego kontekstu obyczajowego będzie nazwa jednej z róż McGredyego – Mischief. Innym przykładem niech tu będzie róża którą nazwałem Mitchief/ dodajmy , że z angielska, to łobuz, psotnik – przyp. mój/. Życie potrafi płatać najróżniejsze figle. Otóż przygotowując wystawę RNRS w roku 1961, zobaczyłem, że obserwuje mnie jeden z prezydentów stowarzyszenia, Major-General R.F.B. Naylor. Podszedł do mnie i spytał: Dlaczego do tej pory nie nazwał Pan róży Mitchief? Kupiłem tę sugestię od razu. Dopiero później odkryłem, że to imię jego psa .”
    Przykładem kontekstu historycznego , których zresztą jest masa, niech będzie przykład zapomnianego już . mieszańca herbatniego Ludwika Waltera z roku 1926 – General Vaulgrenand . To kawaler Legii Honorowej za udział w pierwszej wojnie. We wniosku o to odznaczenie możemy przeczytać:”A w szczególności, w dniach 6 i 7 października 1915 roku, poprowadził swój batalion do ataku, w najbardziej niebezpiecznych warunkach z odwagą ducha i w absolutnej pogardzie dla niebezpieczeństwa, które zasługują na podziw ” . Jednakże róża ta przeszła do historii z jako Rose de la Ligne Maginot. A oto cała historia.
    Kto mógłby dziś przypuszczać, że setki róże kwitły w koszarach, a nawet na szczycie niektórych umocnień Linii Maginota? Cóż, nie jest to legenda, historia tego zdarzenia, o którym teraz chcę opowiedzieć, rozpoczęła się w 1938 roku w Lotaryngii w Vittonville w pobliżu Pont a Mousson: W piękny wieczór w 1938 roku w małej miejscowości Lorraine, na prawym brzegu Mozeli, Jean Paquel, tamtejszy bisnesmen, wydał przyjęcie na zamku Vittonville . Siedziano sobie na tarasie z widokiem na meandrującą rzekę i tysiące róż w parku . Pan Paquel był bowiem namiętnym zwolennikiem róż. W rozmowie uczestniczył generał Giraud, ówczesny gubernator wojskowy Mówił o Linii Maginota, i koszarach, gdzie żołnierze czuwając, ziewają z nudów. Koszary są w otoczeniu przyrody , brak barów, kina, nie, nie ma dziewczyn tylko śpiew ptaków. Morale było niskie jak budżety i wojskowe. Gdybyśmy mogli uczynić to otoczenie bardziej atrakcyjnym, powiedział Giraud, bardziej miłe dla oka … Jean Paquel zażartował: Sadźmy więc róże. To nie tylko piękna legenda ale i piękno kwiat a jakie ma ciernie, jak drut kolczasty! Dla Giraud to nie był żart: – Doskonały pomysł, chcesz spróbować? Jean Paquel waha się jedną sekundę i zgadza się Róża, królowa kwiatów, najpiękniejsza aby oddać hołd tym, którzy zapewniają opiekę nad najpiękniejszym ogrodem Francji. Tak właśnie narodził się pomysł z różami na linii Maginota, który szybko stał się symbolem wsparcia przez społeczność ogrodników, tych którzy stali na straży bezpieczeństwa Francji. Potem przyszedł czas wyboru odmian. Plantatorzy zwietrzyli a tej akcji doskonałą okazję reklamy i promocji swoich produktów. To było normalne, że kreacja Louis Waltera, założyciela Ogrodu Różanego Saverne w Alzacji i Lotaryngii Towarzystwa Przyjaciół Saverne Roses i dziekana francuskich hybrydyzerów znalazła swoje miejsce na linii Maginota. Wśród jego wielu odmian róża General Vaulgrenant została wybrana do sadzenia pierwsza i jako jedyna, stała się oficjalną twarzą akcji uzyskując etykietę:”La rose dela ligne Maginot” Ofiar na ten cel od całego społeczeństwa było tak wiele, że niezbędne stały się formalne ramy dla tej akcji W ten sposób rodzi się, ponownie dzięki M.Paquel, filantropijne Stowarzyszenie Rose Maginot, . W Lotaryngii organizują się lokalne komitety a generał Vaulgrenant staje czele akcji. Jesienią 1938 roku rosło już 10 000 krzewów róż i innych krzewów ozdobnych.
    Marszałek Adolphe Niel/1808- 1869 okrył się sławą pod Sewastopolem w roku 1855, pod Solferino w roku 1859. Nadto był ministrem wojny w latach 1867- 1869. Nadto był kawalerem Legii Honorowej. Marszałek Adophe Niel był nie tylko kawalerem Legii honorowej, ale w ogóle był kawalerem. Z faktem tym wiąże się kolejna zabawna anegdota. Otóż Pradel w roku 1857 przygotowywał sadzonki róży Chrometella dla klienta. Okazało się, że jeden krzew wyszedł nie tak jak trzeba. Zastąpił więc go swoją siewką . W tym samym roku, Victor Verdier był członkiem Jury na Montabaun Rose Trial. Zapamiętał sobie tą siewkę i wziął sadzonkę. W roku 1864 postanowił różę tą dopuścić do handlu i zadedykować ją Pani Marszałkowej Niel. Na całe szczęście udało mu się uniknąć niezłego zamieszania gdyż uprzedzono , że wszak Marszałek Niel jest kawalerem!. Anegdotę tę podaję za Odille Masquelier, z książki „Noisette roses” , str. 63.wydanej pod redakcją Virginii Kean przez Charleston Horticultural Society w roku 2009.
    Takich i im podobnych historii są setki, a można je znaleźć rozproszone po opisach odmianowych. Wiedziony tą myślą z całą pewnością w długie wieczory jesienno zimowe dokonam szczegółowego zbioru tych opowieści i pomieszczę je pod jednym tytułem. Aż sie bowiem prosi by szerzej był znana, nawet jeżeli jest apokryficzna , historia nazwy General Jacqueminot. I dramatyczna i romantyczna. Podobnie jak w przypadku róży Ghislaine de Feligonde. W obiegu są dwie historie tłumaczące pochodzenie nazwy tej róży. Otóż jej hodowca, Eugene Turbat, zgłosił ją do konkursu odbywającego się w Bagatelle w roku 1915/ Tak, tak, wojna  trwa, wróg u bram, a Francuzi w najlepsze konkursy róż sobie urządzają/, jednakże nie miała nadanego imienia a to było wbrew przyjętym przez jury zasadom. Hodowca gorączkowo poszukuje  jakiejś nazwy i tu sukurs przychodzi  szef ogrodu Forestier, który podpowiada mu imię córki swego przyjaciela  hrabiego de Feligonde. to wersja bardzo prawdopodobna, ale mało romantyczna. wkrótce pojawia sie wprawdzie apokryficzna ,ale za to jakże romantyczno bohaterska. Hrabia walczy na froncie, ranny leży na ziemi niczyjej , pomiędzy okopami walczących stron. Dopiero  Ghislaine, jego przyszła żona, służąca jako pielęgniarka, pod osłoną nocy, przychodzi mu z pomocą. Wszystko by było ok. ale hrabina podówczas miała zaledwie 4 lata! Jednakże, jak widzimy, nie przeszkodziło to w powstaniu jakże uroczej, choć apokryficznej historii. Dziś, w rodzinnej miejscowości hrabiny, , u ścian jej grobowca, rośnie sobie przepięknie rozrośnięty krzew róży Ghislaine de Feligonde.
    Godna uwagi jest też historia nazwy róży o już trochę przebrzmiałej urodzie – Frau Karl Drushki gdy to w pierwszym okresie Lambert szukając dla niej uznania zmieniał jej nazwę kilkakroć i dopiero pomysł nazwania jej imieniem żony przewodniczącego niemieckiego Rosenferain / marketingowo niezwykle trafny/ zapewnił jej miejsce w historii, Ale nazwa nie miała szczęścia do historii. Hekatomba, krwawa łaźnia jaka Niemcy sprokurowali w czasie I wojny była przyczyną automatycznych i spontanicznych retorsji ze strony ludzi . Wszystko co niemieckie raziło i było odrzucane. Również róże o niemiecko brzmiących nazwach. Z tych to powodów w Anglii nazywana była Snow Queen a we Francji Reine Neiges. Najdalej poszło to w Stanach Zjednoczonych, gdzie to przewodnicząca Garden Park of Flushing w Nowym Yorku, Mrs a. Vivian, zaproponowała by wszystkim roślinom noszącym niemieckie nazwy , zmienić na angielskie. Nie wiem jak szeroki zasięg miała ta akcja , ale omawiana tu Frau, otrzymała w Stanach Zjednoczonych, nazwę White American Beauty.
    Wiele jest jednakże opowieści które swa objętością nadają się na odrębne opowiadania. Mam tu na myśli w szczególności historię róży Madamme A. Meilland , przeplatającą się z historią rodu Meillandów
    Podobnie pasjonująca jest opowieść o wprowadzaniu koloru żółtego do róż. A historia American Beauty, róży która tak świetnie wpasowała się w gusta Amerykanów i stała się niezbywalnym elementem ich / i naszej/ kultury masowej. Równie mocny ślad w kulturze francuskiej pozostawiła róża General Jacqueminot z przeniknięciem do najbardziej francuskiego z francuskich produktów jakim są perfumy. Historia ta jest zresztą zbyt obszerna by ją ty przytaczać. Zainteresowanych odsyłam do lektury odnośnego wpisu na mojej stronie.
    Śledzenie nazewnictwa róż przynosi czasami niezwykłe efekty. Otóż zbierając dane dotyczące nazwy róży Aurora Poniatowska. Znajduję, że na rosyjsko języcznej stronie niezwykłego małżeństwa Wichłajew jest obszerny szkic poświęcony tak róży jak i bohaterce ją upamiętniającej. A szkic ten kończy się uwagą, że w Częstochowie na początku ubiegłego stulecia/ XIX/, kiedy Polska była częścią Imperium Rosyjskiego, pracował jako hodowca Władysław Zawada, który stworzył serię róż a nazwał je „Piękne Częstochowianki”. Dziś, po gospodarstwie Pana Zawady została tylko nazwa dzielnicy – Zawady. Zaczynam szukać w necie. Tak, był taki ogrodnik i nawet po nim została stara willa , która dzięki kłótniom wewnątrzrodzinnym popada w ruinę no i pozostała nazwa dzielnicy.
    Innego rodzaju polonicum w nazewnictwie róż jest róża Sue Ryder . To ładna róża, ale niezależnie od tego powinna znaleźć się w kolekcji każdego polskiego rosomanes, Przyznaję jednakowoż, że może to być trudne, jako że sama firma Harknessów już nie prowadzi sprzedaży tej odmiany. Margaret Susan Ryder, Baroness Ryder of Warsaw zmarła w r. 2000 znana jako Sue Ryder – działaczka charytatywna. Podczas II wojny światowej służyła w tajnej formacji armii brytyjskiej (SOE) zajmującej się dywersją i wspieraniem ruchu oporu w okupowanej Europie. Później do końca życia kierowała założoną przez siebie międzynarodową fundacją charytatywną swojego imienia.

    Jako ochotniczka wstąpiła do pomocniczej służby wojskowej kobiet First Aid Nursing Yeomanry. Wkrótce została przeniesiona do polskiej sekcji w Kierownictwie Operacji Specjalnych, gdzie służyła do końca wojny. Jej zadaniem było zapewnienie opieki dla cichociemnych, odwoziła ich również na lotnisko, skąd wylatywali na swoje misje. Po wojnie podjęła się organizowania pomocy humanitarnej dla Polski, a także innej działalności charytatywnej, w tym pomocy byłym więźniom obozów nazistowskich oraz ratowania osób skazanych na śmierć w więzieniach alianckich.
    W 1953 założyła Sue Ryder Foundation z siedzibą w domu swojej matki Mabel Ryder w Cavendish w hrabstwie Suffolk w Anglii. Fundacja miała się stać żywym pomnikiem ofiar wojny i często bezimiennych jej bohaterów, w tym przyjaciół Sue Ryder – cichociemnych. Fundacja zajęła się wznoszeniem tzw. Domów Sue Ryder, szpitali, hospicjów i domów opieki, które powstały na całym świecie, w tym 30 w Polsce. Po upadku komunizmu nie zaprzestała działalności w Polsce W 1991 Ryder założyła niezależną Fundację Sue Ryder w Polsce. Obecnie wszystkie jej instytucje charytatywne współpracują ze sobą w ramach nieformalnej organizacji Sue Ryder International.Jest honorowym obywatelem Warszawy, Konstancina-Jeziorny i Gdyni. Jej imię noszą skwery w Gdyni i Warszawie oraz ulica w Konstancinie.
    W 1959 wyszła za mąż za płk. Leonarda Cheshire’a, brytyjskiego bohatera wojennego i działacza charytatywnego. Oboje z mężem przeszli na katolicyzm. Trwają starania o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego zarówno Sue Ryder, jak i lorda Cheshire.
    W 1978 otrzymała tytuł para Anglii, przyjmując za swoją siedzibę Warszawę.
    Od 2016 w Warszawie jest muzeum, poświęcone jej właśnie. Znajdują się tam zbiory z prywatnej kolekcji Sue Ryder – jest jeszcze inna róża , również wyhodowana przez Harknessów a nazwana Lady Ryder of Warsaw. Jest to czerwona floribunda.

    I o jeszcze jednej damie angielskiej upamiętnionej nazwą róży Dame of Sark chciałbym powiedzieć.
    Upamiętnia ona Sibyl Mary Hathaway która była Seniorem, czyli władcą wyspy senioratu Sark. Wyspa Sark leżąca w archipelagu wysp Normandzkich formalnie zachowała niezależność od Anglii. Jest to ostatnie terytorium w Europie rządzące się prawami feudalnymi. Podlega królowi Anglii i płaci roczny trybut w wysokości niecałych dwu funtów. Zachowała też szereg odrębnych i oryginalnych obyczajów – przykład: mężowi przysługuje prawo chłosty w stosunku do żony, ale pod warunkiem, że kij nie może być grubszy od palca należącego do chłoszczącego.
    W 1973 roku Peter Harkness otrzymał list od przyjaciółki Pani na Sark w którym to ona elegancko zasugerowała, że Dame Hathaway niebawem będzie obchodzić 90 rocznicę urodzin i byłoby „łaskawym gestem z jego strony” jeśli by jedną ze swych róż mógł nazwać jej imieniem. Peter nie tylko, że nadał swej róży imię Dame of Sark, lecz był również łaskaw przybyć osobiście by wręczyć pierwsze trzy róże i własnoręcznie je posadzić. Dame of Sark otrzymała tegoż roku wiele wyrazów uznania i pamięci w tym niezliczone ilości kart imieninowych i telegramów, ale jak stwierdziła, gest Harknessa zrobił na niej największe wrażenie. Postanowiła również , że posadzi większą ilość tych róż w swych słynnych ogrodach, lecz nie dane jej było spełnić tej obietnicy, gdyż w tymże roku zmarła.
    Według autobiografii Pani na Sark , w dwa lata później grano sztukę teatralną w Theatre West End w Londynie w czasie odbywających się pokazów Chelsea Flower Show. Na tych pokazach Peter Harkness zauważył aktora grającego główną rolę męską w tym spektaklu i dał mu różę Dame of Sark , którą właśnie prezentowano jako dar dla aktorki grającej role Sibyl Hataway. W rewanżu otrzymał zaproszenie na spektakl, na którym pojawił się z koszem róż Dame of Sark dla Anny Neagle grającej rolę Dame of Sark. Sprowokowało to dyrektora teatru do otwarcia butelki szampana. Trzeba przyznać, że gładko się to wszystko potoczyło.

    O jeszcze jednej grupie nazw róż chciałem wspomnieć. Nazwał bym je w skrócie socrealistyczne. Oczywiście wiodącą rolę odgrywali tu hodowcy z ojczyzny proletariatu światowego. Mamy tu takie perły jak Zwiezda Oktiabria,Kołchoźnica, Konsomolskij ogoniok, Nasza pobieda,Roza Ilicza,Soso. Również Czesi dołożyli się do tego Np Kore – Korejska,
    Nie śmieję się jednakowoż tej słabości ludzkiej. Jak bowiem my małe żuczki, możemy ocenić co jest ważne w naszych dziejach i wymagające upamiętnienia a co tylko złudą i błyskotką marketingową.
    W roku 1994, Jurgen Evers wyhodował przepiękną różę , którą niezwykle trafnie nazwał Candlelight. Jest to jeden z niewielu przypadków gdy nazwa pasuje do róży, opisuje ja i podkreśla jej walory. Płomień świecy. Czy może być coś piękniejszego. Róża ta otrzymała również kilka innych nazw synonimicznych jak np. abstrakcyjna Global Beauty. Nie dlatego jednakowoż o tym dziś wspominam. Otóż w roku 1996 jeden z dystrybutorów nazwał ją Bataclan. W połączeniu z wydarzeniami jakie niebawem nadejść miały, róża ta ze swoją nazwą wraca jak gdyby po raz drugi do naszej świadomości w sposób niejako symboliczny Świeca, jej światło i symbolika transcendentna łączy się z brutalną rzeczywistością . Tak nigdy nie będziemy wiedzieć, jak w pamięci społecznej zapisze się niewinnie nadana nazwa tej egzemplifikacji piękna jaką jest róża. I kto tam będzie pamiętał, że nazwa Bataclan była jeszcze przed zaistnieniem w masowej świadomości tego wyrazu.
    Mnie też trafiały się niezłe numery. W edytowanej przeze mnie encyklopedii róż niejednokroć zdarzało mi się opisywać dwukrotnie tą samą odmianę. Czy opisy się różniły? A to już zostawiam dla szperaczy . Każdy bowiem może trafić na taki podwójny opis i porównanie ich będzie najlepszym testem wiarygodności opisów.

     

  • Vibert – Robert – Moreau & Robert

    Nie jest prostą rzeczą spotkać coś interesującego o tym duecie rosarian. W zasadzie wszystko co możemy sensownego na ich temat znaleźć wywodzi się z książki Francois Joyaux La Rose une passion francaise. Poświęca on im jeden z rozdziałów zatytułowany: De Robert a Moreau & Robert la tradition angevine difinitivement etablie .

    Historia tych szkółek zaczyna się od przybycia w okolice Angers Viberta. Vibert pojawił się tu szukając terenów wolnych od prześladującej go plagi pędraków, które niszczyły jego dokonania. Tu rozkwita ostatnia faza jego twórczości obejmująca lata 1839 – 1851 -  a dzielnie sekunduje mu w tym zbożnym dziele pracujący u niego jako szef ogrodników  niejaki M.Robert – niestety imię nie zachowało się. Gdy Vibert czując się spełniony wycofuje się ze szkółkarstwa i przenosi się do regionu paryskiego, Robert zostaje sam na placu boju gospodarząc na wspaniałej spuściźnie po mistrzu. Pamiętajmy  przy tym,  że wcześniej Vibert objął dorobek Descemeta. To ta imponująca ciągłość i zapewne świadomość wagi tego dziedzictwa skłania Roberta   w roku 1857 do połączenia sił ze szkółkami  Moreau. Oni sami z kolei przejęli imponującą kolekcją około 2000 odmian róż innego miejscowego szkółkarza. Ich wspólne gospodarzenie trwa do roku 1864, kiedy to  szkółki przejmują ich spadkobiercy. I to tyle mogę powiedzieć o dziejach tej /dynastii?/ różanej. Znacznie więcej  możemy powiedzieć o ich dokonaniach. Jeżeli zerkniemy do HMF, to zobaczymy, że M.Robertowi przypisuje się wyhodowanie ponad 200 odmian róż, a dodatkowo jeszcze ponad 100 w spółce z Moreau.

    W latach 1845-1851 w zasadzie  trudno było powiedzieć, komu przypisać poszczególne dokonania. Tak było na przykład z wyhodowaną w roku 1847 mchówką General Drouot, przypisywana w zależności od źródeł to Vibertovi a to Robertowi. Jednak już od roku 1851 nie ma wątpliwości. Tak jak z herbatnią Sombreuil, zwana też La Biche, która zresztą uprawiana jest po dzień dzisiejszy. To nie jedyne jego osiągnięcie. Jako jedyny autor występuje w przypadku A longs Pendocules, Unique, La Ville de londres, Marecal Davoust,   Jeanne de Monfort, rok 1853, General Kleber czy Botzaris – rok 1856.

    Potem już wspólnie z Moreau, jako Moreau&Robert, zmonopolizowali praktycznie hodowlę nowych odmian róż galijskich i mchowych. Jak podaje Joyaux, Robert w swoim katalogu z roku 1862, przypominając  swoją pracę wykonaną pod skrzydłami Viberta, zwrócił uwagę, że w ostatnim czasie  przez szkółki Moreau&Robert zostało wprowadzonych 50 nowych odmian róż mchowych , a kolejnych 200 poddawanych jest ocenie. Pewne pojęcie o skali ich działalności da nam katalog z roku 1864,w którym ich firma oferuje  ponad półtora tysiąca odmian z czego 55 odmian było ich własnej hodowli. Pięć lat później oferta była jeszcze o 20% obszerniejsza. To istne szaleństwo. Nie przypominam sobie współczesnej szkółki , która dysponowała by tak bogatą ofertą.

    Siłą rzeczy wokół Viberta i jego następców zaczęło powstawać coraz więcej  innych szkółek jak np. szkółki Rousseau, czy Leroy. Dzięki temu Anjou w tym czasie staje się wiodącym  regionem w zakresie produkcji róż.

    Dorobek ich jest tak obszerny, że przytaczanie go tu w całości mijałoby się z celem wymienię więc te najbardziej znane i dostępne po dziś dzień.

    Pewnym zaskoczeniem dla mnie jest to, że z kilkunastu dostępnych aktualnie róż portlandzkich, aż 5 z nich jest przypisywana duetowi Rober&Moreau. Są to Comte de Chambord, Marbre 1858, Pergolese, Delambre, Rembrant rok 1883. Dalej z burbońskich Heroine de Vaucluse i Souvenir du President Lincoln, Mchowe takie jak: Sophie de Mousily, Mousseline o raz Souvenir de Pierre Vibert. z galijskich Tour de Malakoff i Commandant Beaurepaire. Z bardziej znanych wymienię jeszcze herbatnią  z roku 1859 – Rubens.

  • Bartolomeo Embriaco

    Jeżeli chodzi o swoje pomysły hybrydyzacyjne, Quinto Mansuino ma dwóch głównych spadkobierców: Andreę, syna siostrzeńca Domenico, oraz innego obywatela Sanremo – Bartolomeo Embriaco . Pierwsze odmiany autorstwa Embriaco prawie zawsze zawierają jedną z róż Mansuino jako dawcę pyłku: „Miss Italia” w pięciu przypadkach, „Sole di San Remo” w trzech przypadkach i nienazwana siewka krzyżówki”Baccara” x „Generosa” jako rodzic, co najmniej dziesięć razy.
    W ostatnich latach w swoich pracach hybrydyzacyjnych używa własnych odmian, jak gdyby chciał  jasno powiedzieć, że nie oznacza to, iż wszystkie jego róże są hybrydami r. banksiae: woli raczej je określać, jako mieszańce mansuinian, tym bardziej, że nie zawsze dokładnie wiemy jak to z tymi krzyżówkami Mansuino było.

    Embriaco, urodzony w 1935 roku, nie znał dobrze Q. Mansuino, mimo że obaj odwiedzali dom Aicardiego, położony na zboczu wybrzeża w pobliżu Poggio, osady obok Sanremo. Mansuino, wspomina że Embriaco regularnie odwiedzał Aicardiego w soboty, przebywając tam przez większą część dnia. Bowiem ojciec Bartolomeo pracował jako murarz dla rodziny Mansuino a później Aicardi został ojcem chrzestnym Bartolomeo. Była to wielka nobilitacja, pamiętajmy bowiem , że Aicardi poza tym, że był słynnym na cały świat rosarianinem, był nadto burmistrzem San Remo.

    I dzisiaj Embriaco nadal mieszka przy drodze do Sanremo. Jego ogród składa się z oszałamiającej serii tarasów, których  ściany budował jego ojciec, a schodzą one w kierunku głębokiego wąwozu, który biegnie w kierunku morza. Sam dom jest otoczony wazami róż, które , gdy wej dziemy na posesję, pojawiają się natychmiast w polu widzenia, oznaczone są przez właściciela imionami i numerami.
    Sam Bartolomeo Embriaco jest drobnym, chudym mężczyzną o słodkim i spokojnym głosie. Nadal zajmuje się hybrydyzacją, ale obawia się, że jego zdrowie zmusi go do zaprzestania uprawiania swego hobby. Pesymistycznie też patrzy na perspektywy rozwoju hodowli róż we Włoszech żałując, że nie ma następców.

    Z pewnością D. Aicardi wziął chłopca pod swoje skrzydła i rozpoczął uczyć go techniki hybrydyzacji róż i goździków.   Aicardi miał innych młodych uczniów, ale Bartolomeo jest przekonany, że był jego ulubieńcem. Dał mu szansę, by jako młody chłopiec mógł zapoznać się z fragmentami swojej książki The Modern Roses, będącej jeszcze w formie szkicu i zachęcał go do zdobywania doświadczenia drogą własnych eksperymentów.

    Osiągnąwszy  znaczące sukcesy z goździkami, Bartolomeo około 1960 r. Embriaco zwrócił uwagę na róże, wspierany finansowo przez rodzinę, która nadal uprawiała goździki. Najpierw próbował kilku odmian Aicardiego jak:  Eterna Giovineza, Gloria di Roma czy Signora Piero Puricelli, które próbował krzyżować z Ophelia i z hybrid  gigantea Belle Portugaise. Na róże Mansuino, zwrócił uwagę  dopiero około 1965 roku i zdecydował, że zajmie się poszerzeniem palety kolorystycznej tej linii, utrzymując jej płodność, a przede wszystkim odporność na choroby. Chociaż pracował w dziedzinie produkcji kwiatów ciętych, zdał sobie sprawę, że niektóre z jego dzieł mogą stać się odmianami miniaturowymi , do uprawy w wazonach, podczas gdy inne będą nadawać się do patio i ogrodu.

    Pierwszym sukcesem Embriaco była Isella (1973) wywodząca się z [("Baccara" x "Generosa") x "Miss Italia"],  odmiana odpowiednia zarówno do ogrodu, jak i na kwiat cięty. Ten kwiat jest typowym przykładem jego produkcji mieszańców mansiunian, miniaturowej róży z długą łodygą.

    Podobnie jak wyhodowana mniej więcej w tym samym czasie Gioiello” (1973), o średnio intensywnym żółtym kolorze i delikatnym zapachu, powstała w wyniku skrzyżowania „Zoriny”  pochodzącej od słynnego amerykańskiego hodowcy, Eugene Boernernera- z mansuinianą „Sole di San Remo„.Do Gioiello , hodowca powróci w ostatnich latach swej kariery.Dziesięć lat później użyje jeszcze raz  tej samej pary rodzicielskiej a mianowicie Zoriny i Sole di Sanremo i uzyska jasno pomarańczową  Cosetta .

    „Baby Claudia” (1980) ma podobne pochodzenie, pochodzące ze skrzyżowania swojej ulubionej, nienazwanej siewki „Baccara” x „Generosa” z „Gioiello”

    W przypadku Patrice” (1985), Embriaco  jeszcze raz użyje siewki „Baccarà” x „Generosa” jako mateczną, wykorzystując tym razem „Zecchino d’Oro” od Mansuino jako dawcę pyłku. O dziwo, ale tak jest w przypadku hybrydyzacji – rezultatem tego nie był ciemnoczerwony kwiat jak „Baccarà”, ani odcień „Generosa” ani złoto żółta „Zecchino”, ale biała!

    Lucia,  powstała około roku 1985, to pomarańczowa odmiana z osiemdziesięcio centymetrową łodygą, została uzyskana w tym samym roku a tego samego rodzica, ale dawca pyłku był mieszaniec herbatni Reimera Kordesa -  Solaria.

    Również w przypadku odmiany Isella , rośliną mateczną będzie /Baccara x Generosa/ ale zapylona Miss Italia. Podobnie jak w przypadku  odmiany Ombretta gdzie swoją sztandarową siewkę/ Baccara Generosa/ zapyli Zecchino D’Oro .

    Omawiam nieco bliżej te przykłady, by pokazać metodę działania Embriaco. Zgodnie z sugestią D. Aicardiego, który mawiał:  jak znajdziesz coś interesującego, jakich dobrych rodziców to nie odpuszczaj -   i rzeczywiście Embriaco przez całą swoją karierę hybrydyzerską obracał się w kręgu kilku sprawdzonych wariantów hodowlanych. W roku 1992, który był dla niego szczególnie owocny również nie zmienił swej taktyki z tym, że na czoło jego ulubionych roślin matecznych wysuwa się Gioiello, którą eksploatuje po wielekroć. I tak już będzie po dzień dzisiejszy.

    Uważny czytelnik odnajdzie jeszcze stronę internetową Embriaco, jednakże dane jakie tam spotkamy nie pozwolą nam na jakieś dalej idące wnioski. nie podaje się tam nazw roślin rodzicielskich a nawet  dat powstania poszczególnych odmian. Wiele z nich nie ma nawet nazwy i kryją się pod numerami. Z tego co wiemy, możemy natomiast powiedzieć, że praktycznie wszystkie odmiany róż wyhodowane przez Bartolomeo Embriaco, są to mieszańce w drugim, trzecim a nawet dalszym pokoleniu,  r. Banksiae. Embriaco po prostu w pewnym momencie podjął i twórczo rozwinął dzieło Mansuino, poszerzając paletę kolorystyczną mansuinian i udoskonalając ich cechy użytkowe.

    Andrew Hornung, który poznał osobiście Embriaco, tak napisze o nim:”Te ostatnie sukcesy nie uczyniły Embriaco sławnym ani nawet znanym. Może to częściowo wynikać zcech jego charakteru, jego skromności i złego stanu zdrowia, ale to nie wszystko. Wrażenie jest takie, że pomimo pracy Regionalnego Centrum Kwiaciarstwa rosarianie  obszaru Sanremo działają w oderwaniu od siebie. Jakiś czas temu byłem w samochodzie z innym hybrydyzerem z tego regionu, udałem się z nim  do   domu Embriaco , kiedy ten w pewnym momencie wykrzyknął: „Ach, czy to nie jest dom Bartolomeo Embriaco? Powiedzieli mi, że mieszka tu facet, który hybrydyzuje róże, ale nigdy go nie spotkałem”. La rose Italiane  strona 115 i dalsze.

    Ilościowo, jego dorobek, jak na ponad 50 lat pracy hybrydyzerskiej, nie jest szczególnie okazały.Poniżej prezentuję go w oparciu o dane z HMF i ze strony internetowej samego hodowcy.

    Isella                             1973 -  mansuiniana- /Baccara x Generosa/ x Miss Italia .

    Cosetta                         1984 -  h.banksiae    – Zorina x Sole San Remo

    Gioiello                         1973?- h.banksiae   - Zorina x  Sole Sanremo   siostrzana  Valentina

    Patrice                           1985 -  miesz.herb – Baccara x Generosa/ x Zecchino d’oro

    Mariolina                      1989 – mansuiniana – siewka Gioiello

    498             przed         1991

    Andrew and Sally     1991 – mansuiniana – - 498 x Arlene Francis

    Ombretta                    1991 – mansuiniana – /Baccara x Generosa/ x Zechcino doro/] x Miss Italia czyli Patrice x Miss Italia

    Fiorella                        1992 – mansuiniana – Gioiello x Miss Italia siostrzana Candida

    Perla d’Oriolo              1992 – masuiniana – Gioiello x Ombretta

    Red Baby                       1992 – mansuiniana – Gioiello x Nirpette

    Violetta                         1992 – mansuiniana – siewka Generosa

    Candida                        1993 – mansuiniana – Gioiello x Miss Italia – siostrzana  Fiorella

    Cinzia                            1996 – mansuiniana – [/Baccara x Generosa/ x Zecchino doro] x Miss Italia czyli Patrice x Miss Italia

    Valentina                      2001 – masuiniana – Zorina x Sole di San Remo  – siostrzana Gioiello

    Eloisa     przed 2008

    Scilla      przez 2008

    1293         przed 2013

    Brichina     1277          2014 mansuiniana -  Gioiello x Nirpette / x siewka r.wichury

    Tekst ten oparty jest o tłumaczenie  rozdziału z książki Andrew Hornunga zatytułowanej La rose Italiene, rok 2015.

     

  • Fimbriatta i inne goździkopodobne

    Róża jako niekwestionowana królowa wszystkich kwiatów, nie musi nigdy i niczego udawać lub  imitować. Jednakże opisując jej niezliczone formy , autorzy nią zajmujący się, siłą rzeczy  maskując niedostatki swej wyobraźni i bogactwa języka, sięgają po mniej lub bardziej uprawnione porównania. Tak też jest i w tym przypadku gdy to opisujemy niektórych potomków krzyżówek między r.rugosa  i różami noisette. Szczególnie te składające się się z fantazyjnych a i wymyślnych płatków przyozdobionych fikuśnymi wycięciami a i frędzelkami co nadaje ich kwiatom podobieństwo do kwiatów goździka.

    fimbriata-2

    fimbriata-jpg3_ Na fotografii obok Fimbriatta

    Mam tu na myśli przede wszystkim Fimbriattę zwaną Dianthiflorą, formę najstarszą z omawianych. Wywodzi się ona  z krzyżówki rosa rugosa, zapylonej przez  noisetkę Madamme  Alfred Carrriere. Potomek, jaki narodził się z tego związku , nie zawierał zbyt wielu podobieństw słynnej poprzedniczki. Jej krzaczasta forma  i głęboko karbowane /jak to u rugosy/ liście, niewiele dawały powodów by sięgać przy jej opisie do cech rośliny matecznej. Również jej duże wymagania uprawowe połączone z prawie , że nienasyconym apetytem na nawożenie, nie przypominały rugosy. Jednakże niezwykłość formy jej kwiatów sprawiła, że do jakichś porównań uciec się warto było. Porównano więc je do goździków. Tym szczęściarzem który ją wyhodował ją w roku 1891 był monsieur Morlet. Obserwujemy ją na fotografiach obok.

    f-j-grotendoorst-jpg2_ f-j-grotendoorst-jpg3_

    f-j-grotendoorst fotografie – Marian Sołtys w rosarium Olomouc 2012 – figuruje Grootendorst.

    Sporo później, bo w roku 1918 , niejaki De Goey zapylając r. rugosa rubra, polyantką Madamme Norbert Levavvasseur otrzymał równie ciekawą formę kwiatów a nazwę  ta róża otrzymała od firmy F.J.Grootendorst &Son, wprowadzającej ją na rynek: Grootendorst - jak wiemy, odmiana ta dobrze powtarza kwitnienie małymi, bezwonnymi kwiatami rodzącymi się obficie  w bogatych wiechach kwiatostanowych. Nie to co Fimbriatta, która nie dość, że kwitnie nad wyraz oszczędnie, to jeszcze jej powtarzanie kwitnienia ma raczej wymiar symboliczny.

    Zapewne po polyancie , Grootendorst  odziedziczyła zdolność mutowania bo już w pięć  lat później, mogliśmy się cieszyć Pink Grootendorst. To odmiana o podobnej jakości co Grootendorst, ale charakteryzuje się mniejszym wigorem, tworząc  bardziej zwarte , stosunkowo wyrównane krzewy.

    grootendorst-supreme

    Wreszcie  nie powinniśmy zapomnieć o Groootendorst Supreme z 1936 roku, na fotografii obok. Jest ona innego rodzaju mutantem od  F.J.Grootendorst. Ta róża nie ma dobrej wytrzymałości i jest mniej popularna niż wyjściowy   Grootendorst mający jeszcze mniejsze kwiaty, choć uformowane  z pięknej , ciemnej czerwieni.

    Przytoczone tu przykłady nie wyczerpują tematu róż o podobnych do goździków kwiatach.  Niebawem po narodzinach omawianej tu Fimbriatty , w roku 1897 , Johann Schmidt krzyżując  General Jacqueminot z Crimson rambler, otrzymał odmianę o ząbkowanych płatkach, którą nazwał Fimbriatta. Niestety, nie dotrwała ona do naszych czasów i jedynie ze starych opisów odmianowych wiemy o jej istnieniu. Przetrwała za to , o dziwo róża Andre du Ponta, która otrzymał gdzieś około 1800 roku jako siewkę Rose du Peintres a nazwał ją Dianthaeflora. Otrzymała ona później mnóstwo innych nazw synonimicznych. Na rycinie Redouta, widzimy pokazane ogromne jej podobieństwo do kwiatu goździka. Nie da się natomiast tego powiedzieć o róży figurującej pod tą nazwą w Roseraie de l’Hay. Jest jeszcze róża chińska Antoine A Jacques z roku 1831, którą powtórnie dla na ocalił w roku 1912 Vilfroy  będąca sportem od Cramoisi Superieur – widoczna na fotografiii obok.

    serratipetala serratipetala-3

    Czy jej kwiaty  przypominają goździki? To kwestia umowna. Dość powiedzieć, że hodowcy coś się tam kojarzyło i nazwał ją Fimbriatta, a było to w czasach gdy jeszcze nie nazywano róż od osób a przeważał trend nakazujący nazywanie odmian na podstawie cech zewnętrznych. Stąd jej nazwy synonimiczne A petales frangees  czy Serratipetala. Jednakże tendencja by nazywać róże cechami opisującymi jej cechy zewnętrzne przetrwała po dziś dzień.  Otóż w roku 1980 Nowozelandczyk June Bell odkrywa sport od słynnej galijki Camaieux i z racji narzucającego się jej podobieństwa kwiatów do goździków nadaje nazwę Camaieu Fimbriatta.

    keros Na fotografii poniżej – przez uprzejmość Pani Elena Pshestemska – odmiana Keros.

    Już całkiem współcześnie , zdarzyło się to bowiem w roku 2009, w firmie Herkness, pojawia się / niestety nieznana z pochodzenia/ róża Keros, bardzo przypominająca Fimbriattę. Jest ona mniej znana od Fimbriatty i nie zanosi sie na to by zrobiła w świecie róż większą karierę.

     

  • Masuino i mansuiniany

    quinto-mansuino Quinto Mansuino urodził się w Sanremo w dniu 27 sierpnia 1889 roku w rodzinie Domenico Mansuino i Marii Alborno, pochodzącej z Verezzo. Był jednym z pięciorga dzieci fotografa i hodowcy róż Domenico Mansuino.

    Już w wieku ośmiu lat wraz z bratem Augusto podejmował pierwsze próby hybrydyzerskie ćwicząc swe techniki na słodkim groszku i różach, by zaspokoić swoją ciekawość. Miały one miejsce w rodzinnym ogrodzie w Poggio di Sanremo . W 1910 roku stał się częścią rodzinnej firmy filmowej. W czasie I wojny światowej brał udział w operacjach wojennych jako reporter fotograf, następnie kontynuował tę działalność również w okresie powojennym w studiu ojcowskim we współpracy z bratem Arturo.

    W 1922 roku Quinto postanowił się poświęcić całkowicie hybrydyzacji roślin, spełniając swoje młodzieńcze zainteresowania, jak sam napisał. Przeprowadził się z rodzicami do małej posiadłości w Capo Verde, na wschodnim krańcu zatoki, nad którą leży San Remo. Tutaj rozpoczął badania nad różami, finansując je z dochodów z uprawy róż i goździków na kwiat cięty , bowiem tego rodzaju program długoletnich z natury rzeczy eksperymentów hodowlanych wymaga nie tylko czasu ale i pieniędzy. Jak mawiali miejscowy ogrodnicy: Wprawdzie róża jest królową kwiatów, jednakże królem jest goździk. To uprawa goździków dawała mu utrzymanie. W 1925, po kilku latach prób, nieco zniechęcony, napisał do Domenico Aicardi z prośbą o radę. Zachęcony przez niego do nieustawania w wysiłkach, blisko się z nim zaprzyjaźnia. W 1932 roku rozpoczął pracę na szerszą skalę na różach, ciągle starając się poprawić ich jakość, tworząc coraz bardziej piękne odmiany, takie jak Red Flare i Aida, które to prace dały mu podstawę do tak zwanych mansuinian, jednych z najlepszych odmian róż na międzynarodowym rynku kwiaciarskim, zwłaszcza w zakresie kwiatów ciętych.

    Jego praca została jednak gwałtownie przerwana przez wojnę i zajęcie jego domu i firmy przez wojska niemieckie w 1944 roku kiedy zniszczono mu ponad 8000 roślin niezwykłych odmian własnej hodowli. W jego ogrodzie okopała się bowiem artyleria niemiecka. Po zakończeniu konfliktu , choć wszystko wydawało się stracone, wznowił pracę hodowlane nad tworzeniem nowych odmian róż, zwanych potem mansuinianami, bowiem pozostało jednak doświadczenie już nabyte i dojrzałe podczas długich godzin refleksji w wymuszonej bezczynności.

    Następnie, podczas piętnastu długich lat eksperymentów i selekcji, pojawia się pierwsza cenna miniatura, „Generosa”, głowa odmiany mansuinian, następnie „Camellia”, oraz „Biancaneve” i wiele innych.
    Czym jest róża mansuiniana? Jest antytezą róży która podówczas była w modzie; to znaczy róży z metrowymi i więcej łodygami
    Róża mansuinian ma łodygi około 40 centymetrów, proporcjonalne liście i bardzo trwałe kwiaty. Kwiaty cięte odmiany mansuinian są sprzedawane w sklepach z kwiatami od ponad piętnastu lat. Są delikatniejsze, ale poza tym podobne do „Garnet” i jego krewnych. W ich hodowli są obecne geny r.banksiae, herbatnie, miniatury, róże chińskie i kilka mieszańców herbatnich, jak na przykład „Ophelia”.

    Zmarł w Sanremo 11 czerwca 1981 r. gdzie radni jedną z ulic nazwali via Quinto Mansuino.

    W tym artykule chciałbym Państwu opowiedzieć o jednym z najbardziej niezwykłych pomysłów jaki pojawił się w całej historii hybrydyzacji róż. Mam mianowicie na myśli pomysł wykorzystania jednej z największych roślin w świecie róż r. bamksiae do wyhodowania róż miniaturowych. Zastosowanie Rose banksiae, gigantycznej rośliny nie powtarzającej kwitnienia, do tworzenia miniaturowych róż powtarzających kwitnienie jest prawdopodobnie jednym z najbardziej niezwykłych wyzwań w historii hybrydyzacji róż: to triumf czystej intuicji naukowej Nie będę tu szerzej opisywał * r. banksiae *, gdyż roślinie tej poświęciłem odrębny wpis. Tu wspomnę tylko, że bohaterka naszego opowiadania pojawia się w Europie na samym początku XIX wieku przywieziona do Anglii przez Williama Kerra. Nasza opowieść będzie się jednak toczyć w Italii, jednak kiedy ta róża pojawia się we Włoszech, dokładnie nie wiadomo.

    Katalog królewskiego ogrodu Monza wymienia „Rose banksiae „, bez podania jakichkolwiek wskazówek dotyczących wyglądu tej odmiany, chociaż prawdopodobnie powinna być to biała forma podwójna. Wymienia ją też katalog Fratelli Tagliabue z 1840 r. – ponownie prawdopodobnie biała forma) wydanie katalogu Ogrodów Królewskich Monzy z roku 1843, sygnowane przez Manettiego, odnotowuje angelica odoratissima prawie na pewno znowu z gatunku białego, najbardziej pachnącego.
    Jedno z pierwszych doniesień o hybrydyzacji z R. banksiae zawarte jest w artykule, które Orazio Fenzi napisał do Gardener’s Chronicle w 1878 r., mówi tam o pewnego rodzaju r. banksiae widzianych w ogrodzie La Mortola. Fenzi opowiada też , jak „jedna siewka banksiae została uzyskana w roku 1868 przez pana Baroni, kuratora starożytnego ogrodu botanicznego Semplici we Florencji. Po sztucznym zapyleniu kwiatu r.banksiae, jesienią , mógł się cieszyć ze znalezienia kilku owoców, nie większych niż ziarno groszku, żółtych, które miały tendencję do zieloności. Otworzywszy jedno z nich, zobaczył, że cała owocnia została zajęta przez jedno nasiono. W efekcie uzyskał trzy rośliny, Jedna z roślin miała żółte kwiaty, pozostałe dwie białe. Można było je podziwiać na międzynarodowej Wystawie w 1874 roku. Czegoś takiego wcześniej nigdy nie widziano w Europie. Odnotowano też istnienie samosiewów np. w słynnym ogrodzie La Mortola.

    Pierwszą osobą, która podjęła pracę z tym gatunkiem, nawet jeśli z umiarkowanymi wynikami, był toskańczyk Attilio Ragionieri (1856-1931), urodzony w Sesto Fiorentino w rodzinie słynnych ogrodników. Dziś jest on zapamiętany przede wszystkim jako hodowca róży Ibrido di Castello, uzyskanej przez skrzyżowanie R.banksiae lutea var z noisette „Lamarque” (Maréchal 1830). „Ibrido di Castello, wyhodowana około 1920 roku, ma kwiat pełny, jak „Lamarque”, i bardzo jasnożółty do białego, chociaż nie jest tak energiczny jak najpowszechniejszy wariant R.banksiae lutea, ale i tak wspina się na sześć metrów.

    Jak sam Ragionieri stwierdził, wynik był bardzo trudny do osiągnięcia, ze względu na jałowość obu tych odmian i brak jakiegokolwiek innego gatunku lub odmiany róż w rozkwicie w ogrodzie w tym samym czasie. Nic więc dziwnego, że R. banksiae nigdy nie były zatrudniane do hodowli nowych odmian róż.

    Hodowcy z okolic Sanremo, a w szczególności rodzina Mansuino, podzielali zachwyt Aicardiego nad nad różą banksa, ale jak się okazało, niekoniecznie ze względów estetycznych . Powody, dla których docenili tę grupę, były inne: bardzo wczesne kwitnienie, łodygi bez cierni, ładne zimozielone liście i odporność na niedobór wody. Mansuino dostrzegł w niej możliwość uzyskania nowych odmian róż z jej udziałem, odpowiednich dla naszych ogrodów.

    Pierwszym problemem, który należało rozwiązać, było znalezienie gatunku i takich odmiany róży, która posiadając pewne podobieństwo genetyczne z r.banksiae, dadzą dobre potomstwo.

    Prace poszły trójtorowo:

    Pierwsza krzyżówka to r. chinensis minimaTom Thumb z R.banksiae lutea o pojedynczych kwiatach,

    Druga to R. banksiae / lutea x R. chinensis minima, odwrotność pierwszego, z którego to mariażu powstały wyjątkowo energiczne rośliny o bardzo długim okresie kwitnienia: około sześciu tygodni. Rodzina Mansuino, jako producenci kwiatów ciętych interesowali się też czy kwiaty, po umieszczeniu w wodzie, będą zachowywały dobrą formę przez długi czas w wazonie.
    Wreszcie trzecia seria skrzyżowań odbyła się w 1950 r. z wykorzystaniem pyłku Slater’s Crimson China.

    Ogólnie mówiąc te prace z użyciem r.banksiae dały wynik pozytywny i negatywny. Negatywny wynik był taki, że żadna z hybryd pochodzących z Banksiae nie odziedziczyła ani karłowego wzrostu, ani cechy powtarzania kwitnienia R. chinensis minima lub „Slater’s Crimson China”. Natomiast dodatnim wynikiem było pozyskanie nasion F2 z samozapylenia z hybrydy R. chinensis minima x banksiae lutea a z nich rośliny wyposażonej w te właściwości.
    Gdy ten krzew zaczął kwitnąć w maju , to kwitł jeszcze we wrześniu, wykazując wielką obfitość półpełnych różowych kwiatów. Potwierdziło to hipotezę Atilio Ragionieri, który zajmował się tym tematem przed Mansuino, według której Banksiae oferowałyby perspektywy dalszego rozwoju. Potrzebna była tylko odrobina cierpliwości. Na szczęście Quinto Mansuino został przez naturę wyposażony w cierpliwość bez ograniczeń.
    W przeciwieństwie do wielu jego włoskich kolegów, którzy płynęli z prądem dominującej mody, produkując odmiany typowe dla modnych wówczas pernetian, z odcieniami różowo-morelowymi, Mansuino wyruszył w trudniejszą drogę, choć też był wrażliwy na nastroje rynkowe. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Holandii wielu hodowców zaczęło coraz chętniej wprowadzać na rynek miniatury. W liście , artykule, do  American Annual w 1960 roku, Mansuino, pod tytułem Breeding miniatures in Sanremo , opisuje swoje eksperymenty z tymi różami. Podkreśla w nim jak bardzo podobnymi ścieżkami szły myśli jego i Ralpha Moore. Obaj podjęli te eksperymenty w tym samym czasie i obaj zmierzali, ogólnie rzecz biorąc, w tym samym kierunku. Zapewne znajomość artykułu R.Moore I Breed Miniatures z rocznika 1957 ARS musiała wpłynąć mobilizująco na to co robił Mansuino, który z tym czasie, zapewne nie będąc pewnym słuszności obranej drogi rozpraszał się na kierunki boczne jak odmiany Red Flare czy Aida.

    Prace Mansuino nad r. banksiae, koncentrują się jak gdyby na dwu kierunkach. W pierwszej próbie krzyżuje r.centifolia z Tom Thumb, otrzymując całą gamę siewek o pośrednich cechach i drugi kierunek, bardziej interesujący to zapylenie r.chinensis minima Tom Thumb przez pyłek r. banksiae lutescens. Otrzymuje w ten sposób równie interesujące spektrum siewek od roślin pokroju karłowego do bujnych pnączy. Jedną z nich jest słynna  *Purezza *z roku 1961. – na fotografii obok

    rosa-banksiae-puresa-a Fotografia,Marian Sołtys w rosarium Abbaye de Valsaintes 2010.

    To oczywiście data jej oficjalnego debiutu, ale z pewnością powstała co najmniej dziesięć lat wcześniej, ale to jeszcze nie było dokładnie to, czego szukał Mansuino. Cel ku któremu zmierza, możemy opisać na podstawie wywiadu jaki udzielił dla czasopisma Fiori wydawanego przez Stelvio Goggiatti. Powiedział tam miedzy innymi:

    Kwiat cięty pozyskiwany z mieszańców herbatnich jest zbyt nieporęczny, ma bardzo długie łodygi i niezbyt nadaje się się do nowoczesnych, wyrafinowanych kompozycji kwiatowych. Nowa róża, ma przypominać mieszańce herbatnie, ale mieć skalę pośrednią pomiędzy obecnie hodowanymi kwiatami a różami miniaturowymi.

    Do osiągnięcia tego celu, konieczne jest użycie takich gatunków róż jak:
    - Rosa lutea i r.lutea bicolor dla koloru;
    - Rosa bengalensis, ze względu na swoją produktywność i dobre zimowe kwitnienie

    - rosa chinensis minima, która ponmaga zredukować rozmiar roślin i kwitów.
    - Rosa banksiae, za elegancję liści, na wczesność kwitnienia, brak lub prawie brak kolców
    - R.centifolia i damascena – dla zapachu
    - R. mutabiliss, dla stabilności koloru
    - Rosa caninna dla systemu korzeniowego.

    Ale dobra róża to nie tylko suma pozytywnych cech: winna również mieć również mieć cechy harmonii i proporcji. Mansuino poczuł, że osiągnął swój cel, kiedy udało mu się uzyskać hybrydę którą nazywamy dziś, * Generosa * ["The Mansuino Rose"]  – na fotografii obok -

    generosa-masuino2 generosa-mansuino

    Ten mieszaniec według Vittorio Chiesa, powstał w 1958 r. i ma dokładnie takie proporcje, których szukał Mansuino. Według irlandzkiego eksperta od miniatur Seana McCanna: „To nie była miniaturka w tym sensie, który dziś przypisujemy temu terminowi, ale piękna miniaturowa róża oznaczona jako miniaturowy mieszaniec herbatni, progenitor linii odmian uprawnych do produkcji ciętych kwiatów uprawianych przede wszystkim we Włoszech od końca lat sześćdziesiątych do naszych dni. – Podaję za La Rose Italiane strona 124 – Andrew Hornung. McCann , nie pisze, co jest bardzo ważne, że miała również pomniejszone proporcjonalnie kwiaty.
    Komentując nową rasę wynikającą z tej złożonej mieszaniny, American Rose Annual z 1981 roku, napisał: „Róża z grupy mansuinian ma łodygę około 40 centymetrów długości, proporcjonalne do niej liście i trwałe kwiaty. Jest w stanie zaspokoić gusta wielu osób, które nie lubią kwiatów róży umieszczonych na długich pędach. Kwiaty cięte linii Mansuino sprzedawane są od ponad piętnastu lat w kwiaciarniach na kontynencie.
    Z kolei katalog firmy Ansaloni z lat 1967-1968 tak je charakteryzuje: Mają żywy i uporządkowany wzrost, dobrze rozwijają się we wszystkich porach roku,a kwiaty umieszczone są na licznych cienkich i eleganckich łodygach. Lekkie listowie o małych wymiarach jest bardzo dekoracyjne. Kwiaty są umieszczone na pędach pojedynczo, w rozmiarze od małych do średnich,ozdobione szeroką gamą kolorów, odpornych na światło i często zmieniające się w kolejnych odcieniach. Cięte, długo utrzymują się w wodzie. Wszystkie odmiany mają wyjątkową odporność na choroby. Do tego opisu dodam, bo nie wynika to bezpośrednio z jego treści, że Mansuiniany wytwarzają na pędzie głównym liczne odgałęzienia z których to dopiero wyrastają pędy kwiatostanowe.

    Po wspomnianej już Generosie, nowe odmiany posypały się jak z rogu obfitości. Mam tu na myśli ten najbardziej udany i płodny okres jego twórczości tj, lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Jego mieszańce zdominowały w owym czasie ten segment rynku, który zajmował się różami na kwiat cięty o zmniejszonych rozmiarach. Z innych hodowców , tylko firma Tantau ze swoją Garnette znalazła się w tym sektorze rynku.
    Bardziej szczegółowe omawianie jego dorobku, zwłaszcza tego z ostatniego dwudziestolecia jest niemożliwe ze względu na brak jakichkolwiek danych dotyczących pochodzenia czy czasu wyhodowania tych mieszańców. Tak więc jedynie na podstawie cech zewnętrznych możemy pewne odmiany zaliczać do mansuinian, ale już nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie jak to się one mają do róży banksa, od której to zaczęliśmy naszą opowieść. Jest to niestety bolączka ogólna. hodowcy nie chcą się z nami dzielić swoimi tajemnicami warsztatu.Nieuchronnie spowoduje to obumieranie literatury o różach, zwłaszcza tych współczesnych, ze szkodą dla nich samych. Ileż bowiem czasu możemy się żywić tajemnicami heroin dziewiętnastowiecznych.

     

    I jeszcze wykaz róż wyhodowanych przez Quinto Mansuino według  dat introdukcji/hipotetycznych/

    1960
    Trieste
    Torino
    Carla (Mansuino, 1960)
    Cassia
    Olimpiadi 1960)
    Riviera (polyantha, 1960)

    61
    Purezza
    Biancaneve
    Fiammetta (miniature, Mansuino, 1961)
    Flor ’61
    Sanremo miesz herb

    62
    Folletto (miniature, Mansuino, 1962)
    63
    Epoca (hybrid banksia, Mansuino, 1963)
    Letizia Bianca 63
    Letizia Rosa 63

    64
    Mansuino Rose – Generosa 64
    Zecchino d’Oro 64
    65
    Alba (hybrid banksia, Mansuino, 1965)
    Canarina 65
    Crimsonette 65
    Gigliola 65
    Maga Circe 65
    Pallina 65
    Rosylin 65
    Rosi 65
    66
    Diavoletta 66
    Mongioia 66
    Rubino , 1966)
    67
    Cerasella 67
    Fior di Neve 67
    Supercandy 67
    68
    Bride’s White 68

    70
    Coppa 70
    Frine (hybrid banksia, Mansuino, 1970)
    71
    Gardenia 71
    Vanessa (hybrid tea, Mansuino, 1973)
    Rosa Maria 74
    Caporosso 75
    82
    Miss Italia 82
    Superba (Mansuino) 81

    Artykuł w dużej mierze opiera się o książkę Andrew Hornunga  Le rose italiane .

    Temat to jeszcze nie zamknięty, ale sądząc po pogodzie czas przenieść się do realu. Do pisania jesienią wrócę.

     

  • Bonfiglioli i synowie oraz M.Lodi z Bolonii

    Firma Gaetano Bonfiglioli & Figlio została założona w 1883 r. z siedzibą w Bolonii na via  Galliera. Syn Gaetano – Aristide, umiera w roku 1903, natomiast Gaetano ojciec w roku 1905. Firmę przejmuje pięciu synów Aristide.

    Gaetano junior/ 1879 – 1948/   pozostaje w Bolonii . Gaetano junior odegrał aktywną rolę w organizacjach ogrodniczych, będąc także sekretarzem Associazione Ortěcola Professionale Italiana; jego brat Vincenzo został mianowany członkiem komitetu, który zorganizował Narodową Wystawę Rolniczą z 1914 r. W 1913 r. Gaetano oficjalnie opuścił firmę i przeniósł się wraz z rodziną do Castello, w Sesto Fiorentino. Najprawdopodobniej poszedł do pracy do Attilio Ragionieri w Villa Granducale lub w ogrodach Villa Corsi Salviati.  W tym samym okresie zrezygnował z członkostwa Stowarzyszenia Ogrodników,   jego brat Enrico był regionalnym delegatem Emilii i Marche.

    Vincenzo / 1883 -1913/

    Enrico /1887 – 1967/ przenosi się do Argentyny

    Nadto jeszcze Enrico i Carlo, którzy prowadzili firmę po I wojnie światowej.

    Bonfiglioli &Figlio, to pierwsza włoska szkółka, która w swojej ofercie w roku 1898 zawarła propozycję sprzedaży róży własnej hodowli. Była to nieistniejąca już  remontantka Principessa di Napoli. Jest to według  Stelvio Coggiatti punkt zwrotny w historii hybrydyzacji róż we Włoszech a właściwie początek tej działalności.

    Podówczas wiele debatowano nad tym, kto naprawdę był pierwszy, bowiem tak ciekawie się złożyło iż w tym samym czasie we Włoszech pojawiły się dwie róże o tej samej nazwie. Jedną  wyhodował Paul Braurer niemiecki hodowca osiadły w San Remo drugą natomiast Massimiliano Lodi, który tak na prawdę był zarządcą majątku senatora Gaetano Tacconiego, który też był burmistrzem  miasta. Gospodarstwo należące do willi Anna, rezydencji senatora, produkowało między innymi kwiaty cięte dla kwiaciarni (fiołki, tulipany, żonkile, mieczyki itp.). Róże to zapewne Lodi hodował sobie w ramach rozrywki. Gdy zorientował się co za perłę dała mu opatrzność w ręce , przekazał ją swemu ziomalowi, Gaetano Bonfiglioli , by ten zajął się jej produkcją i sprzedażą. Gaetano podszedł do tego zagadnienia całkiem  serio i w roku 1897  pokazał ją na Festa dei Fiori we Florencji. Tak się zdarzyło, że  rok wcześniej, przyszły król Włoch, książę Neapolu pojął za żonę księżniczkę z Czarnogóry i całe Włochy żyły tym wydarzeniem. Nic więc dziwnego, że tak Paul Brauer jak i Bonfiglioli wpadli na ten sam pomysł by wyhodowane właśnie róże nazwać imieniem świeżo oto mianowanej księżniczki Neapolu. Dlaczego jednak to dzieło Lodiego predystynuje do tego przełomu w historii hodowli róż We Włoszech a nie herbatnia Brauera? Wzięło się to stąd, że Brauer, swoją Principessę dał do introdukcji firmie braci Ketten z Luksemburga, natomiast Bonfiglioli jako Włoch postanowił sprzedawać ją sam a wspomnianą już wystawę we Florencji potraktował jako znakomity motyw marketingowy. Rację miał po dwakroć jako, że  wystawę ową otwierała wspomniana już para książęcych młodożeńców a na tej wystawie witała ich róża imienia księżniczki.

    Zapewne sama róża była urodziwa, niemniej jednak presja okoliczności sprawiła, że obecnemu na tej wystawie korespondentowi Die Gartenwelt nie wypadało o tej róży pisać inaczej jak tylko w tonie entuzjastycznym . Posłuchajmy: ”Z krótkiego spotkania” La France „z” Captain Christy „narodziła się” Principessa di Napoli „. Gdy hodowca zobaczył  jaką szlachetną perłę był posiadł , dał ją przyjacielowi szkółkarzowi również z Bolonii by wprowadził ją na rynek. Ta róża jest tak świeża, jak gdyby pamietała świeżo spadły śnieg, z delikatnym rumieńcem świtu, jak drobiny krwi w mleku.  Łatwo powiedzieć, że przystojni rodzice rodzą piękne dzieci  ale rzadko mogą sprawić, że będą tak piękne, jak te, które widzieliśmy. Po tych panegirycznych zwrotach ,mamy równie entuzjastyczny opis szczegółowy, który kończy się stwierdzeniem: „Principesse di Napoli  tworzy pełen wdzięku krzew, idealny do sadzenia w grupie lub w doniczce ” opis ten podaję za książką La rose Italiane Andrew Hornunga strona 85.

    W ten oto sposób dzieło Brauera poszło w Europę i tam zaginęło wśród setek  podobnych osiągnięć hodowlanych, natomiast remontantka Lodiego za sprawą trafnej a i szczęśliwej decyzji G. Bonfiglioli zyskała sławę we Włoszech stając się symbolem odrodzenia hodowli róż . W tym czasie Bolonia zaczęła się podnosić z wieloletnie upadku po wyczerpujących wojnach. Pojawiają się miejscowi przedsiębiorcy, którzy chcą przy swych domach zakładać ogrody. Firma Bonfiglioli to im zapewnia. Projektuje i zakłada ogrody, hoduje rośliny, które je upiększają. Proponuje do sprzedaży również kwiaty cięte.

    Gaetano i Aristide Bonfiglioli byli przede wszystkim biznesmenami. Odegrali jednak bardzo ważną rolę jako protagoniści  lokalnych organizacji rolniczych, biorąc udział w na wystawach ogrodniczych, podczas których wystawili ogromną  kolekcję roślin od doniczkowych po palmy.

    Bez względu na powód niepowodzenia w produkcji nowych róż,  pięć lat przed wybuchem  Pierwszej wojny światowej byliśmy świadkiem pojawienia się siedmiu nowych odmian róż przypisanych M. Lodi i sprzedawanych przez firmę Bonfiglioli oraz trzech innych akredytowanych w tej samej firmie. Najważniejszą z nich jest burbońska „Variegata di Bologna” (1909), która przez niektórych jest uważana za mutację „Victora Emmanuela” (1859) Jean-Baptiste Guillot (ojciec) i która stanowi jedyną włoską różę spotykaną w większości ważnych książek o historii róż, a także bez problemu znajdziemy ją w każdym zakątku świata, nawet dzisiaj.W tym czasie współpraca Lodiego z Bonfiglioli układa się świetnie, bowiem jest to czas innych ciekawych odmian  Lodiego a mianowicie:

    Stella di Bologna     miesz. herb.           1909

    Variegata di Bologna  miesz. wich.       1909

    Ricordo di Giosue Carduci  th.              1910

    Luigi Galvani   mieszaniec herb.           1911

    Ricordo di Geo Chavez  miesz. herb.    1911

    Clementina Carbonieri      herbatnia    1913

    Bracia zauważają, że dzięki nowym odmianom róż, firma ich znalazła się na łamach ważnych pism ogrodniczych uzyskując rozgłos na całym świecie. W tym to czasie wypuszczają do obiegu swoje własne róże. Zwłaszcza Garisenda jest tu godna uwagi i po dziś dzień – moim zdaniem – nie doceniana. Ten to okres, pomiędzy pojawieniem się Variegata di Bologna i Garisenda a wybuchem drugiej wojny światowej, jest najlepszym okresem w historii firmy.W pewnym momencie, około roku 1914, nastąpiło prawdopodobnie zerwanie współpracy między firmą Bonfiglioli i Lodi.  W każdym razie firma Bonfiglioli kontynuowała swoją działalność: w 1916 r posiadała trzydzieści akrów ziemi i zatrudniała do 70    pracowników w sezonie. W 1919 Armando opuszcza firmę i ta pozostaje  w rękach Enrico i Carlo; ten drugi, dwa lata później, wyemigrował do Argentyny, więc pozostał tylko Enrico. I mimo tego, że dotrwała ona jeszcze do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, jednakże nigdy nie osiągnęła świetności opisywanego tu okresu.  W firmie nie wyhodowano już więcej nowych odmian róż .

    Ich dorobek ujęty ilościowo nie przedstawia się szczególnie imponująco. W firmie Bonfiglioli powstały zaledwie trzy z czego jedna wybitna – Garisenda.

    Garisenda – mieszaniec wichury – 1911

    Isabeau -      herbatnia                    1911

    Italia              herbatnia                   1911

    Trochę większy dorobek ma Massimiliano Lodi

    Principessa di Napoli remontantka     1897

    Stella di Bologna     miesz. herb.           1909

    Variegata di Bologna  miesz. wich.       1909

    Ricordo di Giosue Carduci  th.              1910

    Luigi Galvani   mieszaniec herb.           1911

    Ricordo di Geo Chavez  miesz. herb.    1911

    Clementina Carbonieri      herbatnia    1913

    La Carmen   mieszaniec herbatni         1914

    Edda              mieszaniec herbatni         1929

    Jak wspomniałem M.Lodi zerwał współpracę z firmą Bonfiglioli i ostatnią odmianę introdukowała firma Giovani Borgatti w roku 1929 na rok przed śmiercią hodowcy. Róży tej nie spotkamy już w obiegu handlowym , ale zachowała się w zasobach rosarium Sangerhausen.

  • Przy ceglanym murze.

    mr-095

    Picture 1 of 55

    W środku Włodawy, oparty o stary ceglany mur znajduje się piękny, przytulny i bardzo zadbany ogród Pani Elżbiety Kowalczuk. Oczywiście królują w nim róże. Są to współczesne mieszańce, prawie wszystkie w wiktoriańskim stylu. Ogród również utrzymany jest w tej konwencji z umiejętnie i trafnie dobranymi bylinami  świetnie uzupełniającymi róże, które występują tu w wiodącej roli. W ogrodzie tym zdecydowanie brakuje rozrośniętych róż pnących , które mogłyby w pełni podkreślić walory i zalety tegoż muru. Właścicielka ogrodu zdaje sobie z tego sprawę , ale brak takich krzewów które mogłyby zdecydowanie zakreślić tło dla pozostałych nasadzeń wynika z tego, że jest to ogród bardzo młody. Myślę, że już w tym roku powinno się to diametralnie zmienić.

  •