Róże Józefiny

Zaczyna się wiek XIX, skończył się szał rewolucji francuskiej. Francuzi ze wstydem skonstatowali, że w Ogrodzie Luksemburskim w Paryżu, rosną kartofle i kapusta. W czasach konsulatu zaczęli wracać emigranci polityczni. Zaczął się ruch w handlu roślinami. Jacques – Louis Descemet, który w czasie wzmożenia rewolucyjnego schronił się w roku 1792 do Saint Denis, wydaje w roku 1803 swój pierwszy katalog. Krótko mówiąc, spokój powrócił, Francja powraca na swoje miejsce w wielkim ruchu idei, który  miał całkowicie odmienić sztukę ogrodową. I w tym renesansie smaku i hołdu dla natury, dla botaniki, dla ogrodnictwa, a więc i dla róż,  cesarzowa Józefina miała odegrać wiodącą rolę. Czy na pewno?

Tak się przyjęło, że   autorzy piszący o różach jedni po drugim bezwiednie przepisują pewne twierdzenia zbytnio nie zastanawiając się nad tym co też czynią. I jam tu nie bez grzechu. Jednym z takich jaskrawych przykładów jest przypisywanie zbyt wielu przymiotów Józefinie. Owszem stworzyła ona ogrodowe imperium w Malmaison, ale trzeba wyraźnie tu powiedzieć, że jej kolekcja róż wcale nie była   najważniejsza, ani też pierwsza. Kolekcja ta jest po prostu najbardziej znana. Kiedy Jules Gravereaux , twórca ogrodu różanego L’Hay podejmie się w latach 1910 – 1912,  trudu inwentaryzacji odmian uprawianych w Malmaison, a tak na prawdę  istniejących w pierwszym Empire, będzie miał w ręku rękopis w którym zinwentaryzowane zostały róże w kolekcji ogrodowej  Soucelles. W tejże miejscowości  w Anjou, rezydował Jean Baptiste Menage /1744 – 1832/, który to restaurując swoją posiadłość i przebudowując okoliczny park , stworzył w nim aleję różaną w latach  1790 – 1810 – a tym samym ważną kolekcję róż. Wprawdzie wspomniany dokument zaginął, jednak zostawił po sobie ślad istnienia wielu starych odmian jak: Duc de Guiche czy Assemblage de Beaute. Nadto  w pobliżu prowadził szkółkę i kwiaciarnię Sieur Leroy le Jeune, którego katalog z roku 1808, liczył około 90 odmian i zapewne był dostawcę roślin dla hrabiego Menage. Daje nam to pośrednią wskazówkę co też mogło w tej posiadłości rosnąć, Innym przykładem jednego z pierwszych katalogów poświęconych wyłącznie różom, jest Almanach  szkółkarza z Troyes, który pochodzi z roku 1811. Piszę o tych szczegółach dlatego, że wzmiankowane źródła są dla nas pośrednimi wskazówkami co do tego jakie też odmiany róż mogły rosnąć w parku Malmaison. J. Gravereaux  podejmując się trudu restaurowania ogrodu Józefiny, nie musiał być zdany tylko na własną fantazję i przypuszczenia.

W 1801 roku hrabia Lelieur,  przedstawiony przez swego brata Bonapartemu, dzięki czemu stał się  dyrektorem parków, szkółek i ogrodów cesarskich, opublikował małą książkę zatytułowaną De la culture du Rosier. dedykowaną dla Józefiny.

Niestety nie wiemy, nie mamy informacji z praźródeł, jakie odmiany  posiadała cesarzowa w swoim ogrodzie. Archiwum pałacowe nic o tym nie mówi. Wprawdzie było kilka książek opublikowanych w tym czasie 0 ogrodach Malmaison, ale one  też nic nie  mówią o odmianach róż uprawianych przez Josephine.  I tak, w 1803r, Pierre Ventenat, kurator w Bibliotece Panteonu, opublikował ciekawą i wystawną książkę Jardin de la Malmaison z myślą o tym by upublicznić zgromadzone tam bogactwa. Zawierała ona  opisy  120 roślin, pięknie zilustrowanych przez Redouté, ale nie uwzględniono tam róż. Dziesięć lat później, w 1813 roku, wydawnictwo Bonpland również zilustrowane przez Redoute   także samo nie zawiera róż, choć wówczas kolekcja cesarzowej winna być   w szczytowej formie.

W końcu mamy słynne dzieło Redouté które powstało dzięki Josephine, ale opublikowane w czasach Restauracji w  latach 1817 do 1824. Najprawdopodobniej z powodów politycznych Redouté całkowicie zignorował to, co ta książka zawdzięcza Malmaison.   Z zasobów Malmaison namalowano tylko dwie róże. Książka Redouté, choć prawdopodobnie dużo zawdzięcza  zbiorowi Cesarzowej, nie może być uważana za wierny inwentarz jej ogrodu.  I tak oto nie wiemy  jakie odmiany róż były w ogrodach Malmaison Józefiny.

Gdy Anglik Seth William Stevenson odwiedził Chateau de Malmaison latem 1816 roku, ukochany dom cesarzowej Józefiny położony na przedmieściach Paryża był już przesycony – jak to ujął -  „mrożącym oddechem zaniedbania”. Napoleon rozpoczął swoje ostateczne wygnanie na Wyspie Świętej Heleny, a  Józefina już od dwu lat nie żyła. Zachwycony domem i posiadłością, przypadkowo odwiedzając go w czasie kwitnienia róży, Stevenson pozostawił nam również jedną z nielicznych relacji z pierwszej ręki o różach Malmaison, których  pamięć miała wkrótce wprawić Francuzów w szał „rosomanii”.Według niego róże stanowiły jedynie część składową / i to nie najważniejszą/ tego pomysłowo zakomponowanego naturalistycznego parku towarzyszącego tej posiadłości. Właścicielka posiadłości lubiła róże, rosły one wzdłuż krętego strumienia przecinającego park. Sadziła je w specjalnie do tego celu przygotowanych skrzyniach, a szczególnie rzadkie i delikatne okazy bytowały w szklarniach u boku roślin egzotycznych. Kiedy  opuszczała na jakiś czas dom, martwiła się o ich opiekę, np. pisząc do hrabiny d’Arberg  czy też na ten przykład są właściwie podlewane. Ale w Malmaison nie było ogrodu różanego stricte a ci, którzy odwiedzili Malmaison przed i po  wspomnianym już Stevensonie, nie wspominają o różach w swoich pochwałach wielu innych wspaniałości botanicznych.

Inny przykład. W swoim przewodniku po nowych ogrodach Francji i jej starożytnych zamkach z roku 18o8, francuski autor Alexandre dc Laborde opisał  drogę do Malmaison przez tereny wiejskie obsadzone różami i drzewami owocowymi, ale nie wspomniał o różach rosnących na terenach przypałacowych. Jennifer Potter w swojej pomnikowej książce The Rose  wspomina na stronie 180  o pamiętniku polskiego hrabiego U.T.Uklańskiego. który daje wspaniałe opisy posiadłości, ale nigdzie nie wspomina tam o różach a przecie jego przewodnikiem po posiadłości był nie byle kto bo sławny Bonplant. Tamże też znajdziemy  opowieść o tym jak w roku 1817 posiadłość odwiedziła grupa ogrodników szkockich, wprawdzie już jesienią. poza sezonem kwitnienia róż ale o różach nie wspominają, chociaż jadąc z Paryża zauważyli przy drodze rozległe plantacje róż. Byli to zdecydowani miłośnicy róż. Odwiedzili  bowiem kolekcję w Ogrodzie Luksemburskim, szkółkę rodziny Noisette, ale o różach Józefiny milczeli. Trudno więc w świetle tego co tu przytoczyłem  zrozumieć skąd się wzięło owo przekonanie bezwiednie przez lata powielane, że Józefina zgromadziła u siebie wszystkie podówczas znane gatunki róż.

To interesujące o tyle, że podówczas Józefina – jak napisał Alexandre de Laborde – uczyniła z Malmaison prawdziwie wiodący  ogród botaniczny we Francji. Goście którzy mieli szczęście być oprowadzani przez samą Cesarzową byli olśnieni jej wiedzą botaniczną na temat prezentowanych okazów. Nieco mniej entuzjastycznie nastawieni byli dworzanie wyraźnie znudzeni codziennymi odwiedzinami szklarni. Podążając zawsze tą samą drogą i rozmawiając zawsze o tych samych rzeczach. „Rozmowa toczyła się wokół botaniki”, wspominała Mlle Ducrest, „nauki tak interesującej dla Jej Królewskiej Mości, której niezwykła pamięć skłoniła ją do poznania nazw wszystkich roślin , co czyniło nasze spacery męczącymi. Słynne czarne łabędzie cesarzowej, mlle Ducrest uznała za nieskończenie mniej piękne niż pospolita biała odmiana.

Wiemy, że ramach starań Josephine w londyńskim Kew/ przez kanały dyplomatyczne/ o naturalizację egzotycznych roślin na francuskiej ziemi zaproponowano jej co najmniej dwie róże w tym rosa banksiae. Ale jej kolekcja róż nie zawierała jeszcze rarytasów dorównujących  nowościom z Australii i Wysp Przylądkowych.   Dlatego gdy przyszło do uwiecznienia tych rarytasów  zdobytych w różny sposób na całym świecie, tak  Ventenat jak i Bonplant zignorowali róże znajdujące się w zasobach Malmaison. W ważnym wydawnictwie, przepięknie ilustrowanym przez Redoute,  w słowie wstępnym,  Ventenat wychwala Josephine, za  ciąg kolekcjonerski i wybitne kolekcje w Malmaison ale nie pisze o różach. Tak na prawdę postać Józefiny z różami zaczęto łączyć dopiero po jej śmierci w roku 1814. Na przykład botanik Auguste dc Pronville poszedł dalej, umieszczając Malmaison gronie kilku wybranych ogrodów w Paryżu wyróżniających się  znaczną kolekcją róż jak np. Ogród Luksemburski czy Trianon. Pronville opublikował swoją pracę rok po tym, jak wspomnieni już szkoccy ogrodnicy odwiedzili Malmaison, nie rejestrując ani jednej róży,  Ciekawa jest opinia Viberta z roku 1824 , otóż   jakieś dziesięć lat po  śmierci, Josephine przypisuje  jej  rozpalenie we Francuzach pasji do uprawy róż i wyrwanie przewagi handlowej Anglikom i Holendrom. Twierdził, że wkrótce jej wpływ rozprzestrzenił się poza jej najbliższe otoczenie i tak naprawdę od tego czasu można datować wszystkie ważne odkrycia w rodzaju, ulepszenia ich kultury uprawy i wzrost liczby miłośników róż. Nie tylko została uznana – wraz z  Du Pontem – winną rozpalenia w Paryżu „wielkiego impulsu” do uprawy róż, ale i jej ogród w Malmaison był chwalony za ponowne zjednoczenie „wszystkiego, co posiadała Holandia, Belgia i Niemcy, co było najpiękniejsze w tym rodzaju”. Sztuka także odegrała swoją rolę w umacnianiu reputacji Josephine jako miłośniczki róż, a w szczególności jedno z najbardziej znanych dzieł ilustracji botanicznej: Les Roses ,Pier’a Josepha Redoutda. Dzieło to wydawane było w odcinkach i publikowane w trzech tomach w latach 1817-1824. Znalazły się tu jednak tylko dwie róże z kolekcji Malmaison. Jedna to rosa persica a druga to róża galijska , bardzo podobna do Tuscany. Obie ryciny powstały jeszcze przed 1814 rokiem.

Nieco więcej informacji o tym jakie róże uprawiano w Malmaison, dostarcza nam korespondencja pomiędzy Józefiną a londyńską szkółką Lee&Kennedy. Była to ożywiona współpraca , kwitnąca pomimo narastającego konfliktu pomiędzy Wielką Brytanią a Francją. Kennedy  nawet  jedną z córek nazwał Józefina. Jakie więc nazwy róż będą się tu pojawiały? Między innymi będą to: Rosa sinensis – nazwa nadawana kilku odmianom,  r.multiflora carnea,  rosa semperflorens/chodzi zapewne o  Slaters Crimson China/,  Muscosa Alba a także  Shailer  White Moss.

Francuski ekspert Francois Joyaux, szukając w Narodowym Archiwum  w Paryżu zdołał jeszcze zidentyfikować  takie odmiany jak Rosa pendulina,  Four Seasons Rose, r. virginiana, centifolię Unique, i kilka mchowych.

Jednym z jej największych dostawców był kolekcjoner amator, pracownik poczty Andre Du Pont. który miał „bogaty ogród” przy Fontaine au Roi w Faubourg du Temple. Przykładowo, to Du Pont wyhodował różę bez płatków, co tak zaintrygowało  Pronville’a w Malmaison. Rachunki pokazują, że dostarczył do Malmaison dużą liczbę róż (ale niestety bez ich nazw) w 1808 i 1809 roku
może nawet 2,5oo róż w ciągu dwóch sezonów./gdzie też się one podziały!?/ Katalog Du Ponta, zawierał ponad 200 pozycji, choć mówiono, że  uprawiał ponad 500 odmian.
Mniej więcej w tym czasie Josephine również wymieniała się różami ze swoją szwagierką w Kassel.

Jeśli wierzyć słowom  Williama Paula, który przyjechał do Francji by zapoznać się  z dorobkiem szkółkarzy francuskich, najwspanialszą kolekcje róż  można było podziwiać w Ogrodzie Luksemburskim, rozkwitającym pod rządami Alexandre Hardy. Innym , słynnym hodowcą  był Descemet oferujący w swoich szkółkach, które przejął po ojcu, w Saint Denis, około  200 odmian róż. Dorobek jego przejął Vibert a Descemet wyjechał do  powstającej właśnie Odessy by zająć się tam zielenią miejską. Tamże również stworzył kolekcją róż.

Józefina nie dożyła do końca Cesarstwa. Po klęsce Napoleona z Rosją i jego pierwszej abdykacji, przyjęła wrogów swojego kraju jako gości w Malmaison. A to Aleksandra I  i jego bracia Mikołaja i Michała i Fryderyka Wilhelma, króla Prus. Podobno przeziębiła się, oprowadzając Aleksandra po swoich ogrodach i wkrótce dostała wysokiej gorączki. Zmarła w Malmaison 29 maja 1814 r. tuż przed swoimi pięćdziesiątymi drugimi urodzinami.

Nie zostawiła testamentu. Spis ruchomości i nieruchomości zajął robiącym go, 40 dni. Ostatni dzień poświęcono rzadkim roślinom wokół domu, w parku, ogrodzie i w szklarni. Tylko jedna  róża jest wymieniona tam z nazwy:  to „Rosa Metalcupa”, w zestawie z  innymi roślinami cieplarnianymi, takimi jak eukaliptus czy  wiecznie zielona magnolia. Jej kolekcja róż jako całość najwyraźniej nie została uznana za wystarczająco wyjątkową, aby nadać jej wartość komercyjną.

Ale przez cały czas reputacja Josephine jako mistrzyni róż rosła. La Rose de Malmaison, tak zatytułowany obraz namalowany ok. 1866 r. przez francuskiego artystę Hectora Vigora i obecnie wiszący w Malmaison, zawiera cukierkowe wspomnienia szczęśliwszych czasów. Na tle Świątyni Miłości umundurowany Napoleon wręcza różę swojej siedzącej żonie, która błyszczy w białym atłasie, otoczona   grupą kobiet z rodziny i przyjaciół,   trzymają oni w dłoniach cięte róże: więcej róż można zobaczyć w ogrodzie za nimi.

Po przejściu przez kilka rąk, Malmaison osiągnął swój najgłębszy upadek podczas wojny francusko-pruskiej w 1870 roku, kiedy to wojska wroga splądrowały dom a pobliscy mieszkańcy   okradli co się dało z pustego pałacu.

Ponieważ nie istniał żaden katalog róż Josephine, J. Gravereaux , już w XX wieku, sięgnął do współczesnych Józefinie list hodowców róż, takich jak Du Pont czy Descemet - twierdząc (bez dowodów), że „posiadała wszystkie róże znane w okresie Pierwszego Cesarstwa”. Jego lista 197 róż, udoskonalona przez Francois Joyaoux, daje jednak fascynujący wgląd w róże z Pierwszego Cesarstwa.
Dominują Gallicas, których nazwy przypominają cours Josephinca: „Belle Sultane”. „ Beaute  Insurmontable  czyli Piękno nie do pokonania”, „La Tendresse”. „Grand Napoleon, Agathe de la Malmaison”. „Józefina”. i aksamitna róża „Van Eeden”, tak wspaniale namalowana przez Redoutda. Istnieje również wiele Centifolii, alb i damasceńskich, a także odrobina nowych róż bengalskich pochodzących z Chin, które tak bardzo zmieniły oblicze róż na Zachodzie. Wśród ozdobnych róż innych niż historyczne róże posadzone w Malmaison pojawiła się oczywiście  bez dania racji „Souvenir de la Malmaison” – róża, której Cesarzowa nie mogła znać, ponieważ została wyhodowana jakieś trzydzieści lat po jej śmierci.

Ta dekonstrukcja mitu  Cesarzowej Józefiny jako sprawczyni rozkwitu mody na róże, jest dziełem , między innymi , Pani Jennifer Potter, która  w wydanej w 2010 roku książce  The Rose, poświęca temu zagadnieniu cały rozdział. Nie mam w tym żadnego interesu by uczestniczyć w tym procederze po stronie Angolów, tym bardziej, że po stronie Józefiny wyraźnie opowiedział się współczesny autorytet rosarian francuskich, ceniony profesor Francoise Joyaux, ale warto ten punkt widzenia znać i odnotować.

Wypada tylko westchnąć: Jakże silne jest oddziaływanie stereotypów! Koniec końców : czy to ważne kto w tym sporze będzie miał więcej racji? Sądzę, że to dobrze, że rosomania, która narodziła się w początkach XIX wieku, niewątpliwie we Francji, zapewne jako naturalna reakcja ludzka na społeczną brzydotę rewolucji francuskiej, miała ludzką twarz. Piękną twarz cesarzowej. Zapewne jak uczy historia,  w rzeczywistości był to proces dwustronny, Ludzie potrzebowali i piękna i róż, które to piękno uprzedmiotawiały  a Józefina to personifikowała . Dwór dyktował pewne wzory  zachowań i określał gusta. Jakże pięknie się to stało, że  róża nadała procesowi temu, swe trascendentne oblicze.

Marian Sołtys – Listopad 2022

Temat ten , i okolice już niejednokroć poruszałem. Że wspomnę:

* _Pierre Joseph Redoute *

* Rosarium w Malmaison *

 

Napisz komentarz