Peace, Kronenburg i Ola

O każdej z tytułowych róż napisałem już na tym blogu  wiele, głównie  dobrego, ale i też są takie róże  o których nigdy za wiele dobrego napisać nie sposób.

Gdy mówimy o pierwszej z nich  musimy dokonać niezbędnego rozgraniczenia. Czy będziemy pisać jeno o walorach jej jako rośliny ozdobnej czy też zdecydujemy się na kontekst szerszy , społeczno historyczny. Peace, sztandarowe dzieło Francisa Meillanda, którą wyhodował na samym początku swej kariery w roku 1935, jako roślina, jest  interesującym przykładem trwałej obecności  na rynku kwiatowym i w  krajobrazie sentymentalnym lubowników róż. Jej powszechna obecność w obrocie handlowym będąca skutkiem zainteresowania ze strony  właścicieli ogrodów jest zjawiskiem unikalnym, znana jest bowiem w naszym szybko zmieniającym się świecie, od około 75 lat. Wprawdzie ze strony  starszych rosomanes słychać narzekania, że to już nie ten wigor co onegdaj, ale nadal jest wystarczająco atrakcyjna by szkółki zajmujące się produkcją róż utrzymywały ją w swej ofercie, ba dbają by była w tej ofercie  cały czas obecna. Jeżeli nawet prawdą jest co mówią starsi miłośnicy róż, że jej wigor jest słabszy, to myślę, że warto poszukać w ofertach handlowych  szkółek które potrudziły się by  zaoferować sadzonki z materiału odwirusowanego. Bowiem tu, w zawirusowaniu materiału rozmnożeniowego, dopatrywałbym się  źródła powstawania tego rodzaju opinii.

Jeżeli spojrzymy na  nią jako na roślinę, to widzimy ładnie rozbudowany, nie za wysoki krzew  o mocnych zielonych pędach umiarkowanie uzbrojonych w kolce, które to pędy niosą zwykle 1-3  solidnie zbudowane kwiaty które rozwijają się z nieco beczkowatych pąków w solidnie wyglądający kwiat o około 50 płatkach i ponad 12 cm średnicy, który dostarcza naszym oczom , niewątpliwie pozytywnych wrażeń estetycznych. Nadaje się na kwiat cięty, oczywiście nie dla celów komercyjnych, ale do wazonów. Z zapachem nie jest już tak  wesoło bo wprawdzie standardowo w opisach mówi się o umiarkowanym , herbatnim zapachu, to jednak dla wielu  rosomaniaków zapach herbatni, to prawie żaden zapach. Decydują osobnicze predyspozycje. Liście dostarczają nie tylko tła dla pojawiających się przez cały sezon kwiatów , ale są też ozdobą samą w sobie- żywo zielone, błyszczące, bardzo dekoracyjne. Pewnym problemem jest ich niepełna odporność na choroby grzybowe, mam tu na myśli głównie  czarną plamistość, zwłaszcza na tle róż współczesnych, które przyzwyczajają nas powoli do tego że zapominamy o konieczności wielokrotnych oprysków, ograniczamy się zwykle do tych prewencyjnych. Jeden dwa opryski wykonane w trafnie dobranym terminie, likwidują ten problem. Powiedzieliśmy już o samej róży z punktu widzenia   jej atrakcyjności jako rośliny ozdobnej, ale istnieje też punkt widzenia hodowców róż. Najpełniej wyraża się on poprzez analizę programów hodowlanych  twórców nowych odmian. I tu najpełniej wyraża się potęga Peace. Otóż w pierwszym pokoleniu użyta została jako roślina mateczna bądź jako dawca pyłku, ponad 300 razy! Nie jestem w stanie zliczyć ile odmian współczesnych zwiera jej geny w drugim i dalszych pokoleniach. Dość powiedzieć , że pojawiają się już w co najmniej dwudziestu pokoleniach. To nie wszystkie przejawy jej aktywności. Innym jest jej skłonność do wydawania samoistnych mutacji a omawiana tu interesująca trójka jest tylko jednym z wielu przykładów. Bowiem Kronenburg jest sportem od Peace a Ola sportem od Kronenburga.

To już wiemy jak wygląda ta niezwykła odmiana róży. Niezwykła w swej popularności i powszechności występowania. A może więc to nie róża jest niezwykła co okoliczności je towarzyszące czynią jej niezwykłość? I tu dochodzimy do  tego drugiego aspektu  jej popularności aspektu  społeczno historycznego. No bo wpisała się w ten kontekst niezwykle mocno. Nie sposób bowiem pisząc o niej nie napisać o okolicznościach jej pojawienia się na świecie. Losy jej splatają się ściśle z drugą wojną światową, nawet jej  imię, zamiennie używane  Peace – Madame A. Meilland wiąże się z zakończeniem tego krwawego konfliktu. Nazwa Peace, jako  lepsza marketingowo, łatwa w użyciu, wyparła Nazwę Madame A. Meilland  upamiętniającą matkę hodowcy. Wyhodowana przed wojną, została  przekazana szkółkarzom w Stanach Zjednoczonych, Włoch czy nawet Niemiec do oceny. I… łączność się przerwała. Zdumiony  Meilland , dopiero po wojnie, dowiaduje się o niezwykłej karierze jaką zrobiła jego odmiana w USA, jaką świetną robotę marketingową wykonali  amerykańscy przyjaciele. Przypomnijmy tylko sobie. To nie przypadek, że róża ta znalazła się  przed każdym delegatem  powojennej konferencji pokojowej.  Sława tej róży wynikająca nie tylko z jej walorów czysto hodowlanych powoduje , że na ten przykład Japończycy   utworzą imponujące założenie parkowe składające się z 1000 krzewów tylko tej odmiany.

To róża, która na świecie, została sprzedana w największej ilości  egzemplarzy. Za tym sukcesem pojawiają się również inne implikacje. To czas, gdy już zaczynają działać prawa patentowe, w USA jak pamiętamy już od lat trzydziestych ubiegłego wieku, gdy to prawa te otrzymała  jako pierwsza New Dawn. To jest potężny strumień gotówki jaki zasila rodzinę Meilland. Firma przenosi się tym samym w inną rzeczywistość. Powstają nie tylko nowoczesne szkółki  ale i ośrodek badawczo rozwojowy. To na sukcesie tej odmiany/ choć sprawiedliwie należy mówić , że nie tylko/ wyrosła potęga tej rodziny.

Jak mawiają Francuzi, za kanałem, w Anglii, odmiana ta pojawiła się  stosunkowo późno, bo już po wojnie i siłą rzeczy nie zrobiła kariery. Co nie znaczy by nie była powszechnie uprawiana. I to właśnie w Anglii , na plantacjach McGredych został znaleziony   przez szeregowych pracowników tych szkółek, interesujący sport od Peace. Nazwał go Samuel McGredy – Kronenburg. W ten to  sposób uczcił 300 lecie słynnego browaru. Na uroczystości owej nieźle się  musiał bawić, skoro już później w parę  lat  potem napisał: „Różę tę prezentowaliśmy na   koncercie z okazji 300 lat browaru po pięciogodzinnym obiedzie z udziałem pijących  dygnitarzy z całego świata. Zadziwiające, jak dobrze róże pasują do choucrouse i „Gewurztraminer” i foie’gras oraz Framboise i Kronenbourg”

Jako roślina, bardzo przypomina odmianę wyjściową – Peace , ale jest bardzo dobrym przykładem rozmijania się gustów różnych uczonych gremiów , w tym sędziowskich z powszechnymi odczuciami. Lubiana i poszukiwana przez miłośników róż i lekceważona przez jurorów. Jest uwielbiana przez Polaków, ale nasi szkółkarze nie traktują  rodaków zbyt poważnie i  nigdy nie wiemy co będziemy mieli w ogrodzie gdy kupimy Kronenburg. Ja sam mam w swoim ogrodzie Kronenburga  z trzech miejsc i każdy egzemplarz wygląda nieco inaczej.

” Kronenburg jest przykładem róży, która jest piękna w pąku, niezbyt interesująca w rozkwicie i okropna gdy zaczyna przekwitać. Otwiera się jako szkarłatna , szkarłatno złota, zmienia kolor  do odcieni wina  i umiera na purpurowo. Pamiętam , że otrzymałem list od klienta, który zakupił ją od nas i bardzo podobał się mu ów „umierający ” kolor , ale nie gustował w tym co było pomiędzy rozkwitaniem a przekwitaniem. Uważał, że kwiaty i pąki tej odmiany nie pasują do siebie.” -pisze  Samuel McGredy IV w swojej książce Family of roses.

W Polskim zagłębiu różanym, w Końskowoli , zlokalizowana jest  szkółka  sympatycznej rodziny Kozaków którzy uprawiają na szerszą skalę Kronenburg i to u nich spotkamy  Kronenburga w wersji kanonicznej. Tam też, korzystając ze skali uprawy Pan inżynier Krzysztof Kozak, wyselekcjonował niezwykle udany sport,  od Kronenburga a mianowicie centkowaną formę, którą nazwał Ola. Róża jest przeurocza, nic więc dziwnego, że zdobyła serca miłośników róż. Wiem , że w Polsce  trudno jest zrobić karierę, ale Ola została natychmiast zauważona i  doceniona przez lubowników królowej kwiatów i wygrała konkursy dla publiczności zarówno w macierzystej Końskowoli jak i w Kutnie  w roku 2019. Po tym niewątpliwym zainteresowaniu  widać, że uznanie dla urody Peace nie wygasa i zostało tylko przedłużone i  podtrzymane  przez wprowadzenie  do jej kanonu piękna , tak modnych obecnie striped, owych pasków i centkowań którymi się pyszni OLA.

Jak już powiedziałem, o tych różach pisałem wielokrotnie a zobaczyć to możemy w poniższych wpisach:

Peace. Madame A.Meilland *

Peace, Madame A. Meilland * inne ujęcie

Kronenburg *

Ola *

1 komentarz do “Peace, Kronenburg i Ola”

  1. S.Kicińska napisał:

    Ciekawa jestem jak jest z trwałością kwiatu u Oli. Mateczna Kronenburg przekwita niestety bardzo szybko. Przynajmniej tak jest u mnie przy południowej ścianie.

Napisz komentarz