Prince Jardinier Francis Meilland

prince-jardinier-bagatelle-833  Fotografie: Marian Sołtys w rosarium Bagatelle 2011.

Mieszaniec herbatni,

Synonimy - W Niemczech, w obrocie handlowym nosi nazwę Schloss Ippenburg. Ale każdy znajdzie sobie tu coś miłego. I tak dla klientów rosyjsko języcznych, których Meilland ma bardzo dużo, wymyślono nazwę Alexandre Pouchkine. Natomiast dla Amerykanów mamy Pretty Woman . Francuzi też nie gorsi – oprócz tytułowej Prince Jardinier jest jeszcze Francis Meilland.

Hodowca – odmiana wyhodowana w firmie Meilland International przez Alaina Meillanda w roku 2006.

francis-meilland  Fotografia  Nina Wróbel Rosarium Ogrodu Botanicznego Bronx .

Kwiaty –  duże,  osiągające ponad 12 cm średnicy o barokowej budowie kwiatu składającego się z około 80 płatków. Kwiat pyszni się niezwykle ciekawym mleczno różowym/Koralowo różowym/ niezwykle delikatnym kolorem. Nadto wszystko zwraca jeszcze uwagę bardzo mocny zapach przypominający zapach róż damasceńskich, za który to zdobyła wielokrotnie wyróżnienia na pokazach róż jak na ten przykład w Hadze czy od RNRS. Dobra na kwiat cięty, charakteryzuje się wysoką trwałością po ścięciu.

Ogólnie krzew jest równie wielkiej urody, budowę ma klasyczną wyprostowaną a pędy długości około 120cm dźwigają na ogół pojedynczo ulokowane ogromniaste kwiaty. Liście również duże, dekoracyjne, ciemno zielone, błyszczące o dobrej odporności na choroby grzybowe. Nic więc dziwnego, że od czasu jej introdukcji, regularnie bierze udziałw we wszelkiego rodzaju pokazach i konkursach hurtowo zdobywając nagrody i wyróżnienia. Posiada również certyfikat jakości ADR, który to zdobyła w roku 2007  a jeszcze wcześniej od RNRS Certyficate of Merit. Jest też laureatką AARS za rok 2013.

schloss-ippenburg

schloss-ippenburg2 Fotografie – Rosengarten Forst 2016

Pochodzenie: /Wimi x Rouge Meilland/ x Margaret Merril. Odmiana ta nosi nazwę po ojcu  Alaina Meillanda.

Zmarły ojciec Alaina, Francis Meilland jest najbardziej znany w świecie jako twórca Peace . Alain i jego matka, Louisette, od dawna chcieli nazwać jedną ze swoich róż imieniem Francisa, ale czekali na tą jedną upragnioną. Na ten ideał róży , który mógłby odzwierciedlić  ich miłość do męża i ojca oraz upamiętnić jego miejsce w świecie różanym. Dopiero teraz , już po śmierci Louisette, Alain uznał, że  ta róża jest wystarczająco wysokiej jakości. Przede wszystkim jest to tak ukochany przez Francisa mieszaniec herbatni. Alain uznał,  że odmiana ta, charakteryzująca się żelazną odpornością na choroby grzybowe, może dać początek nowej generacji mieszańców herbatnich odpornych na czarną plamistość.

Część II.

Już gdy omawiałem kwestię nazw synonimicznych, coś mi się nie zgadzało.Przypomnijmy – Aleksandre Pouchkine, Father of Peace, Francis Meilland, MEItroni, Pretty Woman, Schloss Ippenburg. Dopiero jednakże gdy przeczytałem wpis na blogu meillandrichardier.com zrobiło mi się z lekka niesmacznie. Jest to wpis z połowy 2010 a czytamy w nim:” …Było to podczas Journées des Plantes de Courson – Louis-Albert de Broglie pojawił się na stoisku firmy Meilland by ochrzcić różę Prince Jardinier….” Chodzi tu o wielką doroczną imprezę organizowaną od ponad 30 lat w Chantilly, skierowaną jednakże do odbiorcy francuskiego. To tyle tytułem wstępu.

Francisowi Meilland należała się niewątpliwie jakaś róża i to nie barachło o którym teraz piszemy. Barachło,  bo widać, że nie jest ona do końca sprawdzona a fotografie pokazują, że nie zachowuje się ona w ogrodzie dobrze i nie księciem a raczej lokajem być może. Ale powiedzmy, że ci wybitni specjaliści się pomylili, ale ta cała napuszona otoczka słowna , którą przekazałem w pierwszej części opisu sugerowała by , że oni to tak serio… Jeżeli ta odmiana jest tym najlepszym co ma na dziś firma Meilland , to źle się dzieje w państwie duńskim. Tymczasem jeszcze nie ostygła dobrze pierwsza nazwa Francis Meilland a już w 2010 roku przychodzi do stoiska książę  Louis Albert/zapewne ogrodnik/ i już zmieniamy nazwę na Prince Jardinier. A nuż kilku kolejnych naiwniaków się kupi. Promocji Francisa nie robimy, chyba za drogo, nie opłaci się. Taniej przechrzcić. Przypomina mi się tu sienkiewiczowska kwestia gdy to książę  Bogusław wyraża ochotę zakupu konia od Kmicica a ten mu odpowiada przecząco  -” To tak jak bym przyjaciela przedał”. Oni jednak przedali Francisa Meilland za dulary. Potem już poleciało jak z płatka. Nowi ruscy kupują na kilogramy a więc nazwijmy im Puszkin, ckliwym Amerykanom dajmy Pretty Women. Zadufanym w sobie Niemcom Schloss Ippenburg. Jedynie Australijczycy wykazali się tu taktem i zaproponowali interesującą modyfikację nazwy na Father of Peace.  Na to wszystko firma Meilland się godzi, aprobuje to. Pamięć tytana swojej własnej firmy przesłaniają dulary. Cóż za upadek!

 

 

3 komentarzy do “Prince Jardinier Francis Meilland”

  1. Jacek Kondratowicz napisał:

    Czasy,kiedy nowe odmiany nie były produkowane a odkrywane-jedna na kilkaset tysięcy siewek,niestety odeszły. Michał Czepiński,ogrodnik i właściciel ogrodów w Warszawie,w swoim dziele pt. Powszechne Ogrodnictwo…,( C.K. Uniwersytet Jagielloński, Kraków,1868),pisał : „Dla ich (róż) oznaczenia wyczerpano sławne imiona starożytnéj i nowéj historyi,zapisano na nich uszanowanie dla głów koronowanych,sławę bohatyrów,wdzięczność dla dobroczyńców ludzkości,szacunek dla przyjaciół i uwielbienie dla cnót publicznych. Ale wyznać trzeba,że w tém mnóstwie odmian i gatunków wielkie było,jest i zawsze będzie zamieszanie i niepewność w zastósowaniu nazwisk,wyjąwszy pewną liczbę mniéj więcéj dobrze opisanych gatunków,trudno jest zrozumieć się co do odmian,na których trudno upatrzyć słabych charakterystycznych różnic. Wreszcie przez pielęgnowanie tak się odmiany pomnażają i odradzają,iż nigdy nie braknie nowych,dla wszystkich na scenie świata ukazać się mających mężów i godnych hołdu piękności” (cyt.oryg.) Jednego autor nie przewidział jak widać,czyli zmianę nazwy na żądanie. A obawiam się,że może być gorzej. Zaprogramowane genetycznie nowe odmiany bedą hodowane w słoikach in vitro na zautomatyzowanych liniach produkcyjnych a nazwa będzie zależała tylko od grubości portfela klienta. Obym się mylił.

  2. admin napisał:

    Dzięki za ten fantastyczny wpis. Cieszę się, że myślimy podobnie. Ta komercjalizacja wprost przelewająca się, budzi moją odrazę. No a ten cytat jest przesmaczny. Bardzo lubię takie klimaty i jak natrafię coś w zdigitalizowanych bibliotekach, to również staram się cytować.

  3. Jacek Kondratowicz napisał:

    A wracając do samej Prince de Jardinier,czy jak ją tam teraz zwał,to chyba nie może być aż tak źle,skoro dostała certyfikat ADR. Osobiście jednak bardziej sobie cenię odmianę bardzo do niej podobną – Savoy Hotel z 1987r. autorstwa J. Harkness’a. Dużo bardziej odporna na mróz i choroby,tyle że zapach niezbyt mocny.

Napisz komentarz