Niebieska róża – Niebieskie Róże

*piosenka niebieskie róże*

 

niebieska_roza_3.jpg Marzenie hodowcy – niebieska róża. Marzenie działkowca, kolekcjonera. Sny koszmarne genetyka. Tęskne  wiersze tekściarzy, układających rzewne piosenki. Pamiętam do dziś fragment piosenki śpiewanej przez tragicznie zmarłego Tadeusza Millera/ potem Fogg/ w latach 40. ub. wieku.  „Ja znam takie oczy niebieskie i duże, tam nieba swój lazur wkładały od lat , i w oczach twych widzę niebieskie dwie róże o których zapomniał świat”. Jest to tango M. Mierzejewskiego z operetki ‚Taniec Szczęścia” słowa Kora Jaroszowa.I nagle czytam we „Wprost” rok 2008 numer12, pisze Ewa Nieckuła:”Na świecie istnieje prawie 18 tys. odmian róż. Nie ma tylko róży w kolorze nieba, która od dawna jest marzeniem hodowców. W 1840 r. Belgijskie Towarzystwo Ogrodnicze wyznaczyło nagrodę w wysokości 500 tys. franków dla tego, kto taki kwiat wyhoduje. Było to jednak zadanie niemożliwe do zrealizowania dostępnymi wówczas metodami. Z prostej przyczyny: kwiaty róży nie mają genu odpowiadającego za produkcję niebieskiego barwnika – delfinidyny”. Belgijskich franków już nie ma ale i róży niebieskiej też nie ma. Jednakże…

niebieska-roza-2.jpg „Transgeniczna niebieska róża pojawi się jednak na rynku – najpóźniej w 2009 r. Niebieska róża to efekt 18 lat pracy japońskiej firmy Suntory i należącej do niej biotechnologicznej firmy Florigene z Australii. – Chcemy sprzedawać kilkaset tysięcy niebieskich róż rocznie. Wydaje się, że nie przeceniamy popytu, w końcu aż jedna piąta ludzi przyznaje, że błękit jest ich ulubionym kolorem. Niebieski pomaga się wyciszyć, sprawia, że stajemy się bardziej twórczy – mówi dr Steven Chandler z Florigene. Osiemnaście lat temu wprowadzono do genomu róży gen umożliwiający syntezę delfinidyny. Rośliny zakwitały jednak w kolorze ciemnoczerwonym. Czerwone barwniki, naturalnie produkowane przez róże, maskowały delfinidynę. W pracach nad błękitem różanych płatków zastosowano więc metodę wyciszania genów. Dzięki niej udało się zablokować syntezę barwników o odcieniach pomarańczowego i czerwieni. Eksperymentalna roślina otrzymała także dodatkowo geny odpowiedzialne za produkcję delfinidyny u bratków i kosaćców.
W nowej odmianie róży aż 98 proc. barwników to niebieski pigment. Ale trudno ją nazwać błękitną – jest zaledwie fioletoworóżowa. I na razie nic na to nie można poradzić, gdyż pH płatków róży wynosi 4,5–5,5, a przy kwaśnym odczynie delfinidyna różowieje. Niebieska bywa dopiero przy pH o wartości 6-7. Na domiar złego o barwie kwiatu decyduje także zawartość żelaza w roślinie i uzupełniające pigmenty. By nowa róża faktycznie przypominała kolorem niezapominajki, trzeba jeszcze lepiej poznać jej metabolizm. Mimo to nikt nie kwestionuje sukcesu firmy Suntory. Oczekuje się boomu na rynku kwiatów ciętych, którego wartość szacuje się na 40 mld dolarów.”  niebieska-roza.jpg Muszę przyznać, że nic a nic  nie podnieca mnie perspektywa rynku niebieskich róż wartego 40 mld. dolarów.

Jak się jednak okazało, zmiana transgeniczna dotyczyła wyłącznie płatków i nie jest cechą dziedziczoną (Katsumoto i in., 2007). Pierwszą komercyjną „niebieską” odmianę róży zawierającą w płatkach delfinidynę wprowadzono na japoński rynek w 2009 roku nazywając ją ApplauseTM, Suntory Holdings Ltd. i Florigene Pty Ltd. (Tanaka i in., 2009). Niestety, opóźnienie wzrostu transgenicznych niebieskich róż z nieznanych przyczyn spowodowało, że ich ostateczna komercjalizacja nie udała się (Tanaka, Brugliera 2013).

applause-suntory Obok – róża Applause, fotografia ze strony firmy Suntory.

Póki co nie ma jednakże róż niebieskich, ale dla prawdziwych maniaków przeszkód brak . Oto czytam w Rose Amateur’s Book, autorstwa Shirley Hibbert iż Markiz D’Orbessan miał twierdzić iż arabscy ogrodnicy chcąc mieć róże niebieskie w ogrodach Alhambry, podlewali je  roztworem indygo. Można powątpiewać w skuteczność tego prostego sposobu. No, chyba, że jest w tym jakiś mały kruczek, którego to markizowi nie zdradzono. Taak, nie ma niebieskich róż, ale jak ktoś się uprze to takoweż w kwiaciarni kupi. Czy je wyhodowano? Nie, po prostu wstawia się białe róże w fazie dobrze zarysowanego pąka do odpowiedniego niebieskiego barwnika i po kłopocie. I kto by pomyślał, że jeszcze w roku 1937, J.H. Nicolas pisząc swoją wspaniałą opowieść o różach – A Rose Odyssey wspominając o obecności niebieskich odcieni w różach traktuje je jako defekt, pisząc, że w samej istocie, tak przez hodowców obecność koloru niebieskiego traktowana była a kolor czerwony bez obecności odcieni niebieskich uważany był za ideał. Nie jest on jednakże bezrozumnym purystą i dalej wyraża opinię iż gdy już niebieska róża zostanie wyselekcjonowana to po początkowym oporze zostanie przyswojona tak przez hodowców jak i klientów. Podaje tu przykład jak wielkie wzburzenie wywołało pojawienie się / kto by to pomyślał/  koloru żółtego. Traktowano to prawie jak świętokradztwo, zamierzano obłożyć anatemą. Wszak żółty nie należy do róż.

Również wspomniany już wcześniej J.H.Nicolas,  w ” A Rose odyssey ” str 122,  opisuje taką oto historię: ”  Sam Mc Gredy III, opowiedział mi wiele anegdot o bezkompromisowym charakterze swego ojca. Już na samym początku , gdy tylko objął odpowiedzialność za dział hodowli róż, znalazł sport, który zakwitł w prawdziwie niebieskim kolorze. Rozmnożył go pomyślnie i róża ta weszła z rozmachem na rynek odpowiadając na bardzo duże zapotrzebowanie klientów kwiatów ciętych. Gdy ojciec dowiedział się o tej Niebieskiej Róży, od razu nakazał zniszczenie całego zapasu. Stwierdził, że nie pozwoli na pogorszenie się smaku klientów, co jak wierzył stało by się niechybnie po kontynuacji produkcji niebieskich róż.”  Przyznają Państwo, że historia ta brzmi aż niewiarygodnie. I zapewne do tego zdarzenia pił Niels Poulsen, bardzo zaprzyjaźniony z rodziną McGredych gdy to jednego dnia na lotnisku w Kopenhadze przywitał  Sama Darragh IV, wielkim bukietem  żywo niebieskich róż… zabarwionych na niebiesko atramentem parkera. Zdarzenie to jest opisane przez Sama w książce A Family Roses na stronie 76.

Samuel McGredy IV, to wspaniały gawędziarz. W roku 1971  napisał wspaniałą książkę, wspomnianą przed chwilą A Family Of Roses . Tamże na stronach 43 -45 znajdziemy zajmująco opowiedzianą historię o  niebieskiej róży Mc Gredy’ch. Posłuchajmy:

” Ludzie, którzy niewiele wiedzą o różanym biznesie, zakładają, że hodowla i sprzedaż róż to idealna praca, piękne kolory i zapachy, romantyczna praca.

To czysta iluzja, niebezpieczne złudzenie.

Oczywiście spotkamy się tu z interesującymi historiami jak w przypadku rodziny Meilland i  tym wszystkim co go spotkało w związku z wyhodowaniem Peace. Jednakowoż przeważają twarde realia: na przykład jak wówczas, gdy jakaś nierozważna ręka wlewa niewłaściwy preparat  do opryskiwacza i niszczy całe akry róż – lub rok taki jak w tym roku, gdy mam niewytłumaczalną porażkę kiełkowania.

Oczywiście, jest około trzech dni w roku, w których życie dla mnie jest absolutnym niebem. Jest piękna pogoda, a my brodzimy po kolana w łanach róż, oceniamy nowo pojawiające się i kwitnące po raz pierwszy siewki. Jesteś wówczas tak blisko nieba różanego jak tylko możesz.
Jeśli chodzi o rozczarowania i żale – tą drugą stroną medalu jest oczywiście ta słynna niebieska róża wyhodowana przez dziadka. To była prawdopodobnie głęboka lawenda, ale nikt, kto kiedykolwiek wyobraził sobie różę, taką jak Lilac Time, Sterling Silver, Blue Moon lub Silver Star, więc jego niebieska róża musiała być bardzo niezwykła w jego czasach.
Prawdopodobnie miał niezwykłą i wyjątkową lawendę, którą stary głupiec wyrzucił. Nie pasowała mu do jego ideału róż.Wziął tę sadzonkę, która postawiłaby go na nogi na trzydzieści lat  , i rzucił ją w ognisko.

Powoli wyhodowaliśmy kolejną niebieskawą różę, szarawo niebieską, która została wprowadzona na rynek jako Greypearl tuż przed wojną. To była dziwna róża.  Przez pracowników szkółek nazywana była Myszą.

Nikt inny jak Gene Boerner zdał sobie w pełni sprawę z wartości Grey Pearl. Wziął ją do USA i z jej pomocą wyhodował lawendową Pinokio. Nieco później, pewna kobieta amator wyhodowała Sterling Silver  krzyżując Peace i  nieznaną bliżej siewką. Ja myślę, że ta nieznana siewka, to musiała być  Grey Pearl , lub bardzo podobna. Z kolei Sterling Silver, dał  Tantau Blue Moon. i od tego pochodzą wszystkie liczące się  lawendy. Sądzę, że z Grey Pearl,  prawdopodobnie nie była tak dobra, jak niebieska róża, którą wyrzucił  nasz dziadek.

Jeśli chodzi o prawdziwie niebieską różę, to przypuszczam, że dzisiaj taka róża byłaby warta miliony funtów. może nie wygląda bardzo dobrze na krzewie, ale dla kwiatów ciętych byłaby wspaniała. Możliwe byłoby zrobienie bukietu, który oszołomi każdego,   nawet lawendowe róże są wspaniałe w takim towarzystwie. Niektórzy ludzie noszą lawendowe róże w butonierkach.

Zastanówcie się, jaką wagę przyniesie niebieska róża.Powiedziałbym, że prawdziwy niebieski kolor, błękit nieba nie jest obecnie możliwy. Mogłoby się tak zdarzyć, jak już powiedziałem w wyniku mutacji, zmiany genów, ale obecnie nie mamy niebieskiego pigmentu w żadnej róży. Gen prawdziwej pomarańczy też nie był w żadnej róży, a teraz jest do woli odcieni pomarańczy i pomarańczowych szkarłatów z powodu mutacji, która dała Kordesa Independence.

Według mnie jednakże znacznie bardziej emocjonujące były potyczki Pernet -Duchera z wprowadzeniem koloru żółtego do róż – bez wyczyniania transgenicznych wygibasów. A swoją drogą, to nie zamierzam przyczynić się w żadnej mierze do sukcesu rynkowego firmy Florigene, czego i Państwu życzę. Zaryzykuję, nie będę się wyciszał i pozostanę mniej twórczy. 1202152358_163064.jpg

I jeszcze raz  fragment tej zapomnianej niesłusznie piosenki:  „…lecz nie ma na świecie, nie ma niebieskich róż…”

I jeszcze raz piosenka *Niebieskie róże *- tym razem w wykonaniu Tadeusza Millera.

Jest 15 grudnia 2018, otrzymuję od czytelnika taki oto wpis. Wprawdzie umieścił go pod hasłem róże zsrr, to jednakże ze względu na rewelacyjną treść jaką zwiera uznałem, że właściwe będzie umieszczenie go również  w tym kontekście.

Według rodzinnych relacji o których mówili wszyscy a także nasze pamiętniki i książki wydane przez rodzinę mój pradziad dyrektor szkoły rolno-leśnej w Białokrynicy na krótko przed wybuchem I wojny światowej wyhodował błękitną róże. Wg relacji jego córki wzmianki z prasy amerykańskiej na ten temat zachowane zostały do lat 30-tych XX wieku w naszym domu. Niestety dziś zaginęły. Jego róża wystawiana była ponoć na wystawie w Paryżu;

Był on carskim czynownikiem 7 rangi oto opis z książki pisanej przez jego córkę a także pamiętnika

„Nie wiem czy wiesz, że mój Ojciec był zapalonym miłośnikiem róż i udało mu się pierwszemu „wszczepić” przed I wojną światową błękitną różę. Gdy byłam jako uczennica w Rembertowie widziałam wycinek z gazety amerykańskiej z nazwiskiem ojca i krótkim opisem doświadczenia. Róża była prezentowana też na wystawie w Paryżu.”

„To ona (Maria Nikołajewna – przyp. autora) opowiadała Romanie o życiu jej rodziców, o ojcu, który będąc wówczas dyrektorem średniej szkoły rolniczej, z zapałem robił doświadczenia nad otrzymaniem błękitnej róży.

– Dom, w którym mieszkaliście tonął dosłownie w różach – opowiadała staruszka – różnokolorowe, wysokie i niskie, przesycały powietrze swym delikatnym zapachem. Każdą wolną chwilę spędzał ojciec wśród nich, no i – tuż przed pierwszą wojną światową otrzymał różę o delikatnych, jasnobłękitnych listkach. Wpatrywał się w nią rozmarzony, szczęśliwy. Właśnie była u Was w odwiedzinach. Otoczył krzak tej róży płotem i nikomu zbliżać się nie pozwolił.

– To dopiero początek – mówił, gdy podziwiano pastelowy kolor kwiatu. A potem wojna i strata wszystkich oszczędności złożonych w banku, bylibyście dziś zamożnymi ludźmi, gdyby nie to. Wreszcie choroba i koniec. Szkoda zdolnego człowieka…”

Jego imię i nazwisko Bazyli Karpowicz – Wasilij Karpowicz. Niestety moje poszukiwania jak na razie w google nie dały żadnego rezultatu. Ma Pan pomysł jak dotrzeć do takiej informacji?

I jeszcze jedno polonicum . Otóż dwutygodnik Ogrodnik Polski z roku 1901 n5r 6 zamieszcza taką oto notatkę:”Róża niebieska. Gazeta niemiecka Rosarium, obiecuje nagrodę 10,000?marek za otrzymanie róży niebieskiej. Kolor róży winien być prawdziwie niebieski, a więc taki jak niebo włoskie, jak oczy blondynki, wreszcie jak bławatek.?Przed paroma laty pewna gazeta ofiarowywała już 1,000 mk., zobaczymy, co będą?ofiarowywali dalej. Barwa róży ma być naturalna, powtarzająca się stale w od‐mianie, a nie wywołana sztucznie. Może wreszcie hodowcy róż zajmą się poważnie tą sprawą i otrzymają niebieską, oddawna tak upragnioną różę.”

5 komentarzy do “Niebieska róża – Niebieskie Róże”

  1. Misiak napisał:

    Witam
    Mam pytanie jak mozna dostac takie roze ?? Chodzi mi wlasnie o Niebieskie
    Prosil bym o informacje na maila
    z gory dziekuje za informacje :)

  2. tokarz napisał:

    Mam pytanie czy można zakupić u państwa właśnie takie róże niebieskie ale pnące nazywają się „indigolette” z góry dziękuje za kontakt

  3. Twórca napisał:

    Trochę wyobraźni Panowie – biała róża, nacinamy jak najbardziej pod skosem łodygę i do wody wlewamy niebieski tusz (może być do pieczątek, ostrzejszy kolor) i od 2-4 dni musi postać w takiej wodzie. Zassa aż do samych liści i zabarwi na niebiesko (: gwarantowany szał, nie raz taka róża mnie uratowała :D

  4. T.Jakiel napisał:

    Witam serdecznie Panie Łukaszu
    Nie wiem czy jestem godna ,aby odpowiedział Pan na mojego maila .Ot taka starsza pani (mój syn urodził się w ty samym 1971 roku co Pan) więc mogę tak napisać. Na Pana stronę trafiłam zupełnie przypadkowo (ucząc się obsługi komputera)i pomyślałam że pomoże mi Pan sprawić wielką radość mojej kochanej synowej , która otrzymała w spadku działkę i próbuje ją zagospodarować. Od jej mamy dowiedziałam się że marzy się jej kącik różany.Jak wiemy można kupić w sklepach ogrodniczych młode krzaczki róż ale mam złe doświadczenie(kupowałam na prezent komuś w rodzinie).Na zdjęciu piękne w efekcie zupełnie cos innego i na kilka sztuk zaledwie jedna się przyjęła.
    Aby nie przedłużać mojego wywodu pragnę zwrócić się do Pana z ogromną prośbą. W zwiąku z tym proszę mi odpowiedzieć na maila czy mogę u pana zakupić 2-3 sztuki a może więcej(w zależności od ceny) pięknych krzaczków róż dla mojej synowej ,wartej wszystkich róż świata.
    Mam nadzieję że nie odmówi mi Pan , za co będę ogromnie wdzięczna.
    Pozdrawiam serdecznie

  5. admin napisał:

    My name is Marian . Sołtys Marian. Pan Łukasz Rojewski, jest natomiast młodym , zdolnym polskim hybrydyzerem. Naszą nadzieją na to, że róże polskiej hodowli będą szerzej znane w świecie.
    Ani ja, ani Pan Łukasz, nie prowadzimy sprzedaży.Jestem tylko gawędziarzem – zapraszam na program Maja w Ogrodzie 17 stycznia na TVN o 7.55. A adresy szkółek znajdzie Pani właśnie na tej stronie. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w uprawie róż.

Napisz komentarz