Miniatury – ich pochodzenie i krótka historia

Artykuł ten, jest poprawioną wersją artykułu , który zamieściłem w   6 numerze rocznika „Róże” z roku 2022.

Nim zagłębimy się w temat róż miniaturowych, spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie: Co to są miniaturowe róże?  Sean McCann, niewątpliwy autorytet w tej materii  w książce „Miniature Roses” poświęcił tak postawionemu zagadnieniu  odrębny rozdział ale przyznam, że  po skończonej lekturze miałem w tej kwestii więcej pytań niż  przed jej rozpoczęciem. Czy więc w ogóle jest możliwe  udzielenie zadowalającej odpowiedzi na tak postawione pytanie? Uważam , że nie. Początkowo bowiem  miano nadzieje, że róże miniaturowe da się „upchnąć” w klasyfikacji botanicznej – tak jak chińskie, piżmowe czy np. wichury. Jednak w miarę rozwoju tej grupy róż , ich różnorodność zaczęła rozsadzać klasyczne ramy klasyfikacyjne. Na dokładkę nie daje się obronić jednorodności  tej grupy gdyż początkowe przekonanie iż wywodzą się one z jakiejś nie do końca określonej  – której na dokładkę od stu lat z okładem nikt nie widział - rosa chinensis minima -  dziś nie daje się obronić. Dlatego też zaczęło przeważać podejście utylitarne / anglosasi mają do takiej opcji widzenia świata słabość/  jak np. u Ralpha Moore który podobnie jak Dr.   Thomas Cairns we wstępie do omawiania sekcji miniaturowych róż ARS rocznik 1988  sugeruje podział na trzy kategorie:

mikrominiatury,
miniatury
makrominiatury.

Dziś już widzimy, że wobec słabości i pewnej jałowości intelektualnej  badaczy zajmujących się tą tematyką, którzy nie potrafią narzucić przekonywującej i użytecznej narracji, hodowcy sami  biorą się za rozwiązanie tego problemu. Najbardziej jaskrawym przykładem niech będzie tu Patrick Dickson, który wylansował bardzo użyteczną nazwę  dla pewnej określonej grupy róż, mianowicie – Patio rose. Czy też Amerykanie ze  Sweethartroses. Biorąc to wszystko pod uwagę , uczciwie będzie powiedzieć, że nie umiem poprawnie odpowiedzieć na pytanie co to są miniaturowe róże. Ale  w związku z tym  -czy da się opowiedzieć o czymś co nie do końca jest zdefiniowane? Jak najbardziej!

„Tożsamość osoby, która sprowadziła pierwszy egzemplarz tej bardzo interesującej rodziny róż do Anglii, nie jest znana, nie wiemy też gdzie ją pozyskał” – tak zaczyna rozdział poświęcony rosa chinensis minima, Roy Shepperd w swojej wydanej w roku 1954 History of Roses – str. 62.

Jednak bezwzględni badacze i klasyfikatorzy za wszelką cenę starają się je umieścić w swoim uładzonym u porządkowanym świecie , jednakże z miniaturą, tak się  nie da. To róże, mityczno-mistyczne, wręcz metafizyczne i bez jakieś, minimalnej dozy filozofii ich nie pojmiesz.  Bowiem już pierwsze pytanie, postawione na wstępie : Skąd one się wzięły – wydaje się  proste i precyzyjne ale już  odpowiedź na nie napotyka na  nie  dające się pokonać trudności. Ci którzy chcą widzieć świat uładzonym jednak znaleźli odpowiedź: od rosa chinensis minima. Zupełnie przekonywujące ślady prowadzą też na świeżo pozyskaną dla Korony brytyjskiej,  wyspę Mauritius. No i dobrze , ale  od z górą stu lat, nikt jej nie widział. Na drugim biegunie  znajdziemy tych którzy to jednoznacznie zanegują  twierdząc, że żadnej rosa chinensis minima nie ma i nie było. Przykładowo , jak Ralph Moore, za którym świadczy wielkie, bogate życie i prawie stuletnia praktyka w obcowaniu z różami a zwłaszcza różami miniaturowymi. Jak więc w rzeczywistości było? Tego właśnie nie wiemy.

Zacznijmy więc może od owych mitów. Dobrze osadzona  w realiach jest narracja Henri Correvana, który opowiada jak to jego przyjaciel pułkownik Roulet , służąc  w roku 1917 w wojsku na Szwajcarii, zoczył na parapecie jednego z domków wiejskich w Mauborjet małą kwitnącą na ciemno różowo , różyczkę  o jak gdyby pomniejszonych pędach, liściach i kwiatach. Zauroczony nią  wybłagał właściciela o sadzonki, które przekazał właśnie Correvanowi.  Przy okazji dowiedział się, że  różyczka ta była uprawiana przez właścicieli od pokoleń. Sto lat? Być może, a może i więcej. Jak wspomniałem, jest to rok 1917. Namnożone sadzonki,  – Correvan zajmował się roślinami skalnymi – trafiają na rynek, ale w sumie jest to tylko ciekawostka. Głowy nie urywa, choć Correwan widzi ją jako np. ważny element ogrodów skalnych.

Przy okazji dowiadujemy się, że ona nie była wcale pierwsza. Już gdzieś tam w połowie XVIII wieku / 1762/na terenie Anglii spotkamy się z różami miniaturowymi. Później nagle okazuje się jak pisze Sean McCann , że ten kto tę rewelację wygrzebał pomylił  rok z numerem ryciny. Może nie znał łaciny? Tak więc historia z powrotem cofa się mniej więcej do połowy wieku  XIX gdy róże miniaturowe pojawiają się w kwiaciarniach. Wyraźniejszy ślad w historii róż zostawiły lawrenciany, miniaturowe róże nazwane tak od nazwiska malarki Mary Lawrance , która na przełomie XVIII i XIX wieku, pasjami je uwieczniała na obrazach.  Pojawiły się i zniknęły. Tu czujemy się pewniej. No i okazuje się, że mamy kolejny trop,/ może po lawrentianach?/ bo gdzieś w ogrodzie prywatnym w Oakington koło Cambridge  Alan Bloom, znajduje około roku 1930 w prywatnym ogrodzie   kolejnego karzełka, który w rękach czy też na grządkach tej samej rodziny gościł od wielu pokoleń. Nazwie go Oakington Ruby. Ponieważ Bloomowie prowadzą firmę ogrodniczą, bez problemu namnażają znajdę i wchodzi ona do obrotu handlowego.

A na kontynencie? Popatrzmy jak na tę sprawę patrzy Roy Shepperd  w History of the rose. strona 64

„…Niepewna jest również wczesna historia r.chinensis minima w Europie kontynentalnej. Niektórzy historycy twierdzą, że słynny szwajcarski botanik Augustin Candolle jeszcze przed   Anglikami zdobył ciekawą roślinę z Mauritiusa i zasadził ją w swoim ogrodzie w Szampanii, gdzie była znana jako r.indica humilis.  Autor nazwy Nicola Seringe opublikował tę informację dopiero w 1818 r.   Natomiast pierwszego francuskiego botanicznego opisu tej róży dokonał Thory,  Użył nazwy r.indica pumila i  wspomniał  o zarówno pojedynczych, jak i podwójnych formach.
W oparciu o dostępne informacje, możemy stwierdzić jedynie, że r.chinensis minima lub jej przodek pochodzi z Chin, chociaż nigdy nie był tam spotykany w naturze i dotarł do Europy przez Mauritius.”

Najwyraźniej miniaturowe róże nie zrobiły takiego wrażenia na francuskich hodowcach, jak na angielskich, i do około 1835 roku wspominano o nich z niewielkim entuzjazmem we francuskiej literaturze różanej. Następnie, dzięki wielkiej popularności, jaką te miniaturowe klejnoty osiągnęły w Anglii, i dzięki wykorzystaniu wartości handlowej odmian o podobnym pokroju,  i różnych kolorach, rozbudziło się zainteresowanie Francuzów i podjęto intensywne wysiłki celem powiększenia klasy. Wprowadzono kilka nowych odmian, a róże te stały się ulubionymi  gadżetami ogrodowymi zarówno w Europie, jak i w Ameryce. Ich popularność ponownie osiągnęła  szczyt w latach 1830-1850 po czym zaczęła spadać   ponieważ  róże Polyanta zaczęły stopniowo wypierać je na swoją korzyść.

I o jeszcze jednej różyczce trzeba by wspomnieć. Pompon de Paris, róży którą sprzedawano  w XIX wieku w  Paryżu jako doniczkową roślinę. Znana była mniej więcej od roku 1840. Wielu autorów traktuje ją jako identyczną z Rouletti.

Spekuluje się więc , że skoro tak się rzeczy mają, że wprawdzie  miniaturowe róże znaleziono w  różnym czasie , ale wywodzą się a tego samego miejsca – Mauritius -   a jednocześnie były / czy też są / do siebie bardzo podobne więc musiały mieć swego przodka ową/ mityczną? hipotetyczną?/ rosa chinensis minima, która podkreślmy to jeszcze raz, była czy też musiała być. Narracja ta  bardzo się upowszechniła bo była prosta, logiczna  i wiele porządkowała, a porządkować trzeba było bo oto dochodzi do przełomu.

Pewne rzeczy jak wiemy czasem sobie leżą i leżą, czas je kurzem przysypie i nagle ktoś sięga po nie , odkurza i okazuje  się , że to perła, nieomal jak zapomniane jajko Faberge po babci. Tak też było z Rouletti. Sięgnął po nią mało znany holenderski szkółkarz Jan de Vink. Gdy zapylił ją w 1935 roku pyłkiem innej, o drobnej posturze różyczki, polyanty  Gloria Mundi wyhodowanej całkiem niedawno przez Ruitera  w roku 1929 – uzyskał miniaturkę którą nazwał Peon , a która to wzbudziła wprawdzie drwiny i wesołość kolegów po fachu, ale zaintrygowała Roberta Pyle z USA, który w tym czasie peregrynował po Europie w poszukiwaniu ciekawostek i nowości dla swego giganta ogrodniczego a z hodowlą nowych odmian róż w Stanach Zjednoczonych, jak wiemy, było wówczas nietęgo. Odwiedził i Jana de Vink.  Zaintrygowała go ta miniaturka. Bierze owego Peona i przemierzają Atlantyk by tam zmienić  jego imię na Tom Thumb -  jest to niezbędne w królestwie wpływów marketingu. A ponieważ pojawia się zainteresowanie klienteli, Robert Pyle opatentowuje ten wynalazek hodowlany. Gdy umieszcza ją swym katalogu, chętnych do nabycia owego dziwu jest tyle, że podaż się nie wyrobiła i Tomcio znika na rok z katalogu by firma mogła zgromadzić odpowiednie zapasy towaru.  Przyszedł bowiem czas na miniatury.  Coraz więcej ludzi, w tym i majętnych mieszka  w tłocznych zbiorowiskach gdzie  miniaturka w mini ogrodzie czy wręcz na  parapecie okna jest w sam raz. Jan de Vink zasypany deszczem dolarów od Roberta Pyle, rozwija swą firmę i proponuje kolejne kreacje. Jakże podobne są losy tej róży  jak Peace i jej twórcy Francisa Meillanda! Kariera de Vink’a po niecałych 20 latach, kończy się równie spektakularnie jak i się zaczęła. Traci bowiem wzrok i wycofuje się z biznesu. Po sobie zostawia jeszcze kilka innych wspaniałości jak Pixie, Midget czy przede wszystkim wspaniałą, otrzymaną w roku 1953 z mariażu  Toma Thumb i Cecile Brunner -  Cinderellę.

Jeżeli już została wydeptana ścieżka , to tylko kwestią czasu jest by mogli podążyć nią inni. Kto był następny? Pedro Dot czy Ralph Moore? Ja, dałbym pierwszeństwo Pedro Dotowi. W roku 1940 dowiadujemy się, że  wykorzystuje on  pomysł Holendra i  zapylając własną odmianę, floribundę  Eduadro Toda, pyłkiem Rouletti, otrzymuje  swoją własną, pierwszą miniaturkę Baby Gold Star. Powoli i konsekwentnie rozwija  intrygujący świat własnych miniaturek. Główne skrzypce grają w nim i Rouletti i Pompon de Paris.

Jak słusznie mówi Friera Joaquin Martinez, /Fiera, to jego uczeń i przyjaciel  który, swoim ogrodzie w Madrycie, zasadził prawie wszystkie odmiany swego mistrza/ o twórczości P.Dota, należy zauważyć, że bez miniatur, które stworzył już prawie 100 lat temu, nie  byłby pamiętany po dziś dzień  na arenie międzynarodowej. Perla de Montserrat i Perla de Alcanada , to dwie najbardziej znane miniaturki Pedro Dota. Prezentacja pierwszych jego miniatur tj. Baby Gold Star i  Perla de Alcanada, odbyła się w ogrodzie różanym hotelu Ritz w Barcelonie, z okazji wystawy w maju 1946 r. zorganizowanej przez magistrat Barcelony.  Są to czasy wojny domowej w Hiszpanii i drugiej wojny światowej i utrudnionego przepływu informacji. Jednakże Hiszpanie są świadomi wyjątkowości tego co robi Pedro Dot. Rząd rewolucyjny nawet chroni jego posiadłość dekretem jako dobro narodowe. Są to lata czterdzieste.

Za oceanem natomiast dojrzewa przyszły gigant w świecie róż a w świecie róż miniaturowych, to postać zupełnie wyjątkowa. Jest to Ralph Moore.  W jego twórczości pojawią się w zasadzie wszystkie trzy wspomniane wcześniej nurty hodowlane. Jest Rosa Rouletti jest i tajemnicza Dama z Oksfordu czyli Oakington Ruby, znaleziona , jak już wspomniałem, w roku 1933 przez C.R. Blooma w ogrodzie prywatnym koło Oksfordu. Jest też i Tomcio Paluch de Vinka i dorobek Pedro Dota.

Jak powiada sam R.Moore, Rouletti, po raz pierwszy  zobaczył w roku 1935 i bardzo go ona zaintrygowała więc szybko dołączyła do niej podobnie jak Pompon de Paris  i Tom Thumb. Rynek na miniatury dopiero się rodził, nic więc dziwnego, że dopiero  w roku 1940  ujrzała światło dzienne jego pierworodna - Zee - będąca owocem związku przeciętnej pnącej polyanty Carolyn Dean z Tom Thumb .

To właśnie Ralph Moore  oceniając swój pięćdziesięcioletni  z okładem dorobek, we wspaniałym wydanym w latach 50 , manifeście , który zatytułował: „Wszystko o miniaturowych różach” , zaneguje  istnienie rosa chinensis minima. Pokaże, że miniaturki pojawiały się na przestrzeni dziejów i znikały w zależności od mody czy zapotrzebowania społecznego. Pojawiały się również w mainstreamie hodowlanym bez faktycznego udziału owego mitycznego źródła. Pokazuje też jak pojawiały się miniaturki  z udziałem np. Old Blush  a przykładem niech będzie siewka od Old Blush z wolnego zapylenia - Blue Bird/- czy wręcz bez bezpośredniego udziału róży chińskiej. Przykładem niech będzie Baby Peace, miniaturowy sport od Peace.

I jeszcze o jednym aspekcie pracy Ralpha Moore chciałem powiedzieć. Posłużę się tu  cytatem z jego  All About Miniature Roses :gdzie przyznaje ,że „Prace i pisma dr Waltera Lammertsa znacznie przyczyniły się do mojego sukcesu w hodowli miniatur… ” mimo że jest on znany w kręgach miłośników róż dzięki rozwojowi odmian wielkokwiatowych, takich jak „Charlotte Armstrong”, „Chrysler Imperial”, „American Heritage” i Queen Elizabeth”. Jego odkrycie i sformułowanie podstawowych praw dotyczących dziedziczenia koloru czerwonego / żółtego dwukolorowego koloru, długości pąków i innych cech pomogło udostępnić te cechy w moich miniaturach.”   Walter Lammerts był aktywnym kreacjonistą,  i jestem przekonany, że R. Moore świadomie czy nie, ten sposób myślenia o świecie  przyjął. Jego rozważania o naturze hybrydyzacji  o poszukiwaniach i celach jakie przed sobą stawiał chwytają za serce. To hymn o wielkości i wszechmocy Boga.  Jakże ważne jest poprawne odczytanie swego miejsca w świecie i swej roli jaką przyszło nam w nim odegrać. Nie, to nie jest tani determinizm, bo ciężko jest polemizować np. ze stwierdzeniem Moore’a,  że w hybrydyzacji nie możemy wyjąć więcej niż włożyliśmy.

To zapewne dlatego powiedział: ” Celem całej mojej hodowli było wyhodowanie lepszych miniaturowych róż, a nie tylko czegoś innego.” Jakże proroczo brzmią te słowa dzisiaj w dobie bezwzględnego dyktatu rynku, gdy miłośnicy róż na całym świecie  skazani są na samotną walkę z zalewającym ich chłamem hodowlanym. Ralph Moore świetnie wykorzystał niezwykły dar Boży jakim było długie ponad stuletnie życie.  Świat róż miniaturowych zostanie przez niego bardzo poszerzony. Już w początkach swojej pracy z miniaturkami wyhoduje miniaturowe róże pnące. Było to  jeszcze w czasie gdy nikogo nie interesowały podobne ekstrawagancje i trop ten z braku zainteresowania nim zaniechał. Podjął go ponownie  angielski hybrydyzer amator Chris Warner który jeszcze przed rokiem 1990  pokazał swój dorobek w tym zakresie i otrzymał od RNRS  główną nagrodę za piękną pnącą miniaturkę Laura Ford. .

Moore  natomiast zainteresował się nowymi wyzwaniami. Wyhodował mianowicie miniaturową różę mchową, czy zaimplementował  do miniaturek intrygujące ozdobne sepale  Chapeau de Napoleon, wyhodował pierwsze miniaturki striped i będąc już w wieku około setki cieszy się: „rozwiązałem problem striped – czekam na nowe wyzwania”.

Za tymi gigantami przyszło wielu innych, przywołani przez zew rynku i wielkie pieniądze jakie tam leżą . Wspomnijmy o niektórych   jak np. Quinto Mansuino, który podjął się niejako swoistej mission impossible. Mianowicie postawił sobie za cel wyhodowanie  róży miniaturowej z udziałem r. banksiae. Tylko ten kto widział r. banksiae w akcji wie jak szalone wyzwanie rzucił sobie Q. Mansuino. Nie miejsce tu na opisywanie jego  perypetii – dość powiedzieć, że wygrał. Wyhodował całą grupę/ klasę/ róż  o proporcjonalnie pomniejszonych wszystkich elementach rośliny. Tak pędach jak i kwiatach czy liściach. Tę grupę róż zwiastowała Generosa.  Wówczas to Mansuino poczuł, że osiągnął swój cel. Według irlandzkiego eksperta od róż, Seana McCanna: ”To nie była miniaturka w tym sensie jaki dziś przypisujemy temu określeniu, ale piękna miniaturowa róża oznaczona jako miniaturowy mieszaniec herbatni, progenitor linii uprawnej do produkcji kwiatów ciętych uprawianych głównie we Włoszech od końca lat sześćdziesiątych”.

Nie sposób nie powiedzieć kilku słów o Keith Laverze. To zmarły   17 lutego 2010 roku  niezwykle płodny a u nas prawie nieznany hodowca kanadyjski.  Szczególnym powodem do chwały Lavera może być imponująca kolekcja róż miniaturowych. Według CRS, zarejestrował 105 odmian miniaturek.  Od roku 1982 wypuścił dwie serie hodowlane róż miniaturowych Potluck i Sprigwood . Jego odmiana Potluck Yellow została sprzedana na całym świecie w ilości ponad 5 mln egzemplarzy. Natomiast Gold Mine została w 1985 roku, oficjalną różą World Federation of Rose Societies. Przez pewien czas był prezesem CRS. Poza działalnością hybrydyzerską   prowadził również szkółki róż. W swojej firmie był prekursorem zastosowania technik komputerowych w hodowli róż miniaturowych.

No to może jeszcze coś o Harmonie Saville. Był jednym z największych na świecie hodowców i producentów miniaturowych róż. W roku 1971 założył specjalistyczną firmę Nor’Est Miniature Roses, która zajmowała się nie tylko produkcją róż, ale i ich hodowlą.   To kolekcjoner nagród i wyróżnień takich jak Award of Excellence ( AOE) jak i  AARS. Pierwszą róż z którą  wygrał nagrodę AOE była Child’Play. Potem to już seryjnie. Na pierwszym miejscu postawiłbym tu Party Girl z którą wygrał pierwszą Award of Exellence w roku 1981  i z odmianą tą wiąże się około 65 potomków wyhodowanych również przez innych hodowców. Jego ostatnie osiągnięcia hodowlane to  wprowadzenie zapachu do róż miniaturowych. Tym samym jego pachnące Scentsational i Seattle Scentsational - stały się trwałym wkładem w dziedzictwo  świata róż. A jak powiedzieć, jak to ocenić że w 2002 roku miniaturowa róża,  Harmona Saville , o nazwie „Overnight Scentsation”, udała się w kosmos, aby pomóc w badaniach dotyczących wpływu braku grawitacji grawitacji na zapach róży i  pomóc nam  poprawić zapachy wielu innych produktów konsumenckich.

Niewdzięcznikiem byłbym, gdybym nie poświęcił choć trochę miejsca różom miniaturowym w Polsce. Historia  ich jest bardzo skromna  , ale  i u nas działo się trochę w świecie  u miniaturek. Różami miniaturowymi zauroczył się  ksiądz  Hieronim Lewandowski/ 1909- 1998/ zwany Różpasterzem, który uprawiał  je w swoim ogródku przy plebanii. Prowadził rozległą korespondencję z rosarianami z  całego świata a od Kordesa, jak sam powiadał , w pudełkach po cygarach  otrzymywał co ciekawsze nowości.   Wielka szkoda, że ksiądz H. Lewandowski nie zainteresował się hybrydyzacją miniaturek. Choć z jego wypowiedzi , dziś dostępnych  niezbyt jednoznacznie wynika, że swoje róże miniaturowe rozmnażał nie tylko  przez okulizację czy sadzonkowanie , ale również  przez siew. Rozumiem , że były to efekty wolnego zapylenia.

Ponieważ inni polscy rosarianie również nie zajmowali się po wojnie hodowlą nowych odmian róż – wyjątkiem chlubnym jest Pan Stanisław Żyła – to i w historii miniatur nie zostawiliśmy znaczącego śladu. W roku 1965 , Bolesław Wituszyński wyselekcjonował miniaturowy sport od Margo Koster a nazwał go Kutno. W roku 1967, jeszcze raz Bolesław Wituszyński zapisze się  historii miniaturowych róż  gdy z róży miniaturowej Dorotte  wyselekcjonuje czerwony sport i nazwie go imieniem swej córki – Marylka. Rośnie ona  nawet w ogrodach papieskich w Watykanie. Nie wiem jak się na tę sprawę zapatruje Pan Stanisław Żyła, ale  bez większego naciągania  takie jego odmiany jak Rousefernn czy Św. Tereska, również zaliczyłbym do róż miniaturowych. Podobnie zresztą jak i  śliczną różę Łukasza Rojewskiego – Czesław Miłosz. To na razie wszystko co mógłbym Państwu zaprezentować z rozdziału o różach miniaturowych w Polsce.

I jeszcze nutka osobistego wątku. O Szilvestrze Gyorym. Osobistego, bo miałem tą niewątpliwą przyjemność poznać go osobiście. Przyjaciele żartują, że Gyory polubił  miniaturki  z konieczności bo ma do dyspozycji niewielką, kolejarską działkę. Ten Słowak węgierskiej narodowości zapatrzył się na swego rodaka Gergely Marka i jak mówi skoro okupanci tureccy mogli przyozdobić  Budę wspaniałymi ogrodami różanymi to dlaczego nie możemy zrobić tego my, współcześnie. Gyory postawił na róże miniaturowe , których wyhodował dziesiątki odmian. Niestety to wszystko dzieje się poza europejskim meinstreamem hodowlanym. Jego dorobek znają nieliczni rosarianie z kręgów dawnych Austrowęgier.

Niech cytat z Davida Austina, wybitnego angielskiego hodowcy róż, podsumuje zarysowaną tu ewolucję miniaturowych róż: „Dziwnym faktem jest, że miniaturowe róże zyskały więcej uwagi w krainie„ większych i lepszych” w Stanach Zjednoczonych, niż gdziekolwiek indziej. Może czas pomyśleć o miniaturach nie tylko jako o roślinach rosnących na parapetach lub w glinianych doniczkach w kuchni babci, ale o wszechstronnych roślinach ogrodowych.”

Artykuł ten, jest poprawioną wersją artykułu ,który zamieściłem w   roczniku „Róże” z roku 2021.

Napisz komentarz