Mari Dot

rosa_mari_dot_1 fotografia pochodzi z wikipedii

Mieszaniec herbatni.

Kwiaty – są zdumiewającą mieszanką kolorów łososiowego, pomarańczowego i żółtego, która jest nieodłączną cechą potomków pernetian. Kwiaty  budowy klasycznej, średnicy około 10 cm, złożone z około 20 płatków.

Zapach- mocny, bogaty, owocowy.

Krzew – o pokroju wyprostowanym, wysokości do jednego metra.

Liście jasno zielone, błyszczące.

Pochodzenie / Frau Karl Druschki x Madame Eduard Herriot/ x / siewka własna hodowcy x Madame Eduard Herriot/

Róża ta jest – w pewnym sensie – kwintesencją programu hodowlanego Dota, gdyż zawiera w sobie geny jego ulubionej  Frau Karl Druschki i pernetian. Wszystko to oczywiście w drugim i trzecim pokoleniu gdzie pojawia się Soleil D’Or, ale efekt to tak charakterystyczna dla jego ręki świetlista  mieszanka pastelowych kolorów mieniąca się radośnie w słońcu Hiszpanii. Najlepsze mieszańce P.Dota to nieodrodne córy klimatu w którym powstawały. Taki wyraźny i ewidentny związek pomiędzy miejscem narodzin a samym kwiatem zobaczyć możemy również obserwując jak  zniewalają swą urodą mieszańce Nabonnandów.

Mari jest katalońską formą Marino. Marino miał na imię drugi syn Pedro Dota. Wiąże się zresztą a tym pyszna anegdotka którą opowiada  Janina Grąbczewska w książce „Róże na działce” , wydanej w roku 1984. ” Róża ta, pod nazwą Mari Dot, brała udział  w konkursie różanym w Barcelonie w roku 1946,  i otrzymała pierwsza nagrodę. Nazwana była  imieniem syna hodowcy Marino, zdrobniale Mari, po katalońsku, Tymczasem prasa z nazwy tej zrobiła Marie Dot – nadając jej imię żeńskie a recenzenci pisali z zapałem, że jeżeli róża jest tak piękna, to jak piękna musi być dziewczyna , której imię otrzymała! Dot nie prostował tej nieścisłości, ale szczerze z całą rodziną śmiał się z tego nieporozumienia.” tamże strona 100.  Jednak sprawa ta, oprócz warstwy anegdotycznej, przeznaczonej do powszechnego użytku, zapewne miała o wiele głębszy podtekst. Władze hiszpańskie były bardzo wyczulone na wszelkie przejawy separatyzmów Katalońskich i to zapewne w wymiarze bez porównania ostrzejszym niż obecnie a „recenzenci” doskonale wiedzieli o czym piszą  i przerabiając Mari na Marie po prostu, mówiąc kolokwialnie – rżnęli głupa.

Napisz komentarz