Odporne na mróz róże z Kanady 2.0

Artykuł pod tym samym tytułem napisałem osiem lat temu. Uznałem, że czas najwyższy temat ten podjąć ponownie, no i  uzupełnić o niedostępne podówczas informacje a także zawrzeć w nim pewne wnioski które osiem lat temu mogłyby być  nieuprawnione.

Instytut Agriculture Canada , jako instytucja rządowa, powstał w roku 1885 i po ponad stu latach funkcjonowania, zakres jego prac został poważnie ograniczony. Ofiarą cięć budżetowych i oszczędności padł między innymi interesujący nas szczególnie,  słynny program wyhodowania róż tak mrozoodpornych jak i powtarzających kwitnienie. Ogromny materiał genetyczny zgromadzony tam przez grupę Svejdy i Ogilve z  Ottawy jak i Marshalla z Morden został poważnie zagrożony. Dość łatwo rozwiązano sprawę odmian, które były pod obserwacją , ale jeszcze nie przeszły pełnego cyklu obserwacyjnego. Te trafiły do szkółek prywatnych i weszły do obiegu handlowego pod zbiorczą nazwą Canadian Artists. Ponadto zaczęły pojawiać się na rynku inne rozproszone odmiany  takie jak Olds College, Canada Blooms , Never Alone czy Quadra.

Ktoś jednak czuwał nad tym skarbem i zachował  kontrolę nad tymi bezcennymi zasobami genetycznymi jak i krzyżówkami które mogły służyć jako jako materiał wyjściowy do znacznie lepszych miesańców. Materiał ten przejęła firma Vineland Reaserch & Innovation Center . Jest to nowocześnie pojmowana struktura organizacyjna, która nakierowana jest na innowacyjność i utylitaryzm. Zanim zajęli się dalszymi pracami nad nowymi krzyżówkami , pochylili się nad preferencjami klienta. Mianowicie dokładnie zbadali to, czego klienci będą oczekiwali od nowych róż. Zdawali sobie bowiem sprawę z tego, że nikt nie kupi ich róż tylko dlatego, że są z Kanady.  Te badania preferencji powtarzane są co jakiś czas ze świadomością, że łaska klienta zmienną jest i jego gusta nie są stałe. Jak twierdzi  Lana Culley, dyrektor rozwoju biznesu Vineland, nie odkryto tu Ameryki. Klienci życzą sobie odmian , którym musieliby poświęcać minimum swej uwagi. Nadto kwiaty  powinny być w typie starych róż no i oczywiście odporne na mróz i nie wymagające oprysków,

Taki program został nakreślony. Firma zmierza wypuścić do handlu serię róż złożoną z około siedmiu odmian pod ogólną nazwą Vineland’s 49 th Parallel Collection . Pierwsza, pilotażowa odmiana pojawi się w obrocie handlowym wiosną 2017 roku pod nazwą  Canadian Shield . Będzie to realizowane z dużym przytupem jako, że odmiana ta otrzymała nazwę nawiązującą do 150 rocznicy powstania państwowości Kanady. Nadto ma ona już   nagrodę szacownej kanadyjskiej instytucji Canada Blooms, na różę roku 2017. Ta nowa odmiana reklamowana jest jako róża, która powstała całkowicie dzięki pracy i staraniom hodowców kanadyjskich.

Tak oto zarysowałem problem i opisałem jak kanadyjczycy go rozwiązali.  Przez ponad sto lat, w ramach rządowego programu, za pomocą stworzonego w tym celu instytutu naukowo badawczego , cierpliwie rozwiązywali problemy poszerzenia bioróżnorodności. Wprowadzali nowe, dostosowane do miejscowych warunków  odmiany drzew owocowych, warzyw i roślin ozdobnych. Znalazło się też osobne miejsce dla róży. To, co zaproponowali finalnie uczeni zgromadzeni w dwu stacjach doświadczalnych tj, Morden i Ottawie, wzbudziło zachwyt, ale podchodzono do tego podejrzliwie i ostrożnie. Bowiem trochę kłóciło się z aktualnie obowiązującą estetyką . Wtedy na topie były austinki i to wszystko co wiązało się z różami dziewiętnastowiecznymi. Zapewne brak szczególnego entuzjazmu ze strony klientów spowodował, że programy rozwiązano i poszukiwano gorączkowo nowej formuły . Odsiecz przyszła z trochę nieoczekiwanej strony. Otóż moda na ekologię spowodowała, że klienci zaczęli szukać odmian, których uprawa nie będzie sie wiązać z inwazyjnością dla środowiska. A kanadyjki były tu jak znalazł ze swoją prawie zupełną odpornością na czarną plamistość. Rozwiązania problemu szukano w komercjalizacji, ale prywatne szkółki nie zawsze były zainteresowane prowadzeniem prac badawczych na szerszą skalę. Owszem, dokończono  cykl obserwacyjny niektórych niezwykle udanych odmian jak np Quadra, ale przecież  tak w Morden jak i Ottawie znajdowały się skarby materiału genetycznego nagromadzonego od dziesiątków lat. Korzystał z tego na ten przykład Larry Dyck, który obdarzył nas kilkoma wspaniałymi odmianami Jak Olds College czy  Never Alone. W końcu materiał ten trafia do wspomnianej już Vineland Reaserch & Innovation Center .

Na podstawie tego co napisałem, da się wyróżnić kilka etapów

I.  Młodzieńczy , gdy to tacy hodowcy jak Frank Skinner  doprowadzają do powstania kilku interesujących odmian,  wprawdzie mrozoodpornych jednakowoż bez waloru powtórnego kwitnienia – z małymi wyjątkami.Najbardziej znani pionierzy tych eksperymentów to właśnie Frank Skinner z Manitoba – z różami : Betty Bland, George Will, Wasagaming czy Will Alderman, dalej Percy Wright z Saskatchewan, Georges Bugnet/chyba najbardziej interesujące dokonania, których nie musza przedstawiać i ograniczę się tylko do wspaniałej róży  Therese Bugnet/, Robert Simonet i John Wallace z Alberty, i dr. Isabella Preston oraz Henry Marshall i William Saunders z wydziału rolnictwa Kanada.

II. Wkroczenie Felicitas Svejdy i dzięki jej nowatorskiemu , pozbawionemu ograniczeń myśleniu powstanie i zrealizowanie programu wyhodowania łącznie z zespołem Marshalla z Morden róż nie tylko mrozoodpornych ale i powtarzających kwitnienie. To był przełom. Etap ten kończy się wraz z jej odejściem na emeryturę.

III. Jest to próba, dość nieporadna uratowania tego co najcenniejsze z dorobku obu stacji badawczych owocująca wzbogaceniem rynku o kilka wspaniałych odmian , swą jakością przewyższających wcześniejsze dokonania. Widać gołym okiem że w zgromadzonym wcześniej materiale tkwi ogromy potencjał. Mam tu na myśli takie dokonania jak Quadra wprawdzie wyhodowaną w roku 1985 ale wprowadzoną do handlu w 15 lat później., Never Alone i Old College  Larry Dick’a czy kolekcja Canadian Artists.

IV Wreszcie komercjalizacja we współczesnym stylu poprzez działalność w jednostkach innowacyjno wdrożeniowych. Ma zaowocować to wyhodowaniem nowej kolekcji róż  skrojonych pod kątem oczekiwań klientów i w oparciu o badanie ich preferencji. I co najważniejsze: w oparciu o dotychczasowy dorobek poprzednich pokoleń hodowców kanadyjskich. to świadome i celowe złożenie. Do tej pory było dokładnie odwrotnie np. Austin wpadł na pomysł by mieszańcom herbatnim nadać postać róż osiemnastowiecznych, następie utalentowany Graham Thomas przekonywał klientów, że to jest to co oni powinni mieć i lubieć. Udało się. Tu kolejność rzeczy jest odwrócona. Powiedzcie: jakie róże chcecie mieć a my je wyhodujemy.

Mieszańce róż kanadyjskich – Dziedzictwo.

To wzniosłe słowo jest tu jak najbardziej na miejscu. Po pierwszym okresie nieufności i pewnego dystansu do tego dorobku, hodowcy z całego świata zaczynają sięgać do tego bogactwa. Poza wspomnianym Larry Dyck pełnymi garściami korzysta z niego Ping Lim , że wymienię tu takie odmiany jak Polar Joy, Macy’s Pride czy All The Rage . Nadto kilku innych hodowców amerykańskich jak William Radler z pięknym, odpornym na mróz  ramblerem Ramblin Red.  Hodowcy europejscy póki co udają, że się nic nie dzieje. Na ogół są to wydarzenia incydentalne jak Austin z Doreen Pike  , czy Amanda Beales ze śliczną odmianą Joanna Beales. Czekam cierpliwie kiedy firma Kordesów wreszcie przyzna, że Kanadyjczycy lepiej wykorzystali walory rosa kordesii niż oni sami, mimo że mieli ją do wyłącznej dyspozycji przez kilka dziesiątków lat. Jak widać stara prawda , że brak konkurencji rozleniwia jest tu jak najbardziej na miejscu. Sama F. Svejda, również sięgała do wyhodowanych przez siebie mieszańców tworząc niezwykle udane kreacje. Mam tu na myśli na przykład odmianę Lambert Close, która powstała w roku 1983 z zapylenia floribundy McGredy’ego Arthur Bell pyłkiem róży swojej hodowli –   John Davies. Dało to w efekcie – co jest pewnym zaskoczeniem – zupełnie mrozoodporną odmianę.  Poza stale poszerzającą się kategorią mieszańców róż kanadyjskich, pojawiają się z całą pewnością zapożyczenia pośrednie. Będzie to uczestnictwo kanadyjek w drugim pokoleniu mieszańców. Póki co nie dowiemy się tego, gdyż hodowcy skrzętnie ukrywają swe zapożyczenia rodowodowe. Może kiedyś rozstrzygną to badania genetyczne – jak będą tanie  jak barszcz. Dziś jedynie nowa firm Pheno Geno Roses wprost przyznaje się do korzystania z dorobku hodowców kanadyjskich. Twierdzą , że dzięki stosowaniu najnowszych metod statystyczno genetycznych wyodrębnili dwa geny którym to „kanadyjki” zawdzięczają mrozoodporność. Dzięki temu będą w stanie wyhodować szerszą gamę róż z walorem mrozoodporności z przeznaczeniem tych odmian na rynki Europy środkowo wschodniej. Póki co czekamy na potwierdzenie tych odważnych stwierdzeń.

Po początkowym okresie zachwytu, mogę spróbować oceny krytycznej tej grupy róż. Co mnie zaskoczyło. Przede wszystkim  bujniejszy wzrost niż to możemy spotkać w pierwotnych opisach odmianowych. Zanosi się bowiem na to, że wśród róż z serii eksplorer, nieoczekiwanie będziemy mieli kilka dodatkowych klimberów . Drugie zaskoczenie to w przypadku zwłaszcza róż z grupy eksplorer długi, ale ale jednak jeden okres kwitnienia. W warunkach Kanady ten jeden ale długi okres kwitnienia wypełnia w zasadzie sezon przez co kanadyjczycy mogą uważać je za wiecznie kwitnące. U nas sezon jest dłuższy i przydałyby się dwa wyraźne dwa okresy kwitnienia o ciągłym już nie wspomnę. Trzecie stwierdzenie – to słabsza niż się tego można było spodziewać jakość kwiatów. In plus wyróżnia się tu kilka odmian jak Morden Blush, Quadra, czy Hope for Humanity. Te moje krytyczne uwagi zmierzają w kierunku zachęcenia hybrydyzerów do dalszej pracy z tą grupą a w zasadzie z dwiema grupami róż. Są one bowiem wspaniałym półproduktem do przygotowania najwyśmienitszych kreacji, co zresztą pokazałem wcześniej na konkretnych przykładach.

Czy coś z tego wynika dla polskich rosomanes? Bardzo wiele. Pisałem o tym kilku innych artykułach, więc nie będę się powtarzał. Proszę tylko sięgnąć przykładowo do artykułu o różance złożonej z róż mrozoodpornych.

Jeszcze jedna ciekawa sprawa. Otóż Unia Europejska złagodziła znacznie przepisy fitosanitarne związane z zakupem sadzonek roślin w USA/ zapewne też i w Kanadzie/. Certyfikat fitosanitarny  w Stanach kosztuje 30 dolarów a więc przy zbiorowym zakupie staję się nieuciążliwy. Są też w USA firmy, które wysyłają zamówienia na teren UE. jak np, Roguevalley. Powodzenia.

Zobacz też * Artykuł wprowadzający  * o różach  z Kanady.

Marian Sołtys Włodawa Grudzień 2016.

1 komentarz do “Odporne na mróz róże z Kanady 2.0”

  1. Ada Tarnawska napisał:

    Podane przez Pana informacje brzmią bardzo obiecująco. To czekamy.
    A ja pozdrawiam świątecznie :)))

Napisz komentarz