Luxemburg i róże

W latach sześćdziesiątych, gdy byłem nastolatkiem,  Luxemburg kojarzył mi się przede wszystkim z radiem Luxemburg i dostępem do najnowszych przebojów światowego popu. Lata płynęły i zmieniało się moje postrzeganie tego niewielkiego państewka na mojej prywatnej mapie Europy. Liceum, to również nauka historii traktowana podówczas śmiertelnie poważnie. Poseł Joński, ze swoją wiedzą nie tylko nie miałby szans zostać posłem, ale nie zdałby nawet matury. Luxemburg, był więc podówczas  identyfikowany przeze mnie jako Burgundia, jedna z części składowych  puścizny Karola Wielkiego. Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych, korzystając z dobrodziejstw otwierających się granic , jechałem do swojej ukochanej Francji, to zainteresował mnie raczej Trewir ze swoimi wspaniałymi resztkami architektury  starożytnego Rzymu. Luksemburg był tylko kilometrami do przejechania.

Dziś jest to dla mnie to przeszłe królestwo róż Souperta i Nottinga, braci Ketten , Gemen  – Bourg i innych wspaniałych hodowców. W drugiej połowie dziewiętnastego wieku, tworzyli oni potęgę i markę Luksemburga jako mocarstwa różanego. Około 1900 roku, Luksemburg eksportował na świat ponad 10 milionów krzewów róż. Zajmowały one powierzchnię uprawną około 100 hektarów a ulokowane były głównie  koło Limpertsberg, ale były też Beggen
Dommeldange, Walferdange i Strassen.  Gdy Car Rosji, w Petersburgu zakładał różankę, to sadzonki róż kupował w Luksemburgu u Evrarda Kettena, który osobiście pofatygował się w tym celu do Rosji a nie była to epoka Lufthansy i podróż wiązała się nie tylko z trudami ale i niebezpieczeństwami. Przypomnijmy sobie jak słynnemu obiecującemu rosarianinowi  z Lyonu – Schwartzowi , ekskursja do Petersburga skróciła życie. Gdy prężnie rozwijające się Rio de Janeiro zechciało przyozdobić swój park miejski, to gdy przyszło do zakupu róż, udano się do luksemburskich a nie jak by się należało spodziewać francuskich hodowców. Ich marka na świecie była wielka. Przychodzi jednakże wielka I Wojna Światowa. Maleńki Luksemburg stał się jednym wielkim polem bitwy. Hordy żołdaków niemieckich i zmagania stalowych potworów obróciły w perzynę pola różane Luksemburga. Każda wojna się kończy , ale ta dla hodowców luksemburskich jak gdyby nigdy się nie zakończyła. Na rynek wypłynęli hodowcy z Niemiec jak Lambert / który to pierwsze nauki właśnie w Luksemburgu pobierał/ czy Kordesowie.  Wypłynęli, bo poza wojną militarną trwała również ekonomiczna. Nałożono embargo na róże z Luksemburga. Żaden Francuz, nie kupił róż z Luksemburga, sojusznika Niemiec w niedawnej wojnie.To co szkodziło jednym, pomagało innym. Podobnie we Francji skrzydła rozwinęło lyońskie zagłębie różane. Już dojrzewał tam geniusz Meillandów. Na bazie embarga, we Włoszech, mogły się rozwinąć rodzime firmy  ogrodnicze. Powstaje potęga rodziny Barni. W Luksemburgu nikt nie podniósł lutniej. Ze stu hektarów, przed II Wojną Światową , zostało jeno dziesięć. Luksemburg zasłynął węglem i stalą. Jednakże dawna świetność różana tliła się gdzieś jak ta iskra w popielniku.

Powstało prywatne, będące własnością Pani Anette Block, rosarium – muzeum  Titziebierg w Calmus, gdzie poza zgromadzonymi różnymi ciekawymi okazami róż , spotkamy chyba najbardziej kompletną kolekcję róż hodowców  z Luksemburga. Wszystko to jest wpisane w konwencję parku angielskiego. Jest jeszcze rosarium w Walferdange. Nadto powstały dwa rywalizujące ze sobą towarzystwa różane. Jedno to Letzebuerger Rousefernn a drugie Patrimoine Roses pour le Luxembourg. A mówią, że gdzie dwu Polaków to trzy poglądy. Poza opieką nad ogrodami różanymi i historyczną puścizną hodowców z Luksemburga, zabiegają one  o to by z lada jakiej okazji, nowo powstającym różom , nadawane były imiona wiążące się z historią i geografią Luksemburga, postaciami wywodzącymi się z wielkiego księstwa. W ostatnich latach, przychodzą mi myśl takie odmiany jak:

Ville d’Ettelbrück 1981 – czerwona floribunda Louisa Lensa. Ettelbrück, to gmina ze statusem miejskim w Luksemburgu.
Princesse Maria Teresa -Louis Lens, rok1982 . W 2007 roku , już jako wielka księżna, otrzyma jeszcze jedną różę, tym razem wyhodowaną przez Ann Velle Boudolf.
Eurosong 1982
Erna Doris 1984
Grande Duchesse Joséphine Charlotte 1989 Małżonka Jeane – Wielkiego Księcia Luksemburga.
Indépendance du Luxembourg 1990
Josyane 1991
Baronne A. de Schorlemer 1992
Walferdange 1992
Grand Duc Henri 2001
Mondorf-les-Bains 2005
Gaare Um Titzebierg 2005
Hommage à Soupert et Notting 2006  – upamiętnia pierwszą różę wyhodowaną przez tych hodowców
Grande-Duchesse Maria Teresa , 2007 w tym czasie ma miejsce w Luxemburgu,  Congrès Mondial des Sociétés de Roses . Ochrzczona została podczas tego kongresu.
Grand-Duc Jean 2009
Alexandra – Princesse de Luxembourg 2009
Télévie 2010
Schengen Rose 2010
Princesse Sibilla de Luxembourg 2010
Jean de Luxembourg, Roi de Bohème 2010
Melusina 2011
Avec Amour 2012 – Imię to nadała tej róży słynna luksemburska kucharka Lea Linster. Jest to motto jej kuchni i jej pisarstwa.
Bonjour Luxembourg rok 2013. Nazwana tak z okazji 1050 rocznicy założenia miasta Luksemburg.

Rousefrenn, 2014 – Mamy tu piękny polski akcent. Mianowicie tak nazwał swą najnowszą odmianę Stanisław Żyła – z okazji 35 lecia  powstania Letzebuerger Rousefrenn.

Czy Luksemburg odrodzi się jako miasto róż? Widząc energię luksemburskich rosomanes,  całą pewności ą tak czego im serdecznie życzę, ale na pewno nie w takiej formie jak to miało miejsce sto lat temu.

3 komentarzy do “Luxemburg i róże”

  1. Jacek Kondratowicz napisał:

    Jak widać, luksemburskie towarzystwo skutecznie zabiega o sławę,skoro zdobyło sobie różę polskiego hybrydyzera.A co na to polskie a już nie mówiąc lokalne władze? Pewnie róże mają w nosie,jeśli jeszcze nie gdzie indziej.

  2. admin napisał:

    Na twitterze w kontekście walki wyborczej spotkałem się z pytaniem czemu to nasi „wielcy” politycy nie nie bywają na właśnie trwającym konkursie chopinowskim. Jestem pewien, że mają oni róże tam gdzie my wszyscy wiemy a nie warto mówić, z tego samego powodu dla którego nie bywają na konkursie chopinowskim. Lub odwrotnie. Dużo jeszcze wody w Wiśle upłynie nim odrodzą nam się elity na miarę tych, które zostały przez Niemców i Ruskich z premedytacją wymordowane.W tedy przyjdzie czas i na róże.

  3. Artur Be napisał:

    Przypominam sobie jak w 2018 zostałem zabrany przez żonę do ambasady Wielkiego Księstwa Luksemburg w Warszawie na wykład pani doktor radiolog (nazwiska nie pamiętam) na temat historii hodowli róż w Księstwie. Na jej slajdach było pokazane to co Pan opisał w powyższym blogu. Mówiła o grupie zapaleńców, którzy chcą przywrócić świetność różom w Luksemburgu. M.in. przeszukują różne miejsca by zdobyć odmiany, które pochodzą z Luksemburga. Pokazała, że jedną z nich, którą uznano za przepadłą odnalazła w Polsce chyba obok dworu/pałacu Antonówka (nie pamiętam dokładnie bo jeszcze wtedy różami się nie interesowałem).

Napisz komentarz