Co każdy szanujący się rosomanes w swej kolekcji mieć powinien.

papa-meilland-035a   na fotografii Papa Meilland

Brak zimy 2014/15, spowodował eksplozję kwitnienia róż w prawie każdej kolekcji. Jest więc to doskonały moment by przyjrzeć się naszym nabytkom i ocenić ich urodę i przydatność.  Zacznę od najbardziej popularnych – mieszańców herbatnich. Wielość dostępnych odmian w tej grupie róż sprawia, że każdy wybór będzie wyborem niezwykle arbitralnym. Ja, na pierwszym miejscu postawię dwu kuzynów: Papa Meilland i Abraham Lincoln za ich kolor i zapach a tuż za nimi widzę naszego Chopina. Ponieważ nie jestem zbyt wielkim miłośnikiem tej grupy róż – zamknę na tym listę.

Druga grupa, równie popularna, to floribundy. Tu nie mam tak zdecydowanych liderów i wymienię trochę więcej odmian. Rhapsody in Blue, na dzień dzisiejszy najbardziej mi się podoba, choć będąc niedawno we Włoszech miałem okazję przyjrzeć się najnowszym dokonaniom hodowlanym rodziny Barni. I nie wiem czy to kwestia klimatu czy ich bazy genetycznej, ale ich floribundy zrobiły na mnie wielkie wrażenie, piękne kwiaty i zdrowe ulistnienie to ich znak rozpoznawczy. Miałem wrażenie , że oglądam róże z innej półki jakościowej

europeana5

Z rabatowych , moim zdaniem,nadal poza Europeaną nikt nic lepszego nie wymyślił. No może jeszcze Lili Marleen. Z współczesnych dodałbym jeszcze Super Hero Ping Lima. Natomiast Pani Małgorzata Kralka poleca Masquerade.

Należałoby jakoś odnieść się do imponujące dorobku współczesnych hodowców europejskich.

chippendale

Najwyżej cenię róże z grupy nostalgicznych, że wymienię Piano/ mimo podatności na rdzę/, Chippendale czy Pastella a nade wszystko Nostalgie. Jej zapach i zdrowotność są wzorcowe. Trochę tu upraszczam, bo nostalgiczne nie są jednorodną grupę. Spotkamy  tu i mieszańce herbatnie i floribundy i takie których jednoznacznie nie da się zaklasyfikować. Jeżeli chodzi o mieszańce współczesne -to są to po prostu mieszańce międzygatunkowe.Od dwu lat mam również mini rabatkę Aphrodite i nie mogę się na nie napatrzeć.

leonardo-da-vinci-czerwiec-2010-018

Nie znaczy to bym nie doceniał na przykład Red Leonardo da Vinci z firmy Meillandów czy giganta wywodzącego się od nich tj. Pierre de Ronsard/Eden/.

Największy dystans mam do dorobku Poulsenów, ale doceniam  zapach i żelazne zdrowie Niny.

walkure2 na fotografii Walkure

Róże Geschwinda. To trudna sprawa, nie wiemy wszakże co jest autentyczne a co tylko uważane za jego dorobek i mu przypisywane.Ale spójrzmy na nie jako na rośliny ozdobne, abstrahując  od nazwy. Przepiękna jest Parkzierde, ale niestety okres kwitnienia jest ekspresowy. Podobna do niej Ovid, choć moim zdaniem mniej urodziwa może pochwalić się znacznie dłuższym okresem kwitnienia. Piękna jest Aurelia Lifa , ale czy to ona? E. Unmuth zaprzecza. Mnie najbardziej podobają się dwie : Ernst Dorrel i /jeżeli to ta/  Walkure, ale już słyszę te protesty. A Gruss an Tepliz? Z perspektywy kilku lat ich obserwacji, róże Geschwinda poleciłbym   tylko kolekcjonerom oraz hodowcom jako wspaniały materiał wyjściowych do dalszych hybrydyzacji – zwykłym miłośnikom róż już nie.

mary-rose-2   – Mary Rose

Róże Austina – nie jestem ich miłośnikiem , ale najbardziej cenię Mary Rose i jej sport  Winchester Cthedral, dalej L.D. Braithwaite za krystaliczny kolor i nienaganną budowę kwiatu i Szekspira. Śliczna jest też Teasing Georgia choć jak na mój gust ma zbyt wiotkie pędy. Trudno nie wymienić też ulubionej róży samego hodowcy – Heritage. Nagrodzonego  nagrodą World Hall of Fame, Grahama Thomasa, w swoim ogrodzie nie posadzę. Wyżej cenię Grahama Thomasa  – autora. Artykuł ten pisałem trzy lata temu. Dziś dorzuciłbym jeszcze kilka. a to: Pat Austin za niezwykły kolor, Fighting Temeraune, za urodę prostych kwiatów, wyglądem odbiegających od potocznych wyobrażeń english roses.

Róże burbońskie-z nich  tylko o Zephirine Drouhin i o Louise Odier ,  mógłbym kilka ciepłych słów powiedzieć. Wielu zapewne dodałoby jeszcze Madame Isaac Pereire ale ja w tej odmianie cenię jedynie zapach. Podatność na czarną plamistość i kapryśność kwitnienia jak też i pokraczny krzew, umieszcza ją w mojej ocenie w drugiej klasie. Aha! jeszcze ma bardzo ładną nazwę.

madame-knorr – Madame Knorr.

Remontantki. Z dziewiętnastowiecznych odmian róż cenię je obok portlandzkich – najbardziej. Same superlatywy zachowam dla Madame Knorr , Adolphe Rotschild, Souvenir du dr Jamin czy Madame Oger. Nie sposób nie wspomnieć o ich podwyższonej odporności na niskie temperatury.

Ze wspomnianych wcześniej portlandzkich najwyżej cenię sobie Comte de Chambord i Madame Boll, choć są tacy autorzy którzy uznają te nazwy za synonimy. I w istocie , są podobne.

Mieszańce piżmowe szturmem zdobyły serca naszych rosomanes. Z tych klasycznych pembertonowskich bardzo lubię Moonlight i Buff Beauty a z nowszych Lensa – Dinky. Mieszańce Mary Ann Boudolf, mnie nie przekonują, choć wiem że mają wielu entuzjastów.

champlain-z-bloga Champlain .

Kanadyjskie. Tu palmę pierwszeństwa przyznałbym odmianie Champlain i podobnej do niej Nicolas oraz dla Morden Blush. Odmiany krzewiaste i półpnące wymagają dłuższego okresu obserwacji zwłaszcza co do charakteru ich wzrostu i powtarzalności kwitnienia. Zwłaszcza interesuje mnie czy John Cabot i Kelsey będą li klimberami czy tylko rozrośniętymi krzewiastymi a nadto czy zawsze i bezwarunkowo powtarzają kwitnienie, bo mam wątpliwości. Jako krzewiaste mając dużą konkurencję  nie będą miały większych szans, jako klimbery będą z wytęsknieniem oczekiwane jako nieliczne pnące powtarzające kwitnienie. Z tej grupy najwyżej cenię sobie jednoznacznie pnącą Quadrę. Kwitnie cały sezon wspaniałymi kwiatami. I czegoś tu nie rozumiem. Proszę ją kupić w Polsce! Oh! zapomniałbym o wspaniałej John Davis!

Pnące. Tu dramat, nie ma w czym wybierać, trzeba brać to co jest – jeżeli w ogóle jest. Oczywiście mam na myśli te mrozoodporne i powtarzające kwitnienie. Jeżeli chodzi o pozostałe pnące to moją faworytką jest John Davis a nadto Albertine , Alchymist i Paul Transon. Świetnie sprawdza się też kwitnąc równie obficie co roku Flamentanz. Z klimberów  na dwu pierwszych miejscach stawiam odmiany Ena Harnkness i na wywodzącą się jeszcze z ogrodów edwardiańskich Paul Scarlet Climber. Doceniam też urodę Sympathie choć nie podoba mi się jej kwitnienie na końcach długaśnych pędów. Guinee jest o wiele ładniejsza , ale również bardziej kapryśna. Przepiękna jest Gloire de Dijon ale jest podatna na czarną plamistość i wrażliwa na przemarzanie. Szkoda, że klimat odcina nas praktycznie od róż nieco bliższych noisette.

Pięknie zapowiadają się mieszańce hultemii, że przykładowo wymienię Bright as Buton i Eyes for You. Ich zdrowotność i wielce oryginalny, odrębny zapach sprawią, że szybko zdobędą serca rosomanes, którzy dziś nie za bardzo kojarzą je z różami.

Galijskie – dla niewielu odmian z tej grupy mam ciepłe słowa ze względu na ich podobieństwo do siebie. Posadziłem obok siebie Souvenir de Malmedy i Maitre d’Ecole. Z trudem je od siebie odróżniam. Lubię Charles de Mills , która choć nie pachnie, ale za to  ma ładnie zbudowane kwiaty i długo kwitnie. Ładna jest Tuscany, zwłaszcza jeżeli zapewnimy jej rozproszone światło. Sprawdza się też Versicolor. Z zainteresowaniem przyglądam się też odmianie Kawkasskaja o pięknych kulistych kwiatach ale mam ją dopiero dwa sezony.

Rugosy i ich mieszańce  to głównie Zaiga, potem długo, długo, nic  i kilka pięknotek jak Gefylt, Anthony Waterer czy Conrad Ferdinand Meyer. W czasie buszowania w  ogrodach  angielskich zachwyciła mnie Wild Edric, ale gdy posadziłem ją u siebie bardzo rozczarowałem się.

Centifolie  a zwłaszcza mchowe, to piękne róże, ale nie na nasze klimaty. W czasach gdy brylowały w ogrodach wiktoriańskich, fundowano im nawet specjalne osłony czy wręcz osłaniano parasolami. Satysfakcję sprawia mi jedynie  Henry Martin.

W tym roku przyglądam się też z rosnącą sympatią róży Oratam będącej mieszańcem damasceńskich z pernetianą. Samych damasceńskich zbytnio nie poważam.

Wiem, że wspaniałe – odporne -  róże wyhodowali rosarianie amerykańscy poczynając od Griffitha Bucka a kończąc na Ping Limie, ale nie będę drażnił naszych rosomanes no bo i jak je kupić. Wielkie dzieli nas morze! To prawdziwe jak i morze przepisów.

I uwaga końcowa. Pisząc te, niekoniecznie sprawiedliwe słowa, dodam jeszcze, że oceniałem tylko odmiany ze swojej kolekcji. Te, którym mogłem dłużej i z bliska się przyjrzeć. Nie wątpię, że poza zasięgiem mojego własnego doświadczenia jest wiele wspaniałych odmian. Czekam na sugestie, zwłaszcza z uzasadnieniami.

4 komentarzy do “Co każdy szanujący się rosomanes w swej kolekcji mieć powinien.”

  1. Jacek Kondratowicz napisał:

    Można by powiedzieć,że powinien mieć to,co daje mu satysfakcję czy tez radość z posiadania. Ale to nie takie proste.Wszelakich „dobrych” odmian jest tyle,ze ilu hodowców,tyle będzie odpowiedzi. Moja lista wyglada trochę inaczej. Nie posiadam ani hultemii ani Geshwinda. Zgadzam sie co do pnących.Do Europeany dołożył bym jeszcze bezproblemowa Masquerade i wesołą Cuba Dance. Obydwie absorbuja tylko wtedy, kiedy kwitną. Z angielskich Heritage owszem ale i tez Evelyn. Kwitnie zdrowo no i zapach. Uwieczniony przecież w perfumach Crabtree & Evelyn ( bez kryptoreklamy ). No i Pat Austin. Tak,wiem,że te wiszące głowy irytują ale na ten kolor i aromat warto czekać. Idąc tropem zapachów (dla mnie to cecha ważniejsza niż odporność na choroby) to historyczne Ispahan oraz jak najbardziej właśnie Mme Isaac Pereire. To oczywiście juz bourbon. Ale widzę,że i nasza Koszuty tez nie odstaje od innych damasceńskich. Z kolei Alba to po prostu klasyka. Powinna być i już. Z okrywowych napewno warto mieć wszystkie wersje Fairy. Są po prostu niezawodne. Myślę też,że warto się przyglądać tym nowym mieszańcom międzygatunkowym ale pożyjemy to zobaczymy. Na koniec zostawiłem te najpowszechniejsze czyli mieszańce herbatnie. Myślę,że blog czytają nie tylko rosomanes ale i wszyscy,którym róża tak się właśnie kojarzy. Toć to nie grzech. Sam gromadzę tego ile się da,oczywiście nie bezmyślnie. Do już wymienionych (oprócz Lincolna, bo wywołuje u mnie mieszane uczucia ) z całą pewnością poleciłbym wszystkie z serii Duft Tantau’a a z nowszych napewno Paula Ricarda od Meillanda i napuszonego Pullmana Orient Express,ten z kolei to od Ping Lima. Zdrowie końskie a kwiaty jak berety,za przeproszeniem. No i oryginalne aromaty jak na herbatnie. Dodam też nieskromnie,że przedwojennych mieszańców,takich jak Pechtold,Hoover,Vandal,Perraud,pod względem bogactwa barw,zapachów i form chyba jeszcze długo nikt nie pobije. Ze względu na ilość obecnych mieszańców,jakikolwiek wybór zawsze zresztą będzie nieobiektywny. Tak jak i mój wpis oczywiście ;-)

  2. Kralka Małgorzata napisał:

    Chciałabym i ja wyrazić swoje zdanie, na temat co prawdziwy rosomanes powinien mieć w ogrodzie? Powtórzę za Panem Jackiem , że ma to co mu sprawia radość z posiadania, bo rozumiem , że rosomanes to prawdziwy miłośnik- kolekcjoner i najczęściej klucz do zrozumienia jego kolekcji, jest zupełnie nie zrozumiały dla większości. Ja bym zmieniła pytanie, jakie odmiany przeciętny miłośnik róż chciałby mieć u siebie w ogrodzie- napewno kwitnące cały sezon i najczęściej pełnokwiatowe, do tego pachnące i jeszcze zdrowe i mrozoodporne. Kwestia zdrowotności jest tez trudna bo co ogród z jego warunkami i z opieką właściciela to różnie zdrowe odmiany. Biorąc pod uwagę częstość kwitnienia, zapach, mrozoodpornośc i piękno kwiatu czyli pełność kwiatu typowałabym nastepujące odmiany a zaczne od pnących. Prawdą jest że to trudna grupa róż ze względu na mrozoodporność i ich zdolność do wytwarzania długich pędów z kwiatami na końcu pedów i ogólnie skąpstwem kwitnienia, z tego powodu polikwidowałam prawie wszystkie nowe odmiany róż pnących wyjątkiem jest Roville, Tadition’95 i Manita. Dodałabym jeszcze Elegance ze względu na mrozoodporność i ogromne bardzo pełne kwiaty i Ghislaine de Feligonde oraz Flamentanz mimo jednorazowego kwitnienia bardzo obfitego i niezłomnej mrozoodporności.
    Pewnie większość mieszańców herbatnich ale nie wymienię żadnej odmiany gdyż nie mam z nimi specjalnego doświadczenia, zatrzymałam się na etapie Peace i pamiętam , że była wtedy dla mnie cudna choć lubiła ją czarna plamistość.
    Z rabatowych tez poleciłabym Rhapsody in Blue ze względu na kolor, ciągłości kwitnienia i Leonardo da Vinci za mrozoodporność , obfitość kwitnienia, niezawodność czyli za ciągłość kwitnienia, to nic , ze to taki zwykły róż.
    Bardzo sobie chwalę Chippendale i Astrid Grafin von Hardenberg za zdrowie, piękne kwiaty do tego pachnące.
    Jako parkowe choć to niejednoznaczne określenie bo i rożnie odm z tej grupy w różnych źródłach są zaliczane ale ze wzgledu na obfitość kwitnienia i zdrowotność -biała Escimo, różowa Fil des Seasons i różowa Lupo.
    Róże Geschwinda zdecydowanie tylko dla kolekcjonerów i hodowców.
    Austinki zdecydowanie tak, choć rzeczywiście trzeba polubić te zwisające łebki ale czegóż się nie robi ze względu na zapach , mam już tylko Szekspir 2000 i jak kwitnie jestem zachwycona i każdy zwraca uwagę.
    To samo się tyczy odmian Massada, szturmem zdobywających ogrody.
    Odmiany róż historycznych raczej dla świadomych miłośników i kolekcjonerów ale ze względu na zapach myślę że miałyby powodzenie powtarzajace kwitnienie damascenki i najbardziej znana, cudownie pachnąca Mme Plantier.
    Poleciłabym wszystkie pizmówki, jestem ich zdecydowaną miłośniczką za obfitość kwitnienia zwłaszcza lensowskie odmiany.
    Kanadyjki nowe zachwycałam się nimi ale potrzebują czasu aby się rozrosnąć ale bezproblemowe są wielkie i najczęściej nalezą do grupy mieszańców mających w sobie geny rugosy.
    napewno poleciłabym Cap Diamond, mającą w sobie krew kanadyjskich odmian- odporna, trwała, obficie kwitnąca.
    No i typowe okrywówki to Tommelise, wszystkie Fairy i chyba najniższa prawdziwie okrywowa Sonnenroschen za obfitość kwitnienia, bezosobowość i za chęć zasłaniania łysych dołów innych róż lub zasłaniania po prostu pustego miejsca.

  3. Besta napisał:

    Dzień dobry, jestem,, nowicjuszką różaną „i proszę Pana o pomoc, bo jest Pan moim autorytetem. Po odkryciu Pana bloga zarzuciłam czytanie książek i czytam, czytam informacje, które Pan udostępnia, pięknie dziękuję.Jeśli mogłabym prosić, to potrzebuję porady które róże zakupić do ogrodu. Róże przede wszystkim pachnące, zdrowe i mogące przeżyć pod opieką laika. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za super blog i kompendium wiedzy w nim zawartej.

  4. Ewa Wyszyńska napisał:

    Mam trochę różanych krzaków (przy setce przestałam liczyć i miałam przestać kupować, ale nadal kupuję i sadzę). Kiedyś próbowałam kupować wg kryteriów w różnych artykułach, ale jako osoba mało systematyczna, a jednak uwielbiająca róże i trochę chaos, poszłam w stronę swobodnego wyboru. Lubię odmiany mocno rosnące więc dzwonię do producentów i zamawiam trochę wg ich informacji a trochę wg moich preferencji. Kocham miłością bezwzględną Chopina i Venrosę oraz róże angielskie, ale zaraz potem kolejne odmiany, które u mnie kwitną. W ten sposób, bardzo niemetodyczny mam różany ogród zawsze do podziwiania i fotografowania. Sama radość.

Napisz komentarz