Socjologia róż

Co to jest róża? Wie każdy. Jak nie, to posłużmy się definicją xiędza Chmielowskiego, który  pytanie co to jest koń , zbył lakonicznym i niezwykle trafnym porzekadłem. Co to jest koń – każdy widzi.

Co to jest w takim razie socjologia? Można długo i krótko . Krótko – to jest to nauka o społeczeństwie.

W takim razie co to jest socjologia róży ? To się dopiero okaże. Może być historia,  może być np. onomastyka, to może też  być i socjologia.

Pod koniec wiosny roku 2012, w czerwcu, bo wówczas ogród różami stoi, jadę ja sobie z kolegą do Pani Małgorzaty Kralki pod Warszawę. Właśnie zaczyna się Euro , stolica zatłoczona, ale to mnie nie zraża. Wszak Pani Małgorzata ma  chyba już najważniejszą kolekcję róż w Polsce. Ogrody Botaniczne mają zapewne większe ale u pani Małgorzaty rosną same cymesy. Jadę więc przez pół Polski a wiezie mnie kolega dla którego róże mogą być , ale równie dobrze mogło by ich nie być. Wiezie mnie, bo ja nie mam prawa jazdy i nigdy w samochodzie za kierownicę nie trzymałem. Wiezie mnie i nie pyta po jaką cholerę ja  się turlam przez całą ojczyznę a tu wieczorem otwarcie euro i chciałby je zobaczyć. Ja nawet o tym  nie pamiętam i nawet nie staram się dla niego być miły. Ot, tak normalnie. Jedzie i przecież wie , że mu za to nie zapłacę. Nawet nie będę próbował zapłacić bo by się wściekł a może nawet i obraził. Tak więc jedzie sobie dwu dorosłych /wydawało by się / chłopów przez pół Polski zamiast siedzieć przed telewizorem  , podziwiać ceremonię otwarcia i mecz, popijać piwo a jak ktoś już kompletnie zboczony to jeszcze mógłby pożerać przy tym chipsy. No więc ci panowie nie siedzą przed telewizorami tylko ciągną się przez Polskę po tych drogach, które gdy się przyśnią to człek zrywa się zlany potem. I nie narzekają.

Nie narzeka  ten co to jedzie robić fotografie w tym ogrodzie . To zrozumiałe. On nie narzeka bo to roso maniak. Już teraz, jadąc przebiera nogami zniecierpliwiony, już sobie coś tam kombinuje co też zobaczy. Ale nie narzeka również ten drugi, który tak naprawdę jedzie nie wiadomo po co . Chłop po sześćdziesiątce , i z nie najlepszym zdrowiem, jak zrobi 500 km , to wiadomo jak się będzie czuł. Pewnie jak przyjedzie to siędzie przed tym telewizorem i uśnie. Ale nie narzeka, jedzie. Jak wracaliśmy to tylko wyraził lekkie zaniepokojenie czy aby znalazłem to czego szukałem, czy jestem zadowolony.

I tak oto zajeżdżamy na miejsce. Gospodyni rozpromieniona wita /choć widzimy się po raz pierwszy/i  wyraża żal , że nie mogłem w niedzielę jak obiecywałem, wówczas byłoby kilku rosomanes  ale i dziś jest Pani Elżbieta Kozak, która mi później towarzyszy przy fotografowaniu. Gawędzimy sobie niezobowiązująco . No jak to o czym, oczywiście o różach, choć widzimy się po raz pierwszy tematów do rozmowy nie brakuje. Nagle pojawia się temat Krussmana  i jego dzieła o różach. Pani Elżbieta pokazuje niezwykle starannie skomponowany skoroszyt. Dzieło wydane w jednym egzemplarzu, może dwu. Panie obie, Małgorzata tłumacząc z niemieckiego , coś takiego sobie zafundowały. Oniemiały ze zdumienia przeglądam to. Nie znajduję w pierwszej chwili słów jakimi mógłbym wyrazić swą aprobatę dla tego co zrobiły. Bo i co mam zrobić? Pochwalić? Przecie to już są duże dziewczynki. I tu nagle taki psikus. Okazuje się , że znajdują się ludzie którym się chce coś zrobić ot tak , dla siebie, dla innych. Zostałem oczywiście również obdarowany egzemplarzem tego dzieła.

Ale to później, jak już wróciłem, otrzymałem ten egzemplarz pocztą. Teraz jestem w ogrodzie. Na razie jest to struktura luźna. Onegdaj był to ogród produkcyjny, jeszcze rosną w różnych niespodziewanych miejscach drzewa i krzewy, które sukcesywnie są wyprzedawane  a na ich miejsce wkraczają róże. Róże czekają też cierpliwie w kontenerach, aż zwolni się dla nich miejsce.  Różom towarzyszy wiele unikalnych bylin, które zasługują z pewnością na odrębną uwagę innym razem. Widzę tu początek ogrodu botanicznego. Nie będę strzelał jak duży to areał/niemały/ bo nie spytałem o to gospodyni ale zapewniam , że dla jednej osoby to bardzo dużo.  Dlaczego ona to robi? Przecież w tym czasie mogłaby sobie siedzieć przed telewizorem i oglądać na ten przykład transmisję z euro. Ale nie, ona woli użerać się z chwastami, które w dobrze wynawożonej ziemi panoszą się bezczelnie nie pytając czy je tu kto prosi. Dlaczego cały swój czas/ a ma jeszcze i dom i rodzinę/ poświęca temu kolącemu towarzystwu. Czas to mało, to również sporo kosztuje. Sadzonki trzeba zamówić za granicą bo w Polsce /do tej pory/ był prawie żaden wybór a to kosztuje. Róże są żarłocznym towarzystwem. Większość z nich będzie rosła praktycznie wszędzie, ale jak chcemy mieć orgię kwitnienia i do tego jeszcze zmusić te bardziej kapryśnie arystokratki, to trzeba podsypać. A i za wodę podziękują. Tak oto i róża wpływa na nasz styl życia. Zaczynamy robić pewne rzeczy bezinteresownie w tym i wydawać pieniądze. Zaczyna nas cieszyć , że inni się z tego cieszą. Taka klasycznie altruistyczna postawa. Pamiętam jak mój profesor od socjologii Z. Bauman omawiając kwestie hierarchii potrzeb Maslowa przytoczył jego słynną definicję altruisty. Altruista to ten  , dla którego truskawka w ustach dziecka smakuje bardziej niż we własnych.  Panią Małgorzatę zapewne bardziej cieszy widok  gości cieszących się widokiem jej róż niż gdyby podziwiała to sama. Bardzo dobrze to rozumiem , znam  dobrze to uczucie, ja też bardziej się cieszę, gdy inni się cieszą.

Inny obrazek. Tych samych dwu dwu starych durniów jedzie tym razem na południe, na Słowację, konkretnie do Bratysławy. Tam w małym miasteczku pod Bratysławą  w prowincjonalnym domu kultury, grupa rosomanes/ tym razem zorganizowana w ramach Słowackiego Stowarzyszenia Miłośników Róż  zorganizowała wystawę róż. Docieram tam , robie fotografie  i nagle zostaję zdemaskowany. Oczywiście wszyscy się bardzo cieszą choć widzimy się po raz pierwszy. Honory gospodarza czyni Prezydent  stowarzyszenia Pan Frantisek Glvac, który zaprasza na lampkę wina. Jest miło. Pan Frantisek , człowiek spełniony zawodowo poczuł jednakże, że go róża wzywa. Sam ma piękne rosarium koło własnego domu. Również hoduje róże, pisze książki a nadto jeszcze znajduje czas by przyjechac do Rovinki, gdzie miejscowi rosomanes zrobili wystawę róż.  Na wystawie widzę, że w to całe przedsięwzięcie zaangażowana jest mocno młodzież szkolna. Zrobiła nawet specjalne stoisko poświęcone hrabinie Chotek. Na wystawie prezentowane są kwiaty z kolekcji miejscowych rosomaniaków. Poznaję tu opiekującego się zawodowo rosarium w Borovej Horze , niezwykle miłego Pana Vladimira Jeżowica. Na wystawie z kolekcją swojej hodowli pojawił się też Szilvester Gyory. Starszy Pan, który prywatnie ma wiele kłopotów, ale znajduje  czas na drugą miłość swego życia. Wystarczył mu mały spłachetek ziemi, coś jak nasze ogrody działkowe  a i tam wyczarował królestwo róż . Utalentowany hodowca – amator. Dla niego róże które tam wyczarowuje, są okazją by ustawić w nazwach ich swoją własną hierarchię wartości . Stara się pokazać i wyakcentować rzeczy, które dla niego są ważne. Jakieś postaci historyczne, nawet nasze, jak Irena Sendlerova czy bodajże statek , który pływał po Dunaju Parnik Liptov. Wszak Gyory był /jest/ marynarzem.

Wielu rosomanes w kraju i za granicą, może bardziej za granicą , pisze blogi. O ogrodach, o różach o podróżach w tym i różanych. Ci bardziej zajęci/lub leniwi/  wystawiają swoje piękne fotografie wykonane na bazie swoich kolekcji na witrynie Picassa. Oczywiście zyskują przez to możliwość magazynowania swych archiwaliów, ale też niebagatelnym motywem jest ich chęć podzielenia się z innymi swoim szczęściem. Ta radość którą nam dały róże nie daję się przetrawić samemu. W poszukiwaniu fotografii do swojej encyklopedii róż natrafiłem na bardzo aktywne grono miłośników róż z Białorusi i Ukrainy. Panie nie tylko uprawiają w swoich ogrodach ogromne kolekcje róż , ale również jeżdżą za nimi po świecie. Kontaktują się ze sobą i odwiedzają. Tworzą się poziome więzi społeczne. Nie tylko te z gatunku Bóg Honor  Ojczyzna , ale i te najważniejsze międzyludzkie stanowiące podstawę  pojęcia obywatelstwa.

Co porządkuje te wydarzenia? Styl życia. Róże stały się dla tych osób czy nawet środowisk czymś co organizuje ich życie, przydaje dodatkowych znaczeń. To niezwykle ważne. Często przytłoczeni aktywnością zawodową nie zdajemy sobie sprawy jak rytm pracy wyznacza sens naszego życia, jeszcze rodzina. Gorzej gdy dzieci dorosną a listonosz przyniesie pierwszą emeryturę. Coraz bardziej zaczyna nam kołatać pytanie i co dalej. Tak, róże to styl życia, socjologia róż. To więzi społeczne. Te najważniejsze bo organizowane ad hoc samoistnie i z potrzeby serca. Czysta socjologia.

Na tym etapie , tenże felietonik jest tylko żartem umysłowym, ale jak dodamy do tego  szkic o niebieskich różach czyli tak ludzkim dążeniu do nieosiągalnego, o produkcji róż, jako wyrazu mojego niepokoju o wciąganie i wykorzystywanie rosomanes i ich szlachetnej pasji do machiny komercyjnej ,  o austinkach jako łączniku między nowemi a staremi czasy i kilku jeszcze innych to kto wie czy to nie jest już zarys socjologii róż.

Marian Sołtys

Włodawa 30 listopada 2012.

Oto przykładowy zestaw artykułów, które mogą składać się na temat Socjologia róż.

Socjologia róż jako wstęp

American Beauty jako zjawisko kulturowe i społeczne

Austin i jego róże – English Roses kwestia przenikania się różnych tradycji i ciągłości kulturowej

Język kwiatów róża nośnikiem tradycji

Leonie Bell i Rosarium w Monticello waga tradycji

Niebieska róża – Niebieskie Róże dążenie do nieosiągalnego

Odporne na mróz róże z Kanady przenoszenie elementów dorobku kulturowego

Produkcja róż komercja i jej niszczący wpływ na zachowania i postawy ludzi

Rosarium Grace Kelly uniwersalistyczna potrzeba piękna

RÓŻANKA jw. plus próba przeniesienia dorobku przodków, implementowania go w nowe czasy

Róże zimą - czerpanie wzorców kulturowych wyznaczanie nowych standardów konsumpcji

Napisz komentarz