Róże zimą

Nie! Nie zamierzam pisać o tym co robić przed zimą i w zimie z różami posadzonymi w ogrodzie. Każdy ma  na ten problem swój patent. Jedni okrywają włókniną. Inni robią po staremu chochoły. Większość jednakże okrywa po bożemu ziemią robiąc mniejsze i większe kopczyki.  Radykałowie/do nich się zaliczam/ sadzą wrażliwe odmiany głębiej a potem na wiosnę redukują nasadzenia zgodnie z linią przemarzania. Przy takim podejściu do sprawy wiele odmian kwitnie potem cherlawo i byle jak. Angielki przy takim traktowaniu kwitną oszczędnie a niektóre to w ogóle. Stąd to przemożne parcie na sadzenie odmian odpornych na przemarzanie jak geschwindy, róże Bucka czy kanadyjskie. Wielu rosomanes godzi się nawet na tak drastyczne posunięcia, że sadzą odmiany nie powtarzające kwitnienia, które to z reguły są mrozoodporne.

Zostawmy na razie te kłopoty i dylematy na potem. W tym szkicu, chciałbym chwilę pozastanawiać się co zrobić by róże kwitły nam zimą. Wszak nie ma żadnych przeciwskazań. Co najmniej od dwu stuleci wielcy tego świata cieszyli się różani kwitnącymi   i zimą. Czy i dziś jest to możliwe? Moim zdaniem tak i nie trzeba do tego być specjalnie majętnym. Ogrody zimowe w nowo budowanych domach są coraz częściej spotykane,  a przy większych rezydencjach są standardem. Czy są budowane również szklarnie wolnostojące, jakieś oranżerie – tego nie wiem, ale zapewne tak. Jak kogoś na to stać , to sobie postawi. Tego tematu jednakże poszerzał nie będę. Kogo stać na oranżerię, tego też stać na ogrodnika.  Kilka więc słów o marzeniach przeciętnego rosomanes, który chciałby mieć swoje własne kwitnące róże zimą. Zapewniam, że to nic trudnego.

Zacznijmy od namiotu foliowego. Pozwólmy sobie na chwilę szaleństwa i posadźmy zamiast sałaty i rzodkiewek, kilka krzewów róż. Namiot taki, to nie musi być powszechnie spotykany dwuspadowy namiot lub łukowaty tunel. Bez większego wysiłku postawimy bowiem za te same pieniądze coś o bardziej wyrafinowanej architekturze nawiązującej np do oranżerii.  Jakąś budowlę z kopułą czy jakiś heksagon. Folia , zwłaszcza ta wielosezonowa i profile drewniane dają nam możliwość spełnienia najdzikszych fantazji architektonicznych. Nie sadźmy więc w tak wytwornej budowli cebuli czy też sałaty, choć one też się tam zmieszczą. Posadźmy róże. Nawet w nieogrzewanym namiocie przyśpieszymy kwitnienie róż o około jeden miesiąc. Jednocześnie o ten miesiąc wydłużając  okres ich kwitnienia. Jeżeli wstawimy tam jakieś źródło ciepła, czas kwitnienia przyśpieszymy o dalsze dwa trzy tygodnie. Ograniczać nas w tych fanaberiach będzie jedynie zasobność naszego portfela. Proszę sobie wyobrazić to wspaniałe uczucie, gdy to w połowie kwietnia, pod osłoną kwitną róże a my obserwujemy świat z ich perspektywy. Nie widzę przeszkód by taka foliowa oranżeria nie była miejscem biesiad czy wszelakich imprez. To wiosną. A co z tym fantem zrobić jesienią? Także samo. Jednakże coś za coś. Jeżeli wydłużymy wegetację jesienią, to osłabimy ich zdolność zimowania. Wówczas mamy dwa wyjścia. Albo co roku będziemy robić nowe nasadzenia, albo będziemy je podgrzewać zimą by nie dopuścić do zbytnich spadków temperatury. Sto i więcej lat temu radzono sobie w ten sposób, że szklarnie  jedną ścianą przylegały do ściany np budynku gospodarczego. Wykorzystywano w ten sposób zdolności akumulacyjne muru ceglanego i przenikanie ciepła.W Skierniewicach, widziałem na przykład szklarnię piętrową gdzie na górze mieszkały rośliny a na dole kozy ogrzewające szklarnię. We Francji w starych pałacach, które z reguły nie miały ogrzewania, starsi mieszkańcy, z natury rzeczy bardziej ciepłolubni, mieszkali bądź nad stajnią bądź obok stajni. Z tych samych powodów.

Ogrody zimowe. Tu już możemy sobie poszaleć dowoli. Ogranicza nas tylko przestrzeń. Odwrotnie niż przy oranżerii gdzie to przestrzeń możemy kreować dowolnie, ale ogranicza nas ogrzewanie. W ogrodzie zimowym , róże praktycznie możemy mieć przez cały rok. Z tym, że jeżeli nie zapewnimy im spoczynku zimowego, to po maksimum dwu sezonach konieczna będzie wymiana nasadzeń. Przy eksploatacji umiarkowanej i zapewnieniu przerwy wegetacyjnej  w grudniu i styczniu – nic nas w uprawie nie będzie ograniczać. Nic, to może za dużo powiedziane. Musimy zapewnić poza ogrzewaniem  również sztuczne doświetlanie. W przyrodzie równowaga jest niezbędna. Im wyższa temperatura, tym więcej musimy dać roślinie światła.

Uprawa doniczkowa. Mam tu na myśli uprawę doniczkową  w domu. Nawet jeżeli nie mamy ogrodu zimowego, to w większości nowo wybudowanych domów są wykusze. Niejednokroć  robione bez specjalnego sensu. Po prostu był w projekcie a teraz nie za bardzo wiadomo co z nim robić. To świetne miejsce dla upraw światłolubnych a takimi są róże. Odmian kompaktowych, świetnie nadających się do uprawy doniczkowej są krocie. Wyeksploatowanej tak rośliny nie musimy wyrzucać. Przesadzona do ogrodu świetnie się zregeneruje i będzie służyć nam wielokrotnie.

Dobór odmian. Tu potrzebny jest nam tylko zdrowy rozsądek i intuicja. Oczywiście również doświadczenie. Uprawy sterowanej, bo o niej tu mówimy nie polecam nowicjuszom . Efekty bowiem w stosunku do wysiłku będą  mizerne. Wiem co mówię, gdyż uprawiałem róże pod osłonami komercyjnie. Jakie więc odmiany? Będę mówił ogólnie. Pod folią świetnie się sprawdzą wszelkie mieszańce herbatnie. Tak te starsze jak i nowsze choć o nich akurat niewiele wiem. Skąd bowiem mam wiedzieć jak zachowają się pod folią róże nostalgiczne. Podejrzewam tylko, że pędy bardzo im wybiegną do góry jako, że taką tendencję zauważam u nich  przy uprawie w gruncie. Wymagały więc będą ostrego cięcia. Dalej, świetnie się w tej roli sprawdzą wszystkie chińskie, herbatnie czy bengalskie. Zapewne wiele z chińskich, które to traktowaliśmy jako cherlawe krzaczki, pod folią stanie się klimberami . Podobnie zapewne zareaguje większość , zwłaszcza tych wcześniejszych odmian Austina. Pod osłonami pokażą nam swe  wdzięki noisettki i mieszańce Nabonanda, które to z zawiścią w oczach podziwiałem na południu Francji. Pod osłonami wreszcie będziemy mogli w pełni podziwiać Souvenir de Malmaison czy Gruss an Tepliz  i wreszcie będziemy się mogli przekonać na własne oczy dlaczego właśnie ona została wybrana jedną z dziesięciu najważniejszych róż świata.  Jej zdolność do ciągłego kwitnienia nawet bez dodatkowego oświetlenia zimą  jest wprost legendarna. To ona, na początku ubiegłego wieku była główną dostarczycielką  kwiatów zimą. Pod osłonami zrozumiemy wreszcie na czym polegał fenomen  American Beauty, tej genialnej remontantki, tak powszechnie uprawianej w szklarniach Ameryki na początku ubiegłego wieku. A Marechal Niel, ta żółto zielona piękność, przed wojną, również powszechnie uprawiana w Polsce. Oczywiście tylko w profesjonalnych i przypałacowych szklarniach. Ot tak po prostu puszczona na ścianę. Często przetrwała nawet eksperymenty jakie nam serwował ustrój słusznie miniony.

Jak więc widzimy będzie co uprawiać. Jestem również przekonany, że również jest gdzie . I nie wątpię, że znajdą się chętni.

Temat będę poszerzał jeżeli będą pytania lub sugestie.

Marian Sołtys – Włodawa 9 listopada 2012.

11 komentarzy do “Róże zimą”

  1. Maja Zamroch napisał:

    Róże kwitnące zimą.Piękny temat.jak na razie znany mi tylko z horrorów :) ale zawsze działo się to w ogrodzie zimowym.I róża,której splątane pędy okrywały niemałą przestrzeń, zakwitała pod wpływem jakichś niesamowitych wydarzeń.Gdybym kiedyś uciułała na ogród zimowy,posadziłabym w nim Mermaid i Gloire de Dijon.Póki co,mam osłonięty taras(od południa) i,nieprzystosowana do naszego klimatu,Madame Boll (w donicy) ciągle kwitnie kwiatami bez zarzutu :D !

  2. admin napisał:

    I Mermaid i Gloire de Dijon, to bardzo piękne odmiany, ale podejrzewam, że Mermaid zawłaszczyła by migiem całą przestrzeń.

  3. Kozak Elżbieta napisał:

    Pani Maju ja tez marzę o takich własnie odmianach w mojej przyszłej szklarni, ale dodałabym jeszcze Marechal Niel, podobno ta odmiana jest w szklarni w Ogrodzie Botanicznym w Krakowie. Czy ktoś ją widział?
    A może jeszcze Niphetos?

  4. Czyż napisał:

    A ja mam pytanie – na wiosnę maja mi przysłać z Niemiec sadzonkę róży herbacianej Homere. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Wiem, że w naszym klimacie może całkiem wymarznąć. Zamierzałam ją więc na wiosnę, lat oi jesień wystawiać w donicy na działkę, a zimą trzymać w chłodnym korytarzu na oknie parapetu (chłodnym, tzn. takim, gdzie zimą temperatura nie przekracza 15 stopni C.) Czy jest szansa, że będzie zdrowo rosnąć? Cale szczęście nie jest to zbyt wielki krzaczek, bo nie przekracza ponoć 100 cm.

  5. Czyż napisał:

    Tu jest zdjęcie tej róży, które mnie wprost urzekło:
    http://www.helpmefind.com/gardening/pl.php?n=16810

  6. Czyż napisał:

    Poprawka, chodziło o to zdjęcie:
    http://www.helpmefind.com/rose/l.php?l=21.180682

  7. admin napisał:

    Róża jest rzeczywiście piękna. Tego typu róże wytrzymają pod przykryciem wrocławskie mrozy. Problem w tym , że nie znoszą ostrego cięcia, jakie trzeba by było po zimie im zaaplikować i mogą wiosna chorować i zamierać.
    Drugi problem to mikst temperatury i światła. Przy plus 15c wegetacja nie zostanie zatrzymana. A przy braku światła, porosną cherlawe i nitkowate pędy. Lepiej więc niech zimą stoi i w cieple i na świetle. Zresztą zachowanie się zimą to cecha charakterystyczna danej odmiany. Trzeba więc to przetestować. Mieszańce herbatnie będą kwitły non stop ale tylko przez jedną zimę, później muszą mieć spoczynek. Jak reagują herbatnie – nie mam doświadczenia.

  8. Maja Zamroch napisał:

    Skromne pytanie.Kopczykowanie-wiadomo,po pierwszych przymrozkach,ale co do owijania w bawełnę czyli włókninę,czekać do -10 (żeby się zahartowały) czy wcześniej ?

  9. admin napisał:

    Pytanie nie tyle skromne co podstępne. Nie wdając się w szersze dywagacje odpowiem tak: kopczykowanie robiłbym w ostatniej możliwej chwili, ale owijanie włókniną sądzę , że by nie zaszkodziło – mówiąc z dużą przesadą – nawet latem.

  10. Dubaj napisał:

    Prosze o informacje na temat uprawy roz w donicach. Mam trudne warunki, poniewaz moja oranzeria jest w Islandii(noc polarna potem biale noce ). Donice sa jedyna sznsa na rosliny. Rok temu kupilam Orange Queeen i dwie Golden Princess. Ksiezniczki kwitna od poczatku kwietnia a krolowa dopiero ma ok 1,5m i dopiero rozkwita. Teraz kupilam 6 nowych roz i martwie sie czy nie dostaly za malych donic.Najszybciej rosnie Abraham Darby, jaka donica bedzie dla niego odpowiednia?(i dla pozostalych)

  11. admin napisał:

    Szanowna Pani! Nie zajmuję się kwestiami technik uprawy. Zostawiam to bardziej biegłym w tej materii.Pozwolę sobie jednak na jedną uwagę. Niezbyt trafnie dobiera Pani odmiany do oranżerii. Proszę przeczytać uważniej tekst. Życzę powodzenia w tej trudnej technice uprawy.

Napisz komentarz