Andre Eve i jego ogród

ogrod-26

Picture 3 of 30

Fotografie ogrodu możemy oglądać dzięki uprzejmości Pani Małgorzaty Kralki.

Nieuleczalny, romantyczny, i niepohamowany fanatyk róż,

O kim te epitety? To Andre Eve, szkółkarz i projektant krajobrazu. Mieszka w Pithiviers, mieście położonym gdzieś około 50 kilometrów na południowy zachód od Paryża, gdzie za domem na wąskiej, długiej na 300m działce, stworzył sobie własny, prywatny raj w którym realizuje pasję swojego życia. W niebiańskim chaosie, rośnie tam ponad 500 odmian starych róż. Zdobywał je z wielu źródeł począwszy od pobliskiego, sławnego rosarium L’Hay a kończąc na prywatnych kolekcjach rozrzuconych po całym świecie. Na tym wąskim na szerokość domu i długim na trzysta metrów obszarze, stworzył imtymny a jednocześnie dziki i szalony ogród różany . Nienasycony apetyt Pana Andre na róże połączony tu został z morzem innych kwiatów. Nie istnieją tu takie pojęcia   jak układ, skala czy proporcje. Ziemia jest pokryta w całości tumultem kwiatów, gdzie kolory potraktowane są czysto arbitralnie. Każda przestrzeńw ogrodzie wypełniają kwiaty.

Gdy tak spacerujemy po tym niezwykłym ogrodzie widzimy wyraźnie, że rozmiar ogrodu nie ma żadnego znaczenia, że każdy ogród może być cudowny. Nie możemy tylko pozwolić by w kreacji ograniczały nas zasady. Pod jednym wszakże warunkiem. Trzeba mieć wizję i baardzo dużo pasji do jej realizacji.

Odwiedzają go przeróżni goście. Pan Andre Eve opowiada, jak pewnego razu jego bardzo dobrze znany mu, stały  klient    poprosił go   czy może przyprowadzić innych gości. Gdy nadszedł umówiony dzień, z luksusowej limuzyny wysiadł jego znajomy z niezwykłymi gośćmi. Była to księżna Paola i Albert, król Belgii. W efekcie tej wizyty, kilka tygodni później Eve uzbrojony w rękawice i sekator przemierzał ogrody pałacu Belvedere, udzielając księżnej prywatnej lekcji na temat  pielęgnacji róż.

eve

Czy opryskuję róże? Nigdy ich nie opryskuję. Czy Karol Wielki spryskiwał róże? Wystarczy kilka kroków w głąb jego ogrodu, by zrozumieć, co łączy tego ogrodnika z królem z dynastii Karolingów rządzącym w IX w władcą, którego zamiłowanie do róż przeszło do legendy i który to zalecał sadzenie róż swoim poddanym.
- Nie ma potrzeby spryskiwać krzaków takich jak ten – podkreślił Eve pokazując jakąś rosa gallica. Jeśli zaatakują go mszyce, zmyje je ulewa. Nie trzeba również przycinać – wystarczy usuwać uschnięte gałązki.

W odróżnieniu od większości innych hodowców, którzy tworzą nowe odmiany intensywnie krzyżując gatunki. Eve kreuje ogród, w którym możemy odbywać przyprawiającą o zawrót głowy podróż w przeszłość. Gdyby nie on, wiele odmian, od których wywodzą się wszystkie współczesne gatunki róż, zniknęłoby bezpowrotnie.
„Hodowcy róż na całym świecie powinni wiedzieć, ile mu zawdzięczają” – czytamy w brytyjskim czasopiśmie Homes and Gardens z 1991 roku. Daniel Franchellin, dyrektor słynnego różanego ogrodu w l’Hay-les-Roses pod Paryżem, jest jednym z gorących wyznawców tej opinii:
- Dzięki swej wielkiej pasji, Andre Eve sprawił, że róża ponownie została doceniona.
Właśnie dlatego zaprasza się go, by odnawiał wiele z najznakomitszych ogrodów Francji. Na przykład, kiedy postanowiono zrekonstruować cudowny ogród różany, który swego czasu sprawił, że zamek w Compiegne stał się ulubioną rezydencją Napoleona III, władze poprosiły o to właśnie Eve’a.
Któż bowiem, jeśli nie ogrodnik z Pithiviers, mógłby odtworzyć wspaniałości, które oczarowały francuski dwór cesarski przed 130 laty?
- Proszę sobie wyobrazić – mówi Eve- tłumacząc swoje zamiłowanie do klasycznych róż – czym byłaby nasza wiedza o malarstwie, gdybyśmy doskonale znali Chagalla i Picassa, natomiast Rembrandta i Leonarda da Vinci – wcale.
Eve poświęcił 30 lat cierpliwej, samotnej pracy, zanim doczekał się swojej nagrody – wspaniałej kolekcji pięciuset, pochodzących z każdego klimatu, krzewów różanych, których historia zaczyna się w odległej starożytności.

Nie tylko wytrzymałość antycznych róż zachwyca Eve’a, ale również ich pełne wdzięku gałęzie oraz niezwykłe kształty kolców i liści.
- Krzak róży powinien być piękny nawet bez kwiatów – mówi Eve.
Róże antyczne są interesujące również ze względu na swój często niezwykły rodowód historyczny. Andre Eve lubi opowiadać na przykład historię karminowej Róży Królewskiej, której bliźniaczkę, zwaną różą Chevette, skazano na śmierć podczas Rewolucji Francuskiej. Twórca tej odmiany, ogrodnik z Bagnolet o nazwisku Ćhevet, brał udział w spisku, by pomóc Marii Antoninie w ucieczce z więzienia. Ponieważ był ojcem siedemnaściorga dzieci, sąd rewolucyjny postanowił darować mu życie – jeśli tylko wyrwie w swoim ogrodzie wszystkie krzewy róż i na ich miejscu zasadzi ziemniaki, żeby karmić nimi mieszkańców Paryża. W ten sposób zginął kwiat, który przez długi czas był ulubionym kwiatem królowej.
Rodzice Eve’a prowadzili gospodarstwo warzywnicze w Jouy-le-Moutier, w pobliżu Cergy w okręgu Vald’Oise. Uprawiając je z trudem zarabiali na skromne utrzymanie. Nic dziwnego, że hodowlę kwiatów uważali za marnotrawstwo ziemi.  Od 13 do 20 roku życia Andre pracował wraz z ojcem po 12 godzin na dobę. Dopóki nie opuścił gospodarstwa, nigdy nie widział róży.
Rzecz zastanawiająca z jakim zapałem ten wiejski chłopak uczył się później nazw kwiatów w położonej na brzegu Sekwany przy Quai de la Megisserie w Paryżu, dużej firmie ogrodniczej, gdzie zatrudnił się mając 20 lat. Zaczynał jako pomocnik ogrodnika w luksusowych rezydencjach podmiejskiego Neuilly i na tarasach eleganckich mieszkań w szykownej XVI dzielnicy. Do dziś pamięta kwiaty, które sadził dla Rothschildów.
- Zwykłe pelargonie – wspomina. – Po drugiej wojnie światowej kwiaty ogrodowe były niemodne. Wielu ludzi nadal sadziło ziemniaki.
Potem trafił do sklepu jako sprzedawca. Pewnego dnia do magazynu zawitał bardzo dystyngowany pan, żwawy mimo swoich 70 lat. Eve został przedstawiony Marcelowi Robichon, znanemu ogrodnikowi z Pithiviers, który wyhodował wyjątkowo silne i pachnące róże, bardzo popularne wśród miłośników kwiatów. Od pierwszego spotkania obydwaj mężczyźni poczuli do siebie sympatię. Robichon mieszkał sam i potrzebował pomocnika.
- Młody człowieku – powiedział do Andre – musisz sprzedawać moje róże.
Eve bez namysłu   przeprowadził się do Pithiviers.
- Dla mnie, hodowanie róż było niczym magia – opowiada. Od Robichona nauczyłem się, że ogrodnictwo jest sztuką wymagającą zarówno gruntownej znajomości botaniki, jak i sporej dawki intuicji. Szukanie silnych i pełnych uroku antenatów, przewidywanie kształtów, koloru i zapachu kwiatu, który ma powstać, nie jest zajęciem dla amatorów. Jeśli hodowcę zawiedzie intuicja, po czterech lub pięciu latach oczekiwania odkryje on, że stworzył różę nie różniącą się wiele od obecnych już na rynku.
Dzięki Robichonowi Eve zrozumiał, że to z winy ludzi róże nie są wieczne. Ponieważ ten kwiat jest również dochodowym towarem, ogrodnik, który wyhoduje nowy gatunek, chroni go patentem, a każda sprzedana partia przynosi mu zysk. Niektórzy zbili fortunę na zaledwie pięciu czy sześciu odmianach. Któż więc będzie troszczył się o przetrwanie kwiatu znanego od zawsze, jeśli nie otrzymuje od tego tantiem?
To dlatego najpiękniejsze róże, jakie Robichon znał z dzieciństwa, dawno zginęły. Szczególnie Robichonowi było   żal
Niphetos, białej róży, którą uważał za wyjątkową z powodu jej czystego koloru, aksamitnych w dotyku płatków i doskonałego kształtu.
Dziś w ogrodzie Andre Eve’a znajduje się kolekcja krzewów z całego świata. Nawet Robichon spotkałby tu kwiaty, z którymi nigdy wcześniej się nie zetknął.
Eve często się bawi w Sherlocka Holmesa, by ustalić tożsamość  tysięcy odmian róż spotykanych w europejskich i amerykańskich rosariach, gdzie – jak wyjaśnia – etykietki z nazwami nie zawsze są umieszczane poprawnie. Administratorzy często popełniają błędy, a goście bądź ogrodnicy nierzadko przestawiają plakietki z nazwami w niewłaściwe miejsca.
Odnalezienie Niphetos, białej róży, która stała się dla Robichona i jego ucznia niemal mitem, zajęło Andre prawie pół życia.   Przez następne 15 lat ślęczał nad katalogami z początku XX wieku, przeszukiwał największe rosaria Europy (weryfikując przy tym tożsamość ponad 30 odmian) i wyłudzał zaproszenia do najpiękniejszych prywatnych ogrodów we Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Właśnie w jednym z takich prywatnych ogrodów w Niemczech Eve po raz drugi natknął się na nazwę Niphetos. Oczywiście natychmiast poprosił o sadzonkę,  dwa lata później łodyżka zrodziła wspaniały biały kwiat, na który czekał od 30 lat. Od zeszłego roku klienci Eve’a mogą już kupić sadzonki Niphetos i w ten sposób uczcić zarówno pamięć Marcela Robichona, jak i niezłomną wytrwałość samego Eve’a.
W prowadzonych przez Eve’a rejestrach znajdują się nazwiska 15 tysięcy klientów, ale nikt nie uważa go za zwyczajnego człowieka interesu.
- Eve jest prawdziwym poetą – mówi gwiazdor piosenki Pierre Perret. – W czasach, kiedy liczą się tylko pieniądze, a róże utraciły swój zapach i wszystkie są do siebie podobne, Eve przywrócił nam nasze dziedzictwo.
Aktorka Catherine Deneuve, która kocha róże, twierdzi, że wiele nauczyła się od Eve’a.
- Eve potrafi bez końca opowiadać o zapachu róż – mówi Deneuve – i nikt nie robi tego lepiej niż on.

Czy teraz, kiedy jest kawalerem nadawanego przez państwo, prestiżowego Orderu za Zasługi w Dziedzinie Sztuki i Literatury a jego nazwisko pojawia się w wydawnictwach fachowych na całym świecie, ten wiejski chłopiec z Jouy-le-Moutier jest szczęśliwy?
- Róże to marzenia – mówi. – Kwitną przez jeden miesiąc w roku, a przez pozostałe jedenaście możemy tylko o nich śnić.
Mam nadzieję, że uda mi się uratować ich znacznie więcej.

Jeszcze zestawienie własnych kreacji Andre Eve

Albert Poyet
Arromanches
VAuberge de l’Ill
Brasérade
Carla Fineschi
Château De Rundale
Château du Rivau
Coraline
Docile
Eveber
Frédéric Mey
Frédérik May
Graves de Vayres
VIngénue
Jardin de Giverny
Jardins de Valloires
Jeanne de Chedigny
La Belle Alsacienne
Madame Solvay
Miss Lorraine
Monte Cristo
Moraya Rouge
G Offranville
Prestige de Bellegarde
Prestige de Seine-et-Marne
Red Parfum
Roville
Saint Fiacre d’Orléans
Saint Galmier
Sandrine
Shirpa
Sophie
Suzette
Suzon
Suzy
Sylvie Vartan
Villa Rosa

Pisząc ten szkic korzystałem z artykułu pochodzącego z Reader’s Digest rok 1995 w tłumaczeniu Marka Dutki, który to spotkałem na  intrygującej stronie *http://marhan.pl/

Włodawa 10 wrzesień 2011.

Post scriptum.

Andre Eve zmarł w nocy 1  sierpnia 2015. Urodził się 18 sierpnia 1931 w Paryżu , ale dorastał na wsi, gdzie nauczył się szacunku dla przyrody, cierpliwości i poczucia wysiłku. Zmarł wybitny ogrodnik, miłośnik starych i twórca wielu róż nowoczesnych. Miał to szczęście, że w swej pracy mógł realizować swoją pasję. Nie wątpię, że po śmierci trafi do raju pełnego róż. Po studiach ogrodniczych podjął pracę w firmie Willmorin. Poznaje tam Robichona za którego sprawą   pojawia się w roku 1958 roku w Pitiviers, gdzie  przez cały czas oddaje się swojej pasji jaką są  róże.W roku 1961 wykonał pierwsze krzyżówki a w roku 1968 stworzył swoją pierwszą różę. Była to Sylvie Vartan. W sumie ma na swoim koncie ponad 30 odmian. Tu w roku 1978 kupuje dom i zaczyna tworzyć swój magiczny ogród. Jego zainteresowanie starymi różami ma początek w inspiracji przyjaciela Leon Goarant , który zasugerował mu łączenie  przy projektowaniu ogrodów róż współczesnych i starych. W wyniku tych doświadczeń, w roku 1983, popełnia w Mon jardin, ma maison artykuł, który wywołuje szał zainteresowania starymi różami a on zostaje ich niepisanym ambasadorem. Jego katalog z roku 1985 zawiera opis 275 odmian. Ostatni ma już sto stron i opisuje ponad 600 odmian. By sprostać zainteresowaniu które wywoła, zmuszony jest w roku 1990 przenieść się do miejscowości Moralies , na południe od Pitihviers, gdzie zaczyna tworzyć ogród. W roku 2000,  przechodzi na emeryturę. W swoim ogrodzie o poplątanych ścieżkach, który stał się wzorem do naśladowania przez wielu, za najlepszych kompanów róż uważał klematisy i irysy.

Włodawa 9 wrzesień 2015.

Jeszcze cytat z „Passion for roses” str. 14 Peter Beales.

„Tajemnicze ogrody zdobyły moją wyobraźnię i chociaż właściciel pewnego ogrodu znajdującego się z tyłu domu  w centrum miasteczka Pithiviers we Francji jest znany na całym świecie, to znaleźć jego ogród jest bardzo trudno. Zawsze chciałem spotkać  człowieka, który tu mieszka, słynnego francuskiego rosarianina Andre Eve.  gdy już spotkaliśmy się, okazało się, że nie możemy się ze sobą porozumieć gdyż ja nie znałem francuskiego a on angielskiego.  Jednakże jak to już niejednokrotnie stwierdziłem podróżując po świecie pomiędzy rosarianinami nie ma barier językowych. Tak wiec spedziliśmy obaj urocze popołudnie w jego ogrodzie gdzie miałem okazję podziwiać wiele wspaniałych okazów. na przykład  Souvenir de mme Leonnie Viennot rozpiętą w pełni kwitnienia na ogromnej ścianie, czy pokaźny krzew Cerise Bouquet, który zdążył wdrapać się na  wierzchołek sporych rozmiarów drzewa.”

3 komentarzy do “Andre Eve i jego ogród”

  1. Urszula Trętowska napisał:

    Fantastyczny artykuł! Czytałam z zapartym tchem.
    Uwielbiam ludzi z pasją! Pana też,Panie Sołtys ;)
    Czy można odwiedzić Pana rozarium? Też mieszkam nad Bugiem.
    I te urocze słowa pana Eva „Róże to marzenia”. Cudowne!

  2. Piotr Lato napisał:

    Witam potrzebuje pomocy w znalezieniu kontaktu z osobą mającą prawa licencyjne do róż Stanisława Żyły. Interesuje mnie zakup licencji do powielania róży \ Zodiak \ , widziałem ją w Baden Baden .Gratuluje strony bardzo ciekawa … latowie@wp.pl

  3. Czesław napisał:

    Przeczytałem ten artykuł z wielkim zainteresowaniem bo mówi o PASJI i to jeszcze do róz których jestem miłośnikiem od wielu lat.Mam ogromne uznanie dla ludzi którzy poświęcili swe życie dla KRÓLOWEJ KWIATÓW!!!!To piękne i wzruszajace!!!
    Proszę o kontakt z „administracją” strony bo chciałbym się zarejestrować!!!
    Serdecznie pozdrawiam!!

Napisz komentarz