Ogród różany – różanka, moje potyczki

Ogród różany – różanka, moje potyczki

Po ponad roku od opublikowania przeze mnie tłumaczenia jednego z rozdziałów książki Gertrudy Jekyll, rozwinęła się niezwykle ciekawa dyskusja – rozmowao rosarium. Jego założeniach, o tym czym powinno być.

Rzecz jest niezwykle złożona. Nie będę się odnosił do uwag czytelników. Każdy z nich ma bowiem własny problem do rozwiązania i musi to zrobić w swój swoisty sposób.

Ja zaprojektowałem swoją różankę – nazwę rosarium zostawmy dla form pełnych – jeszcze przed lekturą Gertrudy i okazało się paradoksalnie, że zaproponowałem formę taką jak widać na rysunku dołączonym do artykułu. Rabaty mają 1m szerokości i są poprzedzielane pasem trawnikarównież 1m szerokości. Zastosowałem dodatkowo jeszcze trick z układem kolorystycznym polegający na tym, że na początku rabaty rosną rośliny biało niebieskie a na końcu ciemno czerwone. Powoduje to optyczne wydłużenie założenia. Dodatkowo optycznie wydłuża zastosowanie zwężających się rabat. Przy wejściu mają one 2m a przy końcu rabaty 1m szerokości. Sama stricte różanka ma 10x20m i nagle okazało się, że przy takim stłoczeniu roślin powstaje mimowolny chaos kolorystyczny mimo prób utrzymania dyscypliny formalnej a mono różane założenie nie prezentuje się najlepiej. Powstaje też problem łatwiejszego dostępu, przy monokulturze, chorób i szkodników. Wprowadzone zostały więc byliny. Kolejny problem: jakie? Okazuje się , że tu wybór nie jest nieograniczony ilez bowiem mozna sadzić lawendy i kocimiętki. Niektóre z bylin lub jednorocznych choć świetnie się komponują i same nasiewają podnoszą jednocześnie wilgotność wokół krzewów róż a tym samym prowokują choroby grzybowe. Przykładem niech będzie bidens. Inne jak cynie skutecznie konkurują z różąuroda kwiatów. Jest w tym jeszcze inny problem. Rabaty różane wymagają bardzo intensywnego nawożenia. Większość kwiatów reaguje na to orgiastycznym rozrostem tworząc gargantuiczne formy.

Jaki stąd wniosek?

Nie da się sensownie skomponować małej różanki. Na pewno obligować nas będzie zachowanie złotej proporcji 1:2 maksymalnie 1:2,5. Dziś, przy utrzymaniu jej rozmiarów. /wszak nie wykupię sąsiada/ czyli powierzchni 10 na 20m zaprojektowałbym tylkodwie rabaty z szerokim na 2-3m trawnikiem/chodnikiem/. Dlaczego tylko? No bo wtedy same rabaty powinny być szerokie, min 2m. a założenie dostanie skrzydeł. Ale wtedy pojawi się inny problem i to nie błahy : kto to wyplewi jak tam wejdzie?

Gertruda Jekyll proponuje jeszcze inne rozwiązanie. Założenie koliste. Jeżeli koś ma więcej miejsca, może zafundować sobie kilka koncentrycznych kręgów. I choć z takiego pomysłu nieco się wyśmiewa, jest ono w naszych warunkach do przyjęcia.

Ja, poszedłem w innym kierunku. Moja posesja to 25a, a różanka to tylko 2a. nadto ogród nie jest kompozycją jednorodną jeno składa się z kilku założeń formalnych i nieformalnych. Róże powoli stają się elementem spajającym ogród w całość. Z czasem, /jak mi wystarczy czasu/, będzie to po prostu jedna 25 arowa różanka z różami rosnącymi w różnych wariantach kompozycyjnych z różnymi roślinami. I tu pozwolę sobie naszym kochanym rosomanes tego typu rozwiązanie zarekomendować. Unikniemy:

mimowolnego chaosu kompozycyjnego

szkodliwej monokultury

problemów z doborem towarzystwa dla naszych faworytek

Nadto ogród , nawet najskromniejszy ma zróżnicowane warunki. Wilgoci, cienia, gleby. Róże też mają zróżnicowane wymagania. Będziemy więc mogli tym wymaganiom sprostać. Nie będziemy musieli sadzić np: róży Cardinal Richelieu na patelni różanki tylko dlatego, że się nam ona podoba bądź pasuje kolorystycznie do założenia. A wiemy wszak , że na pełnym słońcu będzie wprawdzie zdrowo rosła ale jej kwiaty szybko się wypalą i nie będzie z niej wielkiej pociechy. Z różami do rozwiązania jest jeszcze inny problem. Do sadzenia wielu krzewów na małej powierzchni najlepiej nadają się odmiany o karłowym i kompaktowym pokroju, lub mieszańce herbatnie, które z reguły mają uporządkowany, wyprostowany pokrój. A co z naszymi ukochanymi starymi różami o słusznym na ogół wzroście, lub remontantkami o których Pierre Lauwes pisze, że powinny być tak sadzone by dało się je swobodnie obejść wkoło? Na rabatach formalnego ogrodu różanego wprawdzie się zmieszczą ale rozsadzą jego strukturę. To również przemawia za rozwiązaniem zaproponowanym przeze mnie.

Proszę nie traktować tego jako wskazówek jak projektować swój ogród różany , ale jako głos w dyskusji, którego to ze względu na rozmiary tekstu nie mogłem umieścić w komentarzach. Zapraszam do zabierania głosu w tej sprawie. Pozwolę sobie zauważyć, że w jakimś sensie przecieramy nowe drogi. Pani Marto, prosimy parę słów o angielskich ogrodach różanych.

Jeszcze post scriptum.

Jednozdaniowe opinie o widzianych przeze mnie rosariach

Ogród botaniczy Lublin. Koncertowo wpisane w zróżnicowanykrajobraz róże, zarówno pojedyncze krzewy jak i rabaty, plus trochę polskiego bałaganu.

Ogród botaniczny Uniwersytety Warszawskiego. Piękna, niewielka formalna różanka w nieformalnym otoczeniu. Perfekcja ład i porządek

Powsin. Koszmar , nie wart komentowania. Przykład jak można wszystko schrzanić.

Sangerhausen, niejednorodne założenie. Raczej kolekcja, znajdziemy bowiem tu wszystko, wszelkie style. W końcu przez ponad 100 lat istnienia nie może być inaczej.

L’Hay. Raj, formalny raj z zachowanym założeniem z przełomu XIX i XX wieku. Ogólnie, zaniedbane.

Mainau. Dwa sposoby prezentacji. Przepiękna, wijąca się w urozmaiconym topograficznieterenie aleja starych i krzewiastych róż, oraz odlotowy ogród formalny w stylu włoskim skomponowany z SAMYCH róż. No ale coś za coś. Rosną w nim głównie jaskrawe pionowe krzaczki – jak by to określił Graham Thomas.

Abbaye de Valsaintes. Bajkowy ogród położony tarasowo na zboczu góry.

Wreszcie ostatnie zdanie. Fotografie. Jak ukazać to co się widzi? Jakim sprzętem? Przecież nie power shotem. Próbkę tego jak to się robi dał nam w serii reportaży o ogrodach angieskich Pan Tomek Ciesielski. Panie Tomku, prosimy o jeszcze.

Marian Sołtys

6 komentarzy do “Ogród różany – różanka, moje potyczki”

  1. Meltuji napisał:

    Witam i zapraszam na XII Święto Róż. Jest to cykliczna impreza, na której możemy podziwiać tysiące róż. Tegoroczna wystawa odbędzie się 19 lipca 2009r w Końskowoli (woj Lubelskie). Więcej info na stronie http://www.krzewy-ogrodowe.pl

  2. Bożena Gajewska napisał:

    Witam i zapraszam na XXXV Święto Róży. Jest to cykliczna impreza organizowana przez Kutnowski Dom Kultury, na której możemy podziwiać tysiące róż. Tegoroczna Wystawa Róż i Aranżacji Florystycznych „Skarby Królowej”odbędzie się 4 i 5 września 2009r w Kutnie (woj.łódzkie). Wystawie towarzyszy festyn i kiermasze, na które zapraszamy miłośników róż i roślin ozdobnych, a także wystawców. Więcej info na stronie: http://www.swietorozy.pl

  3. Bożena Gajewska napisał:

    Witam ponownie, uszczegółowię informację…
    Tegoroczna Wystawa Róż i Aranżacji Florystycznych “Skarby Królowej”odbędzie się 4 września 2009r. w Kutnie (woj.łódzkie)- otwarcie wystawy, 5 i 6 września 2009r – zwiedzanie wystawy przez zainteresowanych. ZAPRASZAMY!

  4. Maja Zamroch napisał:

    Witam.Wybieram opcję „Różanka,moje potyczki” do wpisu,ponieważ nie znalazłam tematu pt. CIĘCIE ( przy okazji przejrzałam wszystkie tematy,niesamowite,ile tu interesujących historii) .
    Pod wpływem wcześniejszej niż zwykle wiosny, postanowiłam zacząć przegląd moich „klombów” . Zima była łaskawa,nic nie zmarzło. Glebę mam bardzo dobrą, i każda roślina,która się przyjmie,rośnie jak szalona. Z różami eksperymentuję od lat,wiele odmian posadziłam,z wielu zrezygnowałam,gdyż chcę stworzyć ogród piękny,ale praktyczny,nie wymagający bezustannych zabiegów ,niezależny od pogody,szkodników i innych niespodziewanych kataklizmów.
    Co roku ,gdy tnę róże,sąsiedzi pytają ,czy aby nie za wcześnie ? Panuje powszechne przekonanie,że róże należy ciąć,gdy kwitnienie rozpoczyna forsycja. Ale z forsycją jest różnie.Jeśli zima jest ostra ,temperatura oscyluje ok. -20 przez kilka dni,forsycja może przemarznąć i nie kwitnąć w ogóle.Zawsze śledzę prognozę pogody na najbliższy miesiąc (korzystam z różnych źródeł) i jeśli jest w miarę szybka wiosna,to tnę szybko.

    I tu pytanie.Nie mam pewności ,jak to jest z różami(wiem na pewno,że np. winorośl nie znosi późniejszego cięcia,bo traci soki), czy termin cięcia róż ma znaczenie na ich późniejszą kondycję i kwitnienie ?

    I druga sprawa.Dotyczy cięcia odmian mrozoodpornych i mocno rozrastających się. Gdy cięłam centifolię Muscosę (która wyglądała jak wielki kołtun poskręcanych,drobnokolczastych pędów) myślałam,że to najgorsze co może mnie spotkać.
    Myliłam się.
    Cięcie Gefylt to był czysty masochizm.Założyłam grube ,wzmocnione skórą rękawice ,a na to drugie rękawice,również wzmocnione skórą z wypełnieniem gąbczastym ( kilka rozmiarów większe-rękawice narciarskie męża ). I dopiero wtedy udało mi się okiełznać te krzewy.Tylko raz pęd spadł mi na twarz i wbił się w policzek.
    Mogłabym pewnie zaniechać tej operacji i zostawić krzewy w spokoju.Ale był tak rozrośnięty (1,5 m wysokości i tyle samo szerokości , w dodatku niesamowicie zagęszczony),że strach mnie obleciał przed pielęgnacją letnią :(

    Pytanie następne : jak ciąć New Dawn,aby nie była pnąca tylko krzaczasta ? Niby proste,ale w praktyce bardzo trudne,bo rozrasta się na boki a nie w górę.

    Proszę o podzielenie się doświadczeniami i wnioskami. Ale nie rozmawiajmy o odmianach rabatowych czy wielkokwiatowych,bo tu nie ma problemu.
    Pozdrawiam

  5. admin napisał:

    Jest to wyraźne zaproszenie do napisania czegoś o cięciu róż, ale /na razie/ nie dam się sprowokować.Podchodziłem już do tego zagadnienia i mam sporo szkiców, jednakże wielość zmiennych skutecznie mnie od tego zagadnienia odstręcza. Na przykład: Jak ciąć po takiej zimie jak ta, a jak po takiej 30 stopniowej. Jak ciąć gdy rośliny okrywamy a jak gdy rosną że tak powiem au naturel. Gdy wydawało mi się , że wiem jak trzeba postępować – to robiłem uwagi przy opisach odmianowych. Na dzień dzisiejszy miałbym więcej pytań niż odpowiedzi.
    Pozdrawiam

  6. Maria Nowaczyk napisał:

    Znalazłam tę akurat stronkę trochę przypadkiem, zazwyczaj czytam starannie (i wielokrotnie) opisy poszczególnych odmian. Ilekroć nachodzi mnie pokusa zwiększenia różanych zasobów – wybieram dłuuugo pożądaną odmianę i sprawdzam jej przydatność u źródła, czyli na tym blogu. Ten tekst sprawił mi ogromną przyjemność, bo w taki, jak w.w sposób organizuję właśnie swoje różane królestwo.Początkowa rabata z kilkunastoma różami rozrosła się do kilku grup sadzonych w różnych konfiguracjach, z różnym tłem i o różnym „przeznaczeniu”. Miniaturowe podsadzają pięciorniki i białą tawułę, czerwone tworzą niewielka grupę na końcu ogrodu (25m od tarasu, ale trzeba było posadzić tam białe bo czerwone nie przyciągają uwagi z daleka), jeszcze inna grupa podsadza pęcherznicę o bordowych liściach itd. A New Dawn w charakterze kopy siana strzeże wejścia do budki narzędziowej. Moja pierwsza rabata ma ok. 2.8 m na 1.4m i panuje na niej chaos, który jest balsamem na moją duszę. Mam tam 3 angielki, Chopina, Eden (nie przekracza wzrostem przeciętnej rabatówki, ale jest piękna), 3 baśniowe Kordesy, 2 Ingrid Bergman, Monikę, Double Delight, Błękitną Rapsodię i na pewno jeszcze o czymś zapomniałam. W sezonie wybiegam rano spojrzeć co nowego się rozwinęło. Historyczne są porozrzucane, J. Cartier koło królowej fioletu, jakaś na środku kolo magnolii, koło tarasu wysokie kanadyjki (pnące przemarzały co parę sezonów, a cień i kwiecie potrzebne). Słowem pełny eklektyzm. Generalnie skupiny są jakoś zakomponowane – liczą od 4 do 6-7 krzewów i nawet nieźle wyszły- poza rabatą, która była moim pierwszym dziełem. Ale i tak jest urocza, zachowałam minimum rozsądku, uwzględniając wysokość i kolorystykę na tyle, na ile się dało. Choć trzeba przyznać, że dopasowanie Ingrid Bergman lub Moniki do czegokolwiek jest raczej karkołomnym zadaniem. Tego genialnego bloga nie znałam, a najbardziej niefortunne zakupy zrobiłam z książką o różach w ręku. Potem dobierałam już do tego co lekkomyślnie wsadziłam na początku aż urosła do obecnych rozmiarów. Teraz kupuję świadomie, uwzględniając nasłonecznienie i sąsiedztwo, a przede wszystkim mrozoodporność. Marzy mi się Jaqueline du Pre i Routte 66, ale nie bardzo wiem, gdzie je „przypisać” w ogrodzie. W której grupie będą najbardziej na swoim miejscu ? Gdybym mogła prosić o podpowiedź w tej materii, byłabym bardzo zobowiązana.
    Pozdrawiam serdecznie i z wdzięcznością za godziny spędzone na lekturze. Artykuły poświęcone uprawie w cieniu zmieniły moją „różaną” filozofię. Również róże historyczne odkryłam dzięki lekturze a moja różanka rozrosła się dwukrotnie.

Napisz komentarz