Burbony Róże burbońskie

 

Tak naprawdę, Róże burbońskie, były pierwszymi różami/poza chińskimi/, które powtarzały kwitnienie. Jeżeli chodzi o ich kolor, to prezentują bardzo szeroką gamę kolorów od czerwonego do białego . Oczywiście żółty wówczas nie występował w żadnej postaci. Siła wzrostu – Są to krzewy o bardzo zróżnicowanej sile wzrostu od 0,6m do 3mwysokości. Liście – Na ogół ciemnozielone. Podatne /na ogół / na czarną plamistość i rdzę. Kwitnienie – Środek lata i jesień, przy czym kwitnienie jesienne jest lepszej jakości. Stanowisko – Preferują pełne słońce i wilgotną glebę. Mrozoodporność – na ogół 5 strefa usda, przy czym te odmiany które maja więcej cech róż chińskich lokują się bliżej strefy 6 usda, natomiast te, które mają więcej cech róż damasceńskich, bliżej 4 strefy usda. Podobnie ma się rzecz w uzbrojeniem tych roślin w kolce. Te o proweniencji zbliżonej do róż chińskich są prawie bezkolcowe tak jak Zepirine Drouhin a te które są bliżej damasceńskich jak np Souvenir de le Malmaison, są jak najbardziej słusznie uzbrojone. To tyle słów ogólnej prezentacji o burbonach jako klasie.
Historia ich powstania jest równie zajmująca jak i nudna bo ich historia – tak mi się przynajmniej wydaje – jest powszechnie znana. To zależy kto o tym opowiada. Jeżeli weźmiemy do ręki książki Brenta Dickersona to ma się wrażenie uczestniczenia w pasjonującym śledztwie, gdzie prywatny detektyw pokonując wszelkie przeszkody, w tym i nieubłagany wpływ czasu (zasypie wszystko, zawieje) ustala rzeczywiste ojcostwo naszego bohatera.
My postawimy przed sobą znacznie mniej ambitne zadanie. Spróbujemy usunąć nieco owej piany morskiej z której wyłoniła się nasza Afrodyta – róża burbońska.
Historycznie rzecz biorąc, jesteśmy gdzieś tuż po wojnach Napoleońskich. Vibert zrzuca mundur kawalerzysty i zajmuje się tym co lubi najbardziej – hodowlą róż. Trafi zapewne w jego ręce krucha siewka , owoc spotkania róż chińskich i galijskich. Otrzymała ona nazwę burbońskiej, gdyż narodziła się hen daleko na zagubionej na bezkresach Oceanu Indyjskiego wyspie zwanej Reunion/nomen omen spotkania/ – Ille de Bourbon. Na owej to wyspie istniał zwyczaj rozgradzania poszczególnych majątków ziemskich żywopłotami złożonymi z dwu rzędów róż. Jeden z nich to zwykle była róża chińska a drugi Red Damask Four Seasons a może róża galijska. I tak to pierwsza róża tej klasy była owocem przypadkowej bliskości owych roślin . Pamiętajmy, że w Europie dopiero od niedawna istnieje rosarium cesarzowej Josefiny. Róża chińska jest nieznana. I tak oto w 1817 roku jeden z właścicieli ziemskich, monsieur Eduard Perichon znalazł odmieńca, co do którego nabrano uzasadnionego chyba przypuszczenia iż mógł być owocem tej bliskości. W takich przypadkach by suspens był pełen musi zaistnieć co najmniej kilka koincydencji. Na miejscu koniecznie powinien znaleźć się jakiś łebski botanik. No i się znalazł się /monsieur Breon/ który owo zdarzenie opisał, różę nazwał od imienia znalazcy – Rose Eduard a następnie prawidłowo oceniając wagę zdarzenia, nasiona owej Rose Edouard, przesłał przyjacielowi swemu, paryżaninowi Antoine Jacques , który podówczas był szefem ogrodników księcia d’Orleans w ogrodach Neuilly pod Paryżem. Pięć z tych przesłanych mu nasion wykiełkowało w roku 1820 a dwie rośliny z owych pięciu zakwitły w roku 1821, powtarzając kwitnienie. No a to już było rzeczą godną najwyższej uwagi. By historia mogła się wartko toczyć dalej, aktorzy też muszą być pierwszej próby. Pojawia się więc Redoute, który nadaje sprawie odpowiednią medialną oprawę. r-borboniana-a.jpg Na fotografii obok. Jedna z tych siewek dostępuje zaszczytu i ma honor być przez niego sportretowana i ochrzczona. Nadaje jej łacińską nazwę Burboniana i francuską Rosier de l’Ilsle de Bourbon.
Książe d’Orleans też jest zachwycony , pozwala sobie łaskawie skreślić kilka słów w których chwali się nowym nabytkiem:”Nasiona przywiezione z Reunion ileś lat temu, wydały rośliny w ogrodach Neuilly. Są to dobre krzewy, masa ich kwiatów, czasami pojedynczych ale głównie półpełnych, i ich świetny kolor i zapach, są interesującą ozdobą dla ogrodów krajobrazowych.” B,Dickerson nie odpuszcza tropi z wielką zajadłością losy każdej z owu pięciu bourbonian, ale co ustalił i jakie losy im przypisał to znajdą Państwo w jego równie pasjonujących książkach np.w Old Roses Adwenturer. Streszczać ich nie zamierzam a wiedzą nie dorównam, więc pozostawmy tą historię z jej puentą do opowiedzenia Dickersonowi. Ja jeszcze dodam ,że wspomniany na wstępie przeze mnie „horticuler e voltigeur” Vibert w tej historii wypłynie, dokładając swoją cegiełkę do rozwoju róż burbońskich.
On i Plantier słysząc zapewne ową historię z dalekiej wyspy postanowili ów wyczyn skopiować, używając jednakże do swojego eksperymentu innej róży chińskiej , rosa chinensis seperflorens i zapewne portlandzkiej. Tak oto zaczyna się historia innej doskonałości – Gloire des Rosomanes. Pierre Lauwes sugeruje ,że zapewne chcieli otrzymać czerwoną wersję róży burbońskiej.
Co o różach burbońskich wiemy dziś?
Prawa Mendla wyposażyły je po różach chińskich/zapewne po Old Blush China/ w zdolność powtarzania kwitnienia – /w różnym zresztą stopniu/ -czyli w najcenniejszą cechę jaką róże chińskie wniosły do rozwoju róż w ogóle. Graham Thomas w swojej Rose Book biada iż róże chińskie przez te lata jakie minęły zniszczyły ową doskonałość starych róż. Jedynie wczesne burbony zachowują jeszcze tą delikatną i subtelną równowagę. Natomiast po przodkach damasceńskich znów otrzymały najcenniejszy dar jaki mogły otrzymać tj. Zapach, zapach przez duże Z. Zapach, który zwłaszcza w późniejszych miesiącach nas oszałamia i zachwyca a najdobitniejszym tego przykładem niech będzie Madame Isaac Pereire.
„Praktycznie wszystkie burbońskie odmiany kwitną mniej więcej przez całe lato i dają ogrodom ze starymi różami trochę koloru w tym nudnym czasie. Na szczęście ich kolory łączą się szczęśliwie z wszystkimi innymi starymi różami.
„Ta klasa róż nie ma wytrzymałości Remontantek, ani łatwości kwitnięcia właściwej dla róż Bengalskich , Herbatnich, czy róż Noisetta, i dlatego nigdy nie będą mogły rywalizować z jednymi na Północy, ani też z drugim na Południu. Jednakże, są odmiany takie jak ‚Hermosa’, ‚Souvenir de la Malmaison’, i inne, które przewyższają jakością inne ze swojej klasy. Róże burbońskie mają również cechy, które przysparzają im wielu zwolenników. Te cechy to większa wytrzymałość niż róż herbatnich, bardzo gęste, skórzaste liście, ich bujny wzrost, i bardziej stabilne kwitnienie niż remontantek. Ponadto mają mięsiste, aksamitne płatki, których konsystencja pozwala dobrze znosić silne słońce lata.” Parsons on the Rose. Samuel B.Parsons 1888 rok.cytuję za B.Dickerson The Old Rose Advisor.str. 94

Najlepszy dla nich okres w historii kończy się wraz z pojawieniem się remontantek/hybrid perpetual/, ale to nie oznacza by od czasu do czasu nie pojawiały się nowe odmiany I tak dla przykładu: w 1909 roku Gipsy Boy R.Geschwinda czy Pakzierde, Adam Meserich w roku 1920. Jednakże wg. Grahama Thomasa już brak im tej prawdziwej jakości i czaru pierwszych róż burbońskich. „Wszystkie stare Bourbony mają, dużo czaru; ich śliczna forma starych róż połączona z jedwabistymi płatkami róż chińskich daje ich bogatym w kwiatom wiele radości .”Graham Thomas Rose Book str.130. Na zakończenie jeszcze kilka słów o cięciu burbonów. Oddajmy znowu głos mistrzowi G. Thomasowi” To oczywiste że róże te potrzebują innego traktowania niż stare róże , ponieważ one inaczej rozwijają się . Krzew musi wytworzyć pędy, które zakwitną jeszcze w tym roku, jak też założyć zawiązki kwiatów na rok przyszły. Wszystkie krótkie, cienkie pędy przycinamy na bieżąco do trzech oczek, ponieważ ten zabieg zachęci roślinę do wypuszczenia nowych pędów, pobudzamy ich wzrost. Również nie powinniśmy zapominać o cięciu zimowym. Ponownie skracamy drobniejsze pędy. Natomiast wszystkie długie, energiczne pędy, redukujemy do jednej trzeciej ich długości. Najlepsze kwiaty zawiązane zostaną na naprawdę energicznych pędach. „
Największy portal internetowy poświęcony m.in. różom – HMF – wymienia około 210 odmian róż burbońskich. Zapewne nie o wszystkich tam wymienionych odmianach da się jednoznacznie powiedzieć, że są to róże burbońskie. Zapewne też nie wszystkie są tam opisane. Ja mam znacznie mniejsze możliwości, opisałem ich nieco ponad 80. Poniżej zamieszczam zestaw linków do niektórych z nich.

Dla rosomanes, których urzekły róże burbońskie, mam wspaniałą wiadomość. Otóż w patio klasztoru Franciszkanów w Kostanjevica obok miejscowości Nova Gorica na Słowenii , znajdziemy unikalną, drugą co do wielkości po Roseraie de L’Hay, kolekcję róż burbońskich składającą się z około 70 odmian. To niezły wynik, jeżeli  uprzytomnimy sobie , że łacznie z mieszańcami róż burbońskich został ich raptem około setki. Warto sie tam wybrać w maju, jako, że w pobliskiej Novej Goricy  możemy uczestniczyć w festiwalu różanym łącznie z około 10000 gości jacy rokrocznie odwiedzają to miejsce.

Jeżeli chcesz zobaczyć kompletny zestaw burbonów na jakich natknąłem się w internecie kliknij tu INWENTARYZACJA

Blairii Number 1 i 2 rok 1845

*Boule de Neige* 1867

*Bourbon Queen *1835

Champion of the World

Charles Lawson

*Comandant Beaurepaire* 1874

Coupe de Hebe 1840

Giuletta 1859

*Gruss an Teplitz*

Heroine de Vaucluse 1863

*Honorine de Brabant*

*Kathleen Harrop*

*Louise Odier *1851

Martha

Mme Ernst Calvat 1888

*Mme Isaac Pereire* 1880

*Mme Pierre Oger* 1878

Prince Charles

*Reine Victoria*

*Souvenir de la Malmaison* 1843

*Souvenir de St. Anne’s*1916

Souvenir du Presidant Lincoln

*Variegata di Bologna *1909

*Zephirine Drouhin* 1868

Róże burbońskie , to praktycznie zamknięta już klasa róż. Jak powiedziałem wcześniej jej historia zakończyła się na całkiem udanym mieszańcu międzygatunkowym Petera Lamberta – Adam Messerich, która do burbonów zaliczona została trochę wyrost. Nie znaczy to oczywiście, że jakiemuś ambitnemu hodowcy przyjdzie do głowy pomysł wyhodowania róży burbońskiej kwitnącej na żółto, lub o omszonych pędach.

 W artykule: * Krótki przegląd róż burbońskich *, bliżej pochyliłem się nad konkretnymi odmianami.

1 komentarz do “Burbony Róże burbońskie”

  1. Łukasz Rojewski napisał:

    Witam Szanownego Pana w nowym roku.

    Wprosiłem się w odwiedziny do Pana Vladimír Ježovič. W postach na jego stronie dostrzegłem również Pański wpis. Czyżby Pan, również się wybierał na Słowację? Jeśli tak, to zaproponuję wspólny wyjazd. Co Pan na to?
    Ps. Róże od Pani Joyce Fleming, przyjęły się. Mam nadzieję,że szczepienia nie wymarzły. Nie mogę tego sprawdzić gdyż krzewy znajdują się w szkółce pod Łodzią.
    Ps.II Próbowałem wysłać do Pana maila pod adres msoltyszke@onet.eu – nie otrzymałem potwierdzenia odbioru, dlatego pozwoliłem sobie na próbę kontaktu z Panem przez blog.
    Z wyrazami szacunku
    Łukasz Rojewski

Napisz komentarz