Róże ogrodowe w XX wieku Cz II

To kontynuacja  artykułu  : Stare i nowe róże XIX wieku.  Podział oczywiście dowolny, jak każdy inny. Do napisania tego artykułu zainspirował mnie Peter Harkness, który w roku 1987, wydał książkę pod tytułem Modern Roses. To trochę niebezpieczny zabieg, ponieważ pozycje o tego rodzaju tytułach szybko się starzeją. Nie minęło bowiem 40 lat i prace hodowlane poszły tak szybko do przodu, że książka stała się  cenną, ale  jednakże ramotką. Autor wprawdzie raczył był zauważyć fakt istnienia Davida Austina, ale jego prace skwitował jednym zdaniem. To i tak wybornie bo prac hodowców  kanadyjskich w ogóle nie zauważył. Dostrzegł istnienie Kordesów , ale ich fundamentalnych prac nad r.kordesii nie odnotował. Spróbuję i ja zmierzyć się z tym tematem.

Pierwszymi różami , które pojawiły się w XX wieku  to floribundy. Polyanthy, od których floribundy się wywodzą, są przez tzw. literaturę zaliczane do róż współczesnych, jednak ich rodowód sięga połowy XIX wieku, a  czas ich królowania  jednak przynależy do wieku XIX.  tym bardziej, że tak na prawdę, to wiek XIX kończy się wraz z wybuchem I Wojny  Światowej a w roku 1900 jeno kalendarzowo.

Skąd jednak wzięła się  klasa/grupa/róż zwana floribunda? Jest to grupa róż, a nie szczep, ponieważ odmiany pochodzą z różnych   ’odpornych’  gatunków lub źródeł.  Mówiąc jak najprościej, łamiąc kości, moglibyśmy powiedzieć tak: Bierzemy  jakąś przystojną polyantę i krzyżujemy ją z  mieszańcem herbatnim lub dajmy na to  jakąś różą chińską czy jej mieszańcem . Otrzymamy wówczas hybrid polyanta – dajmy na to Rodhatte.

rodhatte-411 rodhatte-740

Następnie owego mieszańca polyanty  ponownie krzyżujemy  z mieszańcem herbatnim lub mieszańcem róży chińskiej/nawiasem mówiąc możliwe są również inne skomplikowane bardziej  krzyżówki/. Aaa , to już Floribunda – na ten przykład, powiedzmy sobie  Joseph Guy.

joseph-guy-705 joseph-guy

Która to piękna nawiasem mówiąc róża, gdy została floribundą – jeszcze tego nie wiedziała. Podobnie jak Pan Jourdain , który nie wiedział, że mówi prozą. Ale taki to nasz los. Istniejemy , nie mając świadomości tego, że obok nas istnieją i przestają istnieć miliardy niezależnych bytów.

Intencjonalne działanie, możemy za to bez problemu przypisać  Dines  Poulsenowi, który w poszukiwaniu róż nadających się do uprawy w skrajnie niegościnnych dla róż  terenach Danii, postanowił rozwiązać ten problem niczym Aleksander Wielki , węzeł gordyjski. Postanowił takie róże sam wyhodować.  Uwagę jego zwróciła dobra odporność na niekorzystne warunki uprawowe, najnowszego dziecka hodowców róż a mianowicie polyant. Miały one  z jego punku widzenia pewną zasadniczą wadę. Zbyt małe kwiaty. Słusznie przewidywał, że tak dobrana para rodzicielska winna zaskutkować  pozytywną kompilacją pożądanych cech. Nie wiem, może to dzięki przypisanej Dinesowi ex post idei,   powstała Rodhatte. jak sie uważa , pierwsza floribunda. Oczywiście nic nie stoi w miejscu. Kolejne krzyżowania z mieszańcami herbatnimi  doprowadziły do powstania w latach pięćdziesiątych -   grandiflor takich jak na ten przykład Queen Elizabeth Walthera Lammertsa.

Przełom wieków  i  pierwszych trzydzieści lat wieku XX to krótka  ale obfitująca w wiele wydarzeń kariera r. wichuraiana.  Trudno jest na dobra sprawę dziś powiedzieć kto był pierwszy: Francuzi czy Amerykanie.  Dla mnie byli to Francuzi a konkretnie bracia Barbiere, którzy  dali nam najznamienitszych przedstawicieli tej grupy róż, Natomiast Amerykanie  byli troszeczkę szybsi. Pierwszy mieszaniec róży wichury pojawił się pomiędzy rokiem 1891 a 1893 a palmę pierwszeństwa przyznał bym tu M. Horvathowi choć oczywiście , że Dawson z racji pełnionego stanowiska miał łatwiejszy dostęp do sadzonki róży wichury i miał szansę wykonać taką krzyżówkę jako pierwszy, jednak z objawieniem jej światu nieco się ociągał.  W staraniach o palmę pierwszeństwa w wyhodowaniu pierwszego mieszańca róży wichury liczy się też Walter van Fleet. Jego pierwsza krzyżówka   róży wichury z Safrano nie dostąpiła zaszczytu otrzymania nazwy.

Warto w tym momencie wspomnieć też o pracach rodziny Brownellów którzy chyba jako pierwsi powzięli myśl wzmocnienia  genotypu mieszańców herbatnich  skutkującego podwyższeniem ich odporności mrozowej i odporności na czarną plamistość. Ich prace hybrydyzerskie, zakończyły się wg mnie pełnym sukcesem  czyli wyhodowaniem róż tworzących „sub zero series” /zero Faranheita/ ale o dziwo nie spotkały się one z większym zainteresowaniem konkurencji  kontynuującej z uporem godnym lepszej sprawy chów wsobny  mieszańców herbatnich prowadzący do ewidentnej degeneracji tej grupy róż. Ten chocholi taniec definitywnie przerwie dopiero działalność Davida Austina – o czym powiem szerzej w innym miejscu.

Na początku wieku, w Europie pojawił się najpoważniejszy gracz w tym segmencie tj. bracia Barbiere. Dość powiedzieć, że do wybuchu I Wojny Światowej, przez niespełna 20 lat wyhodowali oni i ich koledzy, ponad 100 nowych odmian z tej grupy. Pojawienie się tej grupy róż, to kolejna zmiana w krajobrazie nie tylko ogrodów różanych , ale i ogrodów w ogóle. Nowy styl projektowania ogrodów, Arts And Craft, szybko inkorporuje je do tworzenia nowych  form ogrodowych. Spotykamy całkiem nowe rozwiązania wzornicze. Powszechnym staje się np. uprawianie ramblerów wichury jako form płaczących gdy to rośliny zaokulizowane na wysokich pniach sprowadzane są na dół po krynolinach wykonanych z metalu.

W Niemczech działa  Max Vogel, który będąc dyrektorem  rosarium w Sangerhausen stworzył tak udane mieszańce jak: Fraulein Octavia Hesse,  Ernst Dechant czy Peter Lambert. W Anglii chyba najbardziej zaznaczył się  Walter Easlea zwłaszcza z Easle Golden Rambler. ale i William Paul z Paul’s WScarlet Climber. Historię mieszańców r. wichury zamyka New Dawn, która jest powtórnie kwitnącym  sportem od  Dr. Van Fleet.

Nieciekawie mają mieszańce herbatnie wprawdzie zasiedlające nasze ogrody od połowy XIX wieku – jednakże jednoznacznie uznane na róże  nowoczesne. Z dzisiejszego punktu widzenia, zauważamy że ich dominacja trwa  już około 150 lat! I towarzyszą  wszystkim ważnym wydarzeniom w świecie róż. Gdy na przełomie wieków pojawiła się róża wichury to  główna rolę w ich ucywilizowaniu i uszlachetnieniu wzięły na siebie właśnie mieszańce herbatnie przy niewielkim udziale multiflory. Podobnie było w przypadku mieszańców J. Pembertona czy w pracach hodowlanych Lamberta. Ta grupa róż, zwanych bałamutnie i zdecydowanie na wyrost mieszańcami piżmowymi, znalazła w drugiej połowie XX wieku, bardzo zdolnego i kreatywnego kontynuatora w osobie Louisa Lensa. I tak przez cały wiek XX.

Tu należałby powiedzieć o niezwykle interesującym wydarzeniu w życiu mieszańców herbatnich jakim było pojawienie się pernetian. Wprawdzie tak czasowo jak i mentalnie wyrastają one z wieku XIX , ale ich krótki żywot jako odrębnego bytu wiąże się z wiekiem XX. Wprowadzenie koloru żółtego do róż to jednocześnie wygenerowanie  całkiem nowej i poszerzenie istniejącej palety barw. Pernet Ducher,  z niejako maniackim uporem  wykonywał tysiące krzyżówek z rosa foetida by w końcu zobaczyć tą jedną, tą jedyną.  Ta nienazwana sadzonka została zachowana przez Perneta jako skarb hodowcy, a kiedy została pokryta mieszańcem herbatnim, otrzymaliśmy w drugim pokoleniu, pierwszą Pernetianę – ‚Soleil d’Or‚, no i wiele innych odmian, które nastąpiły po niej. W efekcie, mógł 3 maja roku 1897, na wystawie ogrodniczej w Lyonie, pokazać różę pięknej żółto pomarańczowej barwy. Jego osiągnięcie,  jest ogromną niespodzianką , zachwyca wielu entuzjastów i profesjonalistów, którzy gromadzą się w mnogości by kontemplować tą pierwszą  nowoczesną żółtą różę.  Wreszcie 20 czerwca, 1898 roku , komisja delegatów Towarzystwa Ogrodniczego w Lyonie, zdecyduje jednogłośnie przyznać złoty medal  tej wyjątkowej róży. Koledzy a w sumie przecież rywale wznoszą się nad poziom codziennej konkurencji i korzystając z Kongresu  hodowców róż w Paryżu, 27 lipca 1899, Pierre Guillot w swoim wystąpieniu  na kongresie podkreśla wyjątkowość tego wydarzenia. W efekcie uzyskuje chyba znacznie więcej niż zamierzał. Koledzy oficjalnie uznają tę różę za pierwszą hybrid lutea/mieszańca herbatniego – pernetiana/ a to na cześć hodowcy  Perneta.

Pernetiany rozbłysły niczym meteor i roztopiły się w morzu mieszańców herbatnich  zostawiając jako pamiątkę po sobie problemy z czarna plamistością i całą paletę nowych odcieni barw.

Osobnym przypadkiem, prawie pół wieku późniejszym, jest kariera Wilhelma Kordesa  twórcy r. kordesii  i założyciela całej klasy róż mieszańców rosa kordesii. Przepięknie zbiegają się tu nurty róży wichury, r.rugosa no i nie mogło zabraknąć  mieszańców herbatnich. W pierwszym pokoleniu, możemy się doliczyć grubo ponad stu mieszańców z udziałem r. kordesii a zaczęło się to w roku 1954 od dwu odmian Kordesa - Leverkusen i Hamburger Phoenix. Ilość potomków w kolejnych generacjach jest trudno policzalna. w każdym razie poza wynalazcą r. kordesii, najbardziej twórczo  podeszła do niej Felicitas Svejda  kreując  około 20 mieszańców r.kordesii takich jak przykładowo genialny John Davis, wzmocnionych jeszcze r.spinossisima i  miejscowymi różami dzikimi,  zwanych popularnie różami kanadyjskimi.

Inny  wielki hodowca, Griffith Buck nudził się okrutnie pracując na nowymi odmianami pszennicy i odskocznią  dla tych żmudnych zajęć stały się dla niego ćwiczenia w których  chciał przydać tak odporności mrozowej jak i na choroby mieszańcom herbatnim, a użył do tego celu róży laxa i spinossisimy. Efekty mogą zaskoczyć. Wyhodował w ten oto sposób grupę prawie 200 odmian bardzo odpornych  mieszańców z wiodącym rysem mieszańców herbatnich. Najbardziej prominentnym i znanym przedstawicielem tej grupy róż jest odmiana pod wiele mówiącą nazwą – Carefree Beauty. Wymieńmy jeszcze o wiele piękniejsze choć mniej znane Distant Drums czy Mavourneen . Prace G.Buck’a znalazły zastosowanie w pracach hodowców kanadyjskich  jak i u współczesnego pokolenia hodowców amerykańskich.

Trochę inaczej było w przypadku  Felicitas Svejdy. Ona podjęła się realizacji innego zadania. Wyhodowania , jak gdyby od początku, róż nadających się do bezproblemowej i bezobsługowej uprawy w trudnych warunkach kanadyjskich. Tu mieszańce herbatnie bliskie jej krewne floribundy, miały przydać odpornym na wszystko mieszańcom  róż miejscowych, walor powtarzania kwitnienia. Zrealizowanie tego zadania zajęło jej całe życie. Program ten  w zmienionej nieco formie jest kontynuowany a  jej mieszańce stają się inspiracją dla nowych pokoleń hodowców. Nie bez wpływu na ich popularność jest tu również nowa religia współczesnego człowieka – ekologizm.

Nie wiem  do końca jak to było u Austina, który swoją aktywność hybrydyzerską objawił w w latach  60 ub. wieku . Czy tak jak sam mówił,  przypadek samoistnego mieszańca spinossisimy – powtórnie kwitnący Stanwell Perpetual zainspirował go ostatecznie do przydania waloru ciągłego kwitnienia starym kreacjom/old roses/, czy też powodowała nim  chęć zmiany budowy/ wyglądu/ kwiatów u mieszańców herbatnich. Oba te zadania, jak byśmy je nie sformułowali, zostały przez Austina perfekcyjnie i z naddatkiem zrealizowane. Pomysł ten, w końcu nieszczególnie odkrywczy miał siłę bomby atomowej i oszołomił konkurencję która po dzień dzisiejszy nie może się pozbierać  drepcząc za nim ścieżką wtórności. Natomiast  grupa róż, już ponad 200 odmian, wykreowanych przez niego dostała bardzo nośną i trafną marketingowo nazwę – English Roses. Przedstawicieli tej grupy nawet nie będę próbował wymieniać i poprzestanę na wspaniałej odmianie Graham Thomas, uhonorowanym  prestiżowym tytułem Hall of Fame za rok 2009.

Wiek XX przynosi nam  i inne istotne wydarzenia w świecie róż. Tuż po I Wojnie Światowej pojawiają się róże miniaturowe. Wprawdzie wiek XX ich nie odkrył, ale stworzył tzw, warunki społeczne do ich zaistnienia i popularności.  Łącznie z przemysłową i w dużym stopniu zautomatyzowana hodowlą.   Dobrze osadzona jest w realiach narracja Henri Correvana, który opowiada jak to jego przyjaciel pułkownik Roulet ,w roku 1917, służąc w wojsku na Szwajcarii, zoczył na parapecie jednego z domków wiejskich w Mauborjet małą kwitnącą na ciemno różowo , różyczkę  jak gdyby o pomniejszonych pędach, liściach i kwiatach.   Przy okazji dowiedział się, że  różyczka ta była uprawiana przez właścicieli od pokoleń. Sto lat? Być może, a może i więcej. Jak wspomniałem, jest to rok 1917. Tak było zR. Rouletti. Sięgnął po nią mało znany holenderski szkółkarz Jan de Vink. Gdy zapylił ją w 1935 roku pyłkiem innej, o drobnej posturze różyczki, polyanty  Gloria Mundi wyhodowanej całkiem niedawno przez Ruitera  w roku 1929 – uzyskał miniaturkę którą nazwał Peon ,która przechrzczona została potem na Tom Thumb. Miały miniaturki szczęście do hodowców. Najpierw Pedro Dot a potem Ralph Moore. Liczy się również Quinto Mansuino, który podjął się niejako swoistej mission impossible. Mianowicie postawił sobie za cel wyhodowanie  róży miniaturowej z udziałem r. banksiae. Tylko ten kto widział r. banksiae w akcji wie jak szalone wyzwanie rzucił sobie Q. Mansuino. Nie miejsce tu na opisywanie jego  perypetii – dość powiedzieć, że wygrał. Wyhodował całą grupę/ klasę/ róż  o proporcjonalnie pomniejszonych wszystkich elementach rośliny. Tak pędach jak i kwiatach czy liściach. Ta grupa róż zwiastowała Generosę. No to może jeszcze coś o Harmonie Saville. Był jednym z największych na świecie hodowców i producentów miniaturowych róż. W roku 1971 założył specjalistyczną firmę Nor’Est Miniature Roses, która zajmowała się nie tylko produkcją róż, ale i ich hodowlą.  A jak powiedzieć, jak to ocenić że w 2002 roku miniaturowa róża,  Harmona Saville , o nazwie „Overnight Scentsation„, udała się w kosmos, aby pomóc w badaniach dotyczących wpływu braku grawitacji grawitacji na zapach róży i  pomóc nam  poprawić zapachy wielu innych produktów konsumenckich.

Drugim nurtem, którego znaczenia jeszcze dziś nie jesteśmy stanie do końca ocenić jest pojawienie się miesząńców hultemii. które  poszerzają teren zdobyty wcześniej przez miniaturowe, Ta roślina znana była od ponad stu lat i w końcu  zainteresowała Alec Cockera. który tak intrygująco musiał rozmawiać ze swoim przyjacielem Harknesem o jej intrygującej plamce, że  rozwinęła się cicha rywalizacja pomiędzy przyjaciółmi o zaimplementowanie tej plamki do róży. Udało się. Wprawdzie zajęło to około 40 lat, ale dziś to intrygujący segment rynku z dużymi szansami na rozwój, choć ja osobiście nie widzę w tym nic, poza intrygującą ciekawostką.

Poza meinstreamem hodowlanym pozostają dokonania Alistera Clarka który działał w pierwszej połowie XX wieku w Australii. Z różnych względów, głównie obiektywnych, jego dokonania hodowlane z użyciem róży gigantea nie mają raczej szans zaistnienia w Europie i szerzej na świecie, ale w cieplejszych, a zwłaszcza suchych rejonach świata, droga , którą przetarł i wyznaczył Clark, może się okazać interesująca, bowiem mieszace z udziałem r.gigantea są odporne nie tylko na wysokie temperatury a le i na suszę.

Z najnowszych wydarzeń hodowlanych, sięgających już XXI wieku, zdecydowanie wyróżniłbym pojawienie się za przyczyną Radlera -  Knock Out i jego całej rodziny. Tu wyraźnie zarysowały się dwa nurty. Ten amerykański  samego Williama Radlera, hodowcy tej odmiany i prace  hodowlane prowadzone z udziałem tej róży przez firmę Meilland.W 2000 roku pojawiła się róża, która w krótkim czasie zrewolucjonizowała uprawę róż ogrodowych. Odniosła ogromny sukces zmieniając jednocześnie  wizerunek róży z kapryśnej primadonny do przyjaznej rośliny ogrodowej. Tą różą była Knock Out wyhodowana przez Williama J. „Bill” Radlera.

knock-out0 knock-out

Przez dekady   róże miały reputacje roślin drogich w utrzymaniu. Talenty hodowców tworzyły odmiany piękne, wystawowe, takie jakich pragnęła publiczność. Takimi były mieszańce herbatnie. W ten sposób zaniedbali, a nawet utracili te wszystkie cechy, które przyczyniają się do tego, że róża jest dobrą rośliną ogrodową. Regularne opryskiwania, program ochronny przed chorobami grzybowymi  stał się normą. Dzisiaj jednak wzrosła powszechna świadomość zagrożeń wynikających ze stosowania  np. fungicydów w naszych ogrodach. Pojawienie się Knock Out zmieniło sposób, w jaki ludzie uprawiają ogród z różami, ponieważ   jest ona nie tylko całkowicie wolna od chorób a specjalnie od czarnej plamistości w każdym regionie USA  gdzie ta choroba jest koszmarem. Jest również   bezproblemowa i niezawodna pod  każdym innym względem. Kwitnienie następuje po kwitnieniu i jest obfite przez cały sezon . Jest też pierwszą nowoczesna różą, która może rywalizować na równi z innymi nowoczesnymi roślinami krajobrazowymi.

To co obserwujemy  w XX wieku to nieprawdopodobny postęp sztuki hodowlanej jako takiej, a zwłaszcza to widać w dziedzinie róż. Maksymalizacja zysku i dążenie do jak najszybszego zwrotu z zainwestowanego kapitału doprowadziło do  maksymalnej koncentracji na założonym celu. Hodowcy wykorzystując  zdobycze genetyki prowadzą hodowle w bardzo dużym stopniu celowe. Oczywiście jest to dziedzina, gdzie nie da się niczego zadekretować a przypadek w dalszym ciągu rozdaje karty, to jednak jakże daleko jesteśmy od czasów gdy hodowla nowych odmian  była  coraz bardziej masowym  wysiewem o  niekontrolowanym  zapylaniu  nasion. Dziś też są to wysiewy sięgające  kilkuset tysięcy nasion ale wszystkie są zapylone celowo wg. zaprojektowanych ściśle krzyży opartych o najnowsze zdobycze genetyki. Tak, prawa Mendla z ich korektami dokonanymi przez Hugona de Vriesa stały się elementarzem hodowcy, ale nie tylko , również statystyka  i prawo wielkich liczb.

Gregor Mendel , ze swoimi obserwacjami i eksperymentami hodowlanymi z cała pewnością należy do wieku XIX, zmarł przecież w roku 1882.  ale jego dorobek w pełni świadomie  został wykorzystany dopiero w wieku XX.

Innym zjawiskiem społecznym, które towarzyszy i wpływa na rozwój hodowli róży, jest  zdemokratyzowanie jej uprawy. Dziś, tak w wyniku  postępu technik hodowlanych i uprawowych jak i ogólnego wzrostu zamożności społeczeństw, uprawa róży zdemokratyzowała się. Od elitarnej zabawy jedynie najzamożniejszych członków społeczeństwa  do powszechności. Zmieniły się przez to gusta i wymagania. Przykładowo  spektakularny wzrost zainteresowania formami zminiaturyzowanymi ma swe źródło w tych procesach.

Tym przemianom społecznym towarzyszy zmiana form organizacji życia społecznego. Towarzystwa różane, pojawiły się w drugiej połowie XIX wieku i były w zasadzie dla mondu – choć już  Reynolds Hole już w połowie XIX wieku, opisuje  jak mentalnie wstrząsneła nim wizyta w gronie hodowców róż wywodzących się z klasy robotniczej. Miał tam możliwość jak sam pisał zobaczenia róż na poziomie nieoglądanym u profesjonalistów. Ludzie ci  Dosłownie odejmowali sobie od ust by mieć takie odmiany róż jak mieć powinni. Przełom wieków upowszechnia jeszcze jedną formę  kultury  różanej – już nie nazwałbym tego subkulturą – jaką są publiczne rosaria. Wcześniej były i owszem ale prywatne. A to książę wirtemberski a to cesarzowa Józefina a Malmaison, czy bogaty rentier Julius Gravereaux zakładający Roseriae de L’Hay -  ale przełom wieków to pojawianie się różanych ogrodów publicznych jak Europa Rosarium w Sangerhausen,  rosarium Bagatelle w Paryżu, czy Queen Mary Garden w Londynie. Dziś ogrody różane są zjawiskiem powszechnym, funkcjonują w różnych formach organizacyjnych i są rozsiane po całym świecie.

Podobnym zjawiskiem jest wejście róży jako kwiatu do masowych nasadzęń np. w parkach. Taką możliwość stworzyły jako pierwsze – polyanty, tworząc monochromatyczne zestawy kolorystyczne.

Przez cały wiek XIX i do lat  osiemdziesiątych XX wieku mieliśmy do czynienia z  dość skutecznie działającym mechanizmem wypierania i zastępowania. Gdy pojawiły się róże chińskie i mieszańce z nimi, galijki centifolie i damasceny  wypychane były  do  peryferii ogrodów. Wszak rosły duże i nie powtarzały kwitnienia, przez lwią część sezonu będąc wątpliwą ozdobą  salonu jakim był bez wątpienia ogród. Niezgrabne remontantki wyparte zostały przez niewątpliwie kompaktowe mieszańce herbatnie. Burbony czy mieszance piżmowe wegetowały na łaskawym chlebie, itp , itd. Dopiero działalność Davida Austina i jego cichego sprzymierzeńca Grahama Thomasa stwarza  powrotną modę, modę retro,  na róże historyczne. Dostają swe należne im miejsce w ogrodzie. Comte de Chambord, Madame  Isaac Pereire, Souvenir de Malmaison czy Madame Hardy, rosną obecnie na równych prawach ze współczesnymi kreacjami. Doszło do bardzo pozytywnego zjawiska : scalenia, konwergencji dorobku obecnych i przeszłych pokoleń. I powiedzmy sobie to wprost – Ten synkretyzm mi się podoba!

Marian Sołtys 5.02. 2022

Napisz komentarz