Stare i nowe róże ogrodowe XIX wieku. Cz. I.

Dla róż to były szalone lata! I działo się tak wiele w tym wieku , oj działo! Jeżeli by do czegoś odnieść, porównać, to przy zachowaniu odpowiednich proporcji wspomnieć by tu należało gorączkę tulipanową jaka opanowała Holendrów w pierwszej połowie XVIII wieku. Gorączka różana miała przebieg łagodniejszy bowiem nikt nie zbankrutował a jednocześnie bardziej przewlekły. Hodowcy zaciekle rywalizowali o wprowadzenie na rynek najnowszych, największych i najbardziej spektakularnych odmian, a konsumenci wszystkich klas społecznych starali się pozyskać te najnowsze odmiany. I powiedzmy sobie to  wyraźnie: Na początku wieku, było to hobby dla najbogatszych a róża była jedynie pretekstem do  ekstrawaganckich zabaw. Przyjęcia pod znakiem róż, w sezonie odbywały się praktycznie codziennie i o każdej porze dnia i nocy.

„Pisane dla bogatych właścicieli ogrodów i ich głównych ogrodników czasopismo, Gardeners Chronicle naturalnie odnotowywało co bardziej ekstrawaganckie wydarzenia kwiatowe u swoich czytelników, takie jak np. wielki festyn różany u księgarza Covent Garden pana Bohna w jego domu w Twickenham na od 200 do 3oo notabli. głównie sąsiadów, którzy gromadzili się, by podziwiać   róże „w liczbie kilku tysięcy”, – cytuję za  Jennifer Potter The Rose. strona 363. Jakież odmiany podówczas królowały? Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy powiedzieć, że były to La Reine, Giant des, Batailles czy Cloth of Gold. W cytowanej już powyżej książce  możemy przeczytać, że  w marcu 1878 roku występujące tam w roli głównej róże herbatnie, uświetniły ślub przyszłego premiera Lorda Rosebery’ego. Ten oryginalny pomysł zaproponowany został przez jego narzeczoną Hannah de Rothschild i zrealizowany przez ogrodnika Lorda Rosebery’ego i wiele innych zaprzyjaźnionych szklarni będących wówczas do jego dyspozycji. Niestety, nie wiemy jakież to odmiany wówczas dominowały. Możemy się jedynie domyślać , że nie zabrakło takich ówczesnych gwiazd jak  Marechal Niel czy Souvenir Dun Ami,  Safrano.

Dobrze znane jest trochę besserwiserskie powiedzenie: „…a kto bogatemu zabroni?” „Nic więc dziwnego, że Amerykanie byli jeszcze bardziej ekstrawaganccy. W środku zimy w Nowym Jorku, 1884 r., Vanderbiltowie urządzili przyjęcie dla około 1000 gości, dla których kupili 50000 ciętych róż, a wśród nich najbardziej spektakularne wówczas odmiany,  jak Marechal Niel, General Jacqeminot i Larmarque.” pisze cytowana już Jennifer Potter.  Jak widzimy róża , zaczyna wypierać inne rośliny ozdobne, takie  jak kojarzące się z romantyzmem kamelie.

No pięknie,  ale skąd u licha wzięły się te wszystkie róże o  cudownie brzmiących nazwach i imionach? Z Francji, Mocium Panie! To tam narodził się ów impuls, ta  przeurocza moda. Gdy skończył się szał mordów i uniesień rewolucji francuskiej, Francuzi ze wstydem skonstatowali, że w Ogrodzie Luksemburskim rosną kartofle i kapusta. Ale już w czasach konsulatu zaczęli wracać emigranci polityczni. Zaczął się ruch w handlu roślinami. Jacques – Louis Descemet, który w czasie wzmożenia rewolucyjnego schronił się w roku 1792 do Saint Denis, wydaje w roku 1803 swój pierwszy katalog. Krótko mówiąc, spokój powrócił, Francja powraca na swoje miejsce w wielkim ruchu idei, który pod koniec XVIII wieku miał całkowicie odmienić sztukę ogrodową. I w tym renesansie smaku dla natury, dla botaniki. dla ogrodnictwa, a więc i dla róż,  cesarzowa miała odegrać wzorcową rolę.

Cesarz Francuzów  toczył wojnę za wojną, był daleko albo bardzo daleko. A cesarzowa? Też toczyła batalie, jeno nieco innego rodzaju. Początkowo były to nieustanne flirty i romanse, ale gdy małżonek obdarował ją posiadłością w Malmaison pod Paryżem z przyległościami  około tysiąca hektarów, było co robić. Obudziła się w niej ta druga, do tej pory skrywana natura. Mam na myśli pasję kolekcjonerską. Kolekcjonowała już nie tylko kochanków i adoratorów ale wszystko, nie tylko sztukę, ale i rośliny a w tym i róże.

Tak się przyjęło, że   autorzy piszący o różach jedni po drugim bezwiednie przepisują pewne twierdzenia zbytnio nie zastanawiając się nad tym co też czynią.   Jednym z takich jaskrawych przykładów jest przypisywanie zbyt wielu przymiotów cesarzowej Józefinie. Owszem stworzyła ona różane imperium w Malmaison, ale trzeba wyraźnie tu powiedzieć, że wcale nie była to kolekcja najważniejsza, ani też pierwsza. Kolekcja ta jest po prostu najbardziej znana. A kiedy Jules Gravereaux , twórca ogrodu różanego L’Hay podejmie się w latach 1910 – 1912,  trudu inwentaryzacji odmian istniejących w pierwszym Empire, będzie miał w ręku rękopis w którym zinwentaryzowane zostały róże w kolekcji ogrodowej  Soucelles. W tejże miejscowości  w Anjou, rezydował Jean Baptiste Menage /1744 – 1832/, który to restaurując swoją posiadłość i przebudowując okoliczny park , stworzył w nim aleję różaną w latach  1790 – 1810 – a tym samym ważną kolekcję róż. Wprawdzie wspomniany dokument zaginął, jednak zostawił po sobie ślad istnienia wielu starych odmian jak: Duc de Guiche czy Assemblage de Beaute.

Ale wracając do Malmaison. Do przebudowy pałacu, by ten godny był rodziny cesarskiej, zatrudniono fachowców architektów a tereny otaczające posiadłość zamienione zostały  w ogród krajobrazowy w tak modnym podówczas stylu angielskim. Szybko pojawiła się  prominentna grupa ni to przyjaciół ni to pracowników  zatrudnionych przez cesarzową. Pracują tam bądź bezpośrednio, bądź w tzw. otoczeniu takie tuzy jak: Du Pont, Cels, Descemet, Vibert, Vilmorin. Również administrator szkółek parków Napoleona i ogrodów- Le Comte Jean-Baptiste Louis Lelieur de Ville-sur Arce, który poświęcił swoją małą różaną monografię zatytułowaną De la culture du Rosier, cesarzowej w odpowiednio kwiecistych słowach. Nawisem mówiąc nieprzeciętny lizus i podlizus. Gdy ogrodnik jego wyhoduje  unikalną wówczas, bo powtarzającą kwitnienie różę, ten po upadku Napoleona błyskawicznie zmieni jej nazwę na Rose du Roi.

Wspomniani wcześniej fachowcy nadają parkowi niecodzienny kształt. Powstaje niezwykłe rosarium grupujące jak wieść niesie wszystko co najważniejsze w świecie róż. W otoczeniu Józefiny / Róży!/ dochodzi do przenikania się dwu nurtów:

1. Ten czysto botaniczny, gdzie to najlepsi ówcześni francuscy botanicy, i kolekcjonerzy w tym i róż obserwują i korzystają z nagromadzenia się w jednym miejscu i czasie wszystkiego co w świecie róż najważniejsze. Powstaje swego rodzaju wirtualne laboratorium indukujące  wykorzystanie  przybyszów z różnych stron świata a zwłaszcza z Chin do tworzenia nowych, przełomowych krzyżówek. Na obrzeżach tego ruchu działa dwu genialnych dokumentalistów Grafik  Redoute i botanik Thory. Powstaje absolutnie genialna , zwłaszcza edytorsko pozycja wydawnicza – Les Roses -  dokumentująca i klasyfikująca to co się wokół nich działo. My oczywiście zwrócimy baczniejszą uwagę na róże, ale pamiętać musimy , że róża była jedynie jednym z elementów tego wielkiego tygla botaniczno społecznego.

2. Niemniej ważnym  nurtem był ten społeczny. Majątek Malmaison, był swego rodzaju pępkiem ówczesnego świata. Napoleon uwielbiał tu przebywać.  Pracując, jednocześnie wypoczywał korzystając z atmosfery jaką wytworzyła tu Józefina. Pamiętajmy , że w Malmaison odbyło się około trzystu posiedzeń ówczesnego rządu , których Napoleon przewodniczył.  Bywali więc tu wszyscy najważniejsi.  Wypadało tu bywać. Należało tu bywać. Obserwowano cesarzową i jej styl. To tu wylęgał się styl Empire i moda damska. Nie mogły więc ujść niczyjej uwagi pasje kolekcjonerskie cesarzowej. Również te botaniczne. Również te różane.

I właśnie nałożenie się na siebie  tych dwu nurtów wykreowało modę na róże. Szkoda, że nie wiemy do końca jak wyglądało  ówczesne Malmaison, ale wiemy, że była tu największa w ówczesnym świecie, nieistniejąca już szklarnia,  że park był w stylu angielskim. W końcu mamy słynne dzieło Redouté które powstało dzięki Josephine, ale opublikowane zostało w czasach Restauracji w  latach 1817 do 1824. Z   powodów politycznych Redouté całkowicie zignorował to, co ta książka zawdzięczała Malmaison. Twierdzi, że tylko dwie róże, miały być namalowane  z zasobów Malmaison. Książka Redouté, choć prawdopodobnie bardzo dużo zawdzięcza  kolekcji Cesarzowej, nie może być uważana za wierny inwentarz jej ogrodu.  I tak to nie wiemy  jakie odmiany róż były w Malmaison Józefiny,  jak wyglądała kolekcja jej róż . Czy stanowiła zwartą całość czy raczej była tylko elementem parku krajobrazowego. Tylko w pewnym stopniu wiemy jakie odmiany tam rosły. Możemy się jedynie domyślać, że na pewno te które uwiecznił Redoute. I mimo tych niewiadomych  zetknięcie się w jednym miejscu i czasie świata polityki, mody i roślin wykreowało modę na róże. Powiem więcej. Manię na punkcie róż!

W pierwszej połowie dziewiętnastego wieku , wszystko co najważniejsze w historii róż, pojawiło się we Francji. We Francji kontynentalnej narodziły się remontantki. Również we Francji , jeno w prowincji zamorskiej  na Ille de Bourbon, rodzi się pierwsza róża, którą możemy nazwać burbońską a mianowicie  owoc  swobodnego zapylenia  jakiejś chińskiej i jesiennej damasceńskiej. Róże noisette z kolei możemy uznać za przejaw  przyjaźni francusko amerykańskiej bowiem to na posesji  Pana Johna Champneya w Georgii, pojawi się w roku 1811, również ze swobodnego zapylenia, niezwykle oryginalna Champney’s Pink Cluster, będąca pierwszym mieszańcem piżmowym.

Być może w zamian za oryginalny dar chińskiej róży Parson’s Pink China, jaki otrzymał od Philippe Noisette – Champney  zrewanżował się tą siewką swojemu sąsiadowi, znanemu w tamtych stronach szkółkarzowi   siewką tej róży. Wysłał on nasiona od Champney’s Pink Cluster, jak została nazwana, do paryskiego szkółkarza , swego brata Ludwika Noisette,/ nawiasem mówiąc na drugie imię miał Stanisław/ który postanowił rozmnożyć ją  i zawojować z jej pomocą rynek francuski. Ta  nowa róża znana już jako „Blush Noisette” lub „Le Rosier Philippe Noisette” , wywołała   poruszenie. Zainteresował się nią wielki Redoute i namalował ją w paryskich szkółkach Pana L. Noisette, gdzie kwitła od 1818 roku. Włączył ją też do trzeciego tomu pomnikowych Les Roses   , który ukazał się w 1824 roku. Odmiana ta nadto udowodniła też swoją odporność, przeżyła bowiem srogą zimę 1822r i   według słów Thory’ego, mogła „stać się sprawdzoną, stałą ozdobą naszych ogrodów”. Zarobiła   także fortunę dla rodziny Noisettes. Już w  dziesięć lat po wprowadzeniu pierwszych noisette we Francji, francuscy ogrodnicy mieli w obrocie 102 odmian noisette a w 1841 roku pięćset! Najwięcej odmian oferuje  Jean Pierre Vibert z Chennevieres sur Marge , gdzie znajduje się ówczesna mekka kolekcjonerów róż którzy ściągali tam corocznie z całej Francji, oferuje on 85 odmian w swoim katalogu z roku 1828.

Stała się też założycielką całej rodziny wspaniałych róż zwanych różami tea-noisette, rozwój której to grupy związany jest z pojawieniem się we Francji  róż chińskich. Pierwszymi  przedstawicielkami tej rodziny są: Desprez a fleur Jaune i Madame Desprez wyhodowana przez Jeana Desprez w roku 1828 przez krzyżówkę Blush Noisette  z Yellow Tea Scented China, oraz   Lamarque  Marechala pochodzący z roku 1830. Był jeszcze jeden owoc tej historycznej krzyżówki ,  róża, Smith’s Yellow China ale nie jestem pewien czy przetrwała do naszych czasów. Wspominam o niej ponieważ dała nam Devoniensis. To bogata i prominentna grupa róż. Wymieńmy jeszcze kilka z nich. Któryż z miłośników róż nie zna  wspaniałej Marechal Niel, Aimee Vibert z roku 1828, Crepuscule, Reve D’Or, czy zamykającą wiek XIX Mme Driuot. Te przykładowe wyliczenia  zamknę  zadomowioną już u nas na dobre Gloire de Dijon, która  jest jak gdyby ewidentnym zwieńczeniem  rozwoju róż noisette /tea noisette/. Jak gdyby kodą zamykającą tą ścieżkę hodowlaną, jest próba Davida Austina, który , zapewne w dążeniu do  zwiększenia odporności mrozowej tej grupy róż w roku 1993 krzyżuje Blush Noisette z kanadyjką Martin Frobisher. W ten oto sposób wyhodował mało znaną  Mistress Quickly. O ile wiem nie kontynuował prób w tym kierunku.

Napisałem, że w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku , wszystko co najważniejsze w historii róż, pojawiło się we Francji. Poza różami noisette , chciałbym jeszcze parę słów poświęcić różom burbońskim. Historia ich powstania jest bliźniaczo podobna do róż noisette, jedynie sztafaż się zmienia. Na wyspie Ille de Bourbon/Reunion/ był zwyczaj rozgradzania poszczególnych posiadłości  ziemskich żywopłotami złożonymi z dwu rzędów: damasceńskiej jesiennej i chińskiej Old Blush. Zapewne więc, dochodziło   tam do wielokrotnych krzyżówek pomiędzy tymi różami, ale dopiero  wizyta w roku 1817, botanika M. Breona, który miał zająć się tamtejszym ogrodem botanicznym i jego czujne oko pozwoliło wyłowić odmieńca. Nową sadzonkę róży nabył od właściciela ziemskiego z Saint Benoit we wschodniej części wyspy. Monsieur Edouard Perichon, który odkrył nową różę podczas pracy przy żywopłotach, zebrał z niej nasiona i wysłał je swemu przyjacielowi, pan A. Jacques, ogrodnikowi księcia Orleanu w Neuilly na przedmieściach Paryża. Tam Jacques wychował drugie pokolenie a namalowana    przez Redoute, została przez Thoryego nazwana Rosa canina burboniana lub „Le Rosier de I’lle de Bourbon”; i tak jak wcześniej Noisette, ta nowa róża szybko zawładnęła wyobraźnią francuskich hodowców róż. Równie szybko w ofertach szkółkarzy pojawiły się setki odmian. Książe d’Orleans też jest zachwycony , pozwala sobie łaskawie skreślić kilka słów w których chwali się nowym nabytkiem: ”Nasiona przywiezione z Reunion ileś lat temu, wydały rośliny w ogrodach Neuilly. Są to dobre krzewy, masa ich kwiatów, czasami pojedynczych ale głównie półpełnych, i ich świetny kolor i zapach, są interesującą ozdobą dla ogrodów krajobrazowych.” Thomas w swojej Rose Book biada iż róże chińskie przez te lata jakie minęły zniszczyły ową doskonałość starych róż, łaskawie przyznając , że jedynie wczesne burbony zachowują jeszcze tą delikatną i subtelną równowagę. Natomiast po przodkach damasceńskich  otrzymały najcenniejszy dar jaki mogły otrzymać tj. Zapach, zapach przez duże Z. Zapach, który zwłaszcza w późniejszych miesiącach nas oszałamia i zachwyca a najdobitniejszym tego przykładem niech będzie Madame Isaac Pereire.
„Praktycznie wszystkie burbońskie odmiany kwitną mniej więcej przez całe lato i dają ogrodom ze starymi różami trochę koloru w tym nudnym czasie. Najlepszy dla nich okres w historii kończy się wraz z pojawieniem się remontantek a z końcem wieku znikają z pola widzenia  hybrydyzerów. Róże burbońskie , to praktycznie zamknięta już klasa róż. Jak powiedziałem wcześniej jej historia zakończyła się na całkiem udanym mieszańcu międzygatunkowym Petera Lamberta – Adam Messerich, która do burbonów zaliczona została trochę na wyrost.

Mniej trwałą sławą cieszyły się róże Boursault, nazwane tak od nazwiska ich twórcy o których to różach kiedyś sądzono, że mają wywodzić się z krzyżówki R. chinensis i róży alpejskiej R. pendulina, ale dziś wiemy, że ich liczba chromosomów wskazuje na innego rodzica, prawdopodobnie różę cynamonową, R. majalis. Swoją nazwę zawdzięczają jednemu z najbardziej barwnych hodowców róż: Jean-Francois Boursault. Jego życiorys, pokazuje nam, że nie samą rewolucją ludzie żyją. Poza ewidentnym zapałem rewolucyjnym, był on namiętnym ogrodnikiem, tworząc jeden wspaniały ogród w  Yerres  k. Paryża, a drugi przy swoim paryskim domu na rue Blanche. Jego pasją były róże, i przypisuje mu się sprowadzenie kilku chińskich róż   z Anglii do Francji, w tym Rosa multiflora carnea Thomasa Evansa, i  róży banksiae od Williama Kerra . Ta grupa róż   cieszyła się krótkim zainteresowaniem, np. ok. 1822 r. Vibert ma w swoim katalogu kilka  Rose Boursault,   Niestety, słynna kolekcja róż Boursaulta go nie przetrwała.  Zmuszony do sprzedaży swoich domów i ogrodów, przeszedł na emeryturę  w roku 1838 a jego kolekcja róż przepadła.

Remontantki, to kolejna grupa róż którą zawdzięczamy Francuzom. Pojawiły się one trochę później, już po noisette i burbońskich. Druga połowa dziewiętnastego wieku w naszych ogrodach, to bezsprzeczna i bezapelacyjna dominacja remontantek /HP/i być może one bardziej    dominowały w ówczesnych ogrodach niż dziś mieszańce herbatnie. Róże te zaczęły wychodzić z cienia i nabierać konkretnej formy z chwilą wyhodowania przez Laffaya wspaniałej La Reine  w roku 1844. Jednakże Laffay już wcześniej, bo w 1837 roku miał na swoim koncie Princesse Helen i Prince Albert. A w ogóle to  czas ten jest okresem ogromnego wzbogacenia oferty handlowej na rynku  i fermentu w świecie róż. Historycznie rzecz biorąc, pierwszą z długiego szeregu  Hybrid Perpetual była słynna Rose du Roi, otrzymana w 1816 roku przez królewskiego ogrodnika Souchet’a w ogrodzie królewskim w Sevres, St Cloud, Paris, z oryginalnej Portland Rose, której historia jest zawikłana i nieco niejasna, ale której nie będziemy tu rozwikływać. Szczęśliwym hodowcą tych wielkokwiatowych hybryd   był jak wspomniałem Laffay, znany hodowca róż z Auteuil, który wprowadził na rynek swoją pierwszą typową HP. Princesse Helene w 1837 roku. Potem przyszła ‚Mme Laffay i Duchess of Sutherland ”w 1839 roku, a  wieńczy jego dzieło w 1842roku, słynna Rose de la Reine ”, ze swoimi dużymi, liliowo różowymi kwiatami, pięknie pachnąca o płatkach kwiatowych ułożonych jak Cabbage Rose. W latach 1837/43 Laffay wyhodował około dwudziestu dobrej jakości Hybrid Perpetuals , i przyjmuje się, że wszystkie one zostały otrzymane z nasion hybryd róży chińskiej (głównie z burbońskimi i  galijkami) poprzez samozapylanie. Następnie zostały one skrzyżowane z Portlandzkimi i Burbonami. W ten sposób pary genów recesywnych odpowiedzialnych za ciągłe kwitnienie zostały połączone – i tak oto powstały hybryd perpetual, róże które w drugiej połowie XIX wieku całkowicie zdominowały ogrody różane, Proponuję jeszcze spojrzenie Gerda Krüssmanna  na remontantki zaczerpnięte  z jego dzieła – Rosen, Rosen , Rosen str 83.
Remontantki można właściwie uznać jako łącznik między „starymi „ a nowymi” różami. Początek ich historii datuje się od roku 1837, a koniec około 1900. W tym czasie powstało nie mniej niż 4.000 odmian, prawie wszystkie wyhodowano we Francji, tylko niektóre w Anglii i w Niemczech. Pochodzenie HP jest trudne do wyjaśnienia, ponieważ do ich powstania przyczyniły się praktycznie wszystkie grupy róż ogrodowych. Rodowód najstarszych odmian najczęściej po dokładniejszym zbadaniu nie utrzymał się, ponieważ dane rodzicielskich odmian są tylko przypuszczeniem, a siewki często nie są z kontrolowanego zapylania, lecz przypadkowe. W wieku XX gwiazda remontantek zaczęła zdecydowanie przygasać, choć do roku 2000 wyhodowano jeszcze około stu nowych odmian. Mam tu na myśli  George Arends Wilhelma Hinnera, Hugh Dickson,  czy Mme Cordier Louis Leroya,  które powstały w pierwszej dekadzie, w latach dwudziestych pojawiła się  Candeur Lyonnaise i  Heinrich Munch. Jeszcze później  znana i lubiana do dziś Ferdinand Pichard  Remi Tane, która dobrze przysłużyła się rozwojowi róż striped. Nie zapominajmy też o Henry Neward i Arrilaga Shornera będącą jak gdyby ulepszoną wersją Mme John Laing. Wreszcie pod koniec lat trzydziestych Symphony Ludwiga Weiganda, będąca udana krzyżówką remontantki i pernetiany.  Ostatnią remontantką jaką znam, jest siewka Baronne Prevost, nazwana przez hodowcę z USA, Panią Rosemary Sawyer -  White Baronne Prevost. Byłaby to bardzo interesująca koda, ponieważ Roy Shepperd w swojej  History of rose uznaje  Baronne Prevost pierwszą oficjalną remontantką.

Przez prawie pół wieku, począwszy od około 1840 roku, remontantki /Hybrid Perpetuals/ i róże herbatnie były dominującymi różami ogrodowymi, cenionymi przez amatorów i profesjonalistów. Ale każda z tych grup miała swoje wady – remontantki były niezgrabne i podatne na choroby, a herbatnie zbyt delikatne, więc hodowcy róż w naturalny sposób starali się stworzyć nową rasę, która połączy ich dobre cechy i wyeliminuje ich wady. Kto dotarł do tego celu pierwszy, jest kwestią sporną. Wśród pretendentów jest Lacharme z Lyonu. który skrzyżował Hybrid Perpetual ‚Jules Margottin ‚ z różą herbacianą ‚ Safrano ‚ w celu wyhodowania  różowego ‚Victor Verdier ‚ w 1859; i rolnik z Wiltshire Henry Bennett / stawiam na niego/, któremu należy się uznanie za jego „Hybrydy róży herbacianej”, które, choć wprowadzone na rynek dopiero w 1879 r., zostały wyhodowane znacznie wcześniej, od znanych rodziców i  oficjalnie uznane (przez Towarzystwo Ogrodnicze w Lyonie) jako Hybrides de the, lub mieszańce herbatnie.
Jednak różą, powszechnie uznawaną za pierwszego mieszańca herbatniego /przez mianowanie/, jest srebrnoróżowa, nieco niepozorna „La France”, wyhodowana przez Jeana Baptiste Guillot  w jego szkółce w Lyonie. Kwitnąca swobodnie, podobnie jak Hybrid Perpetuals, rosła prosto i była mniej rozłożysta, trzymając swe wysoko wyśrodkowane spiczaste pąki na mocnej szypułce. Jej data wprowadzenia – 1867 – wyznacza punkt podziału między „starymi” i „nowymi” różami.

I tak oto dotarliśmy do  prapoczątków mieszańców herbatnich, które poza zaoferowaniem wielu istotnych  modyfikacji hodowlanych  o których powiem jeszcze później,  doprowadziły do  demokratyzacji  elitarnego w sumie hobby jakim była uprawa róż. Mieszańce herbatnie były wystarczająco odporne, by  uprawiać je  w każdym ogrodzie, ba ze względu na swe rozmiary mogły być uprawiane w najmniejszych nawet ogródkach. I ten oto sposób uwieńczone zostały  starania hodowców by dać klientom łatwą w uprawie roślinę, łatwą w uprawie różę.

Powstanie mieszańców herbatnich  tworzy cezurę w kreśleniu dziejów róż. Kończy się epoka old garden roses  a zaczyna czas róż nowoczesnych. Kolejną grupą róż, powstałych tuż po pojawieniu się mieszańców herbatnich, a nawet  można by powiedzieć, że równocześnie z nimi  , są polianty. Jest to grupa róż powstałych w wyniku krzyżowania róż multiflora/rosa polyantha multiflora/z różą chińską a konkretnie z Bengale Pompon bo tak ją zwali w Lyonie,  natomiast szerzej znana jest pod nazwą  Dwarf Pink China. Nie umiemy dziś powiedzieć, czy Guillot  wiedział dokąd zmierza, czy ta krzyżówka była świadomym dążeniem do celu, czy raczej owocem  – jak to już wcześniej bywało – bezpośredniej bliskości tych róż na grządce. W każdym razie  tak by można nakreślić początek poliant uosabianych pierwszą z nich tj. Paquerette w roku 1872.

Dziś termin polianta obejmuje oryginalne krzyżówki multiflory z z różą chińską, dalej krzyżówki wczesnych poliant z różami wichury, foetida czy dalej/w drugiej generacji/ różą chińską. Są to małe krzewy, 50- 120cm wysokości, przy czym da się zaobserwować, że większy wpływ róży chińskiej skutkował mniejszymi roślinami , natomiast zwiększenie wpływu multiflory dawało rośliny większe, kwitnące na ogół dużymi, piramidalnej budowy wiechami małych kwiatów, złożonymi z grup od kilku sztuk do kilku tuzinów kwiatów. Uroda poszczególnych kwiatów nie ma tu większego znaczenia liczy się ich masa i ogólne wrażenie jakie jest stwarzane. A wrażenie to potęguje się jeżeli mamy do czynienia z nasadzeniami grupowymi, układami rabat , a więc możliwe stało się tworzenie efektów wizualnych niedostępnych wcześniej bo po prostu nie było roślin które mogły dać efekt masy kolorystycznej. Akcentu architektonicznego przestrzeni. Jak więc widzimy- mówiąc nieco żartobliwie – są to róże rabatowe naszych babć. Nie oznacza to bynajmniej, że nie zasługują na to by zagościć na stałe w naszych ogrodach. Zwłaszcza tych małych.

Kariera ich była burzliwa lecz krótkotrwała, bowiem już na początku XX wieku zostały zastąpione przez swoje bliskie kuzynki – floribundy. Przełom wieku naznaczył się pojawieniem pernetian i mieszańców róży wichury, ale o tych kwestiach powiemy sobie w drugiej części  opowiadania, części poświęconej wiekowi XX.

Pisząc o tym co się wydarzyło w świecie róż w przeciągu XIX wieku , do tej pory poruszałem się po terenie francuskim, i choć we Francji działy się rzeczy decydujące, warto przyjrzeć się dziejom róż z punktu widzenia anglosaskiego.

O modzie na róże w Anglii, zaimplementowanej z Francji już pisałem. Kwestią czasu, mimo niewątpliwych barier klimatycznych było kiedy Anglicy zaczną hodować własne, nowe odmiany róż, dostosowanych do tamtejszych specyficznych warunków klimatycznych. Pierwszym takim hodowcą, który nawiązał  kontakt z hodowcami francuskimi i podjął się tego zadania był William Paul działający w II połowie XIX wieku. Zostawił po sobie bogaty, choć nie przełomowy dorobek. Ten erudyta ogrodniczy, którego zainteresowania wykraczały daleko poza róże, zostawił po sobie interesujący dorobek. Williamowi Paul , przypisuje się wyhodowanie ponad stu odmian róż w tym tak sławne piękności jak: Arethusa/ chińska/, remontantkę Black Prince, piękną mchówkę Little Gem, Marchiones of Lorne, unikalną, morelową ale niestety już nieistniejącą Peach Bloosom, czy remontantkę Star of Waltham,  Nadto  przypisywane są jako firmie William Paul&Son takie wspaniałości jak słynna Mermaid, , Canary Bird, Paul’s Scarlet Climber, Mrs. Dudley  Cross. - w sumie dodatkowych 80 odmian z których absolutna większość  już nie istnieje. Dorobek Georga Paula, liczebnie jest również imponujący bo doliczymy się tu  około 80 odmian, choć nie tak spektakularnych jak Williama. Będą to: remontantka Charles Gater, chińska Dresden China, remontantka Duke of Edinbourgh, słynny rambler multiflora Goldfinch, poświęconą żonie, piękną siewkę od Mmme Isaac Pereire, uroczego giganta wśród róż Paul’s Himalayan Musk Rambler,  no i piękną multiflorę – Psyche.

Drugim ważnym – z punktu widzenia rozwoju róż – hodowcą angielskim, był Henry Bennet, który wprawdzie był hodowcą bydła, ale jednocześnie miłośnikiem róż i doświadczenia z tej pierwszej dziedziny przeniósł do drugiej.  Stosując metodę świadomego kontrolowanego zapylania róż stworzył nową ich klasę, grupę a mianowicie klasę mieszańców herbatnich. Wprawdzie historia zapisała, że laur pierwszeństwa należy się Francuzom. Zapewne przez zasiedzenie, to jednak to właśnie Bennet jako pierwszy dobrnął do świadomie postawionego przez siebie celu wyhodowania mieszańców herbatnich.

Przygotowuje on serię 10 odmian/mieszańców herbatnich/ ‚Duke of Connaught’, ‚Duchess of Connaught’, ‚Duchess of Westminster’, ‚Hon. George Bancroft’, ‚Michael Saunders’, ‚Nancy Lee’, ‚Pearl’, ‚Jean Sisley’, ‚Viscountess Falmouth’, and ‚Beauty of Stapleford’ do sprzedaży, ale mimo stosowania naukowych metod , nie są to najlepsze róże. Może po prostu konkurencja mu zazdrości i robi negatywną reklamę. Dość powiedzieć iż mimo tego, że pojechał do Lyonu by pokazać swoje  dzieła tamtejszym hodowcom i tam spotkał się z życzliwym przyjęciem. W kraju też sukcesu nie było. Francuzi owszem, byli mili, nazwali tą jego grupę nowych róż mieszańcami herbatnimi a Nabonand nawet nazwał jedną ze swych róż imieniem już św. pamięci żony Benneta, to jednakże Anglicy zaaprobowali tą nową nazwę dopiero w dziesięć lat potem.  Bennet, zmienił w międzyczasie miejsce zamieszkania, przeprowadził się do Shepperton i tam rozwinął uprawę i hodowlę róż na większą skalę w poszukiwaniu alternatywnych źródeł dochodu. Nie przestawał również marzyć. Myślał o tym by uprawa róż upowszechniła się bardziej, by te zbłądziły pod strzechy, do ogródków biedoty. W 1883 Bennet zdobył złoty medal na wystawie Crystal Palace  swoją nową różą His Majesty . Gdy to w roku 1885, stworzył swoją niewątpliwie największą różę Mrs John  Laing,   otrzymał za nią Złoty Medal w roku 1885,

Poza tymi wymienionymi tuzami działo się w Anglii sporo, że wymienię tu brata Paula Georga, rodzinę Cant i innych  sławnych lokalnie hodowców, to jednak  na kolejny znaczący sukces musieli Anglicy czekać do czasów Wielebnego Pembertona i jego mieszańców piżmowych. Jednakowoż  zagadnieniem tym zajmiemy się przy omawianiu wydarzeń świata różanego przynależnych XX wieku.

Jeżeli jednak już jesteśmy na Wyspach Brytyjskich, to nie sposób pominąć milczeniem działalności wielkich popularyzatorów ogrodnictwa jak John Claudius Loudon, który podobno opublikował około sześćdziesięciu milionów słów o ogrodnictwie w swoim życiu.  Z Loudonem , owi nuworysze ogrodowi dokładnie wiedzieli, co mogli i co powinni robić.

Około połowy XIX wieku za sprawą  między innymi Shirley Hibberd,   dziennikarza i ogrodnika, zwanego „father amateur gardening”   dokonuje się pewnego rodzaju rewolucja mentalna. Publicystyką swoją, przeniósł on mianowicie ogrodnictwo w sferę kultury popularnej. Z uroczej,   rozrywki i zabawy w ogrodnictwo dla zblazowanych, najwyższych sfer, ogrodnictwo staje się powoli  obiektem zainteresowania klasy średniej.

Wiele uczynią dla ogrodnictwa a zwłaszcza róż , ludzie tacy jak Wielebny Samuel Revnolds Hole czy  inny wielce zasłużony dla sprawy róż inny duchowny H. D’Ombrain , obaj z Wielkiej Brytanii , którzy podsycali publiczne namiętności, tworząc towarzystwa różane i naciskając na publiczne eksponowanie swoich działań. Błogosławiony, z dostojnym wyglądem wiktoriańskiego Gregory’ego Pecka i przekonany, że „ten, kto ma piękne róże w swoim ogrodzie, musi mieć piękne róże w swoim sercu”, odkrył swoją pasję do róż.  S.Reynolds Hole napisał pomnikową ” A Book about roses: How to grow and show them”. jeszcze za jego życia  ukazało się 15 wydań tego dzieła i drugie tyle po śmierci.

Z kolei inny ksiądz H. D’Ombrain  chociaż był czynnym wikariuszem,  to jego pasja do róż sprawiła, że ​​przeczesał znaczną część Francji w poszukiwaniu nowych odmian do swoich ogrodów. Ponadto pod pseudonimem D. Deal, jest autorem wielu artykułów na temat ogrodnictwa. W 1876 był kluczową postacią przy staraniach o założenie pierwszego na świecie stowarzyszenia miłośników róż, National Rose Society of England, dla którego pełnił funkcję pierwszego sekretarza przy prezydencie  R.Hole.
Napisał  książkę Róże dla amatorów w 1887 roku gdzie już wówczas przenikliwie zauważył , że róże herbaciane i noisettes wypierają remontantki. W latach 1888-1902 opublikował na własny koszt biuletyn National Rose Society, poprzednik The Rose Annual, którego wydawanie rozpoczęło się pięć lat później. Najwyraźniej wielebny wywarł wrażenie na Margottinie jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, ponieważ róża mu poświęcona weszła do handlu już w 1863 roku. Onże, nie tylko wprowadził róże noisettes do Anglii, ale także spopularyzował klasę róż bourbońskich. Przede wszystkim bronił swojego ulubionego Noisette „Marechal Niel’, który do dziś pozostaje jedną z najpopularniejszych Noisettes.

Z projektantów  zieleni wymieniłbym Humprey Reptona , który był jednym z pionierów XIX-wiecznego ogrodu różanego w Wielkiej Brytanii – i nie tylko- a który  swym podejściem do  kwestii kształtu i formy ogrodów różanych , zwłaszcza tych małych, zostawił trwały  ślad  po dzień dzisiejszy.

Koniec wieku, działalnością swoją silnie naznaczyła Gertude Jekyll. Poza jej wielką rolą w propagowaniu i upowszechnianiu ogrodnictwa nie sposób nie zauważyć jej wspaniałej pozycji „Roses for english garden”.  Wprawdzie jej najoryginalniejszy pomysł założenia ogrodu różanego w lesie, nie wytrzymał próby czasu, ale nadal inspiruje projektantów

Na chwilę wrócę jeszcze na kontynent amerykański. O  „odkryciu ” Johna Champneya, już pisałem. Mieszaniec róży piżmowej , który pojawił się na jego farmie i został udoskonalony i rozpropagowany przez braci Noisette jest być może jednym z najwcześniejszych  przykładów globalizującego się świata. Podobnie jak róża burbońska, przekracza granice  skonfliktowanego świata  tworząc nowe wartości . Te  róże wszak powstały  w Ameryce, na terenie nieistniejących jeszcze podówczas Stanów Zjednoczonych  z  rodziców którzy podobnie jak i Europejczycy byli w Ameryce przybyszami, kolonizatorami.

Rozprzestrzenianie się róż Noisettes w XIX wieku było imponujące. I to nie tylko w Europie. Nawet dzisiaj, w Stanach Zjednoczonych Ameryki, zdarza się odkrywać nowe i nieznane odmiany, które nigdy nie przybyły na nasz kontynent, ale które przetrwały dziesięciolecia, być może bez nazwy, w ogrodach Ameryki Północnej. Sukces niewątpliwie zapewnił wdzięk i elegancja kwiatów,   które wprowadziło nowy element architektoniczny do europejskiego ogrodu: różany rambler.

Ten sam motyw powtórzy się przy narodzinach kolejnej wielkiej rodziny róż, mieszańców róży wichury. Wszak  róża wichury również jest przybyszem z dalekiego wschodu. Tu jednakże  trudniej powiedzieć kto był pierwszy  czy Francuzi,  bracia Barbiere czy  szkółkarze amerykańscy, choć to już opowieść którą przypisałbym do wieku XX. Natomiast całkowicie amerykańskim patentem są mieszańce róży setigera. Myśl by z pomocą rodzimych gatunków róż stworzyć coś nowego i oryginalnego pojawiła się w połowie XIX wieku w głowach kilku hodowców i dała kilka ciekawych roślin ogrodowych. Wartość tej odmiany prawdziwie docenimy dopiero gdy spojrzymy na krótki przegląd form hodowlanych. Upodobał sobie zwłaszcza ją w Europie  Rudolf Geschwind a w Ameryce jego rodak Horvath , ale pierwszym był Amerykanin,  Samuel Feast / Belle de Baltimore rok 1843/. Z dzieł Geschwinda z użycie r.setigera, wymienię dla przykładu  Forstmeister Heim, Nordlandrose, Geschwind Schonste, Virago, czy najsławniejszą z nich Erinnerung an Brod  . Horvath zostawił po sobie takie mieszańce setigera jak: Jean Lafite czy Thor. Za mieszańca setigera uważa się też Bijou des Prairies czy Oueen of the Prairies.

Jak wielką były one nowością podówczas, pokazuje nam ten oto niewielki cytat. W „Magazine of horticulture” rok 1846, znajdziemy  protokół z posiedzenia Massachusetts Horticultural Society,  z 28 lutego, 1846 roku. „Pan Feast przedstawił nam nowy rodzaj  róż, swoją nową odmianę  Rosa rubrifolia, Var. Queen of the Prairies. Jest to najbardziej  odporna ze znanych nam róż, znosząca najcięższą zimę w New England, bez uszczerbku . Charakteryzuje ją  bujny wzrost,  pozwalający na  dobrych glebach na przyrost pędów od 15 do 20 stóp   w sezonie. Kwiaty bardzo podwójne; kolor  jasno szkarłatny, skłaniający się do różu o odcieniu bzu. Zakłada duże kiście kwiatowe na pędach bocznych,  w rozkwicie na początku lipca, około tygodnia po przekwitnięciu  róż innych odmian.
Ta róża jest bez rywala, w naszym klimacie, doskonała do prowadzenia przy słupach, altanach, itp.  Jedyną jej wadą jest nieznaczny zapach. ale ufamy, przez swe dalsze  wysiłki  pan Feast usunie tę niedoskonałość” .

I jeszcze jedna uwaga o interferencjach francusko- angielskich w XIX wieku/ oczywiście tych  dotyczących róży/ to posłużyłbym się cytatem z  naszego Bronisława Gałczyńskiego z jego wspaniałej wydanej w roku 1927, książki „Róże w ogrodzie”. To Anglia podbija Indie, panoszy się w Chinach i po całym świecie , zwozi  z każdego zakątka globu wszelkie dobra w tym i róże – ale to Francja stwarza modę na róże.

Tak to by po krótce wyglądały dzieje róży w XIX wieku i dzieje mody na róże. Jeżeli czas i zdrowie pozwoli , wiekiem XX zajmę się niebawem. Liczę na uwagi.

Marian Sołtys – 17 01 2022

 

 

1 komentarz do “Stare i nowe róże ogrodowe XIX wieku. Cz. I.”

  1. Tadeusz Kurek napisał:

    Brak mi odpowiednich słów uznania dla tak pięknie przedstawionej historii różanej.

    Chapeau bas!

Napisz komentarz

You must be logged in to post a comment.