Róże chińskie w moim ogrodzie

Mam ich kilka , a pierwszą była Old Blush. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie jest ona szczególnie piękna, / choć w tym roku , jej kwiaty były uformowane wyjątkowo atrakcyjnie/ale chodziło mi o  wyhodowanie jakiejś  interesującej siewki z jej udziałem. Jednakże mimo tego, że owoce zakłada chętnie i łatwo i bez problemów dojrzewały w gruncie , to jednak  siewki jej nie były interesujące. Podobnego zdania jest również Pan Jacek Kondratowicz , który pokazał nam kilka siewek z jej udziałem.

Po jakimś czasie przeczytałem w  American Rose Annual  z roku 1946 artykuł  gdzie autor Maurice Merril rozprawiał się z rzekomą delikatnością tej grupy róż.*  » Czy róże chińskie są delikatne? - pytał. Postanowiłem to sprawdzić praktycznie. Wprawdzie już wcześniej miałem Gruss an Tepliz  R. Geschwinda, ale  co by się o niej nie powiedziało, nie jest to  róża stricte chińska – natomiast w uprawie zachowuje się jak mieszaniec herbatni i tak była przeze mnie traktowana. Natomiast liście i kwiaty wskazywały by na bardzo bliską proweniencję z różą chińską.

To może jeszcze  bliżej  centrum problemu. Miałem ochotę na General Schablikine ze względu na urodę kwiatu , ale nie było tak prosto ją kupić. Skończyło się więc na  Comtesse du Cayla. Mimo  zdecydowanie  piękniej brzmiącej nazwy, kwiaty okazały się  mało atrakcyjne. No dobrze, są niezłe, ale tylko przez jeden dzień. Nadto ich wybarwienie nie przypomina tych egzemplarzy, które pławią się w słońcu Włoch czy południowego wybrzeża Francji. Co do zimy, to posadziłem je nieco głębiej niż zwykłem to czynić i na co praktyka wskazuje.  W efekcie kwitnienie się znacznie opóźniło. Za to zimę zniosła bez problemu a tegoroczna  przypominała wszak zimy prawdziwe, Kwitnienie jej  ma charakter ciągły jak Pan Bóg  przykazał.

Nieco później posadziłem w sporej donicy – z zamiarem zimowania jej w domu – Sophie’s Perpetual i choć sadzonka była z gołym korzeniem i wyglądała niezwykle nędznie, to wzrost podjęła prawie natychmiastowo i już po miesiącu obdarzyła mnie obfitym i trwającym  prawie dwa miesiące kwitnieniem. Po czym wbrew swej nazwie  udała się na ponad miesiąc trwający spoczynek.  Z kwitnieniem jesiennym było w porządku, tylko kwiaty były wyraźnie mniejsze, za to intensywniej wybarwione. Pobrałem od niej sadzonkę, która się bardzo ochoczo ukorzeniła i w październiku dała pierwszy kwiat. Chciałbym tu podkreślić , że kwiaty jej są wielkiej urody i przyzwoicie trwałe. Bardzo przypominają Gruss an Tepliz. Wspomniane kwitnienie jesienne nie zadowoliło mnie, głównie dlatego, że kwiaty były wyraźnie mniejsze niż kwitnienia wiosennego.

Kolejna, to Hermosa. Kwiaty są w porządku i kwitnienie bardzo obfite, ale po przekwitnieniu uległa gwałtownej defoliacji z powodu czarnej plamistości, mimo, że przyjęła  standardowy, jak u  innych róż oprysk. Po zdefoliowaniu  przez ponad miesiąc sterczały nagie patyki  nim wreszcie zdecydowała się podjąć ponowny wzrost. Nie wróży to jej dobrze na zimę.

Arethusa W.Paula , to pomyłka. Kwiaty niewielkie bez  jakiejkolwiek wartości zdobniczej. . Kwiat zaraz po rozwinięciu się w fazie półpąka przez parę godzin wygląda jako tako. Potem to już tylko beznadziejny pędzelek. Do usunięcia, choć kwitnie obficie i wygląda na odporną na choroby grzybowe.

Duże nadzieje wiążę z Marie van Houtte. Piszę tu o niej, choć powszechnie klasyfikuje się ją jako herbatnią.  Jest to jednakże czystej wody kazuistyka. Bardzo bowiem podoba mi się taka oto definicja: Herbatnie, to pachnące herbatą róże chińskie.  Zgodnie z tą definicją  każda róża herbatnia jest chińską ale nie każda chińska jest herbatnią. Sadzonkę tej odmiany otrzymałem wiosną w prezencie od Pana Tadeusza Kurka i jeszcze rośnie w donicy. Wypowiem się o niej na wiosnę przyszłego roku jak przezimuje i zakwitnie-  choć już jesienią dała kilka kwiatów.

Mam jeszcze Mlle. Cecile Brunner. Zdecydowana większość autorów widzi ją jako polyanthę. Dla mnie jednakowoż z charakteru i wyglądu będzie to miniaturowy mieszaniec róż chińskich i jako taka  wyląduje w przyszłym roku na rabacie z różami miniaturowymi. Z tego co  zdążyłem zaobserwować, kwitnie w miarę ciągle i obficie, ale jej kwiaty choć  uwodzą nas przez krótki ukres czasu swą urodą, to jednak w masie sprawiąją przeciętne wrażenie. Ze względu na swą delikatną konstrukcję, może mieć problemy z zimowaniem w naszych warunkach.

Mr.Bluebird -Kwiaty – różowo fiołkowe, różowo purpurowe z wiekiem jaśniejące.  Kwiaty średnicy około 4 cm, złożone z 5-8 płatków. Kwitnie non stop , niewielkimi wiechami półpełnych kwiatuszków, ale niezbyt obficie.

Zapach – lekki .

mrs-bluebird

Krzew wysokości około 50 cm. Jedna z najlepszych róż miniaturowych, idealna do uprawy doniczkowej.

Pochodzenie- wg.  hodowcy  jest to siewka Old Blush z samozapylenia . Na tej bazie Ralph Moore snuje bardzo interesujące rozważania. Otóż w latach 1957- 1960 posiał wiele nasion uzyskanych z samozapylenia Old Blush. We wszystkich tych partiach pojawiło się wiele siewek o karłowym pokroju.Jedyną siewką, która została wprowadzona do handlu, była ta, która miała nieco większe liście i półpełne kwiaty w kolorze lawendowo-niebieskim (lub magenta). Ten wybór – Mr. Bluebird ”, łatwo rośnie z sadzonek i okazał się dość odporny na zimno. Wytwarza owocnie  które zawierają do pięciu nasion, ale kiełkowanie ich jest bardzo słabe. Były wśród tych siewek rośliny przypominające Rouletti. Polecam.

Champney’s Pink Cluster – ktoś mógłby powiedzieć: Hola ,hola,  wszak sam Pan pisał, że to mieszaniec piżmowy! I tak jest w istocie. To prapoczątek mieszańców piżmowych, ale z drugiej strony jest to  jak najbardziej mieszaniec róż chińskich. I chciałbym o tej róży powiedzieć kilka ciepłych słów. Przede wszystkim jej kwiaty są większe niż u zdecydowanej większości współczesnych mieszańców piżmowych. Są też ładnej budowy i stosunkowo trwałe. Krzew  pięknie się zgęszcza i raźno przyrasta. Nie jest porażana przez czarną plamistość. Co do jego rozmiarów nie chciałbym się jeszcze wypowiadać. Podobnie jak i  o odporności na nasze niesympatyczne pogody zimowe.

No i w końcu trzeba by odpowiedzieć na to pytanie które jeszcze nawet nie padło , ale należy je w końcu postawić. To jak? Uprawiać chińskie róże?

Zdecydowanie tak.

Bezsprzecznie mają ów ukryty urok  róż pierwotnych. Dla tych wszystkich którym się już znudziły nasze mieszańce herbatnie, obserwacja odmiennego charakteru wzrostu róż chińskich da wiele satysfakcji. Delikatność i ulotna uroda ich kwiatów jest po równi irytująca jak i intrygująca a odporność na czarną plamistość ponadprzeciętna. Jeżeli będą się utrzymywały łagodne zimy, dadzą nam wiele radości, jeżeli natomiast przyjdzie seria ostrzejszych – wówczas będziemy się martwić, ale – tak mi się wydaje – nie bardziej niż w przypadku mieszańców herbatnich.

4 komentarzy do “Róże chińskie w moim ogrodzie”

  1. Kurek Tadeusz napisał:

    Dobrze, że zdążyłem zdobyć trochę tych bardzo starych odmian jak wspomniana ‚Marie van Houtte’.
    To stara francuska szkółka, ale właśnie została sprzedana. Czy nowy właściciel będzie kontynuował hodowlę starych odmian – zobaczymy.

  2. admin napisał:

    Hej!
    Jak tam Kudrynki? Bronią się jeszcze?
    Serdeczności!

  3. Kurek Tadeusz napisał:

    Stało się! Sam Pan sprowokował tę odpowiedź.

    Tyle już było wpisów z Kudrynek i o Kudrynkach, ale wielu czytelników tego wspaniałego Bloga prawdopodobnie nawet nie wie gdzie te Kudrynki są.

    Otóż, przy okazji pleneru fotografów przyrody, który odbył się w Kudrynkach x lat temu, jeden z uczestników, a mój Przyjaciel Maciej Romański z Wigierskiego Parku Narodowego tak oto opisał gdzie to jest i jak tam dojechać:

    „Jeśli ktoś jeszcze chętny to musi zaopatrzyć się
    w materac lub namiot bo ja nie mam.

    Pozdrawiam
    Tadeusz

    Namiot materac to pikuś, powiedz lepiej gdzie to jest dokładnie – czy to tam na samym końcu Polski ??

    O tak.. prawie ze na samiutkim końcu, blisko jest już krawędź płaszczyzny ziemskiej – jak się człowiek wychyli, widać nawet te żółwie, na których owa płaszczyzna jest oparta . To właśnie z stamtąd chłodem wieje ;-)))

    gdzie mgla konie dusi ?? :))))

    gdzie wrony nie dolatują, bociany zawracają, a psy tylkami szczekają. W jeziorach utopce żyją, na brzegach rusałki tańcują, a po lasach włóczą
    się południce, dziwożony, strzygi i insze upiory a na dodatek wilkołactwo się szerzy! Co gorsza Jaćwingowie wsie pustosza i dziewki bałamucą ;-)))

    No i jak tam dojechać ?? bo jeśli patrzyłem w dobre miejsce na mapie to hmmm :)))

    No normalnie – do Augustowa to koleją żelazną można się dostać, jeno powoli jedzie, bo po drodze maszynista drewno na opal zbiera i podrzuca
    pod kocioł lokomotywy, a pod górkę pasażerowie pchać muszą. Potem furmanką jaki tydzień na wschód aż zaspy drogę zagrodzą, potem jeszcze
    tydzień psim zaprzęgiem przez tundrę, wciąż na wschód. Gdy z głodu psy wszystkie już zjeść przyjdzie, trza jeszcze tydzień w rakietach
    śnieżnych się przedzierać, aż wśród zamieci śnieżnej zamajaczy światełko i poczujesz woń dymu. To tam mieszka Tadzio z Kudrynek, Druid posiadający Wiedzę Tajemną o eliksirach wszelakich! Jeno drogi do jego ogrodu strzeże okrutny smok Trzygłów – żeby go oswoić, dziewice trza mu darować, koniecznie z kniaziowskiego rodu! Taka to droga daleka i pełna
    niebezpieczeństw, ze jeno najtwardsi wojowie tam docierają.
    Ruszając tam, musisz wiec oręż wyrychtować – miecze wyostrzyć, strzał zapas zgromadzić a i w talizmany magiczne zaopatrzyć. ;-)))

    A oto Kudryńska polana, wśród puszczy nieobeszłej ukryta, gdzie w Świętych Gajach owoc na magiczne mikstury dojrzewa: (na mapie trzeba zwinąć panel boczny)

    https://www.google.com/maps/place/Rynkowce,+Bia%C5%82oru%C5%9B/@53.8745603,23.4834867,14z/data=!4m13!1m7!3m6!1s0x46e061e37b9d274d:0x5addbd8e3ea17cb0!2sRudawka!3b1!8m2!3d53.8671568!4d23.5106096!3m4!1s0x46e089d09bdfc2c3:0x9b23f17f3131d40b!8m2!3d53.8646504!4d23.5888883?hl=pl

    Pamiętaj jeno, gdy Gruszki miniesz, pode żadnym pozorem wstecz się nie oglądaj, bo w słup kamienny rychło Złe Cie przemieni, ani osady Rudawką
    zwanej nie odwiedzaj – tam mieszkają okrutni zbóje, co obcych w ofierze swym Bogom składają i ludożerstwo praktykują!
    Musisz po drodze tajemnych znaków na Kudryńską Śluzę wypatrywać i ku północy skręcić.
    W przeciwnym razie, nie będzie już ratunku… Takoż gdy miniesz siedzibę Tadzia i zbyt daleko na zachód się cofniesz i do chaty Wielkiego Strażnika Śluzy
    dotrzesz, zgubiony będziesz! On trzy pytania zadaje, a gdy na choć jedno źle odpowiesz lub się zawahasz, wnet Cie w utopca przemieni lub Zaltisowi w ofierze złoży!

    Jako widzisz droga to daleka, pełna trudów i niebezpieczeństw, niejeden rycerz tam poległ, lub zaginał bez wieści, kości wielu śmiałków po
    lasach murszeją. Komuż wiec starczy odwagi by ruszyć na ten koniec świata?
    Lecz na śmiałka, który tam dotrze, nagroda czeka – łyk Żywej Wody, co życie przywraca i sił dodaje. Jeno pamiętaj – Żywej Wody należy pomału kosztować, kto zbyt łapczywie pije, wnet mu rozum pomiesza, nogi poplącze i mowę odejmie, a nawet sen kamienny sprowadzi!”

    Jak widać, blisko to nie jest i nie łatwo dojechać, więc może i dlatego w naszej okolicy był względny spokój. Na pewno nie bez znaczenia jest usytuowanie granicy z Białorusią tzn. dość duży odcinek granicy stanowi Kanał Augustowski, Wołkuszanka i jeziora, które w znacznym stopniu utrudniają przejście.

    Nawiązując natomiast do stricte tematyki strony to przybyło trochę ciekawostek, które z miejsca zaokulizowałem jako krzewy i jako pienne. Wznowiłem ubiegłoroczne doświadczenie z zimowym kwitnieniem starych odmian w mieszkaniu jak np. „Marszanila”, ‚Perle de Jardins’ i ‚La France’, o czym napiszę jak tylko zacznie się coś dziać. ‚Perle de Jardins’ już dwa pąki kwiatowe ma zawiązane

    Pozdrawiam najserdeczniej Autora tej strony i wszystkich Czytelników.
    Tadeusz Kurek

    PS Wysłane zdjęcie ‚Aimee Vibert’ i ‚Little White Pet’ wydaje mi się, że pasowałoby idealnie do artykułu „Podobno są podobne”.

  4. admin napisał:

    tak to właśnie sobie wyobrażałem…

Napisz komentarz