Sporty powtarzające kwitnienie

Bardzo lubię powtarzać – może zbyt często – za wierszykiem Jeremiego Wasowskiego – „…ta przyroda jest niezmierna …” To  frywolne a jednocześnie bardzo wyrafinowane stwierdzenie przychodzi nam na myśl z różnych okazji. Również gdy obserwujemy zmagania hodowców z tzw. siłami przyrody, które wprawdzie rządzą się pewnymi ustalonymi prawami ale jak się okazuje nie zawsze. A może zawsze, ale potrafimy tych praw do końca  zidentyfikować. Hodowcy  wiele trudu poświęcili by wyhodować jeżeli nie ciągle to przynajmniej powtarzające kwitnienie róże pnące które były zdolne w miarę swobodnie egzystować w chłodniejszych klimatach. I przez długi czas od przyrody przychodziły odpowiedzi odmowne. Czasem zawodziła wiedza czy też konsekwencja hodowców a czasem przyroda strzegła swych tajemnic i basta.

Ale jak powiedziałem przyroda jest niezmierna i w niektórych wypadkach, niejako w ramach kaprysu, sama proponuje nam cudowną przemianę. Cudowną? A może diabelską? Wszak sami szkółkarze np. tropiący samoistne mutacje  w szkółkach  obserwują pilnie rośliny by wyłapać jakiegoś odmieńca. Takie  samoistne mutacje  u drzew czy krzewów na przykład  w postaci innej struktury zaobserwowanej  gałęzi nazywają wszak ” czarcimi miotłami”. U róż proceder ten jest na tyle powszechny, że nie budzi jakichś większych emocji. Co najwyżej żarty. Jak w opowieści znakomitego szkółkarza  ale i gawędziarza Sama IV McGredy. Gdy jeden z jego pracowników wypatrzył na polu u Madame A. Meilland odmieńca, zgłosił go do pryncypała , który wynagrodził go za to znalezisko kilkoma funciakami  za które ten kupił sobie wymarzony motocykl, którym potem dojeżdżał do pracy.Odmieńcowi temu, Sam nadał nazwę Kronenburg. I od tej pory, zapewne zazdroszczący  znalazcy  koledzy nazwali jego motor Kronenburg.

Tak, u rosarian, sport nie jest postrzegany jako zjawisko szczególnie wyjątkowe. Co najwyżej jako dar od losu dający nam bez większego wysiłku hodowlanego z naszej strony, nową jakość.

Czasem jednakże i  starzy, zblazowani obserwatorzy jakimi są hodowcy  nowych odmian, nie mogą się nadziwić cudownym przemianom wewnątrz tak subtelnych organizmów jakimi są bez wątpienia  krzewy róż. Oto w roku 1914  w Niemczech, niejaki Ludorf o którym nie wiemy praktycznie nic, bo nawet jego imię gdzieś się zawieruszyło, wypatrzył na uprawianych podówczas masowo  różach Tausenschon – nie powtarzających kwitnienia -  odmieńca  który nie tylko grzecznie rósł malutki jak każda polyantha, ale jeszcze na dokładkę kwitł bez opamiętania jak to byśmy dziś powiedzieli w sposób ciągły. Odmieńca tego znalazca nazwał Echo.To niesłychane wydarzenie, niejako jednoczesnego podwójnego sportu, przeszło jednakże /nomen omen/ bez echa. Nie to by nie doceniono wyjątkowości tego wydarzenia. Nie, po prostu zaczęła się wojna i inne sprawy zaczęły zaprzątać ludziom głowy.  A może było tak jak to opisuje Henryk Sienkiewicz, gdy to  różne dziwne znaki pojawiające się w przyrodzie zwiastowały, przeczuwały dramaty wojny. Ale nie , bo w cichym i spokojnym roku 1930/ a może już antycypowała przyroda wielki kryzys/ a więc w roku 1930 – odkryta została w Somerset Rose Nursery w USA, a wprowadzona do obrotu handlowego przez Henrego A.Dreera powtarzająca kwitnienie róża New Dawn jako samoistna mutacja Dr.W. van Fleet. Dreer bardziej niż Ludof docenił wagę wydarzenia, a może miał większe możliwości, bo zapisał się w historii róż uzyskaniem pierwszego patentu, praw wyłączności do tego sportu. Pierwszy patent na różę.

Trzecim przypadkiem, który przeszedł niejako bez echa był casus Ilse Krohn Superior. Wyselekcjonowana została  przez Reimera Kordesa w roku 1964 z nie powtarzającej kwitnienia  Ilse Krohn wyhodowanej przez siebie parę lat wcześniej. Nikt z tego cudu przyrody nie robił żadnego aj waj. Przynajmniej ja, takich śladów w prasie fachowej nie znalazłem. Zresztą u Kordesów w ich szkółkach, nie takie cuda się zdarzały  jak np. ta z Max Graf i wyhodowaniem r.kordesii. A jednak będę się upierał . To było wydarzenie. bowiem w sumie mało ważna Ilse Krohn, będąca wynikiem krzyżowania Golden Glow z r. kordesii, która wprawdzie rodziła interesujące kwiaty, ale nie powtarzała kwitnienia, nagle zmieniła zdanie i w kilka lat po wyhodowaniu, wydała powtarzający kwitnienie sport Ilse Krohn Superier.  Tak odmiana wyjściowa, jak i mutacja są małymi klimberami i bacząc na posuchę wśród ofert na rynku białych róż pnących powtarzających kwitnienie wyrażam swe zdziwienie , że Ilse jest tak mało znana w świecie miłośników róż, ale to już inna historia.Tak na marginesie tych rozważań:  Przy  wyhodowaniu  zjawiskowego ale nie powtarzającego kwitnienia Alchymista, takoż przez Reimera, przy którego narodzinach akuszerką była również Golden Glow. Obserwujmy więc Alymista bacznie.  Kto wie, może w ten sposób zapiszemy się w historii róż jak znalazcy powtarzającego kwitnienie sportu ad tej pięknej odmiany.

I tak oto rozpatrzyliśmy trzy bardzo różne przypadki, różnych wariantów mutacji samoistnych, które mają jeden bardzo ciekawy wspólny mianownik. Otóż wewnątrz organizmu róży doszło do cudownej przemiany o nie wyjaśnionej do końca przez naukowców naturze w wyniku której róża nie powtarzająca kwitnienia zmienia nagle zdanie i kwitnienie  ku naszej radości powtarza.

Marian Sołtys – 15 02 2020.

 

Napisz komentarz