Antoine i Francis Meilland

Gdy szukamy przodków Meillandów, bez problemu znajdziemy antenatów  wywodzących się nawet z połowy XVIII wieku. Francuskich archiwów bowiem  Niemcy i Rosjanie nie wywieźli ani nie spalili. Ja, jako pierwszego/ ustalenie arbitralne/ odnotuję Mathieu Meillanda / 1802- 1883/ który pobrał się z Jeane Marie Moulin/1807 – 1885/ i w czasie swego długiego pożycia małżeńskiego dorobili się  siódemki dzieci a jednym z tej licznej gromadki był najbardziej tu nas interesujący Jean Baptiste Meilland/1843 – 1892/ , który to ożeniwszy się z Jeanne Lafont/ 1856 – 1943/ dorobił się czwórki potomków z których najbardziej interesuje nas  Antoine Meilland czyli  słynny Papa Meilland. To właśnie on był pierwszym,który w tej rodzinie zajmował się różami. Ogółem rodzina Meillandów „odpowiada” za wyhodowanie grubo ponad tysiąc nowych odmian róż. Więcej odmian powstało tylko w rodzinie Kordesów.

Antoine, urodził się  w czerwcu 1884 roku we wsi Chamboeuf, około trzydziestu mil od Lyonu. Był jak już wspomniałem,  jednym z czworga dzieci, a rodzina ciężko pracowała na swoim małym  gospodarstwie. Jego rodzina a zwłaszcza ojciec doświadczył okropności wojny będąc obrońcą  Paryża podczas oblężenia miasta przez Prusy  w 187o roku. Jego matka, Jeanne, od zawsze znana jako Jenny, utrzymywała swoją rodzinę w czystości, karmiła i dobrze wychowała. I to wszystko mimo swej niepełnosprawności związanej z utratą ręki. Zamiast ręki miała żelazny hak. Kariera edukacyjna Antoine zakończyła się na szkole wiejskiej a największy wpływ na osobowość i zainteresowania młodego Antoine miała Mme Miviere, wdowa po miejscowym nauczycielu. Antoine często ją odwiedzał, szczególnie podziwiając jej ogród różany, który kusił go bardziej niż gospodarstwo rodziców.

Nic więc dziwnego, że mając zaledwie dwanaście lat, poinformował rodziców, iż postanowił uprawiać róże. Jego ojciec próbował go od tego odwieść, tłumacząc, że ludzie  na pewno to będą musieli jeść a róża jest symbolem luksusu.
Jednakowoż te argumenty nie zmieniły nastawienia Antoine, który napisał list do hodowcy róż w Lyonie, Francisa Dubreuil, prosząc o przyjęcie do pracy. W odpowiedzi otrzymał radę by poszukał sobie zajęcia bliżej domu. Antoine podjął więc pracę w pobliskiej szkółce drzew owocowych w St. Galmier , gdzie pracował przez cztery lata. Po czym ponownie zwrócił się do  Francis Dubreuil, który w rzeczywistości był krawcem, który poślubił Marie, córkę Josepha Rambaux, ogrodnika w   Parc de la Tete d’Or. W wolnym czasie ten ekspert od drzew owocowych, odpowiadał za nie w parku, W domu po pracy zajmował się różami. Wyhodował ich wiele, większość z nich pozostaje nieznane , ale część z nich  ocalało  rozmnożone przez wdowę a później przez zięcia Franciszka Dubreuil. Sam był rodzajem namiętnego XIX wiecznego amatora , który nie dbał o stronę merkantylną tego co robił. Nie oczekiwał  żadnej nagrody poza czystym podziwem dla piękna przyrody.

Przypisuje się mu wyhodowanie  około 8 odmian róż z czego dwie są doskonale znane i uprawiane po dzień dzisiejszy. Są to: polyanty Anne Marie Montravel i Perle d’Or. Po śmierci Josepha, całą tę schedę przejęła jego małżonka, /nie znamy niestety jej imienia/ a potem Francis Dubreuil,/ 1843 – 1916/ który ożenił  się z z córką Państwa Rambaux – Marie. Zdobył sobie swą pracą i fachowością dużą renomę. Dość powiedzieć, że  został założycielem Francuskiego Towarzystwa plantatorów róż, a na swoim koncie ma wyhodowanie ponad 60 odmian róż z czego niewątpliwie najbardziej sławną  jest na dzień dzisiejszy herbatnia Crepuscule. To do pracy w jego szkółce aspirował młody Antoine Meilland. Gdy Antoine zwrócił się do niego po raz wtóry o pracę – został przyjęty i przepracował tam ponad 10 lat. To dość dużo by zakochać się w córce Francisa Dubreuil i Marie z domu Rambaux  – rezolutnej Claudii która w zależności od potrzeb, w firmie ojca,  działała jako sekretarka, kwiaciarnia lub handlowiec,  będąc prawą ręką ojca.

Jak pisze  Jack Harkness w The Makers Heavenly Roses, str,122 ” Antoine był przystojnym , dobrze zbudowanym młodzieńcem o szerokiej, ogorzałej w wyniku pracy na świeżym powietrzu, twarzy. Tworzył wokół siebie aurę spokoju i porządku”. Nic więc dziwnego , że podobał się nie tylko pracodawcy , ale i Claudii.  Ślub wzięli w roku 1909  a w roku 1912 urodził się  im syn Francis, który imię dostał zapewne po swoim sławnym dziadku.

Długo nie nacieszył się synem, gdyż w roku 1914 wybucha I Wojna Światowa i Antoine dostaje powołanie do wojska.

Claudia Meilland, wówczas dwudziestokilkuletnia, została zatem obciążona wieloma obowiązkami: starszym ojcem, małym synem, domem i firmą. Firma zmienia swój profil, przestawia się  z róż na warzywa; towar Klaudia transportuje ręcznym wózkiem na rynek. Lata mijają wolno i mozolnie, umiera  ojciec Klaudii. W końcu Antoine wrócił z wojny w 1919 roku i mogli wznowić swoje prawdziwe życie, ponownie hodować róże. Z wielką trudnością, jeżdżąc rowerem po okolicznych lasach, zorganizował dwadzieścia tysięcy podkładek, zaokulizował je,przygotował katalog. Niestety  wszystko pochłonęła plaga szkodników.    Gdyby nie zapas drzewek owocowych, nie mieliby się z czego utrzymać.

***

Nasuwa mi się tu  pierwsza analogia, porównanie do sytuacji innych wielkich rosarian. Otóż Wielki Czech, Jan Bohm , również wraca po I Wojnie do domu, zaczyna wszystko od zera a dom / a właściwie nędzną klitkę/ stawia z kamieni pochodzących z oczyszczania pola. Zakładając szkółkę róż, zarabia na utrzymanie produkcją warzyw a podkładki organizuje, jeżdżąc rowerem po okolicznych lasach  co dawało asumpt okolicznym  wieśniakom do okrutnych żartów.

***
Sprzedają stary , lyoński dom Claudii i przeprowadzają się poza Lyon do Tassin-la-Demi-Lune i od tego momentu zaczęli wreszcie odnosić skromne sukcesy.To na tych polach pojawią się pierwsze sukcesy Francisa: Golden State  i Madame A. Meilland.

W tym czasie w małej miejscowości Varce niedaleko Grenoble, mieszkał niezwykły człowiek- Charles Mallerin. Był wysokiej klasy inżynierem, fachowcem od instalacji centralnego ogrzewania, ale nie miał do tego serca. Jego pasją były róże. Gdy tylko odłożył wystarczający kapitał -  pod pretekstem złego stanu zdrowia , porzuca swą profesję i zajmuje się  hodowlą róż, tworzeniem nowych odmian.  Charles był nie tylko odnoszącym sukcesy hodowcą, ale także miał poczucie swego rodzaju misji, przekazania swej wiedzy innym. Postanowił więc w roku 1929   zaprosić francuskich hodowców róż do siebie by pochwalić się swymi dokonaniami.   Ponadto zaproponował  gościom, aby przyprowadzili swoich synów. Dlatego też  Antoine i Franciszek udali się do Varce.  Zainspirowany tym spotkaniem , Francis jeszcze tego roku podjął próby z hodowlą nowych odmian. Nie bez znaczenia były tu doświadczenia pradziadka  J.Rambaux i dziadka Francisa Dubreuil.  Zachęty matki , która podtrzymywała go na duchu, niewiele pomagały, nie szło mu najlepiej, wszak miał dopiero 17 lat! Trochę pomógł mu  Charles Mallerin, który Francisa, zapewne nieco żartobliwie  nazywał swoim studentem. Napisał  do niego/ a w ogóle to pisywał do niego bardzo często/, że amerykański przedstawiciel z firmy Conard -Pyle , przyjeżdża do Francji i zasugerował by go zaprosić do Tassin.   Prawdę mówiąc, niewiele było do pokazania, ale róże  niosły ze sobą szczególne więzi,  i doszło do zawarcia pewnych zobowiązań.   W 1933 roku Francis spotkał się  z Robertem Pyle, przyjacielem Charlesa Mallerina. To spotkanie i spotkanie z dr. J.H. Nicolasem, twórcą róż w Stanach Zjednoczonych, zachęca go do wyruszenia w amerykańską podróż.

Wcześniej, jeszcze w roku 1932  zmarła  Claudia, żona Antoine choć była ledwo po czterdziestce.Z pomocą osieroconym panom,przyszła niezawodna Grand  Mere Jenny, która przejęła gospodarstwo domowe, a jej pierwszym pomysłem było wysłanie Antoine’a i Francisa na wakacje.Wyjechali na południe Francji i zakwaterowali się w hotelu w  Antibes. Ale  po chwili okazało się   że spędzanie wakacji w żałobie po takiej stracie było kiepskim pomysłem. By zabić czas,postanowili poodwiedzać lokalne szkółki róż. Wiedzieli o jednej , którą prowadził Francesco Giacomo Paolino i którą Antoine wcześniej współpracował. Postanowili go odwiedzić. Był on włoskim imigrantem, członkiem dużej rodziny  z Kalabrii  która w roku 1892 wyemigrowała za chlebem do Francji i zamieszkali w Antibes.     Wydzierżawił niewielki kawałek ziemi,trudno dostępny   w środku zarośniętej, nieuprawnej dziczy,  jaką wówczas była Cap d’Antibes. Czynsz był minimalny za tak bezużyteczną ziemię. Oczyścił ją, zaczął uprawiać  warzywa i kwiaty i róże. Odniósł sukces, kupiono więc tę ziemię stając się właścicielami  dziś, jednego z najatrakcyjniejszych miejsc w Europie. Wspólnota zainteresowań zawodowych sprawiła, że szybko się zaprzyjaźnili. To wówczas Francis  poznał Louisette Paolino, swoją przyszłą żonę a podówczas trzynastoletnią dziewczynkę.

Po powrocie z wakacji, zainspirowany wspomnianym już wcześniej spotkaniem z R. Pyle i J.H.Nicolasem, postanowił   pojechać do Stanów Zjednoczonych by zobaczyć jak tam pracują jego koledzy, gdyż uważał, że produkcja róż tak w jego firmie jak i we Francji ma charakter nieco prowincjonalny. Wyjeżdża tam wiosną roku 1935, choć ojciec i babcia Jenny uważali to za ekstrawagancję. W USA Francois przejedzie 12000  mil,  i do domu wróci z kilkoma ważnymi spostrzeżeniami, postanowieniami, które będzie potem konsekwentnie wdrażał do końca życia.

- by sprzedawać róże, niezbędny jest katalog drukowany w kolorze.

- w pracach polowych niezbędne jest obróbka mechaniczna a  by krzewy róż do sprzedaży  utrzymywać w dobrej kondycji, niezbędna jest chłodnia.

- dla hodowcy niezbędna jest prawna ochrona  jego praw autorskich.Własność intelektualna staje się kamieniem węgielnym, na którym Franciszek założył swój kreatywny biznes.

Jego pierwsza udana odmiana róży została wprowadzona   w Ameryce przez Conard-Pyle Company w 1937 r. Jest to udane połączenie najlepszych owoców anglikańskiego i francuskiego nurtu hodowlanego, tj. Wspaniałej Souvenir de Claudius Pernet  Perneta i Charles P. Kilham  McGredyego III. Motyw ten w twórczości Francisa będzie się ciągle pojawiał. Nazwę nadał jej Robert Pyle , który nazwą tej żółtej róży  Golden State, nawiązał   do odbywającej się właśnie Międzynarodowej Wystawy w San Francisco.Róża ta, jej wizerunek znajdzie się zresztą na okładce pierwszego kolorowego katalogu jaki powstał  jesienią 1936, po powrocie z podróży do Ameryki. Gdy przybyły tantiemy, Francis natychmiast wydał je  na urządzenie chłodni.

Jak się później okazało, losy rodzinnej firmy Meillandów zostały w dużej mierze uzależnione od jednej róży - Madame A.Meillad/ Peace/. Dlatego też pozwolę sobie opowiedzieć o tym zdarzeniu nieco więcej.
Według Francisa Meillanda, zapylanie miało miejsce 15 czerwca 1935 r. Gdy  w roku 1936 zakwitła , nie mieli wątpliwości, że ze względu na jej wigor piękne liście i cudowny kwiat, że to był bez wątpienia najpiękniejszy mieszaniec herbatni jaki kiedykolwiek świat widział.

Wprawdzie jeszcze przed wojną , latem 1939, Francis kolegom hodowcom pokazał swoje najnowsze osiągnięcie hodowlane a zapewne też i przekazał sadzonki do oceny. Jednak wykorzystując  swe kontakty  z pracownikami konsulatu USA w Lyonie  przekazuje  paczkę z sadzonkami, tak świetnie zapowiadającej się róży, odlatującemu do Stanów konsulowi by ten przekazał ją kolegom z firmy Conard-Pyle. Nawiasem mówiąc o losach tej przesyłki dowie się dopiero po wojnie.

Historia nagle przyśpiesza. Wprawdzie jeszcze   14 stycznia 1939 r. w Antibes odbył się ślub Francisa Meillanda i Louisette Paolino, ale już jesienią wybucha wojna. W życiu Grand mere Jeny , która umiera w roku 1943  w wieku 87 lat, jest to już trzecia wojna! Francis zgłasza się na poborowego, ale komisja lekarska  jest innego zdania. Nie powinien być żołnierzem. Wrócił więc do  uprawy warzyw zamiast róż. Ale wcześniej musi wykopać i spalić 200 000 doskonałej jakości krzewów róż.

On i Louisette dochowali się dwojga dzieci, Michele/ 1943/ i Alaina; ten ostatni urodził się 25 05 1940 r. w dzień urodzin swojej prababki  Grand mere Jenny!

Po wojnie firma Conard Pyle szybko poinformowała Franciszka, że jego róża w Ameryce została nazwana ze względów marketingowych  Peace, podczas ceremonii, która odbyła się , /tak się szczęśliwie złożyło/ w samym czasie kiedy skapitulował Berlin.
Amerykanie wprowadzili  ją do handlu w roku 1945, a wkrótce potem zaczął płynąć do Tassin strumień dolarów w niezwykłych ilościach, co było wynikiem ogromnej popularności  tej odmiany w Stanach Zjednoczonych. Od tego momentu Francis  zrezygnował z uprawy   róż na sprzedaż i zarabiał na życie wyłącznie hodowlą nowych odmian. Był więc wyłącznie pomysłodawcą i nie konkurował już z producentami, którzy  sprzedawali jego nowe, róże.

***

Tu druga dygresja, otóż Gene Boerner, tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, otrzymał od Kordesa wiele nowych ciekawych odmian tego hodowcy – między innymi słynnego Pinocchio -  Boerner rozmnażał te róże, sprzedawał je, a Pinocchio wykorzysta do własnego programu . hodowlanego. Na czas wojny, USA zawiesiły obowiązywanie praw własności obywatelom niemieckim. Boerner więc mógł zrobić z różami Kordesa co chciał. Te jednakowoż wszystkie należne zgodnie z przedwojennym prawem, pieniądze przekazał po wojnie Kordesowi, bardzo pomagając mu  w podźwignięciu  kordesowego gospodarstwa po zniszczeniach wojennych.

***

Dlatego  zaoferował, że sprzeda swoje szkółki w Tassin konkurentowi i przyjacielowi, Francisque Richardier. Po szczegółowych uzgodnieniach, w roku 1946 powstaje firma Meilland-Richardier pod kierownictwem tego ostatniego.  Następnie Meillandowie kupili ziemię na Cap d’Antibes za dolary pana Pyle’a i M. franki Richardiera. W 1948 roku, przeprowadzają się do Antibes gdzie założyli duże centrum hodowlane z rozległymi szklarniami, niedaleko rodziny Paolino, ku wielkiej radości Louisette.

Pozwolę sobie tu na pewnego rodzaju paralelę. Otóż w pewnym sensie, w podobnej sytuacji znalazł się w okresie wojennym Kordes.  Z jego róż korzystał  Gene Boerner. Jest to człowiek ,który uszanował prawa autorskie jakie miała firma J&P od rodziny Kordesów,  oddając wszelkie pożytki z tychże praw do depozytu , podczas gdy to zgodnie z wówczas obowiązującym prawem robić tego nie musiał. Korzyści mógł zatrzymać. Następnie przekazał je wyniszczonemu wojną Kordesowi.

Francis , chcąc niechcąc zostaje prawnikiem, biznesmenem i hodowcą. W tej ostatniej roli, był pod silnym wpływem jego włoskiego teścia, dla którego główną zaletą róży było użycie jej jako kwiatu ciętego. Biorąc to pod uwagę  wprowadził w 1954 r. różę, która wówczas musiała stać na półkach każdej kwiaciarni na świecie,  Była to o długich łodygach, jasnoczerwona „Baccara”.
Franciszek, prawnik, zdyscyplinował się, by przestudiować niuanse francuskiego prawa patentowego  i w 1951 r. uzyskał od Ministerstwa Przemysłu i Energii  patent za swoją nową różę „Rouge Meilland”. To była czerwona odmiana przeznaczona na kwiat cięty, wprowadzona w Ameryce jako Happinesss. Szkółkarze francuscy byli zszokowani tą innowacją. Perspektywa zapłaty tantiem  niezbyt im odpowiadała . Francis nagle stał się najbardziej niepopularnym człowiekiem w branży. Zagłębił się w tajemnice znaków towarowych i za pośrednictwem swoich brytyjskich agentów, Wheatcroft Brothers, złożył wniosek o rejestrację brytyjskich znaków towarowych na kilku różach. Wniosek został odrzucony  Francis więc zrezygnował z National Rose Society i wycofał swoje róże z prób w Wielkiej Brytanii.

W biznesie stworzył międzynarodową sieć agentów, którzy jednocześnie wprowadzali jego odmiany na całym świecie. Nazwał to  Universal Rose Selection. Nowe odmiany, były wysyłane do oceny do każdego członka sieci, następnie w czerwcu każdego roku odbywało się w Antibes spotkanie   w celu ustalenia, które odmiany należy wprowadzić.Słabością planu było to, że uczestnicy czasami okazali się zobowiązani wprowadzić różę, która nie odniosła sukcesu w ich konkretnym klimacie. Jego siła leżała w katalogach. Były pięknie wydrukowane we Francji i tak zaprojektowane że każdy uczestnik umieszczał własny tekst. Zdjęcia róż były przepiękne, na które nie mogłaby sobie pozwolić żadna indywidualna firma. Francis, to był człowiek o energii kilku osób, każdy z jego projektów  hodowla, działalność gospodarcza i studia prawnicze,w które się zaangażował  wystarczyłby by zająć każdego przeciętnego człowieka.   Spieszył się by odnieść sukces, jakby wiedział, że jego czas jest krótki, umiera bowiem w roku 1958 w wieku zaledwie 46 lat.

Jeżeli przyjrzymy się dokonaniom hodowlanym  Francisa,a HMF przypisuje mu wyhodowanie około 130 odmian róż -  zauważymy, że  dorobek jego jest bardzo homogeniczny i zdecydowana większość jego twórczości obraca się wokół 5 odmian: Peace/ponad 1/3 odmian hodowli Francisa ma ją w pierwszym pokoleniu za rodziców/,  Charles P.Kilham, Margaret McGredy, Joanna Hill i Madame Joseph Perraud . Mimo tego iż  jego drogę znaczą tak doskonałe odmiany jak Hapiness 1949 Baccara 1954, Coktail 1957 czy wreszcie Peace/ 1935 – 45/ to jednak  fakt  iż jego najsławniejsza i najbardziej udana róża pojawiła się u progu kariery musiał zaciążyć nad całym jego życiem i  twórczością.  Peter Harkness w  The Makers of Haevenly Roses sugeruje nawet, że ta wewnętrzna presja na powtórzenie sukcesu mogła być jedną z przyczyn jego przedwczesnej śmierci.

Happiness, = / Marakesch x Leonce Colombier/to druga po Peace ważna róża Francisa,która powstała  w wyniku prac hodowlanych prowadzonych w czasie II wojny opartych o krzyżówki własne , Rome Glory Aicardiego i – jakże by inaczej  Charles P. Kilham. Odmiana ta pod francuską nazwą Rouge Meilland zapisała się w historii jako pierwsza w Europie róża objęta ochroną patentową  i zastrzeżonym znakiem towarowym. Po II Wojnie światowej, amerykanie z inspiracji prezydentowej Truman, przystępują do modernizacji i remontu wnętrz Białego Domu. Powszechnie znany jest fakt, przekazania przy tej okazji  przez ambasadora Francji w Stanach Zjednoczonych Vincenta Auriola , pięknego pozłacanego zegara gabinetowego z końca XVIII wieku.  Natomiast niewiele osób wie, że  obecna na tej uroczystości  ambasadorowa Auriol, wręczyła  Pani prezydentowej Truman tuzin czerwonych  róż. Były to świeżo wyhodowane przez Meillandów  róże  Rouge Meilland, które The General Federation of Women’s Garden Club of America z przewodzącą jej łaskawie  prezydentową,  nazwie Happiness. To będzie trzecia róża Meillandów, która zachwyci Amerykę, po Golden State i Peace. – Anegdotę te podaję za książką  La Grande Famile Roses  autorstwa Sophi  Rondeau.

Happiness zapisała się w pamięci rosarian jeszcze z innego powodu, otóż jest ona rośliną mateczną rewelacyjnej   Baccara 1954=/Happiness x Independence/Widzimy tu jak Francis nad podziw udanie łączy własne najlepsze wątki hodowlane z najlepszymi dokonaniami konkurencji. Róża ta,  z jej jasno geraniowo-czerwonymi kwiatami średniej wielkości,  które  zachowują żywotność  dłużej niż większość innych po ścięciu, była wyjątkowym sukcesem. W ciągu kilku lat więcej niż połowa róż sprzedawanych w Europie do produkcji kwiatów ciętych, to  była Baccara. Mówi się, że róża ta, mogła zarobić dla Meillandów więcej pieniędzy niż Peace. a na równie udaną  odmianę trzeba było czekać do końca lat 60 gdy to Marie Louise wyhoduje innego dominatora kwiaciarni -  Sonię. Jack Harkness w swojej wydanej w roku 1978 książce ” Roses” pisze: „Parę lat temu byłem zimą w Holandii i obserwowałem jak  realizowano zamówienie na 1300000 krzewów tej odmiany. Wieczorem, kiedy wszyscy ludzie z wioski, po zakończeniu zwykłej pracy, przyszli, aby zarobić dodatkowe pieniądze szczepiąc .Zostałem poinformowany, że opłata licencyjna równa jest dokładnie szylingowi, obejmowała ona czas który trwał do końca życia rośliny, średnio prawdopodobnie siedem lat a czasem nieco więcej.  Jeśli zostałem poinformowany prawidłowo, w tę umowę zaangażowano honorarium autorskie w wysokości około 60 000 funtów”.

Już pod koniec życia, w roku 1957, Francis wyhoduje bardzo interesującą odmianę  Cocktail / Idependence x Orange Triumph x Phyllis Bide/gdzie odejdzie od swoich ulubionych schematów hodowlanych. Zostanie ona natychmiast zauważona przez świat hodowlany i jeszcze w tym samym roku   otrzyma Certificat de Merite na konkursie w Bagatelle. Znaczenie tej odmiany zostanie ostatecznie potwierdzone na kongresie federacji stowarzyszeń różanych w Lyonie w roku 2015. Zostanie ona mianowicie laureatką  Hall of Fame  World Federation of Rose Societes.  Jako ciekawostkę podam, że trop ten, już po śmierci Francisa podejmie jego żona Marie Louise i użyje w roku odmiany Cocktail , krzyżując ją z Fashion , do wyhodowania bardzo interesującej odmiany Clair Matin.

O jeszcze jednej róży chciałbym tu wspomnieć. Mam na myśli białego z różowym sercem, mieszańca  herbatniego autorstwa Michele Meilland, nazwanego Francis Meilland  w prawie  setną rocznicę jego urodzin. Wprawdzie  Louisette zwykła mawiać, że ​​żadna róża nie jest na tyle idealna, by była godna nosić imię jej męża Françisa. Jednak Alain, już po śmierci matki uznał, że odmiana ta, charakteryzująca się żelazną odpornością na choroby grzybowe, może dać początek nowej generacji mieszańców herbatnich odpornych na czarną plamistość.

Rola Antoine Meillanda w firmie jest niezwykle interesująca. ten , w sumie prosty człowiek, przyglądał się z niejako z boku  lawinie zmian, jaką uruchomił jego syn.   Papa Meilland, jak zawsze go nazywano, był opoką, centralną postacią szybko rozwijającego się imperium. Był mężczyzną, na którym można było polegać. Spokojny, prosty i konstruktywny. Papa Meilland, ciemnoczerwona róża wprowadzona do 1963, została nazwana właśnie na cześć Antoine. To dobry kwiat, to rzeczywiście chwała ciemnego koloru pyszniąca się wspaniałym zapachem, choć kapryśna co do klimatu i stanowiska. Niewątpliwie musiała mu sprawić   przyjemność   w ostatnich latach życia. Zmarł  02 1971 roku .

Gdy umiera Francis, jego syn Alain urodzony w roku 1940, ma zaledwie 18 lat. Jest to niskiego wzrostu o ciemnych kręconych włosach i niskim tonie głosu , to energiczny młodzieniec o włoskim typie urody. Alain, politykę ojca kontynuował i rozwijał ją z pomocą matki i dziadka.

Alain w roku 1969 popełnia książkę  A life in Roses. Pisze tam znamienne zdanie:”Ponieważ my, hodowcy róż, zawsze patrzymy w przyszłość, zawsze mając nadzieję, że tegoroczne zapylenie krzyżowe przyniesie ekscytujące wyniki miłośnikom róż, którymi może cieszyć się będą  za osiem do dziesięciu lat, musimy być optymistami. Podobnie jak Papa Meilland i moi przodkowie uprawiający i hodujący róże przed nami . Każdej wiosny wciąż ogarnia mnie ogromny entuzjazm, gdy widzę naszą nową siewkę zerkającą ku mnie przez glebę w naszych szklarniach badawczych. ”- z Przedmowy Meilland, A Life in Roses Alaina Meillanda.

Artykuł ten, jest rozwinięciem mini referatu jaki wygłosiłem na święcie róży w Kutnie – rok 2019. Jednocześnie jest to część pierwsza większej opowieści o Meillandach.

Napisz komentarz