Uprawa róż w pojemnikach

No dobrze, to w takim razie porozmawiajmy o uprawie róż w pojemnikach. Ja , ze swej strony nie mam zbyt wiele do powiedzenia w tej materii, gdyż  praktycznie nie praktykuję tego sposobu uprawy.

Mam jedną pienną, Barbarę którą na sezon zakopuję w perforowanej donicy pośrodku klombu a na zimę chowam do garażu. Nadto jeszcze uprawiam  w 2 – 4 donicach drobnokwiatowe jak na ten przykład Lovely Fairy  czy Gigles . Te  z kolei na zimę  dołuję z donicami a gdy już bryła korzeniowa dobrze zwiąże, to przed dołowaniem wyjmuję je z donic. Dobrym miejscem na takie operacje jest ogród warzywny.Na wiosnę sadzę je ponownie do donic. Gdy rośliny się już zbytnio rozrosną w donicy, to po prostu sadzę je na rabacie a do donicy idą młodsze egzemplarze. Teraz mam jeszcze pod opieką Marszanilę od Pana T. Kurka. Posadziłem ją pod namiotem foliowym a na zimę, pędy położyłem na ziemi i okryłem stertą liści. Zobaczymy na wiosnę co ona na to powie.

Co do nawożenia:  stosuję miks obornika granulowanego i Osmocote. I to całe moje doświadczenie w tej materii.

Miejsce zostawiam więc czytelnikom.  Jak komentarzy pojawi się więcej , to pokuszę się o miks doświadczeń w formie artykułu.

Zapraszam, a na razie proponuję dwa obszerne wpisy czytelników traktujące o tym zagadnieniu.

Właśnie od jakiegoś czasu przymierzam się do podjęcia ,czy też zaproponowania tego tematu – uprawa róż w pojemnikach.Przyznam ,że ostatnio rzadko bywam na tym wspaniałym blogu i może przeoczyłam wpisy w tej sprawie.
Usiłuję uprawiać róże w donicach, z lepszym i gorszym skutkiem. Odmiany, które w gruncie, w naszym klimacie nie dają rady, bo albo przemarzają do tego stopnia, że reanimacja nie ma sensu, albo mają kwiaty zupełnie nieodporne na deszcz. Moje doświadczenia trwaja zbyt krótko, by wyciągnąć jakieś kategoryczne wnioski, ale mogę powiedzieć,że kilka odmian tak prowadzę, w dużych donicach ceramicznych ( do przenoszenia na zimowanie w zacisznym zaułku trzeba wezwać pomoc :) ) . I tak mam na przykład opartą o ścianę Elfe , rośnie w półcieniu ,przepiękne kremowo-seledynowe kwiaty nie mokną (jest daszek , czyli w sumie tragiczne miejsce dla róży, ale jej to pasuje ! ), łatwo owinąć na zimę . Róża wielokwiatowa o nieciekawej nazwie Lavaglut , po prostu czerwone szaleństwo przez całe lato ! Stoi przy komplecie wypoczynkowym i przyciąga wzrok .I mam kilka odmian bardzo mocno pachnących, ale są bezimienne niestety, kupione na dziko.
Nie wszystkie odmiany się nadają, są róże, które potrzebują większej przestrzeni życiowej i w donicach rosną słabo.
Plusy takiej uprawy- łatwiej kontrolować wszelakie robactwo i choroby, bo z taką różą ma się do czynienia codziennie , wystarczy wyjść na taras i już człowiek nie zniesie widoku mszyc na liściach.
Wady- oj, trzeba podlewać ! Tegoroczne lato było cudowne, ale co się nalatałam z konewkami, i w dodatku wymyśliłam sobie,że woda ma być odstana, w temperaturze pokojowej, więc było najpierw wypełnianie licznych konewek i wiader, potem czekanie na odstanie, na końcu podlewanie..
.Druga sprawa- nawożenie, w donicach to sie rozgrywa inaczej niż w glebie, trzeba wyczuć moment i nawozić częściej, ale lżejszym nawozem.
No i zimowanie ! Trzeba przetransportować ciężkie donice w zaciszny kącik, przy spadku temperatury poniżej zera, owinąć czymś donice (maty kokosowe są rewelacyjne, tylko drogie) zabezpieczyć glebę (np.korą ) i pędy ( w ostateczności narzuciłam koc )
Eksperymentuję dopiero od 3 czy 4 lat, ale mogę szczerze powiedzieć, że jestem zadowolona.
Oczywiście , co jakiś czas trzeba krzewy przesadzać do nowej ziemi , a czasem i większych donic , albo po prostu , jeśli ktoś nie jest dozgonnie przywiązany, ….wymienić.

Maja Zamroch

garaz stolik-ogrodowy-2

stolik-ogrodowy-1 Na tych fotografiach, które oglądamy dzięki uprzejmości Pana Tadeusza Kurka,  oglądamy róże w pojemnikach na jego posesji.

Ponieważ posiadam trochę róż, które nie wytrzymują naszych zim w gruncie, jak np. przysłowiowa już „Marszanila”, czy ‚Perle des Jardins’ oraz kilkanaście róż piennych, które z racji swojego pokroju są bardzo trudne do zimowego zabezpieczenia z nie mniejszym zaciekawieniem czekałem na rozwinięcie tematu. Niestety, albo nikogo ten temat nie interesuje, albo – po prostu – nie uprawia róż w pojemnikach.
Moja przygoda z tymi różami zaczęła się 20 lat temu, a jako pierwsze były pienne ‚Rosarium Uetersen’ i krzaczasta ‚Hokus – Pokus’. Wszystkie żyją, a niektóre nawet się powiększyły o dodatkowe odmiany na tym samym krzewie. Np. ta róża http://www.roses.webhost.pl/2008/03/rosarium-uetersen/, oprócz opisanego sporta w koronie, na dwóch nowych pędach kwitnie w połowie wysokości na biało (‚Schneewittchen’), a przy samej podstawie krzewu na czerwono (‚Munstead Wood’). „Marszanile” po kilkuletniej uprawie w pojemnikach „poszły” – jedna do autora tego bloga, a druga do Warszawskiego Ogrodu Botanicznego na 200-lecie istnienia, natomiast u mnie zostały dwie, zaokulizowane na wysokości 2 metrów i prowadzone kaskadowo. One też jako pierwsze, bo już w kwietniu, zapraszają zapachem i kolorem do odwiedzenia gospodarzy, jako że stoją przy wejściu do domu, a u ich podstawy kwitną bardzo podobne w kolorze i zapachu krzaczaste ‚Perle des Jardins’ i ‚Lady Hillingdon’. Opisanie całej karuzeli z różami w pojemnikach zajęłoby zbyt wiele miejsca, jako że jest ich u mnie, zarówno piennych jak i krzaczastych z miniaturami włącznie kilkadziesiąt. Stoją (oprócz dwóch wejść do domu) w najprzeróżniejszych miejscach jak np. miejsce ogniskowe, na ogodowym kamiennym „stoliku” ważącym chyba z półtorej tony i przy którym swobodnie może obiadować 12 osób, na wielu różnej wysokości dębowych pniakach.
Jak tylko któraś róża przekwita, to zaraz zastępuje ją inna i ta karuzela kolorów, kształtów i zapachów trwa całe lato, a na zimę całe to towarzystwo wędruje do garażu, w którym temperatura zimą wynosi ok.0 st. W tym roku dostały jeszcze do towarzystwa prawie 200 okulantów.
Serdecznie pozdrawiam i zachęcam wszystkich do uprawy róż w pojemnikach.

Tadeusz Kurek

Temat ten znajdziemy w wielu miejscach w necie,  podjął go  również na swoim blogu Pan Grzegorz Stypuła. https://rozaria.pl/blog/uprawa-roz-w-pojemnikach/

 

6 komentarzy do “Uprawa róż w pojemnikach”

  1. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Uprawa róż w donicach będzie się rozpowszechniać. Coraz częściej sami producenci w opisach odmian zaznaczają, które z nich nadają się do uprawy pojemnikowej. Jeżeli będzie miało to miejsce na balkonach i tarasach, to podstawowym problemem jest stosowanie pestycydów. Uważam, że warto zastanowić się nad ich wykluczeniem w takich uprawach. Na ogół rzadko jest możliwe uzgodnienie z innymi użytkownikami budynku, aby pozamykali okna na kilka godzin. Zazwyczaj są to stanowiska bardzo przewiewne(mniejsza kumulacja zarodników).Są już środki dopuszczone w uprawach ekologicznych, które ograniczają choroby. Polecam wczesnowiosenne zabiegi jak oczyszczanie ze starych liści,opryski miedzianem i po kilku dniach siarką z emulparem(1%-1,2%). Trzeba je wykonać na oczyszczone, pędy BEZLISTNE i w odpowiednio wysokich temperaturach otoczenia. W trakcie sezonu przędziorki, mszyce,mączliki spokojnie można ograniczyć emulparem, siltakiem czy SB Plantem. Zauważyłam, że populacje drobnych gąsiennic typu obnażacze, psowacze też są przez nie o dziwo jakoś redukowane.Opryski z nich najlepiej robić zapobiegawczo co jakiś czas.Dzięki temu nie trujemy siebie, sąsiadów i pszczół. Nawet środki nie zaliczane do pestycydów wymagają ochronnej maski i okularów. Pamiętajcie Państwo o tym i czytajcie ich etykiety. Stosujcie też stężenia w nich zalecane, bo ich przekroczenie może doprowadzić do podniszczenia liści lub kwiatów.

  2. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Podkreślę jeszcze, że połączenie siarki z emulparem możemy stosować tylko na pędy nie mające rozwiniętych liści. W trakcie sezonu absolutnie nie, bo spalimy liście. Warto jednak wczesną wiosną dodać do siarki emulpar, bo przy okazji niszczymy stadia larwalne szkodników.

  3. Kurek Tadeusz napisał:

    Byłbym wdzięczny za bardziej szczegółowy opis następujących określeń: „siarką z emulparem(1%-1,2%)” i „odpowiednio wysokich temperaturach otoczenia”.

  4. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    „Siarką z emulparem”
    Opryki wczesnowiosenne róż, to najczęściej preparaty miedziowe. Jednak ich skuteczność wg. wielu fitopatologów nie obejmuje mączniaka prawdziwego. Dlatego tam, gdzie jest z nim problem stosuje się wczesnowiosenne opryski preparatami siarkowymi np. siarkolem. Wykonuję je w drugiej kolejności po miedzianie. W kwietniu i to jak już napęcznieją pąki z liśćmi. Ważne są wysokie temperatury, im wyższa, tym lepsza. Poniżej 15 st nie robię. Przynajmniej przez 4 godz.
    Nie może być wiatru, bo to opary siarki działają.W ekstremalnych sytuacjach(duża infekcja w poprzednim sezonie) narzucam folię, natychmiast po oprysku. Najpierw rozrabiam siarkol w osobnym naczynku. Wlewam do połowy docelowej objętości w opryskiwaczu. Zakęcam perfekcyjnie mieszam. Odkręcam, wlewam emulpar rozwodniony w innym naczynku. Zakręcam. Perfekcyjnie mieszam. Okręcam, dopełniam wodą do docelowej objętości.
    Zakręcam.Perfekcyjnie mieszam.Stężenie 3% siarkol i 1-1,2% emulpar. Zdarza mi sie przypalic liście, owszem, ale wolę mieć przypalone pierwsze liście niż mieć w maju mączniaka. Kolejne liście szybko je zamaskują.
    Można opryski zrobić rozłącznie, ale ja nie mam czasu. O temperaturach napiszę później.

  5. Kurek Tadeusz napisał:

    Bardzo, bardzo dziękuję. Bardzo pożyteczne wpisy. Najserdeczniej pozdrawiam!

  6. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Jeżeli mogę podzielić się doświadczeniem w zmniejszaniu udziału pestycydów bez utraty estetyki róż, to jestem zaszczycona.
    Nie dodałam jeszcze do oprysków z siarką, że im mniejsza wilgotność powietrza tym większe parowanie siarkolu a to właśnie jego opary redukują mączniaka.

Napisz komentarz