Bezkolcowe

Idąc za sugestią jednej z czytelniczek , postanowiłem napisać kilka słów na temat róż bez kolców.

Róże, powinny mieć kolce. To jedna z głównych cech tej rośliny, rzucająca się w oczy przede wszystkim gdy róża nie kwitnie.Tak zwane bezkolcowe róże rzadko są całkowicie bezkolcowe. Nawet u niektórych róż bez kolców mogą  one wyrastać   w pewnych warunkach wzrostu. Róże bezkolcowe są często wynikiem naturalnej mutacji, która prowadzi do powstania chimery. W świecie roślin chimera pojawia się stosunkowo często, na skutek zaburzeń mitozy w stożku wzrostu. Chimera to co najmniej dwie genetycznie różne warstwy rosnące obok siebie w roślinie. Komórki biorące udział w bezkolcowości znajdują się w warstwie kory, podczas gdy wewnątrz pędu roślina nadal wytwarza tkanki które, gdyby nie kora chimerowa, wytworzyłyby kolce. Dlatego pędy pochodzące z komórek wewnętrznych będą cierniste, takie jak te wyrastające z korzeni. Bezkolcowe róże najczęściej występują w obrębie kilku typów róż, ale nie są ograniczone do tych typów. Znaczy to, że z genetycznego punktu widzenia nie ma żadnych przeszkód by róże o pędach bez kolców mogły powszechnie zagościć w naszych ogrodach. Mało tego, pojawiały się od czasu do czasu nieśmiałe próby celowego hodowania takich róż. Jednakże tak po prawdzie, tak na serio, z tematem tym zmierzył się dopiero kalifornijski hodowca hobbysta i entuzjasta róż  Harvey Davidson, który odkrył gen hamujący wzrost kolców i w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku i zarówno poprzez chów wsobny, jak i krzyżowanie wyhodował całą grupę róż pozbawionych 95-100% kolców. A zaczęło się od tego, że przypadkowo wyhodował bezkolcową różę , którą nazwał Smooth Sailing. Wykorzystując, nazwijmy to publicystycznie, bezkolcowy gen zawarty w tej odmianie stworzył z jej pomocą całą grupę róż praktycznie pozbawionych kolców, takich jak: Smooth Satin, Smooth Delight,Smooth Buttercup, Smooth Queen , Snow Queen, Smooth Lady, Smooth Moonlight , Smooth Lady , Smooth Lady , Smooth Prince i wiele innych. Nie piszę  o nich szerzej z dwu powodów: nie zetknąłem się z nimi no i są praktycznie niedostępne w Europie.

Nie znaczy to by temat ten nie intrygował hodowców wcześniej. Jednakże nie potrafię odpowiedzieć na pytanie ile było w tym przypadku a ile działań celowych. Zacznijmy od tego, że w przyrodzie spotkamy gatunki róż, które były i są łagodne jak baranki i nigdy nie miały kolców. Będzie to r.foliosa, dalej rosa blanda zwana inaczej Hudson Bay Rose, znaleziona i opisana pod koniec XVIII wieku przez Jamesa Gordona. Jej gładkie brązowe pędy czasem goszczą kilka z rzadka rozmieszczonych kolców, które przy dotknięciu odpadają. Uważana jest więc za bezkolcową. Piękna Lady Banks, zarówno ta o żółtych jak i ta o białych kwiatach. To dobre  rośliny, obie odporne są na suszę i obie pachną z tym , że ta biała chyba intensywniej. Trudno r.arkansana , czy r.gallica officinalis nazwać zupełnie bezkolcowymi, ale te kolce  które one mają to takie strachy na lachy. Wprawiony rosomanes z całą pewnością do obsługi tych królewien , rękawic nie włoży. Tak zwana literatura donosi nam, że róża bagienna/r.palustris/, również nie kłuje. Tego jednakże nie potwierdzę, jako że nie miałem przyjemności widzieć jej osobiście. W każdym razie warta jest grzechu jako że zgodnie ze swoja nazwą porasta brzegi zbiorników wodnych i może być świetnym połączeniem pomiędzy ogrodem różanym stricte a strefą z oczkiem wodnym.Wszystkie te species, które wymieniłem są nadto w naszych warunkach całkowicie mrozoodporne.

Gdybyśmy na chwilę wrócili do róż galijskich, to zauważymy, że takich odmian galijek, które nie mają kolców w nadmiarze , jest więcej, że wymienię tu tylko  Tuscany SuperbCharles de Mills i Cardinal de Richelieu.

Charles de Mills Charles de Mills – kolekcja własna.

By nie przynudzać, powiem tylko o kilku grupach róż bezkolcowych. O różach historycznych i o najciekawszej grupie róż współczesnych, mianowicie o english roses. Bezkolcowe róże są z nami od lat, a wiele z nich ma już grubo ponad sto lat .  Zacznę od mojej ulubionej grupy róż historycznych, mianowicie od remontantek a wśród nich niewątpliwie warta grzechu Reine des Violettes , która zachwyca nieodmiennie rosomanes  od 1860. I jeszcze dwie remontantki, jedna różowa a druga czerwona Paul Neyron i Souvenir du dr. Jamain – sam nie wiem która ładniejsza. Nie może w tym zestawieniu zabraknąć pewnej specyficznej piękności  a mianowicie American Beauty. Oczywiście to nie wszystkie bezkolcowe remontantki, że przypomnę lubianą Baron Girod l’Ain czy Captain Christy , a także różową remontantkę Lacharme z 1870 roku.

Jednakże zanim pojawiły się remontantki, w pierwszej połowie XIX wieku, wyobraźnią rosomanes zawładnęły właśnie bezkolcowe róże Boursault takie jak Amadis czy Blush Boursault,

blush-boursault2 na fotografii Blush Boursault.

Praktycznie w dzisiejszych ogrodach nieznane, ale jak ktoś koniecznie chce się z nimi zapoznać to spotka je w szkółkach zajmujących się sprzedażą i rozmnażaniem róż historycznych. Pierwotnie uważano, że te róże wywodzą się od r.pendulina , ale dziś przeważa opinia , że są to potomkinie wspomnianej już r.blanda. Jeżeli już rozmawiamy o r. blanda to warto tu wspomnieć postać Percy Wrighta, który w połowie XX wieku wyhodował w Kanadzie szereg interesujących róż w tym i wiele bezkolcowych, że wymienię tu odmianę Robert Bland ,ale większość z nich przepadła bo rynek interesował się głównie odmianami powtarzającymi kwitnienie a bezkolcowe mieszańce Wrighta kwitły tylko raz.

Jeżeli już jesteśmy w kręgu hodowców kanadyjskich to nie sposób nie wspomnieć o Georges Bugnet. W Polsce bardzo rozpowszechniona i dobrze znana jest Therese Bugnet, ale już Betty Bugnet jest praktycznie nieznana choć pochodzi od Therese i jest jak najbardziej sensu stricte bezkolcowa.Podobnie inne mieszańce Bugneta jak biały Louis Bugnet, który wprawdzie ma kolce ale w porównaniu do przesłodzonego Blanc Doble de Coubert  można uznać go za bezkolcowego.

jp-connel J.P.Connel – kolekcja własna.

Z róż kanadyjskich za bezcierniową uznałbym też J.P.Connel oraz z pewnym wahaniem za stosunkowo mało kłującą można uważać Martin Frobisher. Interesującą różą z kolekcji kanadyjskich jest też oczywiście bezcierniowy  i odporny na niskie temperatury Royal Edward, pomijany niesłusznie przez naszych rosomanes. Zapewne dlatego, że to róża  okrywowa.To dziwne bo wiele gorszych okrywowych funkcjonuje u nas w obiegu handlowym.

Peggy Martin ma ciemno różowe kwiaty i rosła w ogródku Peggy Martin w Nowym Orleanie, kiedy huragan Katrina zalał ją morską wodą. Przeżyła to no , ale dla nas ważna jest ze względu na zupełny brak kolców. Ma też jedną zasadnicza wadę. Nie jest dostępna w Europie.

marie-pavie1a na fotografii marie pavie

Marie Pavie to polyantha z 1888 roku z kwiatami w kremowym kolorze, ale podaję ją tylko jako przykład gdyż u polyanth znajdziemy wiele róż bez kolców lub też z nieznaczną ich ilością – i tych karłowych i tych pnących.

 Veilchenblau i Bleu Magenta  o większych kwiatach i równie bujnym wzroście – obie o mniej lub bardziej fioletowych kwiatach, bezkonkurencyjne w swojej grupie. To dobre i cierpliwe rośliny, łatwe w prowadzeniu i stosunkowo odporne na niskie temperatury.

Dla miłośników mieszańców piżmowych  zarekomenduję Penelope Pembertona  o pięknych kremowo białych kwiatach – no i przy okazji jest możliwość wspomnieć coś o protoplastach tej grupy: Goldfinch,  który ma półpełne jasnożółte, pachnące  kwiaty a jest z nami od 1907 roku,   czy Euphrozine.

Gładkie pędy u róż nabierają szczególnego znaczenia w przypadku róż pnących, gdyż te wcześniej czy później będą wymagały jakiegoś uporządkowanego prowadzenia: cięcia, podwiązywania czy przyginania. W takich właśnie momentach, walor bezkolcowości ujawnia się najpełniej .Gdy się rozejrzałem, odkryłem, że nie ma zbyt wielu prawdziwych bezkolcowych, pnących róż, ale jednak jest ich kilka.   Za to jest już duża gromada takich o których możemy napisać; „praktycznie bezkolcowe”.

Zephrine Drouhin jest jedną z takich róż z różowymi kwiatami z białawymi akcentami. Ma świetny zapach w starym stylu i bardzo łatwo ja prowadzić w dowolnej formie ze względu na elastyczność swoich gałęzi. Bedzie tez kwitła mniej lub bardziej obficie przez całe lato, jeżeli nie zepsujemy jej nieodpowiednim cięciem.  Jest to cecha trochę niezwykła w przypadku starszych róż. Dodajmy tu jeszcze jej sport - Martha.

cecile-brunner-a na fotografii Cecile Brunner

Cecile Brunner jest kolejną pnącą różą, obecną z nami od  około 1880 roku,która ma małe kolce lub nie ma się o co o nie martwić . Kwiaty na tych bezkolcowych różach zaczynają się jako jasny róż i stopniowo przechodzą w niemal biały kolor. Cecile Brunner jest odporny na wszelakie choroby i dobrze sobie radzi z odrobiną cienia czy glebą, która nie jest idealna.

Madame Alfred Cariere kremowa z różowymi cieniami noisetka , piękny 3 metrowej wysokości rambler wyhodowany  r roku 1874 przez J. Schwartza. Z noisettek dodam jeszcze Alister Stella Gray i Nastarana.

Innym, o podobnej sile wzrostu pnączem, o dziwo bezkolcowym mieszańcem wichury jest Gerbe rose. Piszę o dziwo, gdyż powszechnie znane nam pnące mieszańce wichury jak Albertine czy Alberic Barbiere są kłującymi potworami.

mana-bohmova-362-a na fotografiiMana Bohmova.

Mana Bohmowa to doskonały bezkolcowy biały sport od Tausendschon którego wypatrzył w swoich uprawach, w roku 1925, Jan Bohm. Zresztą nie wiem dlaczego miałbym właśnie jego również nie polecić, jest wszak może nawet i piękniejszy i o wiele łatwiej dostępny.

Z róż współczesnych pozwolę sobie zrobić wyjątek dla mieszańców Davida Austina. Wybór jaki zaproponowałem, to rekomendacja samego maestro. Na stronie internetowej jego sklepu, bez problemu na taki wybór natrafimy.

Na początek kilka propozycji róż mniej lub bardziej pnących  jako że cecha bezkolcowości właśnie w tej grupie  wydaje się być najistotniejsza.

james-galway na fotografiiJames Galway.

James Galway Climbing, siewka Heritage o intensywniejszym zabarwieniu kwiatów należy do tych austinek które charakteryzują się większą siłą wzrostu  i możemy je opisać jako klasyczny klimber. Mortimer Sackler Climbing to druga propozycja tzw. pnących austinek o kwiatach jaśniejszych od poprzedniczki i chyba obficiej kwitnąca. Trochę odmienną propozycją od tej pary jest Snow Goose, o drobnych rozetkowatych , białych kwiatach nic a nic nie przypominających  austinki do jakich przywykliśmy. Bathsheba, to jedna z najnowszych propozycji szkółek Austina ma kwiaty do jakich przywykliśmy w kolorze morelowym z jaśniejszymi zewnętrznymi płatkami. Rośnie bardzo bujnie no i oczywiście jest praktycznie pozbawiona kolców.

I jeszcze kilka sugestii odmian o słabszym wzroście jak na ten przykład: jasno różowa , krzewiasta The Generous Gardener, John Clare , Heritage i jej siewka A Shopshire Lad  , Lichfield Angel, czy Roald Dahl.  I jeszcze Brother Cadfael to forma pośrednia pomiędzy klimberem a dużym krzewem, a wyróżnia ją obok cechy bezkolcowości, również zakładanie bardzo dużych kwiatów.

Wreszcie są miniaturowe róże. Całkiem sporo ich wyhodowano, ale niestety wiele z nich nie jest już dostępnych. Pompon de
Paris (1839) jest jedną z najstarszych znanych odmian. Kolejną, może być  Sweet Fair znaleziona i wprowadzona w 1946 roku przez Ralpha Moore’a ”ojca” miniatur w Ameryce Północnej. Moore przedstawił wiele innych odmian w ostatnich latach, że wymienię te bardziej znane: Melody Marshall w 1993 roku,  ” Cinderella Gold „,” Halo Rainbow „,” Pretty Penny „,”Sugar Plum” i „English Porcelain” w 1995 r.

cinderella na fotografii Cinderella.

Inna słynna mini bezcierniówka to Cinderella, holenderska mikro-mini z 1955 roku, pochodząca od Cecile Brunner, która jest  wystarczająco mała , by rosnąć w doniczce, nawet w pomieszczeniu. Więc nawet brak przestrzeni w ogrodzie nie powinien powstrzymywać miłośników róż od uprawiania bezkolcowej róży.

Do naszych rozważań bardzo ciekawie wpisał się Samuel McGredy IV w swojej książce A Family of Rose, którą kończy krótkim podsumowaniem zatytułowanym – Przyszłość. Wypowiada się tam krótko nt. róż bezkolcowych. Posłuchajmy co na ten temat myślą hodowcy.

„Sein Jennett /współautor wspomnianej książki/byłby zainteresowany bezkolcowymi różami – ma taką która rośnie jako przypadkowa sadzonka w jej ogrodzie. Było kilka bezkolcowych róż już od 1873, kiedy pojawiła się, Zephirine Drouhin, ale wydaje się, że nie ma większego popytu na nie. Przeciwnie, niektóre róże są podziwiane właśnie ze względu na  ich ciernie, duże żółte lub czerwone ciernie, które są cechą charakterystyczną rośliny.

kolce-deirde

Róża zwana Rosa omeiensis ma ogromnych rozmiarów czerwone ciernie wyrównane wzdłuż łodygi, i te ciernie są półprzeźroczyste i prezentują się wspaniale, gdy widzi się światło padające przez nie. Nie sądzę, żeby ta róża była uprawiana gdyby nie jej ciernie, choć mają też ładne owoce, pomarańczowoczerwone i gruszkowate bardzo atrakcyjne. Ciernie i owoce niosą urok takiej róży . Gdyby wszystkie róże były wyhodowane bez cierni, musielibyśmy zmienić wiele światów poezji!”

Kończąc, powiem tylko, że szukając materiału w internecie, zauważyłem że prawie każda większa szkółka, zajmująca się sprzedażą róż ma ambicję by wyodrębnić w swej ofercie sprzedażowej grupę róż bezkolcowych – tak że rosomanes mający takie potrzeby, bez trudu mogą je zaspokoić. Ja natomiast zdaję sobie sprawę tego, że nie odrobiłem zadania zbyt starannie gdyż bardziej szczegółowe zajęciem się tym tematem uświadomiło mi, że obok rzeczywiście bezkolcowych róż, których jest stosunkowo niewiele, tych które nazwalibyśmy praktycznie bezkolcowymi jest około 10% populacji.

 

 

 

 

 

13 komentarzy do “Bezkolcowe”

  1. Jacek Kondratowicz napisał:

    Pnąca Lykkefund również nie ma kolców.Przynajmniej ja nie mogę ich tam się dopatrzyć. I dobrze,bo biorąc pod uwagę rozmiar jaki osiąga,to układanie jej było by torturą dla rąk.

  2. Jacek napisał:

    Zefirina ma kolce po spodniej stronie liści. Lykkefund chyba też.

  3. admin napisał:

    To ciekawe, bo ja mam Lykkefund z sadzonek zielnych i jest normalnie kolczasty

  4. Jacek Kondratowicz napisał:

    Pofatygowałem się przed momentem,żeby jeszcze raz się upewnić i daję słowo,że na kilku trzymetrowych pędach nie ma ani jednego kolca a nawet śladu,że mogły by tam być. Kupiłem go we Floribundzie.Pozostaje mi mieć nadzieję,że kupiłem to co zamierzałem…

  5. S.Kicińska napisał:

    Moja Lykkefund kupiona w Rosarium też ma całkowicie gładkie pędy.
    Ta cecha jest akurat bardzo cenna ponieważ rośnie u mnie na bramce nad furtką i przy jej dynamice wzrostu przynajmniej się nie czepia przy przechodzeniu.

  6. Kamila Szlązkiewicz napisał:

    Właściwy Lykkefund nie ma kolców, jest podobna odmiana o nazwie Seagull – na pierwszy rzut oka praktycznie nie do rozróżnienia ale jest jedna różnica – Seagull ma kolce, a Lykkefund nie :)

  7. admin napisał:

    Już mam 4 egz.Rose du Roi- zupełnie do siebie nie podobne. Jeden od Lensa, drugi z Litwy a trzeci od Petrovica a czwarty od Choduna. Oczywiście żaden prawdziwy. Jeszcze jakiegoś upoluję tak dla zabawy. Widzę, że to samo będzie z Lykkefund. W związku z tym zapytywywuję: Kto ma Lykkefund z kolcami i od kogo. Coś czuję, że może być jazda.

  8. Małgorzata Kralka napisał:

    U nas najczęściej R.helenae Semiplena sprzedaje sie jako Lykkefund, a rzeczywiście różnica jest w kolcach, tzn w ich braku u Lykkefunda, różnią się odrobinę kwiatami i kolorem listowia. Ciekawych odsyłam do mojego bloga, rosenpedia.blogspot.pl w jednym czerwcowym lub lipcowym poście pokazałam na zdjęciach detale jednej i drugiej odmiany.
    Mam w kolekcji i Lykkefunda i R.helenae Semiplena

  9. admin napisał:

    No to uwaga na Choduna. Kupiłem tam:
    Lykkefund z kolcami
    Rose du Roi podobną nie wiadomo do czego
    Raubritter jako Rote Korsar
    No i zamiast Parmentier coś albopodobnego.
    Co drugi rok , przepał.

  10. Jacek napisał:

    Ja mam Lykkefund i R helenae semiplena z Rosarium – wszystko się zgadza, kolce też. Widać bywa różnie. Inne zakupy tamże też się raczej zgadzały.

  11. admin napisał:

    Czy mógłby Pan w takim razie zrobić mała analizę porównawczą Lykkefund i r.helenae semiplena?

  12. Anna Krasiejko napisał:

    Mój Lykkefund kolce ma – bardzo nieliczne, ale ma. Przy podstawie grubszego pędu jest ich parę a wyżej pojedyncze, w rozstawie mniej więcej co 80 cm. Cieńsze pędy są gołe. Opis w blogu p.Małgorzaty poważnie zachwiał moim przekonaniem że mam Lykkefund; krzew jest młodociany, sadzony był zeszłej wiosny i jeszcze nie kwitł, więc na razie odpada ocena po kolorze pąków.
    A co najciekawsze – krzew kupiony w RosaPlant – a ten dostawca w powyższych wpisach się jeszcze nie pojawiał. Wygląda to na zamieszanie o większym zasięgu.
    Semiplena też mi odpowiada, natomiast zmartwiłam się informacją że dostał Pan coś innego zamiast Felicite Parmentier (właśnie ją zamówiłam w tym samym miejscu).

  13. Jacek napisał:

    Panie Marianie. Mam trzy egzemplarze Lykkefund i dwa R. helenae semiplena. Wszystkie z Rosarium. Lykkefund na pewno nie ma kolców na pędach. Być może ma nieliczne drobne od spodu liści. Semiplena ma liczne haczykowate kolce. Poza tym różnice pomiędzy tymi roślinami są znikome: kwiaty Lykkefund nieco większe, a kwiatostany bardziej rozpierzchłe i mniej eleganckie. Mój Lykkefund wygląda jak bezkolcowy sport R. helenae semiplena.

Napisz komentarz