Róże jako krzewy ozdobne 2.0 Róże parkowe.

Dlaczego 2.0? Ponieważ już opublikowałem tekst pod identycznym tytułem. Było to tłumaczenie artykułu Griffitha Bucka w którym to w rozważania o bardziej uniwersalnym wykorzystaniu róż wplótł dywagacje na temat swoich doświadczeń hybrydyzerskich. Tym razem proponuję nieco inne ujęcie tematu.

W tradycji polskich ogrodów, ogródków i posesji jest bardzo mocno zakorzeniona obecność krzewów bzu. Rosną sobie one swobodnie przy ścianach domu, przy płotach posesji, w rowach przydrożnych, na opuszczonych dawnych siedliskach. Spotkamy je nawet w lasach gdzie to są niemymi świadkami obecności ludzkiego siedliska przed latami czy nawet wiekami. Drugą taką rośliną wszechobecną i z reguły towarzyszącą bzom jest jaśmin. O ile jednak bzy rozpowszechniły się w różnych wariantach odmian, to jaśmin jest w zasadzie tylko jeden. Drugą ciekawostką jest też to, że obie te rośliny występują pod fałszywymi nazwami bowiem to co popularnie zowie się bez – to jest to lilak , natomiast jaśminowiec prawem kaduka nosi nazwę jaśmin. Oczywiście jest też i bez – bez czarny. Ten to już panoszy się bez umiaru rozsiewany przez ptactwo. Czasem zostawiany litościwie na posesji, ale z reguły zasiedla siedliska ruderalne, rowy przydrożne i obrzeża lasów. Takich krzewów znajdziemy znacznie więcej.Przykładowo: tarnina, janowce, derenie, a ostatnio dołączyła do nich aronia,  i szereg im podobnych. Łączą je dwie cechy. Całkowita odporność na mrozy i wszelkie choroby. Taki osobnik jest sadzony, ale częściej nasiewa się sam i towarzyszy nam całe swe życie . A jest ono z reguły dłuższe od naszego. Są to rośliny architektoniczne, jednakże niezwykle rzadko stosowane celowo. Ot, wetknięte w kąt, tak by gospodarzowi nie przeszkadzały rosną sobie – dopóty, dopóki właśnie nie zaczną przeszkadzać.

Ale czasy się zmieniają. Mamy coraz więcej pieniędzy, stajemy się majętniejsi, budzi się w nas potrzeba piękna. Powstają posesje i autonomiczne względem nich ogrody,zakładane  tylko w tym celu by naszą potrzebę piękna zaspokajać. Nawet jeżeli jest to tylko adaptacja starego siedliska przez nowych właścicieli, to starają się oni zaprojektować je tak by cieszyło oko cały rok, by kompozycja swoim ładem tworzyła atmosferę wyciszenia i pokoju. Każda roślina to może nie, ale z pewnością każdy większy krzew czy drzewo ma swoją rolę do odegrania i starannie zaplanowane miejsce. Po eksplozji namiętnego uwielbienia dla iglaków nadeszło opamiętanie i zrozumienie, że są to tylko rośliny osłonowe, rośliny szkieletowe i tworzące tło. Tak więc już wiemy, że to tylko dekoracja i sztafaż do tej dekoracji a na planie potrzebni są też aktorzy. Pojawia się więc zapotrzebowanie na ozdobne rośliny liściaste. I tu wkracza na scenę róża. Któraż bowiem z roślin potrafi mieć tyle walorów na raz co królowa kwiatów! Któraż potrafi kwitnąc cały sezon, oszałamiająco pachnieć, dostarczać pożytku dla owadów  a także ludzi i pociechy dla oczu.

Jednak śmiem twierdzić, że róża w naszej swojskiej tradycji ciągle jeszcze wegetuje na marginesie. Maniacy różani tworzą różanki czy kolekcje, jednak gospodynie sadzą róże w swych ogródeczkach tylko jako jedną z wielu roślin ozdobnych. Działkowicze upychają je pomiędzy warzywami. Nie widzę natomiast u nas róż pełniących rolę samoistną jak bez czy jaśmin. Nie wchodząc w dywagacje historyczne dlaczego tak się stało, postaram się zaproponować parę odmian, które  z wielką chęcią przejmą wiodącą rolę w naszym krajobrazie. Trzeba do tego wiele i niewiele by przełamać ową bezsensowną dominację mieszańców herbatnich. Warunki atmosferyczne i częste spadki temperatur do – 30c będą mam znacząco ograniczały wybór, ale to nie znaczy , że jest ubogo.

Pierwszą odmianą róży jaka się nam wprost narzuca to Alba, Alba Maxima. Kiedyś bardzo powszechna w ogródkach wiejskich dokąd uciekła z przypałacowych edenów. Miała ją na ten przykład w swoim ogródeczku, przedogródku moja świętej pamięci babcia, ale we wsi nie była wyjątkiem, bo gospodynie miały ten wspaniały zwyczaj, że dzieliły się swymi zdobyczami. Alba Maxima jest też właściwie jedyną różą, którą spotkamy w bardzo ubogich polskich parkach. Jedyną poza  rugosą. Bez naszego udziału staje się ona coraz bardziej powszechna w naszym krajobrazie dzięki pomocy ptactwa, które rozsiewa ją bezładnie. Z naszej strony inwencji nie widać za wiele. Głównie pasy drogowe. Czasem ktoś wpadnie na pomysł wykorzystania jej jako rośliny żywopłotowej. Posłuchajmy jak wspaniale wykorzystał mieszańców rugosy znany amerykański rosarianin. Oto cytat  z artykułu zamieszczonego w American Rose Annual z roku 1974 autorstwa  Karla P. Jonesa.

” Na swojej posesji mam długi płot wzdłuż linii kolejowej, gdzie setki dzieci w wieku szkolnym codziennie przechodzi.  Posadziłem tam Hybrid Rugosas, takie jak „Conrad F. Meyer”, Nova Zembla,  Parfum de lHay ‚i temu podobne. Przybysze z miasta czasami starają się urwać jakąś różę, ale jedna próba zwykle chroni od koleknych.”Conrad F. Meyer i  jej sport Nova Zembla ‚przetrwały u mnie minus 28 ° C. z niewielkimi uszkodzeniami. Choć nie jest całkowicie odporna na choroby, to nie jest porażana czarną plamistością. Obie te odmiany rosną ponad 2 m wysokości, i obie są pachnące bardzo  bogato. W przeciwieństwie do większości  mieszańców rugos, kwiaty tych odmian są prawie wystawowej jakości .”

U nas, w Polsce,  przykładem niech będzie Pan Artur Sitnik który stworzył niezwykle użytkowy żywopłot z róż rugosa w swoim ogrodzie ew Włodawie. Możemy to zobaczyć w jednym z ubiegłorocznych odcinków Maja w Ogrodzie – odcinek bodajże 546.

Inny mieszaniec rugosy który wkroczył do naszych ogrodów śmielej za sprawą działalności pana Adama Choduna, jest to Therese Bugnet. Nie jest to roślina do małych ogrodów, ale jako zdobiąca posesję i konkurująca ze wszechobecnym bzem – jak najbardziej. Jest to roślina , która bez starań z naszej strony po kilku latach bez problemu osiągnie te ponad 3 m wysokości i wspaniale się rozkrzewi. Kwitnie bardzo wcześnie bo już w maju, ale i potem praktycznie przez cały senon raczy nas swymi niezwykle uroczymi, pachnącymi kwiatami. Ozdobny jest też sam krzew o zwartym uporządkowanym pokroju i przebarwionych na wiśniowo pędach. Nie jest też przesadnie kolczasta. Drugą podpowiedzią z grupy mieszańców rugosy byłaby Ritausma która buduje foremny, ale bardzo rozrośnięty krzew dorastający do 2 m wysokości. Przyjemnie na nią popatrzeć gdy się ubierze w swe białe, nieco zaróżowione kwiaty. Pewną wadą jej jest brak zapachu. Jeżeli jednak ktoś uważa, że Ritausma jest za wielka, może posadzić sobie Zaigę, która dorasta nie więcej jak do półtora metra i prześlicznie i bogato kwitnie . Ma wyraźne dwa mocne okresy kwitnienia i podziwianie jej w akcji to sama przyjemność. I jedna i druga posadzona na tle wszechobecnych żywopłotów z tui szmaragd  ożywia je zdecydowanie i odbanalnia. Mieszańców rugosy jest mrowie, poczynając od tych pospolicie dostępnych jak Hansa , która jest z powodzeniem wykorzystywana jako dostarczyciel płatków i owoców a kończąc na rzadkich okazach jak George Ruf dostępny tylko u pani Kamili Szlążkiewicz o owocach jak małe pomidory do niezwykle uroczego dzieła Austina - Wild Edric który tworzy niskie / 120cm/zwarte krzewy idealnie nadające się do wewnętrznych większych obwódek, tworzenia tła rabat mieszanych i bylinowych jak i też, posadzone najlepiej  trzy krzewy obok siebie, jako solitery na trawniku. Kwitną praktycznie ciągle, mają piękne różowe kwiaty i jakże pachną!

Wspomniałem wcześniej o rugosie jako dostarczycielu owoców . Wspaniale tę rolę wypełni nam inna ciekawostka upowszechniana przez szkółki Adama Choduna.  Mam tu na myśli rosa villosa Karpatia. Owocuje ona niezwykle obficie, dużymi owocami ale i kwiaty nie są bez wartości. Tworzy duży, solidny krzew o rozmiarach bzów i jaśminowców. Ale o ile bez zostawia paskudne zbrązowiałe wiechy po kwiatostanach, to w przypadku Karpatii, po zrzuceniu liści krzewy zapalają cie na czerwono pomarańczowo przepięknymi, dużymi owocami. Jak my z nich nie skorzystamy, to stworzymy, wspaniałą, naturalną stołówkę dla ptactwa, które będzie się do woli pożywiać na przekór różnym ekoidiotom którzy zachęcają do dokarmiana ptactwa zimą.

Inna grupą róż odpornych na mrozy/ wprawdzie nie tak bardzo jak rugosy/ są róże gęstokolczaste spinossisimy, które wprawdzie kwitną tylko raz , ale niezwykle obficie a potem darzą nas niezwykłym bogactwem owoców. Mam u siebie Bradwardine.  To piękny, zwarty i kształtny krzew obsypujący się wiosną mrowiem kwiecia które zwolna zamienia się w takież samo mrowie owoców. Odmiana ta wcześnie zrzuca liście ale okazuje się to nie być żadną wadą. Objawiają się wówczas  w wielkiej obfitości owe owoce, które ciągle zmieniają kolor od ciemno żółtego, poprzez odcienie pomarańczowego do barw czerwonych. Przyglądałem się temu spektaklowi oniemiały. Wspaniały akcent kolorystyczny. wyobrażacie sobie państwo jak to działa na śniegu?

Onegdaj, róże galijskie występowały w całej Polsce w stanie naturalnym, ale jakoweś zmiany czy to klimatyczne czy antropopresja człowieka spowodowały, że ich stanowiska naturalne ograniczają się tylko do ziemi Sandomierskiej i Lubelskiej. Na Lubelszczyźnie zresztą spotykam te naturalne mieszańce gallicas w ogrodach przeniesione tam ludzką ręką. Gdy uważnie przyjrzymy się starym ogródkom spotkamy w nich też różne najdziwniejsze samoistne mieszańce dla których już zaczyna i brakować miejsca w mojej kolekcji. Nic nie stoi jednakże na przeszkodzie by rosły w naszych ogrodach i ogródkach a odmian ich i rodzajów jest nieprzebrana moc. Są to słuszne krzewy, ale niewielkie , maksimum do półtora metra wysokości. Raczej do tworzenia plam barwnych i rodzajów żywopłotów. Mają jednakże pewną wadę. Nie powtarzają kwitnienia. Ale czy bez powtarza i czy to go ogranicza? Jeżeli ich wzrost jest z jakiegoś punktu widzenia wadą, to nie widzę problemu by je zastąpić centifoliami, które jednakże potrzebują nieco więcej miejsca czy bardziej zdycyplinowanymi damasceńskimi. Nie pojmuje dlaczego Bułgarzy mogą pysznić się pożytkami ze swego Kazanlika czy Ispahana a my nie możemy. Wszak to róże odporne na niskie temperatury. Ja nie mówię by zaraz z nich robić olejki i attary, ale niech sobie rosną swobodnie na naszej posesji, niech rozsiewają się po rowach przydrożnych. Bioróżnorodność na tym zdecydowanie zyska.

Rozumiem , że przy takiej ofercie odmianowej , nasze caniny pospolicie zwane psimi różami nie mają szans,  ale i tu  Kiese zaproponował nam wspaniałą odmianę caniny którą właśnie nazwał Kiese. Kupić tego w Polsce raczej nie da się , ale zapewne wielu rosomanes zdziwiło się , gdy to po zimie, nasza ukochana, drogo opłacona pienna róża , wiosną wypuściła pełen wigoru pęd, po czym zakwitła wprawdzie pięknymi ale zupełnie innymi kwiatami niż latoś to było. To właśnie Kiese, która przez szkółkarza użyta była jako podkładka.

Teraz przejdźmy do całkiem innego rozdziału. No nie mogę nie wspomnieć o mrozoodpornych różach kanadyjskich. Ja wiem, one nie mają tak pięknych kwiatów jak te austinki czy czipendale i nostalgie. No tak , nie mają, ale też i służą zupełnie innym celom. Jeżeli spojrzymy na nie jako na krzewy krajobrazowe, to wkraczamy w zupełnie inny świat. Ja tylko nie wiem czy architektów krajobrazu ktoś uczył w naszych podłych szkołach , że są takie róże. Zapewne nie, ale zostawmy ich w spokoju. Co przeszkadza nam, poza niewiedzą, posadzić takie cuda jak  John Davies, który po dwu trzy letnim oswajaniu się ze stanowiskiem/ austinki potrzebują nawet 4 lata/ uformuje dwumetrowy krzew obsypany przez całe lato, świetliście różowymi kwiatami. Przyginające się pod ciężarem kwiecia pędy tworzą jednolitą barwną ścianę kwiatów od wierzchu krzewu do samej ziemi. Nadto założy jeszcze owoce które będą cieszyć oczy i żywić ptactwo zimą. Jeżeli dla kogoś ten krzew jest zbyt dużym, to może posadzić sobie bardzo podobną ale znacznie mniejszą Prairie Joy. Jak sama nazwa mówi, cieszy prerię, a dlaczegóż by miała nie cieszyć nas, od morza do samiuśkich Tater. Tym bardziej, że w Polsce spotkać się możemy praktycznie z pełną ofertą odmianową tych cudowności w firmie Rosaplant. Tych kanadyjek jest znacznie więcej. Nie mogłem się nadziwić jak  William Booth kwitnie obfitością kwiatów i jednocześnie zakłada niezliczone ilości owoców.

Żyjący  na przełomie wieków  obywatel CK  Austrowęgier, Rudolf Geschwind z myślą o na mieszkańcach międzymorza, mitteleuropy , stworzył  całą serię mrozoodpornych róż które nazwał Nordlanrose. Róże te są jednak całkowicie nieobecne w   polskich ogrodach i ogródkach, choć są dostępne w kilku dobrych szkółkach. Są to rośliny stricte architektoniczne a jedyną ich wadą/ jeżeli uznamy to za wadę/ jest brak powtarzania kwitnienia. Imponują za to żelaznym zdrowiem i odpornością na mrozy. Róż, które świetnie wypełnią rolę elementu architektonicznego, akcentu kraobrazowego jest znacznie więcej. Ja, jednakowoż skoncentrowałem się na tych ewidentnie mrozozodpornych i nie wymagajacych jakiejkolwiek opieki

Jak widzimy jest w czym wybierać . Możemy żyć jak  Edith Piaf , w różach –  Vie en rose.  Wystarczy tylko chcieć by otoczyła nas magia róż a świat zabarwił się na różowo bez różowych okularów. Wystarczy tylko pójść do naszego znajomego szkółkarza i zadać mu proste pytanie. Czy ma pan coś w ofercie poza tym targowym chłamem? Bo nie wątpię , że na potrzeby własne ma coś znacznie ciekawszego niż sprzedaje na co dzień. A jeżeli już jesteśmy tak dobrze wychowani to poprośmy go by wyhodował nam coś z tego o czym przed chwilą przeczytaliście. A może zadacie sobie nieco trudu i w dobie  internetu poszukacie szkółek które zaspokoją wasze ponad standardowe wymagania. Bo i szkółkarze tego od Was oczekują, że wreszcie będziecie mieli jakieś oczekiwania.

Tylko spójrzmy oczami wyobrażni jak wasz cmentarno zielony żywopłaot z tui  staje się tłem dla feeri barw róży. Letnich, zapachów, brzęczenia pszczół. Jak sterylny i nudny, formalny ogród  zamienia się w burzę kwiatu  od maja do listopada. To pierwszy krok. Kolejny zrobi sama przyroda. Pojawi się wokół nas więcej ptactwa, ono rozniesie nasiona po świecie i nagle korzystając z magicznej mocy róży będą się w zupełnie nieoczekiwanych miejscach pojawiać zupełnie nam nieznane krzewy róż. Bo, róża ma tą magiczną moc , że z jej nasienia nigdy nie wyrośnie coś takiego samego.

Marian Sołtys – Włodawa – 19 listopada 2016.

4 komentarzy do “Róże jako krzewy ozdobne 2.0 Róże parkowe.”

  1. Jacek Kondratowicz napisał:

    Coś,sprzedawane na targach w miasteczkach i miastach,pod nazwą „róża herbaciana – cena 7 zł”,wyrządziło ogromną krzywdę wszystkim różom w Polsce. Bez nazwy,bez pochodzenia,szczepione na niewiadomo-czym a czasami w ogóle nie szczepione,zdychające po pierwszej zimie. Ale nie tylko. „Promocje” we wrześniu róż z gołym korzeniem za 4,80 zł. Skąd to i od kogo nie napiszę bo nie chcę mieć sądów na głowie. Efekt końcowy ten sam. Komentarze – „panie,nigdy więcej nie będę sadzić żadnych róż w ogrodzie,lepiej parę tuj kupić” No i jak tu zmienić takie myślenie?

  2. Clematis napisał:

    święta racja, ale jest to spowodowane popytem na tanie rośliny. Jak ktoś stanie i zacznie sprzedawać za 20 zł to nikt tego nie kupi, bo Paaanie, tam mają taniej, z zeszłym roku było taniej, w markecie taniej.
    Ludzie sami decydują co kupują, wiadomo, że jak coś jest za tanie to i niezbyt dobre jakościowo.

  3. Jacek Kondratowicz napisał:

    Tak.Takie jest prawo rynku. Swoim wpisem bardziej chciałem pokazać możliwą przyczynę braku popularności róż w polskich ogrodach niż kwestionować słuszność praw rynkowych. Tylko czy klient,najpierw szczęśliwy a potem rozczarowany zakupem takiego towaru, zreflektuje się,że to nie tędy droga do posiadania róż w ogrodzie? Nie. Raczej zniechęci się całkowicie do tych roślin. Wiele jest przyczyn tego,że wszyscy szukamy czegoś dobrego i taniego. Ale róża to nie kapusta,nie da się zasiać i zebrać w jednym roku. A niestety większość klientów takie ma wyobrażenie o różach.

  4. Dorcia napisał:

    Panie Marianie, czy pomógłby mi Pan rozpoznać różę, którą po wojnie przyniósł mój Dziadek z ogrodu Łąckich w Posadowie (wielkopolsaka)? Róża nie powtarza kwitnienia, pięknie pachnie, rozmnaża się z odrośli korzeniowych – mogę przysłać zdjęcia.

Napisz komentarz