Rosa rugosa i jej mieszańce w mojej różance i nie tylko.

Rugosą zainteresowałem się, gdy zacząłem odczuwać coraz większe dolegliwości związane z zimowym zaopatrywaniem róż. Pół biedy  z wysiłkiem fizycznym, ale okrywanie róż w jakiejkolwiek formie, zamieniało mi ogród w w istne pobojowisko i to na prawie pół roku. Jednak  po ośmiu latach bliższego zapoznawania się z rugosą zacząłem dostrzegać nie tylko plusy tej grupy róż. Ich bezrozumna kolczastość  nie ułatwiała zawarcia bliższej znajomości. Pomimo to zgromadziłem ich zacną gromadkę o której to wadach i zaletach zamierzam pokrótce  opowiedzieć. Pierwej przedstawię je.

adam-chodun-z-lamp-blysk

Adam Chodun – w pełni odporna, ładnie pachnąca. W drugiej części sezonu kwiaty jej są gorszej jakości a nadto szybko się wypalają. Krzew zwarty, foremny, do półtora metra wysokości, cenna odmiana.

Agnes – wprawdzie nie choruje, ale brak powtarzania kwitnienia i niezbyt estetyczny wygląd samego krzewu w drugiej części sezonu,   eliminują ją z naszych rosariów – ciekawostka historyczna, dla kolekcjonerów.

mrs-anthony-waterer3

Anthony Waterer – - ewidentna podatność na choroby liści, największa jej zaleta to intensywnie czerwony kolor kwiatów.

bergers-erfolg57

Bergers Erlfog – zapowiada się pięknie. Kwiaty duże, w intensywnej czerwieni. Również duże i zdrowe są liście. Skromnie powtarza kwitnienie. Dodatkową zaletą jest to, że może być prowadzona jak klimber co u rugos jest rzadkością.

Blanc Double de Coubert – odmiana przestarzała, głównym jej walorem jest zapach a pachnie również nocą. Znacznie lepiej prezentuje się nasz Kórnik. Nadto Kórnik zakłada dużo pięknych, dorodnych owoców, natomiast Blanc Double de Coubert skąpo i niezbyt urodziwe.

_conrad_ferdinand_meyer-2.jpg

Conrad Ferdinand Meyer – ewidentna podatność na czarną plamistość. Jesienią defoliuje się. Nadto nie reaguje pozytywnie na oprysk. Jej długaśne, sztywne pędy sprawiają, że kwiaty niejednokroć znajdują się poza zasięgiem wzroku, więc nici z podziwiania ich ewidentnej urody. Pędy wymagają przyginania a więc potrzebuje dużo miejsca w ogrodzie. Dla kolekcjonerów.

Doreen Pike – To owoc krótkotrwałego zainteresowania D. Austina  rugosami i mieszańcami Felicitas Svejdy. Kwiaty interesujące, powtarza kwitnienie.

Dr Eckner – Jej śliczne i w oryginalnym kolorze kwiaty pojawiają się w oszczędnych ilościach. Jej wigor jest również problematyczny. Dla amatorów. Lepiej już prezentuje się podobny do niej kolorystycznie Oratam.

gefylt

Fimbriatta – Kwiaty w zasadzie białe z delikatnym różowym cieniowaniem na płatkach. Kwiaty półpełne,średnicy 8-9cm, złożone z 10-15 niezwykle misternie powycinanych płatków co przydaje kwiatom niezwykłej lekkości i upodabnia je/powiedzmy/ do kwiatów goździka , co znalazło swe odzwierciedlenie w przydanych tej odmianie nazwach synonimicznych. Powtarza kwitnienie. Ciekawie pisze o tej odmianie Susan Verier w swojej książce o rugosach – „Ponieważ nie lubię rugos z grupy Grootendoorst, byłam predysponowana niejako naturalnie by również nie lubić i Fimbriata. Ale ta sprawiła mi miłą niespodziankę . Zwłaszcza jej delikatne, nieco postrzępione kwiaty wspaniale prezentowały się na tle świeżo zielonego zdrowego listowia. Uznałam, że świetnie nadaje się na przednie rzędy rabat”. Str.19. Zachęcony przez Panią Susan , ja też posadziłem ją u siebie wiosną 2015. I faktycznie, daje się lubić.

Gefylt – Choć  pochodzenie ma nieznane, to nie przeszkadza jej mieć pięknego koloru kwiaty. Nadto cechuje się powtarzaniem kwitnienia a dodatkowo zwarty krzew zapewnia dla niej miejsce w każdym ogrodzie, choć jej odporność na choroby liści nie jest zupełna.

Kórnik – Gdybyż miała nieco bardziej urodziwe/regularne/ kwiaty, byłaby bez wad, ale i tak mam dla niej dużo ciepłych słów. Dobre pierwsze kwitnienie uzupełnione nieco skromniejszym drugim. Dobra odporność na choroby grzybowe i mrowie dorodnych, niezwykle dekoracyjnych owoców – to jej atuty.

Louis Bugnet – Mam ją dopiero od roku i jeszcze się na jej temat nie wypowiem, ale już dały sie polubić jej czysto białe kwiaty  z karminowymi przebarwieniami.

Mariage Parfaite – Ta propozycja Martina Vissersa bardzo mnie rozczarowała. Kwiaty  z wczesnowiosennego kwitnienia są nawet efektowne, jednakże z powtarzaniem kwitnienia jest problem.

Oratam – Niezwykła uroda i równie niezwykły kolor  jej kwiatów pozwalają wybaczyć jej wady  a to brak powtarzania kwitnienia i silną defoliację jesienią. Nie jestem też pewien jej mrozoodporności.

Parfum de l’Hay – Jestem tą odmianą zawiedziony. Jej tytułowy parfum nie jest taki jakiego się spodziewałem, nadto podatność liści na choroby obniżają jej ocenę.

Pink Grootendorst- ciekawostka bez większych walorów estetycznych. Opornie powtarza kwitnienie.Jest jeszcze kilka w tej grupie, ale nie wiem czy o równie dyskusyjnych walorach.

Prickly Red – rośnie u mnie z pięć lat przy ozdobnej jabłoni i do tej pory niczym szczególnym mnie nie zaskoczyła a jeżeli już, to że któregoś roku przemarzła  przy temperaturze – 25c. Jednakże w tym sezonie nie poznaję jej. Wypuściła ponad 3 metrowe pędy, zdecydowanie ponad jabłoń, obficie powtarzając kwitnienie.  W sierpniu wypuszcza nowe silne pędy. Z otwartą ze zdumienia buzią przyglądam się jej, co też jeszcze pokaże. Niestety zaobserwowałem u niej objawy porażenia liści czarną plamistością.

Ritausma- Pięknie to ona wygląda przez pierwsze cztery, pięć lat swego życia. Potem wymaga zdecydowanego odmłodzenia gdyż kwiaty drobnieją  a krzew za bardzo się panoszy w ogrodzie. Konieczność usuwania przekwitłych kwiatostanów i brak zapachu to wady. Z zalet wymieniłbym dobrą odporność na choroby. Raczej  do drugiego planu kompozycji.

Roseraie de l’Hay – To nic szczególnego, nadto wprawdzie liście nie są porażane przez choroby, ale nie są zbyt estetyczne, dopiero jesienią dostają różnokolorowych odcieni. Ciekawostka bez której możemy się obyć, raczej o walorach krajobrazowych, architektonicznych niż do ogrodów przydomowych.

therese-bugnet-jpg7_

Sarah van Fleet - Kwiaty ma zbyt delikatne i praktycznie jednodniowe, nikły zapach i / wydaje się ,że/podatność na choroby liści. Odmiana o wątpliwej wartości.

oratam7

Therese Bugnet – Kwitnie bardzo wcześnie, ma też ładne kwiaty , które pojawiają się praktycznie przez cały sezon. Jednakże jest to roślina  przeznaczona raczej do parków i zieleni miejskiej, bowiem krzew dorasta do 3 i więcej metrów wysokości i nie jest łatwo znaleźć dla niej odpowiednie miejsce w ogrodzie. Odporna na choroby.

thusnelda

Thusnelda – Wzrost ma chimeryczny i kwitnienie niezbyt jest obfite, przy braku powtórnego kwitnienia. Wszystko jednak rekompensuje niezwykła uroda kwiatów.

Wasagaming – ciekawostka, nie powtarza kwitnienia. Nadto wydaje się, że jest porażana przez jakąś nie znaną mi bliżej chorobę, może fizjologiczną, podobną do rdzy.

wild-edric1020

Wild Edric – Mam ją dopiero rok, póki co zachwycam się więc ewidentną urodą jej kwiatów. Dobra robota Austina, miałem niewątpliwą przyjemność obserwować tę odmianę w ogrodach angielskich , świetnie prezentuje się tak krzew jak i kwiaty.  Nie potwierdza jednakowoż tych zalet w naszych warunkach. W upały kwiaty przypalają się, natomiast w wilgotną pogodę mumifikują.

Zaiga – Kształtuje się w  zgrabny, kulisty krzew wysokości około 1,5 m co u rugos jest dość rzadkie. Kwitnie niezwykle obficie , równie hojnie powtarzając kwitnienie. An masse, jest niezwykle urodziwa. Ma też wady. Wymaga usuwania przekwitłych kwiatów i brzydko starzeją się jej liście, więc we wrześniu nie wygląda zbyt dekoracyjnie. Brakuje jej też zapachu.

zaiga

O jeszcze jednej z rugos chcę wspomnieć. Jest to znaleziona przeze mnie  w pożydowskim ogrodzie wspaniała, bujnie rosnąca, oszałamiająco pachnąca rugosa, która nadto powtarza kwitnienie i nie choruje.  Z punktu widzenia posiadaczy małych ogrodów sporą wadą jest jej bujny wzrost, wymaga więc ostrego cięcia.

martin-frobisher

Nadto mam jeszcze dwa mieszańce rugosy z grupy tzw róż kanadyjskich,/ Jens Munk, Martin Frobisher/ ale nic o nich interesującego nie mam do powiedzenia.Martin Frobisher, jako młodociany krzew prezentował się znacznie korzystniej niż późniejsza dojrzała forma. Może należałoby spróbować ostrego cięcia? Nadto jego kwiaty nie są najwyższej jakości.

Jak widzimy jest tego trochę. W opisywanym okresie nie trafiły się jeszcze zimy, które by jednoznacznie zweryfikowały mrozoodporność ich mieszańców , wszystkie więc przetrwały opisywany okres bez większych problemów.  Za to lata były różniste i pozwoliły na brutalne testy z zakresu odporności mieszańców rugosy na czarną plamistość. Od razu powiem, że grupa ta, traktowana an bloc nie zdała egzaminu. Mało tego, pojawiły się inne problemy. Jest to mianowicie jej prawie, że legendarna wrażliwość na środki ochrony chemicznej. Większość z nich nie toleruje oprysków a jak wiemy rugosę uwielbiają mszyce, ale już z chemicznym zwalczaniem tego paskudztwa trzeba uważać. W zasadzie toleruje tylko Pirimor. Na prostsze/ tańsze/ preparaty ewidentnie się krzywi. Podobnie jest z preparatami grzybobójczymi. W tym roku wykonałem prewencyjny oprysk preparatem, który wysoko sobie cenię a mianowicie Amistarem.  Sarah van Fleet, Anthony Waterer i  Parfum l’Hay, zareagowały objawami poparzenia liści.  Dałem więc im spokój z ochroną. Efekt daleko posunięta defoliacja.  Przykładów mam więcej , ale nie chciałbym wypowiadać się jakoś zdecydowanie. W końcu mogła to być przypadkowa koincydencja. Na marginesie dodam, że odporność róż kanadyjskich na czarną plamistość również jest problematyczna. Zwłaszcza tych z Morden, nie nazwałbym odpornymi.

Mój subiektywny i trochę przypadkowy dobór rugos i jej mieszańców , chciałbym jeszcze uzupełnić  kilkoma odmianami , które wg.mnie są godne najwyższej uwagi a jakoś nasze drogi krzyżowały się tylko incydentalnie.

Na pierwszym miejscu wymieniłbym w tej grupie Belle Poitevine - którą rosomanes mogą podziwiać od roku 1894 dzięki F. Bruant. Piękna , o naturalnym różu kwiatów – roślina.  Kwitnie półpełnymi o średnicy 10cm. ,niezwykle pachnącymi kwiatami, ich zapach jest wyczuwalny  na odległość nawet kilku metrów. Powtarza kwitnienie. Krzew o wysokości do 1,8m. Posiada wszystkie zalety mieszańców rosa rugosa. Mrozoodporny – strefa 3 usda. Można z powodzeniem uprawiać ją na jakościowo gorszych glebach. Zakłada ozdobne pomarańczowo-czerwone owoce. Nie musi też rosnąć na pełnej ekspozycji słonecznej.

Nie mam też pojęcia, dlaczego do tej pory w mojej kolekcji nie ma  odmiany Hansa, która przez różnych uczonych w piórze , jest bardzo zachwalana a Peter Beales wprost stwierdza, że gdyby mu przyszło wybrać tylko jedną rugosę do swego ogrodu, to wybrałby własnie Hansę. Passion for roses str.104.

Jeżeli ktoś ma większą posiadłość i chciałby sobie zafundować niestandardowy żywopłot, coś innego poza nieśmiertelnymi tujami szmaragd, to poleciłbym białą rugosę Schneezwerg lub czerwoną Scabrosa. Obie tworzą zgrabne, niezbyt wysokie krzewy dorastające do około 120 cm, co zapewni nam przyjemny, nie wymagający strzyżenia , kolorowy i wspaniale pachnący żywopłot

6 komentarzy do “Rosa rugosa i jej mieszańce w mojej różance i nie tylko.”

  1. Jacek Kondratowicz napisał:

    Roza z tej grupy,ktora jest odporna na opryski chemiczne to Flamingo,Howard, 1956,USA. Być może dlatego,ze jest to krzyzowka z mieszancem herbatnim. W zasadzie jest dość odporna ale mszyce wczesnym latem to dla niej prawdziwa zmora,nie da się uniknąć chemii niestety. Odwdzieczy się za to ogromnymi,pieknie pachnącymi kwiatami.Jesli ma dostatek wody to kwitnie non stop,pod warunkiem,ze obrywa się regularnie przekwitłe kwiaty. Deklarowana mrozoodporność 6B to naprawdę niepotrzebna skromność. Wytrzyma bez okrycia większy mroz.

  2. admin napisał:

    A więc kolejna urodziwa i …ale…

  3. Jacek Kondratowicz napisał:

    Niestety tak. Hodowcy chyba już stracili cierpliwość do rugosy.Byc może wykrzesano z niej wszystko co się dalo. Może warto wrocic do jej dzikiej formy i cieszyc się dorodnymi owocami,bo w tym jest najlepsza.

  4. Kralka Małgorzata napisał:

    Uderz w stół a nożyce się odezwą, tak i ja, jak o rugosach to i ja muszę się odezwać…
    Mam w kolekcji 119 odmian i wciąż poszukuję kolejnych i nowe znów do mnie jadą, więc to też o czymś świadczy. Oczywiście pomijając chęć każdego kolekcjonera na powiększanie swojej kolekcji, jednak nie czyniłabym tego tak namiętnie, gdyby, one nie były tego warte. Rośliny to nie są znaczki czy monety, że nie wymagają fizycznej troski i obsługi, to są żywe organizmy, którym do szczęścia potrzeba naszej choć minimalnej troski.A rugosy zaś, przynajmniej u mnie nalezą do tych bardzo minimalistycznie traktowanych, co jest ich duża zaletą. Uroda?
    Dla kolekcjonera ten aspekt nie ma większego znaczenia, choć uroda przez większość z nas odbierana jest zupełnie subiektywnie i każdy z nas na temat urody danej odmiany może wypowiedzieć się inaczej.
    Mrozoodporność? U mnie zimują bez kopców i jakichkolwiek zabezpieczeń, co tu zresztą mówić, jedna z największych europejskich kolekcji rugosas rośnie w Finlandii i zimuje tam bez problemów a róże tam rosnace pełnię pierwszego kwitnienia osiągają w lipcu, kiedy u nas już dawno przebrzmiały, zresztą i w ofertach szkółek skandynawskich, zwłaszcza fińskich królują rugosas i spinossisimas.
    Choroby i szkodniki? Nie pryskam w ogóle, nie zauważyłam nigdy inwazji mszyc, nie wiem w czym problem:) Nie pryskam, więc nie mogę ustosunkować się co do zniszczonych liści po oprysku.
    Odnosząc się do słów Pana Jacka Kondratowicza o jakiejś jakby chorobie podobnej do rdzy, nie zauważyłam u siebie, ale zauważyłam, że u niektórych odmian zwłaszcza pod koniec sezonu rudzieją liście, robią się takie jakby zardzewiałe, może o to chodzi właśnie Panu Jackowi ? Ale to na pewno nie rdza, gdyż nie znajduję na liściach charakterystycznych rudych grudek zarodników i innych objawów charakterystycznych dla rdzy. Może to taka właściwość niektórych odmian. Zauważyłam jeszcze jedną rzecz, czasami u niektórych odmian raptem pojawiają się zamarłe pędy czy to po zimie, czy w trakcie sezonu kiedy są łatwiej zauważalne , kiedy widać zamarłe liście. Być może te zardzewiałe liście są uwerturą do tych potem zamarłych pędów, muszę się tej sprawie lepiej przyjrzeć.
    Wady? no może jedyne to, u niektórych odmian i to w starszym wieku skłonność do wydawania odrostów, to jest bardzo uciążliwa przypadłość, jedyny plus taki, że rugosy najczęściej są okulizowane nie na rugosach, tak że pędy odrostowe łatwo odróżnić nim zagłuszą właściwą odmianę.
    Odniosę się jeszcze do słów Pana Mariana Sołtysa co do odmiany Oratam, u mnie co roku marzła mimo kopczyka, nie doczekałam się nigdy kwiatu, znałam je tylko z Sangerhausen, oczywiście po iluś bezkwietnych latach odmiana ta wylądowała na kompoście, szkoda było miejsca na takiego nieudacznika na jej miejscu rosnie Kazanlik. A tyle nadziei z nią wiązałam….
    Co do serii goździkowych róż typu Pink Grootendorst mam w kolekcji 5 odmian tego typu, mimo kiepskich opinii na ich temat u mnie rosną pięknie, kwitną pięknie, ale pod warunkiem, że ich nie ruszam, zero jakiejkolwiek uwagi sprzyja ich urodzie. Kiedyś miałam Pink Grootendorst i F.J Grootendorst na innej rabacie, byłam przeszczęśliwa ich posiadaniem i ciągle coś koło nich robiłam a to przycinałam a to wycinałam przekwitłe kwiatostany i były chabaziowate, zupełnie nie miłe dla oka.
    Odniosę się jeszcze do grupy rugosas o żółtych kwiatach czy morelowych takich jak Dr.Eckener i Vanguard, są rzeczywiście chabaziowate, sztywne i oszczędne w kwitnieniu, ale jak zakwitną to jest coś, ze względu na pochodzenie wymagają kopczykowania a radą na tą ich chabaziowatość jest przycinanie, które ja robię zawsze po pierwszym kwitnieniu.
    Agnes to już inna bajka, nie powtarza kwitnienia pewnie, że szkoda, ze względu na pochodzenie ma brzydkie, małe listki podobne do odmiany rodzicielskiej należącej do R.foetida i z tego też względu lubi ją czarna plamistość. Jej chabaziowaty wygląd czyli ogołocony dół, nie musi być wadą, bo można ładnie go obsadzić jak np u mnie różami okrywowymi lub floribudkami.
    A ostatecznie można też ciąć mocniej co jakiś czas, ale trzeba się wtedy liczyć z tym, że krzew będzie niski i szerszy a więc zajmie więcej miejsca. To kwestia naszej decyzji co robimy…
    Rugosowate kanadyjki u mnie są owszem owszem w porządku
    Podsumowując, rugosy nie cieszą się większą popularnością, w mojej tegorocznej ofercie róż mam 2 piękne i niezwykłe odmiany rugoz hodowli Austina Wild Edric i Mrs.doreen Pike a nie mogę powiedzieć żeby cieszyły się jakimś szczególnym wzięciem a szkoda, bo tak komentując odmianę po odmianie zawsze można każdej jakąś łatkę przyczepić.
    A rugosy na pewno będą świetne do klimatu zimniejszego i dla właściciela ogrodu który, nie chce za dużo czasu poświęcić na opiekę.
    Świetnie będą się nadawać do ogrodu krajobrazowego i do ogrodu naturalistycznego, biorąc pod uwagę ich przydatność dla różnych zapylaczy a potem długotrwałą ozdobę jaką niewątpliwie są piękne i przydatne nam i ptactwu owoce.

  5. Jacek Kondratowicz napisał:

    Jeśli chodzi o szczegoly, to akurat nie ja zauwazylem te tajemnicza chorobę na Wasagaming,raczej Pan Marian. Natomiast to „rudzenie” lisci,o którym Pani wspomniała, wystepuje u mnie tez. Z tym,ze wydaje się być zjawiskiem fizjologicznym,poniewaz zawsze sa to 3-4 liscie szczytowe.Brazowieja,zolkna i odpadają w czasie dojrzewania owocow,nigdy wcześniej. Zgodze się z Pania,ze dla kolekcjonera uroda krzewu to rzecz mało wazna. Sam nasciagalem już do ogrodu podobna liczbe odmian,tyle ze…mieszancow herbatnich i nie wszystkie sa urodziwe. W porównaniu z nimi opieka nad rugosami to odpoczynek po pracy. Ale i wśród nich zdarzają się takie,ktore potrafią dopiec do zywego. Jedyna rugosa,ktorej drugi raz już bym nigdy nie posadzil wśród innych to „Defender”. Obcowanie z nia przez cale lato wygląda jak polowanie ze szpadlem na kreta. Nigdy nie wiadomo w której części różanki wylezie z ziemi.I tak jak wspomniałem wcześniej – dla mnie rugosa jest przede wszystkim synonimem pysznej konfitury i dobrego wina :-)

  6. ewa miszczak napisał:

    Na początku maja byłam służbowo na Islandii, mieszkałam na farmie socjalnej ok. 100 km od Reykyaviku i w ogrodzie zauważyłam R. rugosa, nie wiem czy to odmianowe, ale raczej gatunek, ponieważ osoby zarządzające były wstanie określić je jedynie jako „takie dzikie róże”. Ogólny pokrój i znaczna kolczastość wskazywały na rugosę. Liści jeszcze nie było, nie mówiąc już o kwiatach. Liście pojawiają się na początku czerwca, podobnie jak na drzewach. Znaczy się, że i tam rosną te nasze ulubione przedstawicielki rodziny róż. Innych róż nigdzie nie zauważyłam, ani w Reykyaviku, ani na prowincji. Przestrzeń, cisza, odludzie, pustka, surowość, nagie skały przypominające Mordor z Władcy Pierścieni. Takie jest moje wspomnienie z Islandii majowej.

Napisz komentarz