Austinki u Austina w Allbrighton

yellow-dream-patio

Picture 176 of 177

Z Londynu do Albrighton jest około 220 kilometrów, jednakże angielskie drogi żelazne są bardzo drogie. To wydatek rzędu 100 funtów na bilet powrotny, jednakże zapewniam że warto. Po kolei. Wyruszamy z londyńskiego dworca Euston, to moloch przesiadkowy o bardzo interesująco zorganizowanym ruchu pasażerskim. Liniami np, Virgin Train dojeżdżamy do Volverhampton, gdzie czeka nas niekłopotliwa przesiadka.

stacja wiadukt

Albrighton, to malutka stacyjka, na której czas zatrzymał się w epoce Sherlocka Holmesa albo co najwyżej Herkulesa Poirot. Prześlicznie zdobione pawilony stacji wyglądają jak by zostały przeniesione z Podlasia. Dziś to już tylko atrapy. Starannie utrzymane, jednakże atrapy. Pusto, o 11.00 z pociągu wysiadłem sam jeden. Co dalej?  Hmm… Zostaje nam tylko per pedes, ale to niezbyt daleko. Jakieś 2-3 km w pole. Nieśpiesznie przemieszczam się po czyściutkim, cukierkowato ślicznym miasteczku gdzie czas nigdzie nikogo nie ponagla. To zbiorowisko małych domów , a najwyższy to plebania. Jest jednopiętrowa.

krzyz muzeum-klub

Uwagę moją zwraca drewniany, świeżo postawiony krzyż poświęcony ofiarom drugiej wojny światowej z wyrzeźbionymi na nim nazwiskami poległych. Nieopodal jest też klub kombatanta z jakimś niewielkim lokalnym muzeum.

Sama szkółka jest hen, za miasteczkiem. Wlokę  się wyasfaltowaną, wąziutką drogą, szczelnie otuloną porostami pnączami i chwastami. Byłem jedynym pieszym. Jest to olbrzymi kombinat z parkingiem na kilkadziesiąt samochodów dla gości. Poza ogrodem pokazowym, który możemy zobaczyć na kilku fotografiach, jest też potężny sklep ze wszystkim co się kojarzy z różami. Oczywiście mamy też obszerny plac sprzedażowy samych róż, które tu są sprzedawane w pojemnikach różnych rozmiarów. Możemy nabyć krzewy rozrośnięte do rozmiarów u nas nie spotykanych. Rośliny rwą oczy, ale przyjechać po nie należałoby półciężarówką. Do nabycia są też inne rośliny ozdobne.

Ogród. Nie będę go szczegółowo opisywał. Powiem tylko, że całość mimo, że zaprojektowana w różnych stylach, jest założeniem ściśle formalnym złożonym z wielu geometrycznych , uporządkowanych wnętrz a wszystko to otoczone murkami w różnych stylach, które dodatkowo służą za tło i podpory form pnących róż. Ogród wypełniają głównie róże hodowli maestra  - ostatnio uzupełniane nowymi, świeżymi jeszcze nasadzeniami róż historycznych które w większości nie osiągnęły dotąd  słusznych rozmiarów  co też starałem się pokazać na fotografiach. Całość uzupełniają rzeźby ogrodowe. Współczesne, nawiązujące do dawnych tradycji ogrodowych, ale jej nie naśladujące. Są to dzieła małżonki maestra. Od śmierci Pat w 2007 roku ogród przeszedł transformację. Wciąż jest domem dla kilku jej rzeźb, ale jest wypełniony własnymi różami Austina. Ogród znakomicie ilustruje wiele sposobów włączenia róż do projektu. Centralnym elementem jest pasująca para różanych rabat, z kamienną postacią wyrzeźbioną przez Pat, idącą w kierunku domu na trawiastej ścieżce między nimi. Wg Austina, idea rzeźby opierała się na niezapomnianym widoku  kobiety, którą widzieliśmy z żoną w Grecji, z koszem małych kaczątek na głowie.  Ponieważ Austin był bardziej zainteresowany hodowlą róża niż ogrodnictwem , ogrody w Allbrighton, stały się domeną  zmarłej w roku 2007 małżonki Pat. Stały się one doskonałą ilustracją tego w jaki sposób możemy włączyć i wykorzystać róże do kompozycji ogrodowych. Byliny, wykorzystane w kompozycjach rabatowych pochodzą ze szkółek córki Austina Claire. Regułą jest , że róże Austina rosną w grupach, minimum po trzy egzemplarze obok siebie a otoczone są zwykle bylinami i działają jak spódnice dla gołych nóg krzewów.

Fotografie nie są udane. Tego dnia słońce znalazło się na czystym niebie a krystalicznie przejrzyste powietrze doprowadzało do nienaturalnych kontrastów kolorystycznych. Większość fotografii robiłem więc przy lampie błyskowej. Mimo tych mankamentów będzie można zobaczyć kilka nowości, odmian które znalazły się w sprzedaży w tym albo ubiegłym roku. Spodziewałem się znaleźć w ogrodach komplet odmian Austina. Jednakże srodze się zawiodłem. To, co mogą Państwo zobaczyć na fotografiach, to w zasadzie 90% róż hodowli Austina  jakie znajdują się w tym ogrodzie. Byłem 7 czerwca, więc nie wszystkie róże były w pełni rozwoju. Dlatego nie mam jakichś spektakularnych ujęć. I jeszcze jedna uwaga. W tamtejszych warunkach, przy mikroklimacie Anglii, róże historyczne, kwitną zdecydowanie później niż u nas. Kwitną również później niż mieszańce Austina!

rynek

Po trudach zwiedzania możemy się posilić  w stosunkowo tanim jak na Anglię miejscowym barze Czas więc udać się w drogę powrotną. Przy niewielkim rynku miasteczka, na rogu ulic siadam na tradycyjną pintę piwa i obserwuję leniwie przetaczające się obok mnie miejscowe życie. Oczywiście  zegar miejski pilnuje dyskretnie by nic nie trwało zbyt długo i przypomina o powrotnym pociągu, który pojawia się punktualnie i niezawodnie.

Napisz komentarz