Calapuno

calapuno_0

calapuno Fotografie – przez uprzejmość  Pani Urszula Trętowska.

Niewiele głupszych nazw dla róży da się wymyślić i niewiele jest powodów by ją kupić. Nawet szkółki Noacka, gdzie powstała, nie mają jej w swojej ofercie gdyż sama jest równie nijaka jak jej nazwa.

Dla encyklopedycznego porządku odnotujmy jednakże że:

Krzewiasta.

Hodowca Noack, ale który to nigdzie nie idzie znaleźć. Rok 2005.

Kwiaty- coś koło morelowego, średnicy 5-6 cm, złożone z około 15 płatków.

Zapach – umiarkowany.

Krzew – wysokości do 150 cm.

3 komentarzy do “Calapuno”

  1. Kralka Małgorzata napisał:

    Nie mogę się zgodzić na tak pobieżne i niekorzystne potraktowanie tak wartościowej odmiany- kwestia urody , rzeczywiście może być traktowana indywidualnie ale nie można w tym opisie pominąć tak ważnej cechy jak zdrowotność, która jest żelazna, mrozoodporność normalna , jest to odmiana która trzeba kopczykować ale ma do tego jeszcze jedną wyjątkową cechę, wiosną bardzo szybko i ładnie rozkrzewia się – jest to charakterystyczna cecha większości odmian Noacka,.
    Co do koloru , wygląda na to że pisze Pan tylko na podstawie cudzego zdjęcia i nie wie Pan jaki kolor ma ta odmiana- to nie tylko morela- kolor delikatnie morelowy jest tylko przez chwilkę i to w tracie pełnego rozkwitu , jego intensywność zależy od temperatury. Kolor tej odmiany zmienia się w miarę rozkwitania i przekwitania a jej podstawową barwą jest kolor delikatny maślany muśnięty różem czy odrobiną czerwieni. Pąk jest leciutko zaczerwieniony. Kolorystyka trochę w typie Gloria Dei a przecież nikt nie krytykuje koloru tej odmiany.Przeciwnie wszystkich miłośników raczej zachwyca a wielu z nas wręcz zaczyna swoją przygodę z różami właśnie od tej odmiany.
    Swoja nieprzychylną opinią krzywdzi Pan naprawdę wartościową różę, wartą popularyzacji, chociażby ze względu na zdrowotność. a wiem o czym mówię , nie pryskam róż w ogrodzie na nic- ani przeciw tzw szkodnikom ani przeciw grzybom. A nazwa? jest tysiące dziwacznych nazw róż i czegóż akurat tej się tak dostało?

  2. admin napisał:

    To ta nazwa tak mnie frywolnie nastroiła przy sporządzaniu opisu. Mam teraz problem. Jeżeli zmienię opis na apologetyczny, to Pani wpis będzie delikatnie mówiąc nie a propos. Zostawię więc jak jest. Inna kwestia, znacznie poważniejsza, to opisy. Oczywiście opisy sporządzam na jakieś podstawie. Fotografie to minimum a poza tym z reguły syntetyzuję spotkane opisy w sieci. Między innymi również w oparciu o Pani stronę.Pozwoliłem sobie przejrzeć jeszcze raz dostępne opisy Calapuno. Poza wpisem jakieś czytelniczki na Pani stronie, entuzjazmu nie widać. Nie zgodzę się, że moja opinia jest nieprzychylna. Skrzywdził ją Noack. Zresztą większość hodowców postępuje tak jak by im nie zależało na sprzedaży swoich odmian. Sympatycznym wyjątkiem jest tu np Austin. Lubię bywać na jego stronie a opisy jego odmian, które tam zamieszcza nastrajają do nich przychylnie. Natomiast poruszanie się po stronie Noacka to męka. Sprawdziłem to przed chwilą.
    Proszę się uśmiechnąć. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Jacek Kondratowicz napisał:

    Uroda – jak zawsze – będzie sprawą gustu. Mam w kolekcji tylko dwie herbatnie hybrydy od Noacka,mianowicie „Charyzmę” i „Inspirację”,że pozwolę sobie na spolszczenie nazw. Czego jak czego,ale zdrowotności to faktycznie odmówić im nie mogę. To jedne z niewielu moich hybryd,które nigdy nie doświadczyły wątpliwie przyjemnych kąpieli chemicznych bo po prostu ich nie potrzebują. Ale dajmy pokój Noackowi bo są w Europie więksi hodowcy,którzy nawet nie udają,że zależy im na oryginalności nowych odmian. Nowe róże z tego roku,nie wiem, czy samego Ch.Eversa ,więc napiszę Rosen Tantau,to kpina z rosomanes.Poulsen z kolei z częstotliwością zegarynki tworzy kolejne klony swoich zastrzeżonych serii,ostatnio nawet już nie różniących się kolorami. Ciekawy jestem,czy oni sami potrafią je rozróżnić bez fiszek. Ale prawdziwy popis pomysłowości dał Meilland-Richardier,introdukując kolejnego przeciętnego mieszańca w czerwonym kolorze i zmieniając dwie litery w kodzie hodowlanym nadał mu nazwę „Jubileusz Papa Meilland”. Oczywiście cena adekwatna do nowości. To się nazywa tupet. Zakończę jednym zdaniem – jak tylko zabrakło hodowców-założycieli,tak od razu zabrakło pasji a zostały tylko stołki dyrektorów handlowych.

Napisz komentarz