Lambertianas/artykuł publicystyczny/

excellenz-von-schub

Fotografia – przez uprzejmość Pani Małgorzata Kralka Europa Rosarium Sangerhausen 2013.jedna z najlepszych lambertian, to ona sprowokowała mnie do napisania tego artykułu .

Lambertianas pochodzą od róż stworzonych przez niemieckiego hodowcę Petera Lamberta   z wykorzystaniem Rosa multiflora . Dla większości rosarians są po prostu członkami szerszej klasy polyanthas . Ale  Lambertianas mają charakterystyczny kształt liści i zapach R. multiflora. Według tych kryteriów, niektóre mieszańce piżmowe Pembertona są potomkami Lambertianas a niektóre nie.  Ale wszystkie polyanthas Riethmullera  są Lambertianas. To mały fragment z wikipedii poświęcony osobie Riethmullera. A teraz Graham Thomas  i cytat z jego Rose Book str. 169.

„Peter Lambert , po wyhodowaniu Triera, zaczął krzyżować go z innymi różami i w latach 1901 1922 wyhodował niewielką grupę róż , która stała się znana jako Róże Lambertiana. Tylko jedna z nich nie jest związana z Trierem / z Aglaia/. Stanowią one dość jednolity zbiór. Są opisywane jako mniej lub więcej powtarzające, o małych kwiatach jak Poly-pom i bardziej formy pnące niż jako krzewy; Są to luźne krzewy 1,5- 2,5 m wysokości. Ich liście też są w stylu Poli-pom. Uprawiałem je wszystkie w jednym czasie, ale z większości z nich zrezygnowałem, gdyż   były za duże, ich kolorystyka nie była zbyt piękna , i brakowało im osobowości. Być może miały jakieś inne atrybuty, takie jak większa odporność, które to cechy były ważne dla niemieckich hodowców. Poświęcam im uwagę, jako że  stanowią wyraźny krok w kierunku   wyhodowania  krzewiastych róż o walorach ciągłego kwitnienia.”

I jeszcze fragment z artykułu Kima Rouperta, który znalazłem w newsletterze  Ventura rose Society.

trier-czerwiec-2010-017 Trier – to od niego to wszystko się zaczęło.

Niemiecki hybridizer Peter Lambert skrzyżował mieszańca multiflory „Aglaia”   z Hybrid Perpetual, „Mrs.RG Sharman-Crawford  i stworzył’ Trier ‚(Hybrid multiflora). Nagle z krzyżówek z mieszańca multiflory”Trier” , oraz  mieszańców herbatnich, remontantek, i herbatnich, zaczęły się tworzyć mieszańce piżmowe. Ale doskonale pamiętam, że  ”Trier”/ domniemywa się/, że ma co najwyżej jedną-ósmą genów róży piżmowej, a wiadomo na pewno, że jedną czwartą Multiflory. Większość mieszańców piżmowych  znanego pokrewieństwa, pochodzi albo od krzyżówek z Trier, lub bezpośrednio od  R. multiflora poprzez „Ballerinę, która jest prawie czystą Multiflorą.

ballerina-175 Ballerina – wg. Kima Rouperta – prawie czysta multiflora.

I to wszystko co znalazłem  o lambertianach w tzw literaturze w necie. Jak więc już po tych pierwszych zdaniach widzimy, wstępujemy na grząski grunt, nie wytyczony żadnymi znakami szczególnymi. Powiedzmy , że się podkładam próbując naszkicować coś o tej grupie róż. No ale jak tu przejść obok niej obojętnie skoro HMF opisuje około 150 odmian tej grupy. Co ciekawe, w wielu przypadkach zalicza niektóre z odmian do lambertian, mimo, że nie wiemy nic o rodzicach/po zapachu?/ widzę też , że wiele z tych odmian nie daje się zaliczyć jednoznacznie do jakiejkolwiek kategorii.

Są prekursorami klasy mieszańców piżmowych. Są etapem przejściowym pomiędzy polyanthami a floribundami.  Ich kwiaty są większe jak klasycznych polyanth i ich pierwszych mieszańców, ale mają mniej kwiatów w kiściach kwiatowych. Ostateczny cios zadaje tu Poulsen, który doprowadza  już do istotnej redukcji kwiatów w kiściach  i zwiększenia średnicy kwiatów.  Są to narodziny floribundy. Jak więc widzimy lambertiany i ich pochodne miały niewiele czasu  tylko około 20-30 lat na rozwój.

W opisie tej grupy proponuję nie zachowywać się zbyt rygorystycznie

Powiedzmy, że są to trochę przerośnięte krzewy aspirujące do ramblerów przy zachowaniu pewnych warunków uprawowych jak np. prowadzenie przy podporach. Tu też nie mamy jakiegoś jednoznacznego kryterium. W klimatach cieplejszych, łagodniejszych da się z pewnością bez większych problemów wyprowadzić z nich jakieś formy pnące, ale u nas? To byłaby trochę masochistyczna zabawa. Po cóż bowiem chronić je i przyginać  gdy mamy już odmiany , które dadzą nam podobne efekty bez tych pracochłonnych zabiegów. No, chyba, że zakochamy się w odmianie np. Exellez von Schubert. Ale powiedzmy sobie szczerze, raczej w nazwie niż samej róży, Czyli u nas będą to jednak krzewy.

Kwitnienie  - jak wspomniałem wcześniej ich kście kwiatowe sa mniejsze od polyanth , ale kwiaty są większe. Wzrost wielkości kwiatów odbył się kosztem ich ilości w kiści kwiatostanowej.

Zapach – tak, tu można wspomnieć o owym niby zapachu róż piżmowych . Dla wyjątkowo subtelnych nosów.

Liście,  nie wiem jak je opisać , ale rzeczywiście liście mogą stać się tym wyróżnikiem. Wąskie, obficie rozmieszczone na pędach, nieco pomarszczone i na ogól bardzo odporne czarną plamistość co dla nas jest już ważnym desygnatem.

Tak. Liście… Ale czy to powód by zaraz tworzyć z tego jakiś odrębny byt? Dziś to sprawa nieistotna i przebrzmiała, ale ego Lamberta  z pewnością było większe od ego naszego ministra od spraw zagranicznych niejakiego Sikorskiego. Lambert potrzebował jakiegoś spektakularnego sukcesu no i ma.   Dziś spojrzałbym na ten problem bardziej brutalnie. Jakie tam lambertiana. Tak jak i pernetiany zostały de facto wchłonięte przez klasę mieszańców herbatnich, tak i lambertiany są  de facto częścią znacznie większej całości. Nota bene również i one mają niezwykle wątłe podstawy do tego by poważnie mówić o nich jak o jakiejś wyróżniającej się szczególnie grupie . To Polyanthas i tyle. Powiem nawet bardziej brutalnie – mieszańce multiflory!

Do stworzenia  klasy lambertian  nie wystarczyłby sam Lambert z całym dla niego szacunkiem. Tak sie złożyło, że  w owym czasie, swoje pięć minut w historii rozwoju róż mieli hodowcy niemieccy. I to oni wspierali – nie bójmy się użyć tego słowa – na na siłę,  rozwój tej grupy. Wielu z nich, jak to możemy zauważyć w zestawieniach tworzonych przy pomocy hmf , zaliczało swe nowe kreacje do lambertian nie podając , danych o przodkach. Ot np. Vogel podał, że jego nowa odmiana xyz jest lambertianą i  tylko na tej podstawie mamy zaufać. Hodowcy z poza Niemiec raczej nie zaliczali swoich mieszańców do lambertian. Po stworzeniu Triera wszyscy hodowcy rzucili się na niego i zaczęło powstawać coraz więcej podobnych mieszańców.

Czy to znaczy , że Lambert to hochsztapler i naginał rzeczywistość do faktów? Ależ nie, zapoczątkował stworzenie znacznie szerszej grupy , grupy mieszańców piżmowych. Gdybyśmy się zabawili w gry logiczne, to możemy sobie powiedzieć, że każda z Lambertian jest mieszańcem piżmowym ,ale nie każdy mieszaniec piżmowy Pembertona jest lambertianą. Czyli jak stąd widać lambertiany są klasa węższą. Dziś gdy patrzymy na ten temat z oddali, niewątpliwie lambertiany musiały zainspirować Pembertona. Już przez sam fakt użycia Triera i nic tu nie dadzą pokrętne tłumaczenia autorów angielskich, że to autonomiczna i niezależna od lambertian grupa . Nie wyobrażam sobie by Pemberton nie znał dorobku Lamberta. Znał i korzystał. Ale koniec końców to nie Pemberton nadał swoim mieszańcom nazwę  mieszańce piżmowe, to pismacy, jak ja, piszący post factum. Tu też widzimy rozdęte do granic przyzwiotości ego Anglików/Sikorski  z Lambertem się chowają/ no bo jakże Anglik będzie tworzył lambertiany?. Ponieważ literatura anglojęzyczna i ich rynek popytowy przeważył na szali populis, mamy mieszańce piżmowe jako coś odrębnego a nie jako kontynuację lambertian. Na początku zapodałem cytat z Grahama Thomasa. Jest niezwykle powściągliwy i starający się unikać ocen wartościujących, ale gołym, nieuzbrojonym okiem widać jak  przebija lekceważenie dorobku konkurenta. Niby nic złego nie mówi , ale ‚brakowało  im osobowości” to brzmi jak obelga.

Widzimy więc , że wyróżnianie tych grup jest pozbawione racji, dorobek jednego i drugiego  jest to część większej całości – polyanth a jeszcze szerzej patrząc mieszańców multiflory. Nie bez powodu zacytowałem fragment z wikipedii o Riethumullerze –  wszystkie polyanthas Riethmullera są lambertianas. No, brzmi to jak deklaracja ideologiczna.

Nie znaczy to bym nie doceniał dorobku wszystkich tych dżentelmenów, którzy robili w tej materii. Nie da się ukryć, że pierwszym który wpadł na taki pomysł tzn. krzewów i pnączy powtarzających kwitnienie był Lambert, potem myśl jego twórczo rozwinął Pemberton, ale tak naprawdę ich dokonania przyćmił Lens. To on dał nam rewelacyjny wybór , stworzył prawie wszystkie możliwe warianty kolorystyczne, nadał im walor bezwzględnego ciągłego kwitnienia i tak oto po skromnych, małych, niezbyt estetycznie kwitnących polyanthach mamy mieszańce piżmowe Lensa, tak naprawdę nie mające nic wspólnego z różami piżmowymi, które tworzą odrębną grupę kwitnących całymi festonami małych kwiatuszków  róż, które dziś są już liczącą się przeciwwagą dla mieszańców herbatnich. Jeżeli dodamy do tego dzieła Austina i całą sforę jego  naśladowców – fakt, że czasem przewyższających jakością mistrza . Jeżeli do tego dodamy cały dorobek mistrzów amerykańskich idących swoją drogą i hodowców kanadyjskich /ponad 500 odmian!/  i róż dziewiętnastowiecznych, to wreszcie mamy prawo się czuć w ogrodzie różanym jak w królestwie królowej kwiatów.

To co tu napisałem, nie pozostaje w oderwaniu od tzw wiedzy oficjalnej, jednakże tezy jakie stawiam nie są nigdzie wyrażane expresis verbis. Bardzo liczę na komentarze w tej sprawie, gdyż poprawność tzw. literatury różanej zaczyna mi uwierać jak i poprawność polityczna  sprowadzająca się do tego, że murzyna nie można nazwać murzynem tylko np. afrykaninem.

1 komentarz do “Lambertianas/artykuł publicystyczny/”

  1. Łukasz Rojewski napisał:

    Ogólnie się z Panem zgadzam. Róże w swojej historii uczynionej ręką człowieka przypominają mi ewolucje języka i pisma. Zmiany i trendy zachodzą w różnym tempie. Kiedy przyspieszają i nakładają się na siebie, szczegóły – nam współczesnym się zacierają. Kto dziś wypowie nieme „ó”? Ale wciąż jeszcze je się tak pisze. Kto dziś, bez mrugnięcia okiem sklasyfikuje bezsprzecznie opisane powyżej lambertiany?

Napisz komentarz