Dobór odmian do różanki

Szybkimi krokami zbliża się do nas najlepsza pora sadzenia róż. Czas i pora na to by uzupełnić nasze braki w różance i rozpocząć polowania na wymarzone okazy. Prawdę mówiąc to owa pora staję się powoli już li tylko symboliczną granicą. Oto zamawiam róże do nasadzenia jesiennego w firmie Rosa Plant i  otrzymuję przesyłkę już po tygodniu. Okazuje się , że wszystkie są zadoniczkowane i pięknie ukorzenione. A więc sadzić możemy a la long. Tym większa więc odpowiedzialność CO posadzimy. Parę słów na ten temat.

Wyhodowano dotychczas ponad 30 000 odmian róż. Około 8000 odmian znajduje się w obrocie handlowym. Jak się w tym wszystkim połapać? Wszak wszystkiego nie posadzimy. Rosarium w Sangerhausem szacuje swoją kolekcję na 7000 odmian, ale pamiętajmy że  zajmuje powierzchnię 14 hektarów. Przy takiej mnogości odmian w handlu, muszą być/i są/ odmiany bardzo podobne do siebie  a różnice  między nimi są nieistotne z praktycznego punktu widzenia. Gdy tylko  Kordes wyhodował niebieską- no dobrze, liliową - Maizner Fastnacht, to musiały się pojawić odpowiedzi innych hodowców w tym stylu np. u Tantaua czy Meillanda. Przecież nie będą wnosić sobie nawzajem opłat licencyjnych, prościej im wyjdzie wyhodować coś własnego. Jeżeli się dobrze zastanowimy to po co nam rzeczony Maizner Fastnacht i Charles de Gaulle i Saint Exupery i Blauer Engel i Soir d’Autome… No, chyba, że kolekcjonujemy róże w tym klimacie. W końcu hobby dobre jak każde inne.

Jak się weźmiemy za portlandzkie, to nie ma sprawy, możemy mieć wszystkie a nawet warto bo są świetnie dopasowane do naszych warunków klimatycznych. Dobrze znoszą mrozy i bezproblemowo powtarzają kwitnienie. Możemy mieć wszystkie bo niewiele ich do dzisiejszych czasów przetrwało, ale już zgromadzenie większej ilości gallicas z praktycznego punktu widzenia nie jest rozsądne. Zwłaszcza te różowe. Podobne są do siebie jak dwie krople wody. Jedna trochę wyższa, inna ma troszeczkę inne liście. Ta ma paseczki ledwo widoczne na płatkach a inna nie. Powiem więcej. Już drugi rok z rzędu powtarza mi kwitnienie Tuscany. Wiosną kwitnie na pędach ubiegłorocznych, natomiast latem na przyrostach wiosennych. Tak się składa, że w mojej różance obok siebie rośnie Tuscany i Papa Meilland. Mam więc okazję do bezpośredniego porównania. I wszystkie elementy oceny wygrywa Papa. Kwiat większy, ładniej i mocniej pachnący, piękniejszy pąk, ciągłe kwitnienie. Nie to by Papa był ideałem, bo choruje na czarną plamistość a Tuscany raczej nie. Chodzi o to , że mając do dyspozycji ograniczony spłachetek gruntu będziemy musieli wybrać. I wówczas okaże się , że za Tuscany jest tylko jeden argument : Jest to róża historyczna. Inna grupa o bliźniaczo podobnych do siebie walorach dekoracyjnych to mchowe. Poszukał bym przede wszystkim róż mchowych powtarzających kwitnienie, dalej posadziłbym taką to mchową, która ma rzeczywiście suto omszone pąki i taką  raczej szczeciniastą/ Henri Martin/ niż mchową.

Rodzina mieszańców herbatnich to temat na odrębny szkic. Tu dla potrzeb tegoż właśnie tematu podzielę je na trzy  grupy:

dziewiętnastowieczne/do pierwszej wojny/pąk gruby, kwiat „pękaty”

Współczesne , kwiat klasycznej budowy, pąk wysmukły, niejednokroć stanowiący główną jej ozdobę.

Oraz te aktualne o zmienionej już budowie kwiatu. Niekoniecznie klasycznej , najczęściej rozetowej lub ćwierćrozetowej. Do naszej teoretycznej różanki, poleciłbym przynajmniej po dwie trzy odmiany z każdej grupy. I wystarczy. Lepiej posadzić obok siebie np. pięć Peace niż pięć różnych z tej samej grupy.

Podobnie rzecz się ma z floribundami. Z tą różnicą, że ta grupa róż świetnie nadaje się do komponowania rabat jednorodnych – jeżeli na taką rabatę mamy miejsce w naszej różance.

Nie da się sensownie skomponować różanki bez elementów pionowych. I tu  natykamy się na największy kłopot. Róż pnących powtarzających kwitnienie jest jak na lekarstwo. Natomiast pnących, powtarzających kwitnienie i mrozoodpornych praktycznie nie ma.

Inny przykład. Po co mi w mojej , końcu małej różance i Blanche Double de Coubert i Kórnik i jeszcze jakaś tam inna biała pełna rugosa. One wszystkie są tak do siebie podobne… więc jeżeli miałbym wybrać to wybiorę nasz poczciwy Kórnik. I kwiat ma okazały i porządnie zbudowany i zapach odpowiedni. Że nie wspomnę o innych rugosach, które to rzekomo są np czerwone  /np. Rotes Meer/ czy szczególnie mocno pachnące/ Roseraie L’Hay/. Oczywiście mogę sobie wyobrazić ogród przydomowy gdzie to koniecznie zamarzyliśmy sobie różankę, ale nie mamy ochoty , albo pieniędzy, na rekultywację terenu po budowie. Sadzimy więc w nim kolekcję rugos z ich mieszańcami i mamy orgię kolorów/ z pewnymi ograniczeniami/ zapachów i kwitnienie z małymi przerwami przez cały sezon. Że co , że  bez kija do nich nie podchodź? W rodzinie rugos znajdziemy wiele przykładów bliźniaczo podobnych sobie roślin i nic nie uzasadnia by wszystkie je mieć u siebie.

Analogiczne sytuacja z mieszańcami piżmowymi. Rodzina Pembertona jest wewnętrznie zróżnicowana, porównajmy bowiem Penelope i na ten przykład Cornelię. Dwa światy. Uzasadnionym więc jest posadzenie kilku odmian z tej grupy, ale z mieszańcami Lensa już bym bardziej uważał. Narobił ich jak głupi piwa i nagle okazuje się, że zwiedzeni atrakcyjnymi nazwami, mamy bliźniaczo podobne do siebie rośliny różniące się między sobą tylko odcieniem kolorystycznym kwiatów.

Zmierzam do tego, że z punktu widzenia wartości użytkowych i dekoracyjnych rozsądniej jest posadzić obok siebie np. trzy jednakowe egzemplarze niż trzy różne odmiany i cieszyć się zupełnie nieracjonalnie jak to małe dziecko, że mamy i to i tamto.Gdy sadziłem Papa Meilland w swojej różance, to posadziłem aż sześć sztuk. W ten oto sposób zapewniłem sobie praktycznie ciągłość kwitnienia tej ulubionej przeze mnie róży. Zrobiłem to jednakże wiedziony inną motywacją. Otóż wiedziałem, że odmiana ta ma niejakie problemy z zimowaniem i nawet mimo starannego okrycia lubi zamierać. I rzeczywiście tak jest . Po pięciu latach z sześciu egzemplarzy zostały mi jeno trzy.

Wiele klimberów mimo całego uroku ich kwiecia wypuści w sezonie dobrze jeżeli trzy pędy. Z takiej chudzimy nie zrobimy atrakcyjnej formy kolumnowej nie wiem jak się starając, ale już posadzenie trzech egzemplarzy obok siebie pozwoli nam stworzyć pełnokrwistą kompozycję. A jeszcze wyobraźmy sobie koleżankę jak ta ze zbolałą miną  mówi:   ” No, u mnie , nie wiem czemu, nie chce się tak mocno rozrastać”. Klimbery i ramblery dają tak potrzebne w każdym ogrodzie akcenty pionowe. No ale ile ich chcemy mieć – 2,3 czy piętnaście?

Zatrzymajmy sie jeszcze przy współczesnych mieszańcach a la english roses. Z całym szacunkiem dla tej doprawdy wybitnej grupy róż. Ale zrobienie z nich różanki będzie równie nudne jak z samych mieszańców herbatnich i floribund. Widziałem w tym roku w Forst takie rabaty ociekające pięknością , że aż mdliło. Proszę mi wierzyć. Zrobienie różanki z samych tylko nostalgicznych, marchen, legend i english roses jest możliwe, ale estetycznie wątpliwe.

Czas na wnioski końcowe. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie zamierzam nikogo pouczać  co ma sadzić w swoim ogrodzie i ile sztuk. Chciałem tylko zwrócić uwagę na na prosty problem. Doprawdy, nie ma potrzeby gromadzić na naszej ograniczonej z reguły powierzchni podobnych do siebie roślin o prawie identycznych walorach użytkowych.  Nie zgromadzimy wszystkich odmian, za dużo ich stworzono, ale poprzez przemyślany dobór możemy mieć całkiem udany przegląd tego, czym to  do tej pory obdarzyli nas hodowcy.

 

 

1 komentarz do “Dobór odmian do różanki”

  1. Polok Magdalena napisał:

    Cieszę się że trafiłam na Pana stronę, podziwiam pańską wiedzę na temat róż, cenne są zwłaszcza osobiste doświadczenia z hodowli tych pięknych roślin. Chciałam założyć rabatę różano-bylinową. Chcę żeby była w tonacji zimnej i dominowały kolory różowy, fioletowy, biały i kremowy. Wybrałam takie odmiany: Eden rose, Avalon, Knirps, Tommelise, Queen of Sweden, Comte de Chambord, Jubilee Celebration, Bonica i Pomponella. Różom towarzyszyć będą ostróżki, naparstnice, malwy, dzwonki, goździki, kocimiętka, orliki. Dodam że każda z róż będzie posadzona pojedynczo, otoczona bylinami, poza małymi różami okrywowymi, których chcę dać po kilka na obwódce rabaty. Czy to dobry pomysł na rabatę? Czy w kontekście tego co Pan pisał nie będzie pstrokacizny> Wybrałam głównie róże w kolorze różowym ale o różnym odcieniu i wyglądzie pąków i kwiatów. A ten róż mają złamać właśnie byliny. Co Pan o tym sądzi?
    Pozdrawiam:)

Napisz komentarz