Niepodjęte tropy

A właściwie to tropy niepodjęte lub zarzucone. Często też niezauważone lub niedocenione. Na każde z tych określeń znalazłby się stosowny przykład. Tropy niepodjęte i niezauważone, określenie to sugeruje bezwiedność  i bezrefleksyjność, roztargnienie i przypadkowość. Nie chciałbym nikomu takich motywów przypisywać, ale aż narzuca się taka interpretacja. Od dawna bowiem nurtuje mnie pytanie dlaczegóż to Kordesowie, najpierw ojciec a potem syn , nie podjęli tropu nawiązania do dorobku starych mistrzów.Wilhelm Kordes wyhodował w 1950 Parkjuwel będącą  krzyżówką Independence z mchową Red Moss. Reimer Kordes, w roku 1958 przez pewien czas zabawiał się krzyżówkami z różami mchowymi. Wyhodował bardzo atrakcyjne odmiany  Blue Boy i Black Boy a nieco wcześniej Parkzauber. Niestety, były to odmiany nie powtarzające kwitnienia. Nie poszedł dalej nie zadał tego decydującego ciosu. Zawiodła go intuicja? Innym przykładem kryzysu szkoły Kordesów jest moim zdaniem Rosa kordesii. Wyhodowanie jej było olbrzymim sukcesem . To nie ulega wątpliwości, ale potem Kordesowie ugrzęźli w masie powielanych w nieskończoność mieszańców r.kordesii i nie umieli postawić sobie ambitniejszego celu. Wiemy wszak, że mieszańce r. kordesii są świetnymi i odpornymi różami, ale nie da się o nich powiedzieć , że są mrozoodporne. Dopiero Felicitas Svejda zrobiła ten kolejny krok do przodu.

Kontrprzykładem niech będzie tu program hodowlany mistrza Ralpha Moore, który to założywszy sobie wyhodowanie powtarzającej kwitnienie miniaturowej róży mchowej, wykonał bezbłędnie postawione przed sobą zadanie, choć zajęło mu to około 30 lat. Wyhodował wówczas całą grupę takich mieszańców np. Elegant Design,Gold Moss, czy Kim Roupert, Rouge Moss. Jeszcze w roku 2005 ukazała się jego śliczna miniaturka mchowa  o nazwie Lady Moss.  Kordesowie nawet nie postawili przed sobą takiego celu, przynajmniej nie jest on mi znany. Moore zwykł mawiać , że wszyscy żyjący  hodowcy róż stoją na barkach swoich poprzedników. No więc moim zdaniem przynajmniej on nie był dla nich ciężarem.

Nie sposób nie zapytać dlaczego nikt nie podjął dorobku Geschwinda. Przecież z jego zapisków jednoznacznie wynika, że wiele z jego nordlandrose zetknęło się już z odmianami powtarzającymi kwitnienie. Wystarczyłby jeden ruch pędzelka hybrydyzera i już mamy nową jakość, nordlandrose powtarzającą kwitnienie. Czy rzeczywiście jest tak jak mówią niektórzy, że nad dorobkiem Geschwinda ciąży klątwa szkółkarzy niemieckich , których to skrytykował jako nienowoczesnych, zacofanych. Czy naprawdę wchodzą tu w grę tak niskie pobudki jak zawiść? Aż nie chce mi się w to wierzyć. Wszak wyhodowanie róży pnącej, mrozoodpornej i powtarzającej kwitnienie winno przynieść fortunę. Taka roślina odmieniła by nie poznania ogrody tam, gdzie temperatury spadają poniżej -25c. Wydaje się, że wykorzystanie praktycznie do niedawna jedynej mrozoodpornej , powtarzającej kwitnienie róży pnącej jaką jest John Cabot do zapylenia róż z grupy nordlandrose Geschwinda winno już dawno nastąpić. Od niedawna mamy jeszcze jedną pnącą mrozoodporną różę a jest nim  Felix Leclerc. Jednakże ciągle czekamy…

Trop  Austina podjęto dwojako, jako małpowanie podobnych krzyży,  lub też jako  tworzenie mieszańców z udziałem English Roses . Jednakże to działanie nie daje zbyt wielu nadziei na jakieś spektakularne sukcesy.

Dlaczego więc nikt nie podjął dorobku G. Bucka. Czy naprawdę tak ciężko jest przyznać się, że ktoś był lepszy od nas i pierwszy znalazł to właściwe rozwiązanie. W pewnym stopniu do dorobku Griffitha Bucka nawiązali hybrydyzerzy kanadyjscy tworząc swoje mrozoodporne  róże z serii parkland, między innymi wykorzystując jego dorobek  i korzystając np z r. laxa. Bardziej bezpośrednio nawiązał do dorobku Bucka  William Radler tworząc z wydatną pomocą  Applejack i Carefree Beauty – swoją  wspaniałą różę Knock Out.

F.  Svejda nie zawahała się skorzystać r, kordesii. Nawiązała też do skromnego jeszcze podówczas dorobku hodowców kanadyjskich. Mam tu na myśli zwłaszcza wspaniałą odmianę, mającą dar powtarzania kwitnienia, wyhodowaną przez F. Skinnera w roku 1950. - Suzanne. Ta niezwykle płodna, odmiana będąca krzyżówką r.laxa i r.spinossima winna znajdować się w niezbędniku każdego rosarianina.

Nieodparcie narzuca się kolejne pytanie: dlaczego nikt szerzej nie korzysta z dorobku kanadyjczyków. Tym bardziej to zastanawiające, że ci nie chowają się , nie kryją ze swoim dorobkiem i każdy hybrydyzer może powielić ich doświadczenia lub też podjąć trop i iść dalej.Tezę tą sformułowałem dość kategorycznie a przecież nie da się wykluczyć, że w zaciszu laboratoriów trwają jakieś prace. Przykładem niech tu będzie William Radler ze swoim mrozoodpornym pnączem Ramblin Red, który jest krzyżówką odmiany Henry Kelsey z jedną za sztandarowych kreacji Radlera tj. Razzle Dazzle . Innym przykładem,ale takiego trochę dryfu bocznego, jest krzyżowanie pomiędzy sobą różnych róż kanadyjskich a jako przykład podam tu Cap Diammond będącą krzyżówką pomiędzy Marie Victorin i Louis Jolliet .

Jeszcze raz pytam. Gdzie tkwi blokada, że nikt do tej pory nie wpadł na pomysł i nie podjął się krzyżowania róż Geschwinda a zwłaszcza tych jego mrozoodpornych pnączy z różami kanadyjskimi. Sukces wydaje się być murowany i bliski.

Tropów tych widzę jeszcze więcej, ale dlaczego mam zadręczać moich czytelników tymi niewytłumaczalnymi zaniechaniami hodowców.

1 komentarz do “Niepodjęte tropy”

  1. Łukasz Rojewski napisał:

    Szanowny Panie Marianie.
    Zasadniczo dużo tropów zostało podjętych i są w trakcie realizacji. Mam tu na myśli prace z kanadyjkami oraz odmianami spiny. Kilka setek ludzi amatorsko , co nie zawsze oznacza,że nie profesjonalnie, podejmuje działania ulepszające. Mogę o tym zaświadczyć z całą solidnością członka Rose Hybridizers Assosiacion. Wydawany przez stowarzyszenie kwartalnik, bez przerwy trąbi o użyciu chociażby Suzanne z tą czy inną odmianą oraz raportem; jak sprawują się jej potomkowie na tej czy na tamtej szerokości geograficznej. Naturalnie, jest w tym trochę chaosu – ale po za nim dostrzegam też wielki potencjał. Myślę,że w przydomowych szklarniach w USA czy Kandzie już dzisiaj rosną przyszłe zdobywczynie popularności. Z pewnością jeszcze nikt nie sięgał do dorobku Geschwinda . Chciał bym, jeśli to możliwe, usłyszeć od Pana więcej specyficznych sugestii. Jakich odmian Pan by użył ? To na prawdę bardzo ciekawe. Uzyskanie mrozoodpornych odmian o pięknych zdrowych kwiatach i liściach to wielki krok dla przyszłości całego gatunku Rosa. Pierwszy wielki krok. Jesteśmy świadkami tego zdarzenia. Rosnąca świadomość ogrodnicza, bez mała wymusza takie działania. Pozostaje jednak nieodgadniony festiwal mody przyszłości. Jaki model kwiatu będzie grał pierwsze skrzypce za lat 15 ?

Napisz komentarz

You must be logged in to post a comment.