Kwiaty w ogrodzie różanym

Na początku był to ogród warzywny a ozdobny był jego niewielką cząstką i miejscem odpoczynku po ciężkiej pracy.Róże były tam  zaledwie akcentem urozmaicającym. Potem przyszedł taki czas, że ogród ozdobny wyparł warzywa a różanka stała się jego częścią -z  czasem najważniejszą. Jak więc widzimy ogród ewoluował a z nim rola i miejsce w nim róż. Gdy założyłem rosarium były w nim tylko róże. Różanka o formalnym założeniu, zgodnie z wytycznymi generalnymi Gertrudy Jekyll nie była jednakże miejscem zachwycającym, nie było to to czego oczekiwałem. Róże nie dawały dostatecznie wyraźnych akcentów kolorystycznych a widok ogólny z punktu widzenia rabaty przywodził na myśl chaos. By uporządkować kolory postanowiłem wzmocnić je bylinami. Pierwsze jakie przyszły mi na myśl to lawenda i kocimiętka. Potem okazało się, że jako plama kolorystyczna znacznie lepiej od lawendy radzi sobie hyzop. Może nie daje tak spektakularnych efektów/i krótkotrwałych/ jak lawenda, jednak jego kwitnienie jest bardziej rozciągnięte w czasie i w efekcie chyba lepiej spełnia swoją rolę.Potem zacząłem szukać innych bylin. Mój wybór padł na łubin. Jest dość ekspansywny i zajmuje dużo miejsca, jednak jest soczystym akcentem nie tylko kolorystycznym ale i architektonicznym. Dlatego też zagościł w mojej różance na dłużej. Anglicy stosują go jako towarzysza dalii uzyskując  niezwykle spektakularne efekty. Skromniejszą byliną jeżeli chodzi o rozmiary są przetaczniki w niezliczonych ilościach odmian. Ich elegancki pokrój i pięknie uformowane kwietne kłosy dają rabatom niezbędną lekkość.  Pewien kłopot sprawiała mi Alba Maxima. Jest to spory krzew dość luźnej budowy o ogałacających się dołem pędach. Aż się prosiło by czymś je zakryć . Wybór padł na chryzantemę. Znalazłem  zimotrwałą białą odmianę, która dziś fantastycznie rozgościła się u postawy krzewu alby dając wyraźny biały akcent. Albertine, nie dość ,że kwitnie raz w sezonie , to jeszcze stosunkowo krótko. By jakoś temu zaradzić podsadziłem ją perłowo białym klematisem Huldine. Stanowią dziś bardzo dobrze uzupełniającą się parę. Huldine kwitnie dość późno. W zasadzie po okresie kwitnienia Albertine. Nie konkuruje więc z nią, raczej uzupełnia. Trochę inaczej funkcjonują lilie azjatyckie jako , że kwitną w tym samym czasie co i róże. Sadząc je obok róż zwróćmy uwagę by ich wzrost był wyraźnie niższy niż róż. Mają wszak za zadanie wypełniać rabatę kolorem a nie zastępować róże. Wśród zalet lilii azjatyckich wymienię szeroką paletę barw i ich bezobsługość.Eksperymentowałem też z bodziszkami, ale ich wzrost jest zbyt ekspansywny a kwitnienie zbyt krótkie dlatego szybko i bez żalu się z nimi rozstałem. Na rabacie różanej, różom żółtym towarzyszy też krzew pięciornika. Jest cierpliwym i skromnym towarzyszem,ale jako że jest z natury silnym krzewem będzie wymagał ostrego przycinania by nie zdominował swoich towarzyszek.Jako, że cięcie znosi bez większego szemrania, rosomanes o manualnych zdolnościach mogą tworzyć z niego całkiem zgrabne topiary. Trochę mniej zachodu będą wymagały od nas karłowe formy tawuł. Na ten przykład Goldflame czy Goldmund. A już wogóle nie wymaga opieki inna cierpliwa krzewinka. Mam tu na myśli dziurawiec  np. odmianę Hidcote.

By różom mogły towarzyszyć byliny musimy rozwiązać problem okrywania róż zimą. Widzę tu dwa rozwiązania. Albo  stosujemy nasadzenia przestrzenne gdzie to zostawiamy wystarczającą ilość miejsca na okrywanie róż. Albo rezygnujemy z okrywania róż. Możemy to osiągnąć na co najmniej dwa sposoby. Pierwszy to sadzenie odmian mrozoodpornych, sposób ten nie wymaga komentarzy. Drugi natomiast to sadzenie odmian wrażliwych na niskie temperatury nieco głębiej niż to zalecają popularne podręczniki. Nie zawsze jest to jednakże możliwe. Na przykład gdy mamy dość wysoki poziom wód gruntowych. Gdy już jednak zdecydujemy się na to rozwiązanie, musimy pogodzić się z  nieco późniejszym wejściem ich w okres kwitnienia. Wydaje mi się też , że i kwitnienie niektórych odmian wówczas jest nieco mnie obfite. W przypadku niektórych odmian jak np. Papa Meilland w ogóle nie zalecałbym takiego ich traktowania.

Jest jeszcze niezliczona rzesza jednorocznych. Tu nie widzę praktycznie żadnych ograniczeń poza naszą fantazją. Zacznijmy od odmian samosiewnych. U mnie w tenże sposób zagościł na stale bidens. Po pewnym czasie staje się problemem w ogrodzie roznosząc się po całym ogrodzie na ten przykład czepiając się ubrania. Trochę bardziej wstrzemięźliwy  jest flox drummonda. Również ma tendencję do wędrowania, ale nasionka niekoniecznie i nie każdej zimy dobrze zimują i chyba trzeba go dosiewać. Jeżeli już zaakceptujemy ich obecność w naszym/nie tylko różanym/ ogrodzie, będą wyraźnym i miłym akcentem kolorystycznym. Takich samosiejek jest znacznie więcej. Na przykład brunera, dzwonek karpacki,  miecznica czy dwuletni goździk brodacz.

Jeżeli mamy więcej czasu dla naszego ogrodu gdyż np. jesteśmy szczęśliwy emerytem, to otwiera się przed nami niezmierzony raj jednorocznych wymagających siewu a też i tych co wymagają pikowania. Z perspektywy wieloletnich doświadczeń mogę powiedzieć, że nie jest prawdą jakoby konkurowały z różami rozpraszając naszą uwagę i zmuszając do dzielenia się naszym zachwytem.  Podam dwa przykłady. Jako, że Rhapsody in Blue posadziłem niedawno spodziewałem się raczej oszczędnego kwitnienia. Dodałem więc jej za towarzyszy niebieskiego i białego astra. Chcę powiedzieć, że widok był rozkoszny. Zarówno gdy  uzupełniali się w kwitnieniu jaki wówczas gdy kwitnąc jednocześnie konkurowali o nasze względy. Inny przykład to cynie. Jest to słusznych rozmiarów kwiat i jeżeli komuś odpowiada ten rodzaj estetyki to może być konkurencją dla kwiatu róży. Ja posadziłem czerwoną obok Braitwaite. Według mojej oceny symbioza była  idealna. Jedna uwaga. Nie wyobrażam sobie mieszanki kolorów cynii czy astrów na rabacie różanej. Ale może mam niezbyt bujną wyobraźnię? Pani Maja zwróciła uwagę na szałwie. Jak wspomnę w tym miejscu o szałwi omączonej. Nie dość, że kwitnie na niebiesko fioletowo, to jeszcze ma fioletowe, bardzo dekoracyjne pędy.

Tak więc eksperymentujmy. Na pewno trafią się nam i  porażki, ale jakie to będą piękne porażki.Jest jeszcze jeden problem z obecnością kwiatów wśród róż. Jest to problem nawożenia. Nawet jeżeli nawozimy róż oszczędnie – a zalecałbym takie postępowanie- to dla naszych kwiatów, zwłaszcza tych jednorocznych, będzie to rozpasanie. Rzekłbym ostentacyjna konsumpcja. Jeżeli nie chcemy by ich rozmiary stały się dla nas problemem, weźmy to pod uwagę. Przy okazji będą dla nas swego rodzaju ostrzeżeniem przed przekarmianiem roślin.

Dla tradycjonalistów i lubiących klasyczną elegancję, proponuję by poruszać się  w kręgu zestawów klasycznych. Wyobraźmy sobie żywopłot z soczystego bukszpanu, lub nieco większy z perfekcyjnie przyciętego cisa. Na ich nienagannym tle, jarzy się kwiat naszej ukochanej odmiany róży. Jakiż spokój emanuje ten zestaw!

4 komentarzy do “Kwiaty w ogrodzie różanym”

  1. Maja Zamroch napisał:

    Wspomniał Pan o kocimiętce i lawendzie,dodałabym szałwię kwitnącą na fioletowo,przez bardzo długi okres wygląda ładnie,potem trzeba ją przyciąć i za jakiś czas znów zakwitnie!Poza tym dużo lepiej znosi nasze zimy niż lawenda.
    No i oczywiście tulipany,które kwitną,kiedy to róż przyciętych po zimie praktycznie nie ma :( .Do tego trawy ozdobne,ale tylko te nierozłażące się po całej rabacie,np.calamagrostis Carl Foerster(dwukolorowe wąskie liście od wiosny, pod koniec lata kwitnie w kolorze słomkowym) i rosplenica japońska(przepiękne kłosy przypominające fioletowo-brązowe włochate gąsienice).
    Na słonecznej skarpie jako towarzystwo dla róż polecam rojniki,bardzo płytko się korzenią i po kilku latach,gdy się rozrosną,skutecznie okrywają glebę,nie potrzeba wówczas kory,a i chwastów dużo mniej.
    Clematisy pięknie wyglądają przy różach pnących(w pewnych okresach zastępują kwitnienie),ale pod warunkiem,że nie rosną przy ścianie,bo tam im za ciepło.
    No i drzewa,mam krzewy róż rosnące nieopodal świdośliwy,drzewo-krzew pięknie kwitnie na biało w maju,czyli bezpośrednio przed różami,jesienią ma czerwone liście,jest mrozoodporne i nie choruje.
    Pod dębem czerwonym(palowy system korzeniowy,a więc nie przeszkadza) mam rugosę Alba i Balleriny,też żyją w zgodzie.
    No i poziomki bezrozłogowe jako podszyt.
    Dobra sławą cieszą się aksamitki,z uwagi na właściwości odstraszające szkodniki,nie każdemu się podobają,ale ostatnio weszły na rynek kwiaty w kolorze kremowobiałym i te mogą prezentować się dużo lepiej.

  2. admin napisał:

    Bravo Szanowna Pani !
    A może by tak samodzielny szkic? Czułbym się zaszczycony.A i inni czytelnicy zapewne chcieliby wiedzieć jak to Pani robi.

  3. Jacek napisał:

    Zauważyłem, że skupił się Pan głównie na roślinach w miarę wysokich, takich które wypełnią przestrzeń w dolnej części krzewu róży – gdzie nie ma kwiatów, a często także liści róż. Przy różach bardzo niskich roślina towarzysząca również powinna być raczej niska. Zastanowiłem się i mogę podać kilka pomysłów – nie wszystkie zweryfikowałwem osobiście.

    Skupię się na roślinach jak mi sie wydaje odpowiednich dla wysokich krzewów róż (parkowe i pnace), jednocześnie nie stanowiących konkurencji. Myślę, że rośliny te powinny być w miarę odporne na cień, które dają same róże. No i powinny być „bezobsługowe” – wystarczy, że róże trzeba obsługiwać…

    1. Klematisy. Raczej odrzuciłbym klematisy pnące, gdyż nie ma wśród nich pnącz niskich, poniżej 2 m wysokości. Jednak jeśli mamy wysokie róże pnące można pomyśleć o posadzeniu klematisów z grupy Atragene. Nie są to duże pnącza, a kwitną na przełomie kwietnia i maja. Jeśli jednak klematis ten miałby się piąć po samym krzewie róży, będzie problem z cięciem – róża najczęściej cięcia wymaga, a ten klematis go nie znosi. Lepszym rozwiązaniem są klematisy bylinowe (część nadziemna ginie zimą), nie pnące się. Są to powojniki z grup Heracleifolia i Integrifolia. Pędy tych powoijników mają różną długość, zwykle nie przekraczającą 2 metrów i będą się częściowo wspierać na wysokich krzewach róż, a częściowo płożyć między nimi. Większość z nich kwitnie od początku lata do mrozów – gdy róże mają już mniej kwiatów. Jako źródło informacji o powojnikach polecam stronę http://www.clematis.com.pl

    2. Zawilce japońskie. To wysokie byliny, od 40 cm do ponad 1 m w zależności od odmiany, kwitnące bardzo obficie od początku sierpnia do mrozów – gdy róże są już mniej atrakcyjne. Mają bardzo atrakcyjne duże liście. Tolerują dość znaczne zacienienie, na miejscach słonecznych wymagają latem stale wilgotnej gleby. Późno rozpoczynają wegetację. Po zadomowieniu się, co może trwać kilka lat – silnie rozrastają się podziemnymi kłączami i bywają uznawane za rośliny agresywne.

    3. Dzwonki (Campanula) – tu na prawdę jest w czym wybierać. Są dziesiątki gatunków o bardzo różnej wysokości. Większość z nich jest bardzo odporna na trudne warunki, toleruje dość znaczne zacienienie. Raczej nie nadają się na miejsca gorące i suche latem, choć mam wrażenie że niektóre gatunki i w takich miejscach wyrosną – sam widziałem dzwonki brzoskwiniolistne rosnące w suchym lesie sosnowym. Większość z nich rozrasta się dość agresywnie podziemnymi rozłogami. Ponadto dzikie gatunki tworzą dużo nasion i dla uniknięca masowego rozsiewu trzeba ścinać przekwitnięte kwiaty, co zresztą stymuluje kwitnienie. Część odmian hodowlanych nie tworzy nasion, co jest cenne. Niemal wszystkie dzwonki kwitną w lipcu-sierpniu, ale okres kwitnienia części gatunków i odmian trwa do mrozów. Wiele dzwonków ma atrakcyjne liście. Liście i kwiaty wszystkich gatunków są jadalne. Dominują kolory fioletowo-niebieskie, zdarzają się różowe i białe.

    3. Lilie. Ja od lilii azjatyckich wolę orientalne – to najpóźniej kwitnące lilie, zdecydowanie po głównym kwitnieniu róż. Lilie znoszą częściowe zacienienie i mogą „przerastać” krzewy róż. No i oszałamiająco pachną. Lilie orientalne preferują glebę wilgotną, próchniczną i kwaśną. Warto jednak spróbować i w innych warunkach – u mnie rosną doskonale. Alternatyną są znacznie bardziej tolerancyjne (ale też mniej eleganckie) mieszańce lilii ortentalnych z trąbkowymi lub lilią długokwiatową (longiflorum) oznaczane w handlu jako hybrydy OT(oriental-trumpet) lub LO (longiflorum-oriental). W naszym klimacie warto sadzić lilie bardzo głęboko (20 cm) dla ochrony przed mrozem.

    Pomysłów może być oczywiście więcej.

    Na koniec kwestia kopczykowania róż. Posadzenie roślin towarzyszących nie musi wykluczać kopczykowania, ale pewne warunki muszą zostać spełnione:
    - Kopczyki robi się z materiału przyniesionego, a nie kopanego na miejscu. Wiosną materiał trzeba usunąć, a nie rozgarnąć.
    - Kopczyk usuwa się wcześnie, przed rozpoczęciem istotnej wegetacji roślin towarzyszących różom.
    - Część zimująca roślin towarzyszących musi być schowana jest pod powierzchnią gruntu (wykluczone są rośliny zimujące w postaci rozet liściowych)
    - Rośliny towarzyszące powinny późno rozpoczynać wegetację.

    Mam wrażenie, że wymienione przeze mnie wyżej rośliny spełniają te warunki.

  4. Jola napisał:

    Wypraktykowane przeze mnie połączenia to:
    - szałwia lekarska (ze względu na kolor liści) w połączeniu z różową okrywową fairy. Szałwię przycinam wiosną. Mam glebę gliniastą i lawenda sobie nie radzi;
    - niezapominajki i czerwone tulipany do westerlandu – nie gryzą się kolorystycznie bo kwitną przed różami. Niezapominajki się same wysiewają, kopczyki nad nimi usuwam ;
    - z clematisów/powojników polecam „Arabellę” jako okrywę nawet do niskich róż. Arabella długo kwitnie na niebiesko i dobrze wygląda z wieloma różami.
    - irga pozioma z różową różą wielokwiatową (nazwy nie pomnę) – o dziwo róża radzi sobie świetnie – irgę trochę koryguję;
    - testuję połączenie ramblera z piwoniami- zobaczymy ;
    - zgadzam się z p.Jackiem co do dzwonków – wszelakich – u mnie rosną ,a w słonecznym miejscu są najładniejsze

Napisz komentarz