Produkcja róż

Krzewiasta, wyhodowana w firmie XYZ w roku… przodkowie nieznani/nieujawnieni/…..

Za każdym razem gdy jestem zmuszony napisać, że dana róża została wyhodowana/właściwym byłoby napisać, że wyprodukowana/ w firmie Kordes  , Meilland, czy innym kombinacie, czynię to niechętnie. Nie jest to bowiem cukierek różany czy olejek który trzeba wyprodukować. Jest to hodowla, powoływanie do życia nowego bytu, nowego organizmu. Ktoś musi za tym stać. Rozumiem, że czasem siły natury dały nam ciekawy okaz. Wiatr czy owad posiadł był tajemnicę i zabrał ją ze sobą. Znaleziony został interesujący sport. Owa samoistna mutacja, a zasługą człowieka było jedynie to, że ją zauważył. Nawet to pasuje . Sport taki to a taki, znaleziono w szkółkach czy szklarni XYZ. Hodowla jednakowoż nie jest bezimienna. Podejrzewam, że jest kilka przyczyn tego stanu rzeczy.

Pierwsza to tajemnica hodowcy, ukrywanie drogi prowadzącej do sukcesu.Jak ktoś trafi na ciekawy trop to przy dzisiejszej technice od razu całą serię wypuści.Na ten przykład Oświeceniowe. Stąd już kiedyś  zatytułowałem jeden z artykułów: „Floribundy, róże z taśmy” Ale powód ten tłumaczy tylko mały fragment  problemu. Austin nie ukrywał a i tak urwał się naśladowcom. Dlaczego? Bo miał wizję. Dążył do pewnego celu.Mamona nie przesłaniała mu wszystkiego. W nagrodę przyszły pieniądze i sława. Potem.

Leciwy już Le Grice walnie przyczynił się do tego, że zaczęto poważnie traktować dorobek hodowców i na szkółkarzy nałożony został obowiązek opłat licencyjnych. Dziś może patrzy na swoje dzieło z góry jak dzieło jego odbija się w krzywym zwierciadle. Niezwykle ciekawe bowiem prace Siewersa nie mogą być upowszechnione nie stać go bowiem na wniesienie opłat patentowych. Sprzedaje więc na indywidualne zamówienie poszczególnych rosomanes a na realizację jego zjawiskowo kolorowych alb trzeba czekać latami. Dlaczego? Bo taki jeden z drugim musiałby mu zapłacić. A po co . Sam wyhoduje jakąś sztuczną błyskotkę i podpierając się sprawnym marketingiem wypromuje ją na gwiazdę jednego sezonu.

Przyczyna druga, to chyba okres beztalencia w klanach i kryzys przywództwa w wielkich firmach. Liczy się tylko pieniądz. Firmy muszą przynosić pieniądze. Udziałowcy czekają na dolę. Po śmierci Alaina Meillanda i Wilhelma Kordesa – największych z wielkich – któż ich zastąpi? Któż przejmie po nich lutniej? Firmę Tantau trzyma Evers , ale on przynajmniej sygnuje swoje dzieła. Olesenowie pracują na powodzenie firmy Poulsen tak jak kiedyś Boerner dał skrzydła  firmie Jackson. Liczy się pieniądz. A więc wielkie molochy zajmują się wszystkim co daje pieniądz. Róża jest tylko marketingowym listkiem figowym.

Zjawiska te doprowadzą więc do kryzysu mody na róże. Załamania się handlu i produkcji. Bowiem ile bezpłciowych i podobnych do siebie jak dwie krople wody Teres Maryś Helg i Dorot możemy pomieścić w swoim ogrodzie. Silne marketingowo firmy, które zarabiają niekoniecznie na produkcji róż narzucają nam modę i wmawiają, że to jest ładne i to powinniśmy kupić. Dokonania wartościowe jak Siewersa z Niemiec Fleming i Svejdy z Kanady czy G. Bucka ze Stanów  są marginesem. Wegetują łaskawie jedynie dzięki prawdziwym rosomanes. Jakiż bowiem jest interes dla koncernów upowszechniać odmiany, których nie trzeba okulizować bo znakomicie się rozmnażają przez sadzonki pędowe/Kanada/, Po co upowszechniać odmiany mrozoodporne, które nie wymarzając nie napędzają koniunktury. A prawdziwie odporne na czarną plamistość po co? A co będzie z producentami i dystrybutorami środków ochrony roślin. Jak widzę w internecie, że tenże sam hodowca, który wypromował jakąś odmianę prowadzi jednocześnie dystrybucję środków chemicznych, to on dla mnie już stracił wiarygodność.

Róże miały to do siebie, że w pewnym sensie uosabiały wieczność. Trwanie. wychodzę do ogrodu i mogę  podziwiać jedną wielką rodzinę. Obok siebie rosły sobie ciotki babcie i prababcie. Dziadowie obok pra pradziadów.  I tak od setek, a jak się dało to udowodnić to i od tysięcy lat, rodzina żyła obok siebie. Dawała nam obraz boskiego uniwersum . Chodziłem obok nich rozmawiając ściszonym głosem bo nie chciałem przeszkadzać w życiu rodzinnym. Sam się jako hodowca powolutku zaczynałem czuć członkiem tej ogromnej rodziny. Pomogło mi to uświadomić  sobie wielkość i mistykę rodziny w ogóle. W tym mojej.  I swoją ważność i niezbędność w tym łańcuchu. I jednocześnie swoją podrzędność jako gatunku. Ja przeminę w pewnym sensie. One natomiast trwają i trwać będą  dosłownie.

Jak patrzę na kreacje ostatnich lat , to widzę stado bękartów i bastardów. Arystokratów niejednokroć, ale z niewiadomego łoża. A więc bękartów. Piękności podejrzanych. Takich Miss jednego sezonu. Och, wybrano ją na triennale czy annale we Włodawie roku Pańskiego i za chwilę Świat o niej zapomniał. Widzę stado kur czy też gąsek. Zapewne spokrewnionych . Ale kto z kim? Jakże tu jakąś łączność uczuciową nawiązać, bo i z kim  Szanowna Pani mam przyjemność? Piękno przemija, jest względne, kanony się zmieniają. Czymże więc będzie się dla mnie różniła owa piękność jednego sezonu nieznanego mi rodzica od jakiegoś anonimowego – za przeproszeniem jego-  floksa czy bratka? Nie potrafię do współczesnych kreacji mieć  podobnie ciepłego uczucia jak do dziewiętnastowiecznych dam choć wiem że  i one stałością nie grzeszyły.

I tak to oto tworzą się rodziny, nie rodziny, jakieś bajkowe, nostalgiczne, tarasowe czy też za przeproszeniem szanownych dam- duperelne. Tak naprawdę dziś mamy krzewiaste i klimbery, kompakty i okrywowe. Ot, do czego to nam proszę szanownego Państwa doszło. Chamy za politykę się wzięli. Gołym okiem widać do czego to prowadzi.

Marian Sołtys

Włodawa 16.12 2010

Przepraszam za ten gorzki artykuł, ale chciałem uświadomić Wam, że to dla nas jest robione. Nie dajmy się za nos wodzić.

2 komentarzy do “Produkcja róż”

  1. Beata Jurczak napisał:

    Panie Marianie,
    bardzo dziękuję za ten artykuł. Z natury bywam porywcza, tym bardziej się cieszę, że ktoś podziela moje odczucia i tym razem jednak nie popadam w paranoję ;-)
    „Nie dajmy się za nos wodzić”
    Tak, tak. Nie napędzajmy koniunktury molochom, które toczą się już chyba tylko siłą ciężkości.
    Pozdrawiam.

  2. Dorota Szczepaniak napisał:

    Chylę czoła przed Pana wiedzą i… cieszę się, że nie usiłuje Pan wycisnąć z tej wiedzy ile się da. Cieszę się, że ktoś myśli podobnie jak ja :)
    Pozdrawiam Pana serdecznie.

Napisz komentarz