Uprawiając pnące róże Cz. I

Róże pnące wszystkich typów można prowadzić mniej lub bardziej udanie wszelkimi metodami prowadzenia, ale najrozsądniej jest tak dobrać odmiany by jak najłatwiej dojść do zamierzonego celu. W ten sposób, można uniknąć prawdziwych trudności w uprawie. Na przykład, trudno jest zmusić róże sztywno pędowe do układania się zgodnie z naszą wolą czy widzimisię. Stosunkowo prościej jest wybrać odmiany dostosowane do naszych wymogów. Najprostszym sposobem prowadzenia róż pnących jest pozostawienie ich samym sobie, oczywiście jeśli mamy wystarczająco dużo miejsca, aby umożliwić rozwój roślin w formie naturalnej . Należy podkreślić, że ta metoda wymaga dużo miejsca, gdyż musimy być przygotowani na gwałtowny rozwój róż pnących do rozmiarów krzewu o średnicy 5 -6 m w ciągu około 5 lat – jeżeli wcześniej odpowiednio sroga zima nie zweryfikuje naszych pomysłów.

DUŻE KRZEWY
Pnące róże wywodzące się z multiflora najlepiej nadają się do prowadzenia w formie dużych krzewów, szczególnie te odmiany starsze, sztywniejsze , te których nie skrzyżowano jeszcze z różami wichury. Lambertianas , również dobrze się prowadzą w postaci krzewów, jak też większość róż z klasy Pembertona i także wcześniejsze mieszańce Thomasa. Róże Boursault najlepiej zostawić w spokoju, a hybryda bracteata róża zwana Mermaid, doskonale prezentuje się jeżeli jej damy jakiś punkt oparcia, np.: pień starego drzewa . Starszych mieszańców R. setigera, z których kilka jest jeszcze możliwe do uzyskania, doskonale ułożą się nam w duży krzew o kształcie litery V. Podobnie jak większe Rugosas. Ze względu na ogromną ilość wymaganego miejsca, możliwości uprawy dla tego rodzaju form mamy niewiele, z wyjątkiem parków i na dużych osiedlach. W ogrodach zwykłych rozmiarów, musimy przyjąć bardziej ekonomiczne metody uprawy.

RÓŻE PNĄCE JAKO OKRYWOWE
Jedynie ograniczona liczba róż pnących może być uprawiana jako okrywowe z dobrym skutkiem . Wybór jest ograniczony do klasy mieszańców Wichuraiana samej r. wichuraiana. Uprawiana na nasypach, wałach ziemnych czy skarpach doskonale przydławi rośliny, których wzrost chcemy ograniczyć. W tym również trawy. Jej splątne pędy i obfite błyszczące liście doskonale nadają się do tego celu. Zwłaszcza kilka wcześniejszych mieszańców R. wichuraiana zachowało ów zwyczaj przylegania lub pełzania po ziemi. Odmiany te charakteryzują się cienkimi pędami i małymi liśćmi. Jeśli nie chcemy by przytulały sie do ziemi jak dywan,to możemy wykorzystać odmiany o nieco sztywniejszych pędach. W USA możemy zobaczyć sporo brzydkich nasypów kolejowych pokrytych pięknymi różami typu Dorothy Perkins, która jednakże nim położy się na ziemi potrafi dorosnąć nawet do 2m. Podobny charakter wzrostu ma też Max Graf. Nie muszę chyba dodawać , że taki sposób prowadzenia róż wyklucza ich cięcie, gdyż kilka lat po ich posadzeniu nie wyobrażam sobie by można dostać się do wnętrza by zrobić jakiś porządek. Sam posadziłem grupę zwykłych rugosas przy płocie odgradzającym mnie od zbyt wścibskiego sąsiada i po kliku latach przybrały one formę pośrednią coś pomiędzy dużym krzewem a okrywową. Ponieważ ich wartość dekoracyjna ich z czasem spadła, by zrobić z nimi porządek musiałem je praktycznie wszystkie wyciąć/odmłodzić/.

KOLUMNY
Kolumna to sprawa czysto umowna. Może to oczywiście być kolumna w sensie dosłownym, ta klasyczna, jeżeli mamy taki klimat ogrodu i tyle miejsca. Widziałem na Mainau różę pnące oparte o takie wolnostojące kolumny. Do rezydencji pałacowej takie rozwiązanie jest jak najbardziej na miejscu. W naszym ogrodzie rolę kolumny doskonale zagra nam już solidnie umocowany pal. czesc-nowsza-4.jpg Z kolei w Sangerhausen będą to trzy profile metalowe postawione obok siebie i połączone poprzeczkami. Inny rodzaj kolumny zobaczymy na fotografii T. Ciesielskiego z Queens Mary Rose Garden, gdzie to ażurowa konstrukcja kolumn zwęża się ku górze przydając założeniu lekkości i spokoju wynikającego z wrażenia kompozycji zakończonej. To, czego nie daje rozwiązanie przyjęte w Sangerhausen. Kolumny biegną ku niebu w nieskończoność generując wrażenie haosu. O samej podporze na razie tyle. Kolumną różaną stanie się ona gdy posadzimy przy niej róże. Najlepiej przynajmniej dwie – z obu stron podpory- by stosunkowo szybko i równomiernie ją oplotły. Różane kolumny mogą być dowolnej wysokości zgodnie z żywotnością róży którą posadzimy. Żywotność róży również w dużym stopniu zdefiniuje nam przestrzeń jaką taka kompozycja nam zajmie.
Teraz kilka słów o samym prowadzeniu krzewu przy takiej podporze. W dużym stopniu metoda prowadzenia będzie określona odmianą. Spróbujmy bowiem upinać w wymyślne formy Ena Harkness Clg,! Po prostu nie da się, jest silniejsza od nas. Co innego natomiast Veilchenblau. Jeżeli będziemy prowadzić pędy pionowo, musimy się liczyć z tym, że kwiaty umkną z poza zasięgu naszego nosa a dół filaru będzie nieco nagi. Można temu zapobiec. Przycinajmy pędy na różnej wysokości by wiechy kwiatowe rozlokować w miarę równomiernie wzdłuż kolumny. Podstawę filaru obsadzonego klasycznym klimberem np. tym od mieszańców herbatnich możemy jeszcze podsadzić współczesnymi miniaturowymi różami pnącymi, albo polyanthami. A jeszcze niżej mamy do dyspozycji byliny.
Do prowadzenia tą metodą najlepiej nadawać się będą odmiany o umiarkowanie intensywnym wzroście, te do 3m wysokości a nawet te mniejsze, do 2m. W tej formie możemy poprowadzić niektóre z bardziej energicznych mieszańców herbatnich jak Chopin czy nawet wiele z krzewiastych róż Austina. Wiemy, że wiele z remontantek ma zbyt bujny wzrost jak na możliwości naszego ogrodu. Myślę tu szczególnie o Reine des Violettes czy Reine Victoria. Prowadzenie ich w formie kolumnowej ograniczy ich apetyt na przestrzeń naszego ogrodu. Z dużym sukcesem tą formę uprawy da się zastosować w przypadku róż Pembertona czy Lambertian.
Ta metoda prowadzenie róż pnących z całą pewnością nie da takiej możliwości eksponowania morza kwiatów, tak jak upinanie na kratce, ale to jest też świetny sposób a nadto często jedyny do zastosowania gdy ulegniemy manii kolekcjonowania dużej ilości róż pnących. Dzięki temu możemy nieco pobłażać swemu entuzjazmowi.

PYLONY
Anglicy nazywają ten element architektury ogrodowej – Pylon. Nasza literatura nie zna takiego określenia. Obrazowo, opisowo nazwał bym to piramidą różaną, ale sami państwo musicie przyznać iż jest to dość pretensjonalne i nie brzmi dobrze. W każdym razie chodzi mi tu o pewien element architektury ogrodowej który powstanie gdy postawimy trzy tyczki.jpg bądź cztery kolumny , /pale, podpory/i połączymy je wierzchołkami ze sobą. Otrzymamy wówczas coś w rodzaju piramidy. Najprostsze, najbardziej surowe rozwiązanie widzimy tu na fotografii z Sangerhausen. Cztery kije i trochę wyobraźni. W ten oto sposób pojawia się mnóstwo wariantów zdobniczych do przećwiczenia. U podstawy każdego boku piramidy możemy posadzić takie same róże bądź też różne. Kolorystycznie skomponowane bądź też skontrastowane. Dalej, możemy posadzić odmiany kwitnące w tym samym czasie , lub też kwitnące w różnych terminach, rozciągając w ten to sposób czas kwitnienia praktycznie na cały sezon. Możliwości i warianty wprost nieograniczone. Pylon/piramida/ różany jest pięknym , monumentalnym ogrodowym akcentem, dającym imponujący efekt. Tak jak i kolumnę możemy go dostosowywać do wielu sytuacji , ale rozumie się , że jego wymiary są większe i będzie potrzebował odpowiednio więcej miejsca.
LINY, ŁAŃCUCHY
regents-park-tomek-ciesielski.jpg W zasadzie zamiast nieudolnych opisów wystarczy ta fotografia Tomka Ciesielskiego. Jeżeli mamy kilka kolumn/pillar/, miast usuwać/skracać/ przewieszające się pędy róż, możemy je oplatać wokół swobodnie zwisających lin bądź łańcuchów łączących poszczególne kolumny, otrzymując wdzięcznie wyglądające festony i girlandy kwiatowe a nawet powiązane ze sobą w większe kompozycje, tak jak te na fotografii. Widzimy na niej kolumny o konstrukcji ażurowej, która to dodaje kompozycji lekkości przez bezbłędnie dobrane proporcje całego założenia i poszczególnych jego elementów. Upinając pędy pamiętajmy o okręcaniu ich wokół lin czy łańcuchów by zapewnić kompozycji odpowiednią równowagę. Swobodna gra zwisających festonów kwiatowych zapewni niezbędną równowagę kompozycji.

ŚCIANY  murki, mury i mury oporowe

Wielu rosarian z uporem godnym lepszej sprawy próbuje uprawiać a potem prowadzić róże tak jak na ten przykład winogrona lub inne klasyczne pnącza. Rozpinanie ich na ścianie ma swoje wady i zalety. W zasadzie zaletę da się sprowadzić tylko do jednej sytuacji. Ściana oddając swe ciepło chroni nasze oblubienice w najbardziej ekstremalnych dla nich próbach próbach mrozu. jak pisze Maja Zamroch ,po tej zimie w zasadzie nie ma pnących róż, ale New Dawn przytulona do ściany przetrwała. A tak poza tym to same minusy. Przegrzewanie roślin latem, w upały, a co za tym idzie rozwój przędziorków, które kochają takie stanowiska, kaleczenie ścian domów/ocieplenia styropianowe i tynki strukturalne tego nie tolerują/ przez stosowane i mocowane do nich podpory. Wyjściem kompromisowym wydaje się być umocowanie kratki na autonomicznej podporze w odległości powiedzmy 20-30cm od ściany. Nie brudzimy wówczas ściany/Mszyce! Te dopiero potrafią zafajdać ścianę spadzią/ i nie kaleczymy jej zapewniając jednocześnie odpowiedni przepływ powietrza. Ale coś za coś, zimą nie będzie to już tak skuteczna ochrona.

Jak gdyby kontrapunktem dla uprawy róż przy ścianach domu  jest sadzenie ich przy i na murach oporowych skąd spływają wdzięcznymi kaskadami  w dół po pochyłości. Pasjami takie rozwiązania proponowała i stosowała Gertrude Jekyll.  Może tu paść zasadne skądinąd pytanie: pytanie skąd mam wziąć mur oporowy na płaskich jak nieszczęście terenach Rzeczpospolitej. Odpowiem że dla prawdziwego rosomanes brak zróżnicowania terenu nie jest zasadniczą przeszkodą. I jeszcze typowo angielskie wykorzystanie róż pnących . Te wspaniałe wnętrza ogrodowe wygrodzone murami z czerwonej cegły czy kamienia. Jeżeli chcemy uprawiać róże pnące w naszym klimacie a przede wszystkim cieszyć się pełnią ich wyjątkowego uroku, będziemy musieli  pójść w  ślady Anglików. Wnętrza te są fantastyczną osłoną przed zabójczymi podmuchami wiatrów zimowych a ściany są naturalnym akumulatorem ciepła. Wybór należy do nas. Jeszcze do niedawna nie stać nas było na tego rodzaju ekstrawagancje, teraz rzekłbym i stać i to jest jak najbardziej an mode. Winston Churchil miał przy swojej posiadłości spory ogród, którym to zajmował się przebywając na zasłużonej emeryturze i ciesząc się urokami życia na prowincji dzięki prezentowi jaki sprawili mu przyjaciele. Nudząc się poza malowaniem zajmował się murarką  a biegłość jego docenił miejscowy cech murarzy przyjmując go do swego grona na honorowego członka. Cóż tam murował? Otóż wznosił owe ściany ceglane wnętrz ogrodowych. Czekam na sygnał od pierwszego mularza rosomanes. Nie mylić z wolnomularzem.
Typowo angielskimi – ale nie tylko klimatami jest obsadzanie murów oporowych rozgraniczających posiadłości czy odgraniczających  od pasów ruchu właśnie różami.Rosną sobie tam praktycznie dziko bez jakiejkolwiek opieki i dobrze się mają. Ośmielę się zauważyć, że obsadzanie płotów różami to jednak nie to samo choć oczywiście jest to jeszcze jeden ze sposobów wykorzystania i zastosowań róż pnących, bardzo zresztą praktyczny.

Artykuł ten powstał z inspiracji jednej z czytelniczek, która spytała: no dobrze, łuki i trejaże . A co jeszcze? Temat jest bezdenny a więc będzie tego ze  cztery części. Więcej w Części II.

Marian Sołtys Włodawa 15 04 2010.

2 komentarzy do “Uprawiając pnące róże Cz. I”

  1. Kuś napisał:

    Mam kilka pytań. Ale chciałbym je wysłać prywatnym mailem. Jest to możliwe?
    Janusz Kuś

  2. ogrodniczka napisał:

    Wg mnie róże pnące najpiękniej wyglądają posadzone z clematisami na pergoli. Szkoda, że w artykule nie ma zdjęć

Napisz komentarz