Dobór odmian do ogrodu cienistego

Na początek powiedzmy sobie kilka może truizmów, ale ustawiających nasze myślenie „w tym temacie”. Najbardziej odporne na wszystko a więc i na uprawę w cieniu są wszelkiego rodzaju odmiany pierwotne, „dzikie”. Przetrwały tyle lat bez naszej opieki, przetrwają i nasze eksperymenty hodowlano uprawowe. Stąd narzuca się inny wniosek. Im mniej hybrydyzer namieszał, im bliżej naszej odmianie do form pierwotnych, wyjściowych, tym większa szansa na to , że odmiana ta będzie odporniejsza. Inna bardzo podobna obserwacja mówi nam, że odmiany raz kwitnące są bardziej odporne od tych powtarzających kwitnienie. Mamy tu oczywiście pewne wyjątki. Na ten przykład z własnego doświadczenia wiemy, że rugosas nic nie rusza, a róże chińskie z natury rzeczy tolerują cień. Jednakże róż chińskich do naszych cienistych ogrodów nie zaproponuję, bo za zimno. Osobnym tematem są róże kwitnące na żółto. Tak na prawdę to tylko Harrisons Yellow jest praktycznie wolna od chorób, ale nie wiem jak jest z jej mrozoodpornością w naszych warunkach klimatu przejściowego. „Winna” jest tu Persian Yellow i zasadzie wszędzie tam gdzie mamy z nią do czynienia w zestawie genów powinniśmy zachować wzmożoną czujność.Pani M . Kralka, która uprawia je od 10 lat pisze:”Rosną w trudnych warunkach, na otwartym polu,nie dość że są zdrowe to odkąd je posadziłam nigdy nie przemarzły. Już w maju jako jedne z pierwszych cieszą nasze oczy swymi jaskrawymi kwiatami. Z żółtych gatunków rośnie u mnie powoli ale coraz widoczniej rosa hugonis. Też w otwartym terenie i dobrze daje sobie radę”. Idąc za sugestiami M. Kralki dodaję/ jakże mogłem zapomnieć/r.helenae semiplena.Ta o półpełnych kwiatach, siewka r. helenae, mimo iż może mieć u nas problemy z mrozoodpornością – z pewnością warta jest grzechu. Pozwolę sobie tu jeszcze wtrącić uwagę  już dwa lata po napisania tego tekstu. Zimę 2011/12 przetrwała bez najmniejszych uszkodzeń, mimo południowej wystawy, która to zimą  jest dla róż zabójczo niebezpieczna. Rosa moyesi też jest śliczna i dobrze się czuje w cieniu , ale mnie tak naprawdę zauroczyła Eddies Jevel, jej mieszaniec z Donald Prior. Jest ładniejsza od formy wyjściowej a nadto zdarza się jej łaskawie powtarzać kwitnienie, no i te kwiaty rozmieszczone wzdłuż pędów – w czasie kwitnienia wygląda zjawiskowo.

I tak to powoli przechodzić będziemy do konkretnych sugestii odmianowych. Już wiemy , że wszelkie „psie róże „/rosa canina/ czy też r. glauca będą się do tych celów nadawały znakomicie, mam tu na myśli zwłaszcza nietuzinkowo piękną  odmianę r.canina – Kiese. Ale szukajmy dalej. Może Carmenetta, będąca wynikiem krzyżowania właśnie r. glauca z r. rugosa , która kwiaty ma wprawdzie niewiele bardziej efektowne od mamusi , ale za to jakie piękne, jaskrawo czerwone i w wielkiej obfitości owoce! No i te ślicznie przebarwiające się jesienią liście. Widzę jeszcze dwie warte wymienienia. r. pauli z jej śnieżno białymi kwiatami przypominającymi kwiaty powojnika, która właśnie z powojnikiem świetnie się nam skomponuje. Zaproponowałbym tu perłowo biały Huldine, równie niewrażliwy jak ona na cień. Z różą paulii jest jednak pewien problem jej krzew przypomina nieco zarośla dzikiej jeżyny. Jack Harkness dworuje sobie z niej mówić, że z ich dwojga to już wybrałby jeżynę bo przynajmniej owoców można spróbować. Druga to r. eglanteria lub coś z jej hybryd Lorda Penzance, ich kwiaty, podobnie jak i liście pachną świeżo przekrojonymi , niezbyt dojrzałymi jabłkami. A zapach ten jest szczególnie intensywny w deszczowe i wilgotne dni.

Przejdźmy teraz do form szlachetnych. Nie wyobrażam sobie ogrodu bez róż alba. Wybór jest tu ogromny . Od dużych roślin jak np. r.alba semiplena do tych skromniejszych rozmiarów jak np. Felicite Parmentier, która świetnie będzie reprezentowała całą grupę w naszym cienistym ogrodzie. Wszystkie są niewrażliwe na cień a więc każdy znajdzie coś stosownego. Dalej galijskie, dostatecznie bliskie pierwotnym a jednocześnie niezwykle wykwintne. Zaproponowałbym tu trzy odmiany. Bardzo spodobała mi się Tricolore de Flandre. Bardzo dzielnie radzi sobie w moim ogrodzie a róże w nim nie są rozpieszczane. Jej miniaturowe ,niezwykle ściśle wypełnione, pstrokate kwiaty harmonijnie komponują się z niezbyt rosłym krzewem. Drugim moim faworytem byłby Cardinal Richelieu. Wprawdzie zdrowotność jego liści w cieniu pozostawia wiele do życzenia, ale jego kwiaty w cieniu prezentują się nieporównywalnie wspanialej niż te na słońcu, pozwalając cieszyć się ich niecodziennym kolorem, którego zdefiniować się tu nie podejmuję. Po kilku latach obserwacji zaproponowałbym też Charles de Mills, którego posadziłem /tylko proszę się nie śmiać!/ pod wierzbą i nie słyszałem by kiedykolwiek się na ta ekstremalną próbę skarżył. Pięknie kwitnie i nie choruje a na dodatek zaczyna kształtować się na coś w rodzaju pnącza. Wreszcie coś z nowości. Proponuję Szarlachtglut, którą bym z Polska nazwał Szkarłatna Lawa/ jak najbardziej na miejscu/. Doskonale radzi sobie w każdych warunkach, typowy specjalista do specjalnych poruczeń. Gdy kwitnie nie sposób oderwać od niej oczu. Szkoda tylko, że do tego by się zaprezentować w pełni wdzięków potrzebuje trochę miejsca.

Jeszcze dwa zdania o dorobku R. Geschwinda. Każdy szanujący się rosomanes powinien mieć coś z jego dorobku w swojej różance. Ja, na początek zaproponuję Nordlandrose I. Ten mieszaniec r.multiflora o żelaznym zdrowiu nie sprawi nam również zawodu w najsroższe nawet zimy, przy których ta z 2010 to psoty atmosferyczne. Równie doskonałe są Geschwinds Orden i Geschwind Schonste. Nie jest to regułą, ale wiele z nordlandrose Geschwinda lubi glebę wilgotną. Nie będzie się więc nadawać  do sadzenia w bezpośredniej bliskości drzew.

Jeszcze rugosas. Zarekomenduję tu tylko białe odmiany. Jak już w cieniu to niech będzie trochę widać. Tak więc Blanc Double de Coubert z jej fantastycznym , rozchodzącym się zwłaszcza nocą zapachem i siewkę od niego czyli Souvenir de Philemon Cochet o równie białych kwiatach. Do tego ma o wiele piękniejszy od odmiany wyjściowej, zgrabny krzew i ładne zielone liście. Zaproponuję jeszcze nasz nie mniejszej urody Kórnik. W cieniu posadziłem też Adama Choduna, pięknie pachnie , ale cień to nie jest miejsce dla niego.Opisy odmianowe rekomendują do trudnych warunków również Roseraie de L’Hay.  Nie sposób wyobrazić sobie cienisty ogród różany bez mieszańców piżmowych. Proponuję prze wszystkim Penelope  Pembertona, koniecznie pamiętajmy o niej, doskonale będzie reprezentować całą rodzinę mieszańców piżmowych. Idealna do cienia a jeszcze pochwalić się może pięknymi pomarańczowymi owocami. No, może jeszcze Buff Beauty, że nie wspomnę o Ballerinie choć ta podatna jest na czarną plamistość. W pobliżu znajdujemy Sally Holmes, której prawdopodobnie bliskie proweniencje z mieszańcami piżmowymi decydują o powodzeniu o jej uprawie w cieniu. Sukcesu nie odniesiemy uprawiając ją pod wierzbą płaczącą, ale jest dobrej odporności mrozowej i ma wspaniałe pięciopłatkowe kwiaty. Myślę ,że pani Magda Jarszak zaproponuje jeszcze coś z introdukcji Lensa – a ma tego trochę.

Czas najwyższy zasugerować coś więcej poza Sally Holmes z róż nowoczesnych. Jestem tu niezwykle ostrożny. Gdybyż wierzyć opisom odmianowym, to prawie każda spełnia jak najostrzejsze warunki, ale czas tak naprawdę pozytywnie zweryfikował tylko róże G.Bucka z których wybrałem Prairie Princess, piękność nad piękności, oraz odmianę wyjściową wielu jego mieszańców, pnącego Applejack. . Ma atrakcyjne kwiaty o mocnym i bogatym zapachu a roślina toleruje każde warunki uprawowe. Po kilku latach dopisuję jeszcze Carefree Beauty, ale z jej mrozoodpornością jest nie za tęgo.  Z całą pewnością znaleźć warto jeszcze miejsce dla nieprzeciętnie zdrowej róży Aleksander McKenzie. Rośnie u mnie  w bezpośredniej bliskości dęba amerykańskiego, a więc tam gdzie teoretycznie nie ma prawa nic rosnąć , już  trzy lata i jeszcze ździebka czarnej plamistości na niej nie widziałem a więc w cieniu będzie OK. Myślę, że na pewno większość introdukcji kanadyjskich w ciemno bym wziął do swego cienistego ogrodu.

Jeszcze jest jedna grupa róż , która jest jak gdyby predystynowana do uprawy przy drzewach. Jest to Himalayan Musk, Bobby James i Kiftsgate i inne. Jednakże w naszym klimacie objawiają one pewna niepokojącą właściwość. Nie kwitną tak obficie jak to możemy zaobserwować na fotografiach z ogrodów angielskich. Powiem więcej , nie kwitną prawie wcale. Więcej na ten temat znajdziemy przy opisach odmianowych. Polecam uwadze czytelników zwłaszcza bardzo wnikliwe obserwacje na ten temat poczynione przez Pana Jacka Zwolińskiego.

Nie wspomniałem w ogóle o mieszańcach herbatnich. Nie znaczy to by się do tego typu uprawy nie nadawały. Po prostu brak mi doświadczeń w tej materii. Podam przykład tzw, niebieskiej Walztime. Rosła sobie u mnie jak Bóg przykazał na pełnym słońcu , ale nie byłem zadowolony z jej kwiatów. Zawsze im czego brakowało a że żal mi było ją ot tak sobie wyrzucić, przesadziłem w miejsce ocienione, bo tam miałem luz. I o cudzie rośnie zdrowo a kwiaty wreszcie dają mi pełną satysfakcję z jej uprawy. Chopin też nie grymasi i Uncle Walter ślicznie kwitnie, jeno pędy ma długaśne i nieco  przycienkie. Tak sobie myślę, że znalazło by się więcej kandydatek do uprawy w miejscach trudnych. Ten zestaw odmianowy do ogrodów cienistych dopiero tworzę i będę go sukcesywnie uzupełniał. Czekam też na sugestie czytelników.

II

Po ośmiu latach od napisania tego artykułu dodaję część drugą: Mieszańce Austina do ogrodu cienistego. Rekomenduje Michael Mariott , który w firmie Austina jest dyrektorem technicznym . Według niego, w zasadzie wszystkie róże nadają się do miejsc zacienionych, ale muszą mieć 4 -5 godzin światła słonecznego. To, czego róże zdecydowanie nie lubią, to połączenia braku światła i braku wody.Nie dotyczy to róż pnących tak ramblingów jak i klimbingów o dobrym systemie korzeniowym. Po trudnym początku , gdy już wreszcie przebiją się przez system korzeniowy sąsiadującego drzewa, wspinają się na niego a następnie pędy ich przebijają się przez gałęzie, malowniczo zwisając ku ziemi.

Wiele angielskich róż pnących  doskonale się sprawdzi na północnych lub zacienionych ścianach, a zwłaszcza:

Crown Princess Margareta-  ma wspaniałe, starannie uformowane rozetki uroczo-pomarańczowych kwiatów o silnym, owocowym zapachu. Dobrze zaokrąglony, lekko łukowaty wzrost i dobrze powtarzająca kwitnienie . Idealna na zacienione miejsce.
Graham Thomas – ma  nagrodę RHS  Garden Merit Ma złożone kwiaty w niezwykłym, bogatym odcieniu żółci, ze świeżym, pięknym zapachem herbaty.
Mortimer Sackler – to wdzięczna róża, z dużymi wiechami luźnych, miękkich różowych kwiatów. Ma piękny zapach starych róż z pysznymi nutami owoców. Wyjątkowo zdrowa i dobrze powtarzająca róża. Nagroda RHS  Garden Merit.
The Generous Gardener-  to wykwintna róża pnąca z dużymi kwiatami w kształcie kielicha o delikatnym wyglądzie i najjaśniejszym różowym zabarwieniu. Ma mocny i pyszny zapach. Niezwykle zdrowa. Nagroda RHS  Garden Merit.
Pilgrim  -  niesie duże, idealnie uformowane, miękkie żółte rozety, kwitnące bardzo swobodnie. Kwiaty mają pyszny mieszany zapach herbaty  i mirry. Bardzo zdrowa i niezawodna roślina o atrakcyjnym, krzaczastym pokroju. Nagroda RHS Garden Merit.

Rekomendacje M.Mariotta  róż Austina uzupełniają jeszcze takie pnącza jak:

American Pillar – jest bardzo efektowną różą z prawie pojedynczymi kwiatami głębokiego karminowego różu z białym okiem. Bardzo wytrzymała i niezawodna z dużymi owocami.

Felicite-Perpetue – to mocna, zdrowa i odporna róża. Małe, schludne, pełne płatkowe kwiaty pomponowe w miękkiej bieli są produkowane z dużą obfitością. W dobrych warunkach prawie wiecznie zielona. Nagroda RHS  GardenMerit.

Francis E Lester -  jest jedną z najbardziej niezawodnych  róż. Ogromne wiązki małych, pojedynczych białych kwiatów, delikatnie zabarwione na delikatny róż. Silny zapach. Niezwykle zdrowa. Małe pomarańczowe owoce jesienią. Nagroda RHS  GardenMerit.
Rambling Rector – ma małe, półpełne, kremowobiałe kwiaty, produkowane w obfitości. Pyszny zapach i masy owoców  jesienią. To wspaniały widok w pełnym rozkwicie. Nagroda RHS  GardenMerit.
The Garland- to piękna, energiczna odmiana z pęczkami małych kremowych kwiatów zmierzających do łososia. Bogato pachnące ,z pomarańczowymi owocami. Nagroda RHS  GardenMerit.

Zobacz też o cienistym ogrodzie rózanym.

Marian Sołtys 4 03 2010

4 komentarzy do “Dobór odmian do ogrodu cienistego”

  1. Kralka napisał:

    Chciałam tylko dodac uwagę co do mrozoodporności Harrison Yellow i Persian Yellow. Mam te 2 odm , rosna w trudnych warunkach na otwartym polu, nie dośc, ze są zdrowe to odkąd je posadziłam ( może nawet 9 lat temu) nigdy nie przemarzły. Juz w maju jako jedne z pierwszych ciesza oczy swoimi jaskrawymi kwiatami- harrison Yellow pojedyńczymi, zaś Persian Yellow pełnym.Z żółtych gatunków rośnie u mnie powoli ale co roku coraz widoczniej Rosa hugonis, też rośnie w otwartym terenie i daje sobie radę. Mam nadzieję, że i po tej zimie nie będzie strat.
    Chciałam też, tak krótko dodac, że do cienistej częsci ogrodu zwłaszcza z dużymi drzewami nadaje się wiele ramblerów, i to nie tylko o białych kwiatach. Podam parę przykładów pomagając sobie katalogiem Pana Schultheisa- Russeliana, R. helenae Semiplena, Polstjarnan, Lykkefund, Felicite Perpetue, Fragezeichen, Geschwinds Nordlandrose, Goldfinch( u mnie tak rośnie, ale jest dopiero młodziutki, za wiele nie ma co mówic), Himmelsauge, Chevy Chase, Alchymist, American Pillar, Aenchen von Tharau i np Aurelia Liffa.

  2. B.Olasińska napisał:

    Mam półcieniste miejsce na róże.Rosną marnie, ich liście zżerają jakieś gąsieniczki, zwłaszcza w nocy. Gleba gliniasta, teren górzysty. Czy można, po usunięciu wierzchniej warstwy (Pana art. I cz.), dania nawozu naturalnego, przykryć ziemię korą? Czy ma Pan doświadczenie z r. polyantha? Moja Mama lubiła te róże i chciałabym znać odmiany rosnące w półcieniu.
    Dziękuję za artykuł, napisany ze swadą, treściwy a nie nudny.
    Barbara

  3. Let's draw napisał:

    Chyba podkręcił Pan moje zainteresowanie różami. Problem w tym, że warunki świetlne w naszym ogrodzie nie są zbyt sprzyjające, ale gleba jest dość dobra.
    Jakie odmiany róż pnących, najlepiej w pełni mrozoodpornych, nadają się do ogrodu cienistego np.: pod sosny (oprócz Veilchenblau jak mniemam)?

  4. Maja Zamroch napisał:

    Witam.
    U mnie , w cienistym ogrodzie , sprawdziła się Rhapsody in Blue, nie marźnie, nie choruje i pachnie.
    Ale tak zupełnie pod sosną, to chyba lepiej różaneczniki posadzić.Opadające igły zakwaszają glebę :)

Napisz komentarz