Richardii St. John’s rose

r-richardi-rehder-a.jpg rrichardi-redhera.jpg

Róża galijska? Mieszaniec róży galijskiej z rosa phoenicia? Na temat tej róży, jej powstania , niezwykle ciekawej historii i niezłego zamieszania wokół nazewnictwa przyjdzie mi jeszcze zapewne coś niecoś napisać. Na razie wstrzymuję się z tym gdyż musiałbym przyjąć pogląd któregoś a autorów a nie mam na ten temat własnego zdania bądź też zreferować szerszą gamę stanowisk co mogłoby być dla czytelnika nieco nużące.

richardii-a richardii1 richardiia

Podam tylko, że Niemcy nazywają ją Heillige Rose, Anglicy Holly Rose of Abysynia. Skąd ta świętość. ano jak zrozumiałem , dlatego że sadzona była powszechnie w obrębie klasztorów na terenie Abisynii.To tak jak gdyby mnicha uznać świętym dlatego, że urodził się i żył w klasztorze.

Kwiaty białe do białoróżowych, pojedyncze.

Mocny zapach.

Krzew wysokości do 150cm, bardzo mocno się rozrastający o bardzo kolczastych pędach.Mrozoodporność 4 strefa usda.

Pochodzenie: Rosa gallica x rosa phenicia .

Fotografia: Elżbieta i Marian Sołtys Europa Rosarium Sangerhausen 2009.

13 komentarzy do “Richardii St. John’s rose”

  1. Ewa Miszczak napisał:

    Mam tę odmianę już trzeci sezon, w zeszłym roku kwitła bardzo ładnie, a teraz ma już spore pączki. Jej kwiaty są bardzo foremne i wytworne. Naprawdę wyglądają dużo lepiej, niż na jakichkolwiek zdjęciach, ponieważ z bliska widać na płatkach taki perłowy pobłysk, którego nie oddają fotografie. No i widać fakturę płatków, bardzo delikatną. Ale przy tej okazji mam pytanie do wszystkich znających się na rzeczy: dlaczego jedne odmiany róż przyciągają jak magnes mszyce, a inne zupełnie nie lub prawie wcale? U mnie młode pędy tej róży są zawsze oblepione na grubo mszycami, natomiast rosnąca obok odmiana Stanwell Perpetual jest od nich wolna. Podobnie na R. foetida Canary Bird i na Madame Alfred Carriere siedzą wypasione mszyce a na angielkach i np. na Francis Dubreuil i Belle Sultane ich nie ma. Ale chyba największe rekordy popularności wśród mszyc bije u mnie Felicite e Perpetue – każdy młody pęd ma na czubku mszycową otoczkę.

  2. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Pani Ewo, podłączam się do tematu. Jest to ciekawe zjawisko. Niezależnie od braku odpowiedzi, pozwolę sobie dodać, że introdukcja dobroczynka świetnie wpływa na brak mszyc. Zniecierpliwiona zeszłorocznymi opryskami na przędziorka zadałam w kilku miejscach opaskę filcową z dobroczynkiem. O tej porze roku powinny być kolonie a tu…niespodzianka-czyściutko. Dopiero niedawno doczytałam, że wczesną wiosną z braku docelowego szkodnika ratują się mszycami.

  3. Ewa Miszczak napisał:

    Bardzo dziękuję za poddany pomysł, poszukam w sieci o tym dobroczynku, nigdy o tym nie słyszałam.

  4. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Pani Ewo, pomysł zaczerpnęłam od sadowników. Zamówiłam go w grudniu, odebrałam w końcu lutego w formie opasek filcowych. Wprowadza się go po opryskach wczesnowiosennych. Zrobiłam je wcześniej w nieoptymalnych temperaturach, bo producent zalecał wprowadzić go najpóźniej w 1ym tygodniu marca. Dobroczynek gruszowiec zasiedla ogród przez 2 sezony, czyli jego populacja rozmnaża się na tyle, aby móc skonsumować większość populacji przędziorków. Tak piszą sadownicy.Jeżeli nie zakłócimy tego opryskami, jedna introdukcja wystarczy na lata.W tym czasie niewskazane są opryski miedzią,olejami, pyretroidami, topsinem itd. Firmy, które je sprzedają na pewno mają wykaz substancji, które go redukują.
    Nie zamierzam rezygnować z oprysków wczesnowiosennych, będę próbowała to jakoś obejść. Jeszcze nie wiem jak. Może jesienią pozawieszam opaski filcowe, w których je kupiłam, żeby choć część samic złożyła w nich jaja i potem je przewieszę w bezpieczne miejsce. Kombinuję, bo u mnie ostatnimi laty kłopot z przędziorkami. Opryski(np. siltac), które nie niszczą pszczół i można je wykonywać w wyższych temp. trzeba wykonać trzykrotnie a nie zawsze jestem w stanie.

  5. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Nieprecyzyjnie się wyraziłam, co do pszczół i innych zapylaczy. Opryski np. siltaciem nie niszczą ich pod warunkiem wykonywania ich wieczorem lub w nocy.Poza oblotem. W czasie oprysku na pewno lepiej dla pszczoły, aby jej nie było.

  6. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    W walce z mszycami warto zwrócić uwagę na preparat teppeki(flonikamid) . Szeroki zakres temperatur działania i relatywnie mało szkodliwy dla pożytecznej fauny. Działanie:kontaktowe, żołądkowe i systemiczne. Mam nadzieję, że szanowny Włodarz tego zakątka internetu, wybaczy mi tą reklamę. Zwłaszcza, jeśli za Vademecum ŚOR dodam, że LD50(żołądkowo) dla pszczoły miodnej: acetamiprydu(np. Mospilan) wynosi 14,53 a flonikamidu 53300 mikrogramow.

  7. Ewa Miszczak napisał:

    Dziękuję, właśnie zastanawiałam się nad najbardziej optymalnym środkiem, w miarę bezpiecznym dla owadów zapylających. Codziennie obchodzę wszystkie moje róże, kontroluję stan mszycowatości i czasami już nie sięgam po opryskiwacz tylko niestety palcami dokonuję pogromu.

  8. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Pani Ewo, są wybitni znawcy roz, którzy nie robią żadnych opryskow, aby nie zakłócać rozwoju ich naturalnych wrogów jak biedronki, złotooki oraz nie szkodzić owadom zapylajacym. Bardzo szanuję taką postawę. Miałam kiedyś kupioną razem z różą proliferację róż. Od tamtej pory nie cierpię mszyc, które ją roznoszą. Optymalnie jest w kwietniu wykonać opryski siltaciem lub emulparem, gdy jeszcze mszyc nie widać, ale są już larwy. Wówczas ręczne zbieranie ich w maju ma skutek, bo jest ich mało. Jeżeli ma już Pani kolonie mszyc i chce je zlikwidować, to niestety bez opryskow się nie da. Bardzo istotne jest działanie na początku ich pojawienia się. Bezpieczny dla fauny jest powyższy preparat, pozornie jest drogi, ale bardzo wydajny może starczyć na 2 sezony. Alternatywą jest teraz też siltac, Należy przy nim pilnować stężeń, bo przedawkowanie to fitotoksycznosc. Najlepiej odmierzać dawkę strzykawką, proponuję 1ml na 1litr. Róże jeszcze nie kwitną, dlatego proszę go zrobić w ciągu dnia nawet słonecznego. On działa błyskawicznie. Temperatura im wyższa, tym bezpieczniej(do 30stopni)Ważne jest, aby jak najkrócej ciecz robocza zalegała na liściach, wtedy nie niszczy kutykuli. Im szybciej wyparuje, tym lepiej. Ma to się inaczej niż w pestycydach. Pora dzienna jest lepsza również dlatego, że szkodniki żerują i są lepiej wyeksponowane na oprysk. Na noc chowają się. Bez względu na to, czy pryskamy pestycydem, czy substancją nieaktywną chemicznie-chronimy płuca maską z filtrem FFP2 a najlepiej FFP3

  9. Jacek napisał:

    Wtrącę się cichutko. Mój ogród zmierza ku idei naturalistycznej, optymalny, nieskazitelny wygląd nie jest kluczowy. Nie mam też wiele róż. Od kilku lat zaprzestalem oprysków przeciw szkodnikom licząc na rozwój naturalnej równowagi wspomaganej fizycznym tępieniem nadmiaru szkodników. W przypadku mszyc nie jest to trudne – nie chowają się na dzień, nie uciekają itp. Co do mszyc- efekty są bardzo dobre, jest ich po prostu mało.
    Dużo trudniej z niektórymi innymi szkodnikami, np z nimułką. Zrezygnowałem ze zrywania porażonych liści, bo musiałbym oberwać wszystkie. Zdecydowałem się polować na dorosłe owady. To wyższa szkoła jazdy, ale umiarkowane efekty uzyskałem.

  10. admin napisał:

    Jakże miło jest posłuchać mądrej, nieśpiesznie toczonej rozmowy. Też się wtrącę:Ograniczenie ingerencji z czasem, doprowadza do ustalenia się specyficznej równowagi.Przykładowo samoistnie pojawiają się u mnie storczyki, czarna jagoda czy poziomki leśne. Minimalizacja ochrony chemicznej powoduje, że pewne róże oswajają się i rosną dobrze bez opieki jak mieszańce piżmowe czy mieszańce wichury a inne jak mieszańce herbatnie – z pewnymi wyjątkami jak np. Ena Harkness – zamierają niedopieszczane wystarczająco. Niestety, przy dużym zagęszczeniu jednego gatunku na stosunkowo małej przestrzeni, ingerencja chemiczna wydaje się / przynajmniej w ograniczonym zakresie / niezbędna.
    Inny przykład. Pod starą jabłonią, z wiosną, jako pierwsze pojawiają się ranniki i ciemierniki, potem cebulica syberyjska , dalej sasanki i zawilce gajowe. Jeszcze później konwalia i barwinek. I w końcu pojawia się paproć i przykrywa to wszystko zielonym dywanem. I tak od kilku lat, bez mojego udziału. I bardzo dobrze, bo sił coraz mniej.

  11. Ewa Miszczak napisał:

    Tej wiosny również we mnie dojrzała decyzja, aby pozostawić mieszkańcom jakiś zakres własnej woli, jeśli można się tak wyrazić, i pozwolić, w pewnym zakresie, na swobodę w rozsiewaniu i rozrastaniu się, no po prostu w życiu. Ja również obserwuję od wczesnej wiosny samodzielne rozprzestrzenianie się niektórych roślin według ich własnego planu lub przy pomocy mrówek czy innych stworzeń. Patrzę na tę dynamikę i cieszę się, że nie wszystko zależy ode mnie.

  12. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Pasjonat tworząc ogrod, zmierza by było to jego miejsce na Ziemi, żeby nie powiedzieć-raj. Panowie, udalo Wam się stworzyć je nie tylko dla siebie, ale również dla jego roślin. Nie są one tylko elementami nieposkromionej wizji właściciela. Do takich okoliczności również fauna postarała się dostosować

  13. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Ucięło mi komentarz, dlatego jeszcze uzupełnię. Panie Marianie, samoistnie pojawiły się storczyki? Niewiarygodne. To wyjątkowa nagroda za szacunek do przyrody, stworzenie raju dla roślin. Gratulacje!

Napisz komentarz