Maggie, Eugene E. Marlitt

maggie-fharrell.jpg Fotografia : Frank Harrell .

Dzieło Rudolfa Geschwinda z roku około 1900. Róża o niejednoznacznym pochodzeniu. Jeżeli opisywalibyśmy ją na podstawie zamieszczonej fotografii Franka Harrella to ewidentnie widzimy silny wpływ róż chińskich. HMF podaje za znawcą dorobku Geschwinda – Erichem Unmuthem, że August Jager w Rosenlexikon a roku 1936 opisuje ją ją jako mieszańca herbatniego.

eugene-marlit-galicja-2011-600a Fotografie obok: Marian Sołtys rosarium Borova Hora 2011

Ponieważ pochodzenie jej jest skryte w pomroce dziejów, a skądinąd wiemy iż kreacje Geschwinda miały niezwykle zawiłe powinowactwa poprzez wielokrotne krzyżowania, każde wyjaśnienie będzie zawierać w sobie duża dozę prawdy. W tym wszystkim nie pasuje mi tylko jej zbyt amerykańska brzmiące imię – Maggie. Dlatego przyjmijmy częściej spotykaną w Europie nazwę nadaną przez samego Geschwinda – Eugene E. Marlitt czy też Madame Eugene E. Marlitt. Spotkamy się też z nazwą Kakinada Red oraz Pacific. HMF, za The Encyclopedia of Roses, podaje że texański ogrodnik William Wellch znalazł ją w Luizjanie, po czym stała sie niezwykle popularna w Stanach Zjednoczonych. Natomiast imię Maggie otrzymała po babce żony Wellcha – Maggie, przy gospodarstwie której została przez niego znaleziona

eugen-e-marlit-1

eugen-e-marlit .Małgorzata Kralka w Arboretum Borova Hora.

Kwiaty jej o średnicy 8-10 cm w kolorze soczyście karmazynowo – purpurowym, są ładnie wypełnione, kuliste w kształcie i umiarkowanie pachnące.

maggie-ges Fotografie – przez uprzejmość Pani Urszula Trętowska – Montisfont Abbey

Kwitnie bardzo obficie w niewielkich grupkach, przez cały sezon wegetacyjny. Brent Dickerson w The Old Rose Advisor na stronie 100 podaje informację iż dobrze rozwinięty krzew wydaje 100- 200 sztuk doskonałej jakości, nadających sie na kwiat cięty, kwiatów rocznie. Kwiat jest równie dobrej jakości przez cały sezon bez tendencji do tracenia barwy kwiatów w miarę przekwitania, choć przy chłodniejszej pogodzie kwiaty przybierają bardziej intensywną , ciemniejszą barwę.

maggie-geschwind-1900  Fotografie – Nina Wroobel, różanka ogrodu botanicznego w Bronx. Przy tej fotografii muszę niestety postawić duży znak zapytania. nie spodziewałem sie, że w tak eksponowanym ogrodzie różanym znajdę tak niepewnego pochodzenia egzemplarz.

Krzew dorasta do 150 cm wysokości a pędy jej są prawie bezkolcowe.Dobra zdrowotność. Mrozoodporność 5 strefa usda.

Pochodzenie Nieznane.

Wypadałoby jeszcze napisać parę słów o imienniczce tej róży. Eugenia Marlitt/1825 – 1887, niestety nie miała szczęścia oglądać róży jej poświęconej. Już nie żyła. Była to pisarka, taka drugiej kategorii. Coś takiego jak dzisiejsi autorzy różnej maści tasiemcowych seriali. W zasadzie to nazywała się Eugenia John, ale tamtych czasach kobiecie nie było łatwo.  W zasadzie to miała być muzykiem ,ale los pokierował inaczej – utraciła słuch.

Nie rozstrzygając czy Eugene E. Marlitt i Julius Fabianics de Misefa to te same róże , zaproponuję Państwu jeszcze jeną wersję tej historii, tym razem opowiedzianą według Molly i Dana Glenzer, którą zawarli ją w pięknej książce o nazwach róż, zatytułowanej Pink ladies.

Rzecz będzie o niemieckim powieściopisarzu a właściwie „producencie” romansideł Eugene Marlitt, który tworzył je masowo na przełomie XIX i XX wieku a  którego sława przebyła spienione fale oceanu  i dotarła do Stanów Zjednoczonych. Krytycy wyrażali się o tych dziełach lekceważąco , ale czytelnicy je docenili. Do tego stopnia, że jak za ocean dotarła róża pionierskiego hodowcy europejskiego pod nazwą  Julius Fabianics de Misefa, to sprzedawcy zdając sobie sprawę z beznadziejnej pozycji marketingowej róży o tak beznadziejnej nazwie, nadali jej nazwę Mme Eugene E.Marlitt. I tak oto piękna w swej istocie róża i chwytliwa za oceanem nazwa, wzajem się w walce o sukces rynkowy wsparli . Nic jednakże nie trwa wiecznie, nawet miłość w najlepszych romansach. Róża poszła w zapomnienie. Dopiero w późnych latach osiemdziesiątych, znany amerykański /Teksański/ogrodnik William Welch zobaczył piękną nieznajomą w ogródku babci swojej żony. Oczywiście nikt już nie znał jej imienia więc jak to jest w przypadku starych róż, taki odnaleziony klejnot przybierał nazwę związaną z odkrywcą . W tym przypadku Welch nadał jej imię Maggie po rzeczonej babce. Gdy w swe ręce sprawy wzięli fachowcy szybko okazało się, że to uważana za zaginioną  Mmme Eugene Marlitt. Przy okazji jak się już zrobił szum to się okazało, że Indianie, którzy chętnie tej odmiany używali do wyrobu wieńców/ może dlatego, że jest prawie bezkolcowa/ nazwali ją Kakinada Red.

Wróćmy jeszcze do owego Eugene  czy też jak nazwali to inni Eugenie Marlitt. Tak jak nie było róży Maggie , tak nie było Eugene Marlitta. Podwójna zagadka? Otóż w słynnym z urodzenia się tam Johanna Sebastiana Bacha niemieckim miasteczku Armstadt, żyła sobie w latach  1825 – 1887 niejaka Eugenie John. Urodziła się w nobliwej rodzinie kupieckiej, ale zasłynęła pięknym głosem i księżna Mathilde von Swarzburg zauroczona jej talentem sfinansowała jej edukację na śpiewaka operowego. Zresztą później, wraz z księżną , towarzyszącą jej na fortepianie zwiedziły całą Europę występując w najsławniejszych salach koncertowych. No i tedy stało się to co może się zawsze przydarzyć. Pani Eugenia straciła słuch.Bądź mówiąc precyzyjniej , ogłuchła. By jakoś odnaleźć się w nowej sytuacji zaczęła pisać romansidła, ale w tamtych czasach jako kobie ta nie miała szans. Wydawca więc zaproponował by skryła się za pseudonimem. Eugenia przyzwyczajona do maskarad operowych szparko przystała na ową propozycję. Tak oto powstał pseudonim pisarski Eugene Marlitt. Świetnie się w tej nowej roli spełniła zostawiając po sobie trzynaście powieścideł  o tak chwytliwych tytułach jak np, The Lady with the Rubie, The second wife, czy Mam’selle’s  Secret. Odniosła też niekwestionowany sukces komercyjny gdyż stają ją było na kupienie sobie szykownej willi Marlittshouse.  W jej długim i pełnym wrażeń życiu  zabrakło tylko jednego akcentu. Niestety, nie doczekała się tej róży która posłużyła nam z pretekst do tej opowieści. Różę tę bowiem Rudolf Geschwind wyhodował już po jej śmierci w roku 1900 a otrzymała ona nazwę Mmme Eugenie E. Marlitt jako poświęconej nieistniejące małżonce w realu nieistniejącego pisarza Eugene Marlitta.

 

 

Napisz komentarz