Laguna

laguna-1a.jpg laguna.jpg laguna-spasowka.jpg

Z wyglądu i po jednej z roślin matecznych jest to mieszaniec r. kordesii ale bezpieczniej jest nazwać ją współczesnym mieszańcem międzygatunkowym.

Hodowla- Timm Herman Kordes  z roku 2004.

Kwiaty ciemnoróżowe o bardzo intensywnym przyjemnym, owocowym zapachu. Budowa kwiatu ćwierćrozetowa w typie starych róż, kwiat o średnicy 8-9 cm , złożony z ponad 40 płatków. Kwitnie małymi kiściami kwiatów, bardzo obficie, przez cały sezon.

laguna-k laguna

Fotografie – przez uprzejmość Pani Małgorzata Kralka Europa Rosarium Sangerhausen 2013.

Krzew – jest klimberem do 2,5m wysokości, bardzo dobrze okryty ciemnozielonymi błyszczącymi liśćmi. Jest bardzo odporny na warunki atmosferyczne i na choroby grzybowe.

Liście – ciemno zielone, błyszczące.

Pochodzenie – /La Sevillana x Sympathie/ x siewka własna hodowcy.

Fotografie 3 i 4 Cezary Blicharz Europa Rosarium Sangerhausen 2009.

10 komentarzy do “Laguna”

  1. Ziembicka napisał:

    Laguna (Kordes 2004) – przepiękne, wielkie, słodko pachnące kwiaty przyciągają niestety liczne robactwo. Liście dość zdrowe, ale nie aż tak super jak zachwalają sprzedawcy, jakaś plamistość jesienią się przytrafia. Rośnie średnio intensywnie, właściwie tak sobie.
    Zakwita dość wcześnie, w pierwszej połowie czerwca, zależy od roku. Pierwsze kwitnienie niezwykle intensywne, potem różnie to bywa, ale do października zawsze coś tam kwitnie. Na stanowisku bardzo nasłonecznionym kwiaty trochę „przypalają się”, ale są trwałe.
    W miarę mrozoodporna. Po zimie (bez zabezpieczeń) trzeba trochę pędów usunąć, ale niewiele, generalnie trzyma się.

  2. Ziembicka napisał:

    Sweet Laguna – moim zdaniem lepsza od Laguny: liczne gęste pędy, dużo liści, zdrowa, kwiaty nie przysychają na słońcu. No i jest piękna!

  3. Barbara Osuchowska napisał:

    A u mnie odwrotnie: 4 rok, brak zdrowych nowych pędów, jeden długi i chory, znów kolejny zresztą pojedynczy do wycięcia, ale zostawiłam tej wiosny aby jakieś kwiaty ujrzeć (mimo że chory zakwitł na czubku kilkoma bladoróżowymi kwiatami, lekki zapach pewnie go wytnę), i jeszcze jeden jak zwykle co roku cieniutki, maluteńki lichy wiotki- zostawić by były ślady istnienia tej róży czy też wiosną wyciąć…albo wyrzucić całą roślinę.

  4. Barbara Osuchowska napisał:

    oczywiście dotyczy : Sweet Laguna. U mnie zdecydowanie lepsza jest przy niej obok rosnąca Laguna.

  5. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    W zeszłym roku zachorowała na antraknozę. Ciężka sprawa. Co prawda był to sezon szczególnie korzystny dla tej choroby. Wykonujcie Państwo opryski miedziowe. Stężenie dostosowane do rozwoju lisci.

  6. admin napisał:

    Prosiłbym o kilka zdań więcej. Czytelnicy będą wdzięczni.

  7. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Z przyjemnością. Nadmienię, że nie jestem niestety fitopatologiem, ale samoukiem. Wiedzę o ochronie róż cały czas pogłębiam na wszelkie możliwe sposoby.
    Podstawowe informacje są w książce „Ochrona róż”. Wydana została dawno i nie zawiera aktualnych środków ochrony roślin. W tym, dla mnie tych najważniejszych, nie zawierających pestycydów.
    Do rzeczy: antraknoza obejmuje nie tylko liście, ale też pędy.Niektórzy fitopatolodzy zalecają opryski miedzianem. Wydaje się, że powinny być dwa. Jeden na stadium bez liści, wczesnowiosenny-na pędy (średnia temp. dobowa min.5-7 st C). Po zimie przed pierwszymi opryskami usuwam pozostałe stare liście zarówno z pędów jak i podłoża. Drugi oprysk, zazwyczaj o 2x mniejszym stężeniu(szczegóły w etykiecie środka) na liście już rozwijające się (teraz!). Jony miedzi niszczą zarodniki grzyba. Im jest ich więcej, tym silniejsze działanie. Dlatego ja robię coś trochę ryzykanckiego. Daję większe stężenie niż zalecane w etykiecie, licząc się z tym, że trochę „przypalę” pierwsze liście. Od dwóch sezonów tak się nie dzieje.Dzięki temu, że do preparatów miedziowych dodaję preparat zwiększający przyczepność(nie zmywa deszcz) i jednocześnie zmniejszający fitotoksyczność. Warto takich poszukać. Używam zawierającego di-1-P-menten ( związek z grupy terpenowych polimerów). Podsumowując: należy zwalczać zarodniki i z pędów i z pąków liści. Te drugie eksponują się dopiero podczas rozwijania liści. Dlatego tak ważny jest drugi oprysk. Opryskuję też wyczyszczone okoliczne krzewy i trawnik. Niestety to nie koniec. W maju, czerwcu, w okresach deszczowych i gorących wykonuję opryski chemiczne. Wydaje mi się, że można zastąpić je miedziowymi, ale profilaktycznie. Należy wiedzieć, że one nie niszczą grzybni są zapobiegawcze. Autorzy książki „Ochrona róż” podają, że rozwój grzybni następuje powyżej 18st C, przy optimum 27-32st C.

  8. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Krytycy oprysków miedziowych, twierdzą, ze mają działanie totalne i niszczą też pozytywne grzyby i bakterie. Bez wątpienia należy im przyznać rację. Niemniej skoro nastąpiła inwazja patogenów, to równowaga biologiczna została drastycznie naruszona i warto działać. Można iść śladem np. belgijskich sadowników, którzy po wiosennych opryskach preparatami „totalnymi” wykonują opryski wprowadzające „probiotyki”. Od dwóch lat o tym myślę, ale jeszcze nigdy nie robiłam.

  9. admin napisał:

    Gdy w roku 2014 , byłem w Cavriglia, zaskoczyły mnie dwa spostrzeżenia: 1. Ogród rośnie ocieniony gigantycznymi topolami i ma się świetnie. Spróbował by kto w Polsce posadzić róże pod topolą! 2. wszechobecne ślady oprysków preparatami miedziowymi. No, ale kogo by było stać na opryski preparatami selektywnymi na taakim obszarze!

  10. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Są świetne na czarną plamistość. Praktycznie pojawia się dopiero w drugiej połowie lata. Usuwanie pojedynczych, porażonych listków – wystarcza. To nagroda za żmudną pracę w okresie zimowo-wiosennym.

Napisz komentarz