Moje Hammarberg

mojeh.jpg

Rosa Rugosa.

Wyhodowana w Szwecji w 1931 roku przez Hammarberg. To bardzo szeroko rozpowszechniona w świecie odmiana.

Kwiaty typowe dla  rugosas w kolorze czerwono fioletowym.Zakłada dekoracyjne szkarłatno czerwone owoce.

Zapach – mocny, bogaty

moje-hamerberg-jpg2_

moje-hamerberg Fotografia Marian Sołtys w ogrodzie Pani Małgorzaty Kralki 2012.

moje-hammarberg moje-hammarberg2

Krzew – bardzo ładnie formuje się, jest bardzo odporny ma mróz.Gęste ukistnienie. Sama roślina niczym szczególnym, z mojego punktu widzenia, się nie wyróżnia poza niebywałą mrozoodpornością strefa 3 usda. Dla hodowców, na żywopłoty, dla maniaków różanych , którzy chcą mieć np. 78 odmianę rugosas.

19 komentarzy do “Moje Hammarberg”

  1. miszczak napisał:

    Może się i nie wyróżnia, ale jest zwartym, pięknym, zdrowym krzewem, gęsto ulistnionym fakturowanymi liśćmi. Można go ciąć dowolnie, aby nadać pożądany kształt. Mój krzew rośnie od południowego wschodu. Jest bezproblemowy, w okresie kwitnienia ( co najmniej dwa razy w ciągu roku) piękny zapach roznosi się po ogrodzie, na jesieni zbieram dojrzałe czerwone owoce na konfiturę. Nawet mszyce nie są problemem, bo krzew daje sam sobie z nimi radę lub z pomocą biedronek, ani razu nie robiłam na nim oprysku. Na jesieni ładnie przebarwiają się liście na złoto. To jest krzew typu „Kopciuszek” lub „ubogi krewny”, który jednak swoją odpornością bije na głowę księżniczki typu angielki np. Abraham Austin.

  2. Ewa Miszczak napisał:

    Dzisiaj 6 maja, chyba z uwagi na tę niezwykle gorącą wiosnę w kwietniu, mój krzak rozwinął 3 pierwsze piękne pachnące kwiaty – to niezwykłe. Nigdy dotąd żadna z moich róż nie zakwitła przed piwoniami i przed 26 maja, zwykle najpierwsza była Alancja. Widzę też, że kolejne odmiany szykują pąki ale daleko im jeszcze do rozkwitu – pierwsza w kolejności będzie chyba Stanwell Perpetual.

  3. Jacek napisał:

    No cóż, dziś będąc na lodach w Pruszkowie, widziałem między blokami różę pomarszczoną w pełnym rozkwicie, na tle kwitnących bzów i kasztanowców. Róże na maturę to chyba przesada.

  4. Ewa Miszczak napisał:

    Rany boskie, róże na maturę!!! A moja córka właśnie w piątek pisała polski. W poniedziałek – matma, a we wtorek – angielski. Ale swoją drogą – piękny zestaw: kasztanowce, bzy i róże – pachnidła dla zestresowanych maturzystów.

  5. Jacek napisał:

    A wczoraj widziałem pierwszy kwiat na rugosie w mojej chłodnej miejscowości. I to na krzewie mocno przyciętym, co chyba daje opóźnienie kwitnienia.

  6. Ada Tarnawska napisał:

    Rugosy na południu kwitną nieśmiało od tygodnia. Pozostałe róże w pąkach – różnej wielkości, zależnie od siły przycięcia. Moja ‚Chippendale’ otworzy pąki na dniach. Niestety razem z pąkami pojawił się kwieciak.

  7. admin napisał:

    No i jak sobie Pani radzi z tym kwieciakiem.
    Bo u mnie… to szkoda gadać!

  8. Ada Tarnawska napisał:

    Jak radził Pan Kondratowicz od ubiegłej wiosny biegam między krzewami z Mospilanem. Rok temu po ciężkiej zimie róże przycięłam bardzo mocno i paki tworzyły się późno, nie przeszkodziło to kwieciakowi. W rezultacie róże zakwitły raz. Historyczne, które nie powtarzają kwitnienia pokazały pojedyncze, nienadżarte kwiaty. W tym roku róże, jak wszystko zapowiadają piękne kwitnienie. Po majówce wpadłam do ogrodu z opryskiwaczem i ku mojemu zdumieniu kilka róż już ogryzionych. Pojawiły mi się także nimułki i niestety po raz pierwszy bruzdownice, jeśli dobrze zdiagnozowałam. Pryskam, pryskam i żyję nadzieją, że może to robactwo nie takie sprytne i części pąków nie zauważy (?). Życzę powodzenia!

  9. Jacek Kondratowicz napisał:

    Pani Ado,z tego co Pani pisze wynika, że w ogrodzie jest jakieś wyjątkowe nasilenie szkodników.Zastanawiam się jaka jest tego przyczyna. Po roku czasu stosowania Mospilanu dobrze było by wziąć inny oprysk.Insekty też potrafią się uodparniać na truciznę. Na chrząszcze i gąsienice warto dać większą dawkę oprysku niż zalecana.Może teraz niech Pani spróbuję wymienić na Decis 2,5EC. Może też być Owadofos. Najlepiej opryskać róże pod wieczór. I jeszcze w tym roku trzeba by rozsypać między krzakami granulki Diazinonu. Tak mniej więcej po 20 czerwca. To na bruzdownice. Liście z nimułką trzeba obrywać i nie żałować. Od razu zlikwidować je fizycznie bo zostawione i tak się wylęgną. Proszę dać znać później czy udało się ograniczyć straty?

  10. Ada Tarnawska napisał:

    Dziękuję Panie Jacku, widzę że poczuł się Pan wywołany do tablicy :))) ? A na poważnie to jest mi i bardzo miło, i jestem bardzo wdzięczna, że moje róże, czy raczej szkodniki moich róż wywołują tak duże poruszenie.
    Przede wszystkim nie wiem czy nasilenie szkodników jest aż tak duże. Ja porównuję moje krzaczki do przedstawianych przez Państwa zdjęć. Czytam o szale kwitnienia, o uginających się krzewach… potem biegnę do ogrodu, liczę pąki i myślę, że i u mnie będzie szał. W końcu. A potem jak kosiarką ucięte niemal wszystko. Przyczyn dopatruję się w tym, że bezpośrednim sąsiedztwem mojej działki jest otulina parku krajobrazowego, a to oznacza nieużytki, stare, pozbawione opieki sady. Poza tym „za plecami” róż pole zbożowe, dalej kapustne i plantacja malin i truskawek. Jestem jedynym ogrodem różanym i przy tej ilości krzaczków, które posiadam – łatwym i wygodnym łupem. Róże u mnie rosną w dużych skupieniach, więc szkodnikom naprawdę wygodnie przenosić się z krzaczka na krzaczek. Ale może powód jest zupełnie inny. Może sama do ogrodu zaprosiłam coś, co przyciąga szkodniki. Może gdzieś popełniam błąd.
    Na razie nie ma jeszcze tragedii, lecz to początek sezonu różanego, a ja już widzę przewieszone młode pędy (prawdopodobnie bruzdownica), zwinięte listki (nimułka) i ścięte końcówki przyrostów. W liściach i niektórych pąkach zaczynają pojawiać się nadgryzione dziury. Oczywiście części roślin naznaczone szkodnikami usunęłam, zrobiłam oprysk Mospilanem i liczę, że to wystarczy. Problem tych szkodników dotyczy głównie wybranych odmian – przede wszystkim ‚Mme Knorr’, lecz ona choć rośnie ładnie i zawiązuje mnóstwo pąków z każdym rokiem słabnie po czerwcu. I tak ją uwielbiam i obskakuję jak kochanka :), a ona wyrachowana, chyba żeby nie stracić mojego zainteresowania zaskakuje mnie rokrocznie nową przypadłością. Inne problematyczne to ‚R.de Rescht’ oraz ‚Baron Girod’, ‚Empress Josephine’, ‚Duc de Fitzjames’, lecz one u mnie w ogóle słabo rosną.
    Ale na kwieciaka, to już nie mam pomysłu. Żre wszystko. Decis stosowałam przed Mospilanem lub naprzemiennie. W tym roku chciałam łączyć Mospilan z Karate. Spróbuję Owadofosu, który znalazłam pod nazwą NURELLE D 500EC. Będę też szukać Diazinonu.
    Walczyć też będę tego roku z poskrzypką, która szaleje na szachownicach, więc pewnie za chwilę zainteresuje się także sąsiadującymi liliami.
    A tak poza tym, żeby zakończyć pozytywnie to nie mam problemów z mszycami w ogóle, nawet jeśli plaga u sąsiadów, a i grzybowe choroby jakoś szczęśliwie nas omijają jak dotąd. Poza kilkoma podatnymi odmianami nawet czarna plamistość pojawiająca się w sierpniu jest do zaakceptowania.
    Jeszcze jedno pytanie Panie Jacku. Ten wieczorny oprysk związany jest wyłącznie z ochroną pszczół, czy może jest jeszcze inny powód?
    Łączę podziękowania.

  11. Jacek Kondratowicz napisał:

    Dziekuję Pani za obszerną odpowiedż. Jak tylko doczytałem do miejsca,w którym opisuje Pani otoczenie ogrodu,to właściwie wszystko stało się jasne skąd te nieustanne inwazje na Pani róże.Obawiam się Pani Ado,że opryski na szkodniki będzie musiała mieć Pani zawsze pod reką a już napewno w czasie wybijania pędów kwiatowych.Co do wieczornego oprysku to chodzi nie tylko o pszczoły.Np taki Decis nie działa wgłębnie tylko powierzchniowo,a chrząszcze zwykle w nocy wychodzą na żer. W taki dzień gorący i słoneczny oprysk nie będzie skuteczny zbyt długo.Wieczorem opryskana róża ma większe szanse otruć w nocy tego szkodnika.Nie wiem,czy ma Pani w ogrodzie jakieś większe krzewy i drzewa,bo taka różnorodność to zaproszenie dla ptaków. Proszę mi wierzyć,że nawet zwykłe wróble potrafią pozbierać rozmaite robactwo w różanych krzewach.Potwierdziła Pani moje spostrzeżenia co do R.de Rescht – musi mieć w sobie jakiś wabik,bo u mnie jest to samo na jej krzewie – albo mszyce albo zmieniki,chociaż sąsiednie odmiany pozostają czyste.Dobrze by było,żeby co jakiś czas zmieniać środki chemiczne. Na większe owady dobre są Fastac,Sherpa,Owadofos i Karate.Oprócz diazinonu w granulach jest jeszcze wersja do pryskania- Diazol 500EW. Działa dość długo i powinien truć kwieciaki,opuchlaki i gąsienice.Od przyszłego roku Mospilan będzie już na czarnej liście i nie będzie można go stosować. Miło jest usłyszeć,że przynajmniej z chorobami i mszycami ma Pani spokój.
    Proszę jeszcze dać znać,czy jest jakaś poprawa z liczebnością szkodników w ogrodzie. Pozdrawiam.

  12. Ada Tarnawska napisał:

    Ubiegł mnie Pan swoją odpowiedzią na zadane pytanie. Główkowałam długo rozważając wpływ rosy czy światła księżyca na środki ochrony roślin :). Głupia ja! Ale, na usprawiedliwienie mam, że i ja wpadłam na to, że przecież żerują wieczorami i nocą. To wszystko przez zbyt częsty kontakt z bratem Google. Nie tylko już nie szukam w głowie odpowiedzi, ale i zadaję głupie pytania :).
    Zachciało mi się dzikości, to urządziłam stołówkę dla robactwa pośród ugorów. Coś za coś. Może szkodniki prędzej się zniechęcą ode mnie.
    Drzewa są, lecz ptaki tylko słyszę wysoko – niestety poza plagą robactwa, mam także plagę kotów sąsiadki :). A, że teren dość suchy, pochyły na południe, to i ropuchę spotkałam tylko raz.
    Szukając na stronach diazinonu wyskoczyło mi również coś takiego: Basudin 10G.
    Cóż, dziękuję za wszystkie rady, a uzbrojona w Pana wiedzę od nowa wytaczam wojnę. Dam radę i już!
    Do usłyszenia.

  13. Anna Krasiejko napisał:

    Wiosna wystartowała z dużą intensywnością – na większości róż, nawet tych sadzonych wiosną jest masa pąków. Moja nieznana mi z nazwy Rugosa zakwitła 8 maja – to u mnie niespotykane, zwykle wszystko się u mnie spóźnia. Zaraz po niej rozwinęła pąki Empress Josephine, jeszcze w doniczce w której do mnie dotarła ze szkółki. Niestety szkodniki też się ostro wzięły do roboty.
    Z mszycami na razie sobie radzę, ale nimułka, bruzdownica i zwiot zaatakowały ostrzej niż kiedykolwiek.
    Moja działka jest w wielkim kompleksie ogrodów działkowych, pola są daleko, więc moje warunki siedliskowe są zdecydowanie inne niż u p. Ady, ale natężenie szkodników podobne . Tak więc obrywam liście i obcinam końcówki, ale straty są duże. Nie wiem, czy na Maximie zobaczę jakiś kwiatek, tak się na nią zawzięła bruzdownica. Tu mam pytanie do p. Jacka: czym można zastąpić Diazinon? Zdaje się że został on wycofany; nigdzie nie mogę znaleźć oferty sprzedaży tego w granulkach. Stosuję głównie środki tzw. ekologiczne
    i staram się nie używać agresywnej chemii, zwłaszcza
    w postaci oprysków, ale nie wykluczam podlewania lub podsypywania.

  14. Jacek Kondratowicz napisał:

    Pani Anno,przychodzi mi na myśl preparat o nazwie Dursban. Właściwie to przeznaczony jest dla rolnictwa ale może znajdzie Pani jakieś mniejsze opakowanie. Można nim pryskać i podlewać. Pryskanie oczywiście trzeba by zacząć przed tworzeniem i w czasie tworzenia pąków,bodajże co tydzień. A podlewanie albo lepiej pryskanie ziemi wokół krzewu też w drugiej połowie czerwca ( to na bruzdownice ). Można też poprawić na drugi rok przed wybijaniem pędów. I koniecznie trzeba lekko zagrabić ziemię przy krzewie. Tylko ekologiczny to on raczej nie jest no i czuć go naftą,niestety. Z ekologicznych a przynajmniej mniej szkodliwych zostaje jeszcze podsypanie wapnem pod krzewami w takich samych terminach jak oprysk. A tak przy okazji to w tym roku z tymi szkodnikami jest różnie.Słyszę opinie,że w niektórych ogrodach,ze względu na to przyspieszone ciepło w kwietniu,te wszystkie zwioty,bruzdownice i inne paskudztwa wyrażnie się spóżniły z atakiem na róże.Pędy na pąki wybiły dużo wcześniej przed ich nalotem. Ciekawy jestem,czy jeszcze u kogoś z Państwa jest podobna sytuacja? U mnie jest tak,że na kilkaset krzewów, znalazłem dokładnie 2 uszkodzone pędy i zaznaczę od razu,że od początku sezonu nie pryskałem róż żadnymi opryskami.Tym razem nie ze względu na eko modę ale ze względu na koszty. Z mszycami natomiast radzę sobie tak,że od początku sezonu regularnie robię oględziny róż i każdą początkującą kolonię mszyc,likwiduję po prostu fizycznie.Stopniowo,w czasie,mszyc robi się coraz mniej. Tam,gdzie nie zobaczę mszyc,widzę póżniej jak biedronki robią resztę roboty.Mam nadzieję,że póżniej da Pani znać czy udało się trochę ograniczyć szkodniki.

  15. Ewa Miszczak napisał:

    U mnie bruzdownice zaatakowały w sposób zmasowany, zarówno róże świeżo sadzone, jak i te starsze. Obrywam zwieszone końcówki pędów i rozgniatam robala. W poprzednich latach używałam Dursbanu i to dokładnie tak, jak napisał Pan Jacek. Polecono mi go w sklepie ogrodniczym, pracownik mówił że to preparat głownie na pędraki ale doskonale nadaje się też na bruzdownice. I rzeczywiście pomagał, jak zastosowałam. W tym roku nie polałam ziemi i wylazło to diabelstwo.

  16. Ada Tarnawska napisał:

    Witam Państwa ponownie,
    czyli nie tylko u mnie taki pogrom.
    W moim ogrodzie pąki jeszcze w masowych ilościach – może Mospilan powstrzymał na chwilę żarłoczność szkodników, jednak kanadyjki i sąsiadująca Chippendale ogołocone (też były pryskane). No niestety nie zobaczę obsypanej kwieciem Ch. w maju. Kwitnie za to całkiem intensywnie Old Blush China i zjawiskowo Marguerite Hilling – kwiaty ma w takich ilościach i rozmiarze, że całkowicie przykryły liście.
    Dursban zamówiłam w sklepie internetowym Fungichem, najmniejsza pojemność to 1 l. Diazinon faktycznie niedostępny, także Basudin 10 GR wycofany. Do oprysków równie skuteczny wydaje się Nurelle d 550 EC.
    I tyle na razie w temacie szkodników… W sobotę przeglądając krzewy róż zobaczyłam na clematisach bylinowych, rosnących pomiędzy różami rude bulwy na liściach w ilościach porażających. Nie zauważyłam wcześniej niczego, a podczepiałam powojniki do podpór i taki widok po czterech dniach nieobecności w ogrodzie zupełnie mnie powalił. Skłaniam się to tego, że to rdza. Wycięłam przy ziemi wszystkie pędy, bo identycznie wyglądały wszystkie w całym ogrodzie, zastosowałam oprysk Topsinem, a jak nie pomoże, to podleję Amistarem lub Previcurem.
    Na jednej z róż znalazłam podobny liść, tzn. spód w niby bulwach, a na wierzchniej stronie dziurki. Porobiłam zdjęcia i jeśli miałby Pan, Panie Jacku możliwość i chęć mnie wesprzeć swoją wiedzą poza stroną, to bardzo proszę.
    A może mieliście Państwo podobne objawy i podzielicie się swoimi doświadczeniami?

  17. Jacek Kondratowicz napisał:

    Być może jest to szypszyniec,ale nie jestem pewny. Może Pani wysłać zdjęcie na ten adres e-mail; jacekk741@gmail.com

  18. Łakomski napisał:

    Co do szypszyńca to skutki jego wizyty widać na różach znacznie później w postaci niekształtnego owalnego 2-6cm włosowatego tumoru w różowo-żółtawo zielonych kolorach na pędzie w okresie lipca i później. Na zimę drewnieje i jest brunatny. Powstaje on w wyniku proliferacji i mutowania tkanek pąka pędowego uszkadzanego przez larwy szkodnika. Larwy zimują w tumorze.

  19. Jacek Kondratowicz napisał:

    Dokładnie tak.A w tym konkretnym przypadku u p.Ady, to były objawy choroby grzybowej na krzewie. Metody eko nie zdały by się na nic i potrzebne były fungicydy.

Napisz komentarz