Baron Girod de l’Ain

baron-girod-lain.jpg baron-girod-lain_0.jpg baron-girod.jpg

Remontantka.

Synonim – Prinzess Christine von Salm . Jako ciekawostkę podam, że  w Czechosłowacji, w latach dwudziestych ub. wieku  różę tę Jan Bohm sprzedawał pod nazwą Nase Narodni. Zapewne oryginalna nazwa była zbyt trudna i nieporęczna dla Czechów.

Hodowca – Wyselekcjonowana przez Reverchrona w 1897 roku.

Kwiaty – A.Rausch, w swoim „Leksykon Daumonta” na stronie 30, tak opisuje kwiaty tej róży: „Gęste, pełne, lśniące jaskrawym karminem. Rozwijając się ukazują pofalowane płatki o białych brzegach w pełnym wdzięku chaosie. Mają intensywny zapach.” Dla porządku dodajmy że składają się z 35-40 płatków. Jak sama nazwa wskazuje , powtarza kwitnienie. Kolor tych kwiatów nie jest stabilny i zmienia się między innymi w zależności od pogody , ale również fazy rozwoju kwiatu czy warunków środowiskowych. Najbardziej mi się podoba gdy pojawiają się tonacje wiśniowe. Graham Thomas w Rose Book na stronie 141 pisze: „Baron Girod l’Ain jest świetną, szlachetną odmianą. Krzew o zielonych pędach z niewieloma kolcami. Ma szerokie zaokrąglone liście. Latem kwitnie ciągle i obficie a oszczędnie jesienią”.

baron-girod-lain-2.jpg

Krzew osiąga wysokość ponad 1,5m, a pokrój ma niezbyt uporządkowany. Tak więc, by otrzymać ładny , zwarty krzew wymagane jest skracanie pędów, które wykonujemy zaraz po kwitnieniu a także zwłaszcza gdy nam „uciekną” – przyginanie. Można ją uprawiać na gorszych glebach. Mrozoodporność strefa 6b usda.   Dostępne mi opisy odmianowe bardzo się różnią w ocenie jej wartości. Docenia się jakość kwiatu i jego urodę.

 baron girod l'ain Jak fantastycznie może się prezentować widać na fotografii , którą udostępniła nam Pani Małgorzata Kralka/obok/.

Gorzej natomiast z oceną odporności na choroby grzybowe. Literatura zwraca uwagę na podatność na czarną plamistość – czego ja nie potwierdzam. Natomiast  musiałem kilka razy interweniować w związku z mączniakiem prawdziwym.W roku 2009 rosła bardzo bujnie i zdrowo, ale bardzo oszczędnie kwitła, natomiast zimę 2011/12 zniosła źle i w sezonie prawie w ogóle nie kwitła.

Fotografie powyżej, dzięki uprzejmości Pani Urszuli Trętowskiej

Kupiłem ją na Litwie w gospodarstwie szkółkarskim „Sibirkos Rożynas” na wiosnę 2008 i będę bacznie obserwował co też z niej wyrośnie. Dla zainteresowanych: http://www.rozes.lt/htm/titulinis.htm

Pochodzenie: Sport od „Eugene Furst ” . W obrocie handlowym, bywa często mylona z odmianą Roger Lambelin. Spotkamy się też z powtórnym sportem tej odmiany o pasiastych płatkach, ale niezbyt mi się on podoba. Potraktujmy więc ją jako ciekawostkę.Jeżeli rozejrzelibyśmy się za innymi remontantkami o białych brzegach płatków lub białych paskach, to poza wymienioną już tu Roger Lambelin wskazał bym jeszcze na  Pride of Reigate – Brown 1884.   Roy Shepperd w swojej „History of rose”  sugeruje, że jest to wpływ   chińskiej róży Fabvier Laffaya.

Baronów Girod de L’Ain w tym czasie było kilku i niestety hodowca nie wskazał któregoż to konkretnie miał na myśli. Tym samym jesteśmy skazani na domysły i rozpaczliwe myśli w noce bezsenne.

10 komentarzy do “Baron Girod de l’Ain”

  1. Ada Tarnawska napisał:

    Dla mnie to bardzo trudna róża. Nie odnajduje się w moim ogrodzie. Albo za dużo słońca, albo za mało. Przemarza, po każdej zimie i wiosennym przycinaniu wydaje się się, że nie będzie miała z czego odbić. Zjadają ją szkodniki, zapada na czarną plamistość. Ale jeśli zakwitnie choćby jednym kwiatem…

  2. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Ehhh, Pani Ado… namówiła mnie Pani. Poszukuję historycznych, wyjątkowych róż. Dla ciekawych kwiatostanów-zrobię wiele

  3. Ada Tarnawska napisał:

    Ciekawa jestem jak się Pani udała ta odmiana Pani Agnieszko. U mnie to nadal loteria.

  4. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Pani Ado, dopiero pierwszy rok. Generalnie jestem bardzo zadowolona, że ją mam i liczę na powodzenie uprawy.Kwiaty piękne!Kwitła dwukrotnie. Duża podatność na czarną plamistość. O dziwo brak mączniaka prawdziwego. W tym roku nie stosowałam u niej fungicydów i oberwałam już większość liści. W przyszłym sezonie, na pewno wczesną wiosną będzie jednokrotnie ekologiczny Nordox(4g na 1litr) z Protectorem a w maju(zależnie od aury) jakiś fungicyd i po ok 10 dniach np. Beta-chikol. Jeżeli lato będzie podobne do tego, to pewnie jeszcze jeden cykl fungicydów będzie konieczny, albo Nordox 2g/1litr+Protector.

  5. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Pani Ado, jakie Pani miała problemy? Czy brak kwitnienia był wynikiem nierozwijania się pąków, czy ich braku? Z jakimi szkodnikami ma Pani problem?Trzeba o nią powalczyć, proszę z niej nie rezygnować

  6. Ada Tarnawska napisał:

    Przede wszystkim nie znalazłam dla niej optymalnego stanowiska. W pełnym słońcu męczyła się, kwiaty miała poprzypalane i rosła dość nisko. Przeniosłam ją w półcień (aktualnie stanowisko zrobiło się po kilku latach raczej cieniste), tutaj wybija długimi ,ale rzadkimi pędami. Kwiatów zawiązuje bardzo mało. Każdego roku przemarza, więc cięta jest bardzo nisko, rok w rok musi zbudować krzew od nowa (to raptem kilka długich, cienkich pędów).
    Mączniaka nie zaobserwowałam, czarna plamistość występuje notorycznie. Pojawiła się na przełomie kilku lat raz lub dwa nimułka. Ale ona nie stanowi w moim ogrodzie problemu. U mnie w ogrodzie zadomowiły się na dobre opuchlaki, kwieciaki, ogrodnica niszczylistka oraz wszelkie inne chrząszcze. W tym roku znalazłam również na róży czerwonawej szypszyńca.
    Tak więc Baron nie zdąża nabudować pąków, a te pojedyncze, które pojawią się czasami, bywają obgryzane.
    Od przyszłej wiosny zwalczać będę robactwo wrotyczem i innymi środkami naturalnymi. Może wspomagająco jakiś oprysk wiosennych pąków. Mam nadzieję, że to ograniczy populację chrząszczy, bo obserwowanie wyłącznie zielonych 100 krzewów róż jest nieznośnie frustrujące.

    A Baron powędruje raz jeszcze w nowe miejsce, na wystawę wschodnią, może teraz lepiej się zadomowi.

    Pozdrawiam

  7. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    U mnie jest na wschodniej i od południa lekki półcień. Bardzo polecam Pani trud zimowego sprzątania opadłych liści. Po porządkach opryski miedziowe. U roz podatnych na czarną, zrezygnowałam ze ściółkowania korą. Tymi sposobami przez wiosnę i wczesne lato mam spokój z czarną. W niektórych przypadkach bez wspomagania fungicydami. Na opuchlaki świetnie działają nicienie, ale to droga „impreza”. Jednak potwierdzona w praktyce. Wrotycz, też brzmi ciekawie, na pewno warto spróbować. Zastanawia mnie jak działałby na nie oprysk spinosadem, wieczorową porą. Jako zamiennik pyretroidów. Na stonkę działa. Ciekawi mnie temat pąków na wiosnę. Nie rozwijają się? W tym roku było fatalnie z deszczem, dopiero późno kwitnące róże, pokazały moc. Niemniej warto rozważyć obecność szarej pleśni, obu mączniaków, antraknozy, bo to one najczęściej hamują rozwój pąków. Ze szkodników paki niszczone są też przez wciornastki. To tak na szybko, na pewno o czymś zapomniałam.

  8. Ada Tarnawska napisał:

    Dziękuję za podzielenie się doświadczeniami, to zawsze cenne i ciekawe.
    Baron już przesadzony. Został zaopiekowany na wszystkie możliwe sposoby i zobaczymy.
    Korę rozsypaną mam wszędzie pod różami. Wiem jakie niesie zagrożenia, lecz przede wszystkim z uwagi na gliniastą przesychającą glebę latem, dodatkowo wysuszające wiatry i wystawę ogrodu (południowy stok), a dodatkowo łatwość rozsiewania się chwastów z okolicznych ugorów, ściółkowanie korą traktuję jako wyższą konieczność.
    Nicieni nie stosowałam, choć w roku przyszłym z pewnością używać będę tego rodzaju środków. Dursbanem stosowanym po Mospilanie sama czuję się już przytruta.
    Pąki róż rozwijają się u mnie dość licznie, w ogóle róże mam zdrowe – nie wiem jak dotąd , co to plaga mszyc, przędziorków, skoczków ani chorób grzybowych. Po prostu przed otwarciem pąków pojawiają się chrząszcze i tną po kolei wszystko.
    Oczywiście są w moim ogrodzie odmiany podatne na czarną plamistość, takie jak duża część historycznych róż, hultemie, kanadyjki czy niektóre współczesne (u mnie Eden, Ascot, Chipprndale, Jalitah, Acropolis, Minerva, niektóre angielki, a późną jesienią Lavender Ice, Pashmina), jednak nie stanowi to dla mnie większego problemu. I nie poświęcam tej przypadłości róż większej uwagi.
    Liście staram się zbierać przed kopczykowaniem, opryski miedzianem stosuję raz na jakiś czas, wymiennie z mączką bazaltową. Z opryskami działam interwencyjnie. Może to za mało, ale wygląda na to, że jestem zwolenniczką zrównoważonego ogrodnictwa :).
    Wiem, że wszyscy tutaj „trzęsiemy” się nad naszymi różami, dogadzając im na wszelkie możliwe sposoby. Dziś, (tj. po kilku latach, kiedy nasadzenia różane zdominowały mój ogród) staram się traktować róże jak wszystkie inne rośliny – zoptymalizować warunki bytowe, dokarmiać jak należy, ale bez przesady, podlewać mocno, lecz rzadko i niech radzą sobie same. Przecież to mocne rośliny :).

    A wracając do kwitnienia Barona, on po prostu nie zawiązuje pąków. Po corocznym przemarznięciu i przycięciu wypuszcza kilka pędów i albo są skoszone przez chrząszcze, albo pąki kwiatowe nie tworzą się w ogóle.
    Podobną sytuację miałam tego roku z Madame Knorr. Jakoś rozszedł mi się jej niegdyś piękny krzew, wcześniej pojawiał się mączniak, czarna plamistość, zamierały pędy, więc ubiegłej wiosny poszła radykalnie pod sekator. Krzew zdążył się odbudować, lecz nie zakwitła.
    Mogę Pani obiecać, że przyszłej wiosny zwrócę większą uwagę na Barona. Sama ciekawa jestem o co mu chodzi :).

  9. Agnieszka Wierzbicka napisał:

    Jestem trochę w niezręcznej sytuacji, ze śmiem wypowiadać się na temat róży z którą nie mam doświadczenia. Niemniej, jeżeli po ostatnich dwóch zimach musimy usuwać martwe pędy, to przemarzanie różnicowałabym z chorobami grzybowymi pędów. Może ostre cięcie wiosenne wymuszone martwymi pędami, osłabia kwitnienie, bo kwitnie również na 2letnich pędach? Może ostre wiatry u Pani wysuszają niezdrewniałe pędy? Dlatego chyba należy działać teraz a nie w przyszłym sezonie i zrobić jakąś osłonę, tak żeby była cyrkulacja powietrza by nie tworzyć dobrych warunków dla grzybów. Z kopczykiem np. z próchnicy, wstrzymałbym się do silniejszych mrozów. Niestety jeszcze teraz profilaktycznie podlałabym fungicydem na choroby pędów. Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję na powtórną wymianę doświadczeń za rok.

  10. Ada Tarnawska napisał:

    Oczywiście, dam znać :)

Napisz komentarz